Link do wszystkich dokumentów

POST

Post jest podstawą wszelkich cnót, pierwszym i ostatnim z dobrych czynów, jest stróżem czystości i rozwagi, ojcem modlitwy, źródłem trzeźwości, nauczycielem cichości, przewod­nikiem do wszelkich dobrych czynów i do przyszłych dóbr.

*

Wychudzone przez post ciało mnicha wydobywa duszę z głębin pożądania i wysusza strumienie lubieżności".


Za: Meterikon Mądrość Matek Pustyni


O niedocenianiu wagi postu


Ten przegląd chrześcijańskiego świata postawił nas w obliczu pewnego uniwersalnego problemu. Wydaje się, że żaden Kościół i żadna społeczność religijna nie mo­gły uchować się przed poważnymi trudnościami, jeśli nie ogólną alergią, wobec tego wielkiego biblijnego aktu postu, który jest częścią należącej do wszystkich spuścizny. Brak zaangażowania w tą praktykę tej praktyki szczególnie dziwi u mnichów, którzy od początku z zamiłowaniem oddawali się jego kultywowaniu.

    W ten sposób dochodzimy do pytania, od którego wy­szliśmy: dlaczego nastąpiła owa śmierć postu, nawet tam, gdzie powinien on być najbardziej żywy? Teraz wiemy tro­chę lepiej, w jaki sposób mnisi wraz z ludem chrześcijań­skim doszli do tego stanu rzeczy. Jako że chodzi o zjawisko generalne, jego wytłumaczenia należy szukać także na płasz­czyźnie całego Kościoła. Prawdziwą przyczyną, jak powie­działem, nie może być ani fizyczne osłabienie rodzaju ludz­kiego, ani praca, ani życie społeczne. A zatem, co nią jest?


Ciało słabe


  Przede wszystkim na pewno trzeba wziąć pod uwagę „słabość ciała" - nie mówię: zdrowia - która jest ponadcza­sowa. Ze względu na to, że zakłóca on spokój i wymaga wy­siłku, post skazany jest na podupadanie przy najmniejszym załamaniu się woli. „Duch jest ochoczy", aby go podjąć, lecz „ciało słabe", żeby go utrzymać.

  Utrzymanie praktyki takiej jak ta zakłada zawsze czujną uwagę i ciągle na nowo podejmowanie wyrzeczeń. Jeżeli gło­szone Słowo Boże nie podsuwa jej regularnie odpowiednich motywacji, zaraz usycha i ginie. Post chrześcijański zniknął, ponieważ pasterze i wierni nie nadawali mu z każdym poko­leniem nowej wartości.


Odcieleśniona duchowość


  Abstrahując od tej ogólnej przyczyny, trzeba stwierdzić, że post zaatakowały niewątpliwie bardziej specyficzne cho­roby. Jedną z nich zdaje się być pewien nowy rodzaj ducho­wości, dążący do gardzenia uczynkami ciała i przejawiania zainteresowania jedynie stanami duszy. Kiedy liczą się tylko myśli i uczucia, tak materialna praktyka jak post wypada marnie.

  Pisał o tym już Pusey: dla wielu jego czytelników „uczynić wyrzeczenie w tak mało wartości owej dziedzinie jak jedze­nie jest rzeczą tak lichą i bez znaczenia, że opierając na niej podobną obserwancję, poniżyłoby się doktrynę Krzyża" . Na co Pusey daje trafną odpowiedź, że powtarzanie ma­łych uczynków kształtuje duże nawyki, które określają czło­wieka. Zresztą „przyczyna uszlachetnia uczynek, a uczynek nie hańbi przyczyny". Angażowanie religii do tego rodzaju praktyk nie przynosi jej szkody, lecz nadaje postowi religijny wymiar, który go dopełnia i uświęca.

  Nawet jeśli miałbym zostać uznany za materialistę, do­dam, że ani trochę nie wierzę w duchowość, która poprze­staje na stanach wewnętrznych. Tak, jak niezdrowe jest po­przestawanie na obserwancjach, nie troszcząc się o to, co się dzieje we wnętrzu, tak wielką pomyłką jest kultywowanie uczuć, które nie przekładają się na żadną praktykę. Faryzejską zewnętrzność posiada niemniej nieszczęsny pendant: czysto wewnętrzny charakter łączący stany duszy z miesz­czańską wygodą. Prawdziwa duchowość to taka, która wciela się w czyny. Dobrze rozumiał to realizm starożytnych. Po­gardzać tymi konkretnymi praktykami, które stwarzają czło­wieka, to oddzielać duszę od ciała, pogrążać się w pewnego rodzaju śmierci, popadać w angelizm oraz iluzję.

  Ta wielka współczesna iluzja posiada głębokie korzenie. W XII wieku widzimy ją zarysowującą się w koresponden­cji wyjątkowo inteligentnej i wykształconej osoby: Heloizy, przyjaciółki Abelarda. Jako mniszka i przełożona prosi swo­jego dawnego kochanka, który został jej kierownikiem du­chowym, o napisanie dla niej i jej sióstr reguły. Wśród jej próśb ta, której poświęca najwięcej miejsca, odnosi się do sprawy jedzenia. Bez wątpienia chodzi nie tyle o post, co o -wstrzemięźliwość — Heloiza chce, żeby pozwolono im jeść mięso, lecz wiele argumentów jest tak powszechnych, że za­graża to całej dyscyplinie żywieniowej, a nawet zewnętrznej obserwancji.

  Ponieważ kobiety są słabsze od mężczyzn (!), a w tamtych czasach sami mnisi okazują się niezdolni do praktykowania dawnych surowych zasad, opatka z Paraclet chciałaby więc, żeby udzielić siostrom stałej dyspensy od wstrzemięźliwości mięsnej i innych przestarzałych wyrzeczeń. Jedyną rzeczą, której Bóg nakazuje unikać, jest grzech. A jedzenie mięsa nie jest grzechem. Nie przywiązujmy wielkiej wagi, jak Ży­dzi, do zewnętrznych uczynków, przez które nie stajemy się milsi Bogu. Ważne jest tylko wnętrze, które odróżnia nas od Żydów, miłosierdzie, które oddziela nas od niegodziw­ców. Dalej następuje bogata antologia Nowego Testamentu, gdzie pojawia się wszystko, co u św. Pawła dyskredytuje obserwancje związane z jedzeniem, posiadające żydowskie bądź gnostyczne źródła.

   Jednak Heloiza nie zadowala się samym przytoczeniem tekstów biblijnych, które przywoływali już w IV wieku przeciwnicy ascetyzmu św. Hieronima. Przedstawiając sze­reg fragmentów ze św. Augustyna, sądzi, że może wysnuć z tego świętego doktora wnioski takie jak te:

  Zewnętrzne uczynki nie powiększają zasług... Przed Bo­giem wartość mają tylko cnoty... Całą troską prawdziwych chrześcijan jest przyozdobienie się w cnoty i oczyszczenie z wad wewnętrznego człowieka, od strony zewnętrznej nie muszą troszczyć się o nic lub prawie o nic. [Św. Augustyn]

   Wraz ze wszystkim, co zewnętrzne i widoczne, post jest więc uważany za mało ważny przez tego ucznia św. Augu­styna, który z pewnością zadziwiłby swojego mistrza.

  W swojej odpowiedzi Abelard nawiąże do tych roz­ważań, nie bez dodania od siebie wielu innych wypły­wających z jego przekonań. To, że chrześcijańscy intelek­tualiści w XII wieku, kwiat środowiska uniwersyteckiego, skąd wyjdzie nowożytna inteligencja, patrzą na ascezę ciała z podobną pogardą jest znakiem zapowiadającym chorobę, na którą cierpimy. Jednym z ich ulubionych motywów, odziedziczonym z filozofii starożytnej, jest odwołanie się do „natury" oraz „potrzeby". Dobrze, ale co to oznacza? Cały problem polega właśnie na tym, żeby odróżnić prawdziwą potrzebę człowieka od tej narzucanej przez zwyczaje i prze­sądy. Uczynienie z tej ostatniej prawa oznacza usadowienie się w wygodnej mierności i wzbranianie sobie wszelkiego owocnego wysiłku.

Za: Adalbert de Vogüé OSB, Kochać post. Doświadczenie monastyczne, tytuł oryginału: Aimer le jeûne: l'espérience monastique, przekład: Maria Kobiałka, TYNIEC - Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2010


***

Post w chrześcijaństwie syryjskim

Chrześcijaństwo syryjskie proponuje życie oparte na wyrzeczeniach. „Post", w szerokim tego słowa znaczeniu, rozciąga się na wszystkie wymiary istnie­nia. W Liber Graduum zostało to nazwane „postem od świata".


Post, mój drogi, to nie tylko powstrzymywanie się od spożywania chleba i wody, wiele bowiem jest sposobów zachowywania postu.

Są tacy, co powstrzymują się od chleba i wody, aż poczu­ją głód i pragnienie.

Ktoś pości, aby zachować dziewictwo; jest głodny i nie je, ma pragnienie i nie pije; i ten post jest najlepszy.

Ktoś inny pości  zachowując wstrzemięźliwość („świę­tość"), i to też jest post.

Ktoś pości powstrzymując się od spożywania mięsa i wi­na oraz pewnych pokarmów.

Ktoś pości nie otwierając ust, aby nie wypowiadać brzyd­kich słów.

Ktoś pości hamując swój gniew i poskramiając swe po­żądania, aby one nad nim nie zapanowały.

Ktoś pości w sprawach posiadania dóbr i uwalnia się (od wszystkiego), mając przed oczami sprawowaną służbę.

Ktoś rezygnuje z jakiegokolwiek łoża, aby być czujnym w modlitwie.

Ktoś w strapieniu pości od spraw tego świata, aby nie dać się zwieść nieprzyjacielowi.

Ktoś pości, aby pozostać w żałobie i spodobać się Panu w swej udręce.

Ktoś zbiera wszystkie poprzednie przypadki i stapia je w jeden post.


Za: O. Vincent Desprez OSB, Początki monastycyzmu, tom 2, Dzieje monastycyzmu chrześcijańskiego do Soboru Efeskiego (431), przekład: Janina Dembska


***

Sens postu


Przełożony pewnego klasztoru pytał abba Pojmena:, Jak mógłbym zdobyć bojaźń Bożą?". Abba Pojmen odpowiedział mu:, Jakże możemy zdobyć bojaźń Bożą, mając brzuch pełen sera i misę pełną wędzonki?". Pojmen 181, 425


Post spotykamy we wszystkich wielkich religiach. Występuje jako ilościowy - ograniczenie ilości jedzenia - i jako jakościowy -ograniczenie spożywania pewnych potraw. Praktyki postu w starożytności chrześcijańskiej, a szczególnie u Ojców Pustyni były bardzo surowe; jedzenie ograniczało się do jednego i to bardzo skąpego posiłku, a bywało, że w okresach pokuty jedzono nawet co drugi dzień. Te praktyki były tak surowe, że wątpiono nawet w prawdziwość źródeł, które o nich informowały. Choć jeden ze współczesnych badaczy starożytnego monastycyzmu podjął próbę takiego postu - nie tylko okazał się on możliwy, ale też wykazał dodatni wpływ na pracę umysłową.

Ale dlaczego post jest konieczny? Człowiek składa się z duszy i ciała, stąd też droga do doskonałości wymaga współpracy tych obydwu; post ciała stanowi wsparcie pracy duchowej. Post jest dobrowolnym ograniczeniem jedzenia, jednej z podstawowych czynności człowieka i, powiedzmy szczerze, przynoszącej także przyjemność. Nie jest to jednak jedyna próba opanowania ciała, mnisi stosowali i inne: ograniczenie snu (to należy stosować bardzo ostrożnie, by nie zachwiać równowagi psychicznej), długie stanie, spanie na gołej ziemi lub na twardym posłaniu itp. Z nich wszystkich jednak najważniejszą praktyką był post, bo jak mówi dosadnie Pojmen, nie można zdobyć bojaźni Bożej z brzuchem pełnym sera i wędzonki.

Sprawa postu staje się coraz bardziej aktualna i ważna wobec dobrobytu panującego w Europie i Ameryce i permanentnego przejadania się ludzi - stąd też sprawa odchudzania się nabiera coraz większego znaczenia.

Ograniczenie roli postu we współczesnej ascezie należy niestety do kolejnych prób przypochlebienia się światu, który nie życzy sobie jakichkolwiek ograniczeń; łatwiej jest bowiem zażywać farmaceutyczne środki odchudzające niż podjąć umartwienie w jedzeniu! Nam jednak nie chodzi o post z racji higienicznych — bo to nie należy do Kościoła, tylko do medycyny — lecz o jedną z form nie tylko doskonalenia się człowieka, ale też ofiary złożonej Bogu z rzeczy, które nam są miłe i przyjemne. Jest to jedna z form drogi całego człowieka — a więc z ciałem i duszą — do Boga.


Przeciw formalizmowi


Pewien brat odwiedził abba Pojmena pod koniec drugiego tygodnia czterdziestodniowego postu. Wyjawił mu swe myśli, doznał uspokojenia, a wreszcie powiedział: „Mało brakowało, a nie byłbym się zdecydował przyjść tutaj dzisiaj". Starzec zapytał: „Dlaczego?". Brat odpowiedział: „Mówiłem sobie: »Może mi nie otworzą z powodu Wielkiego Postu?«". Rzekł mu abba Pojmen: „Nas nie uczono zamykać drzwi drewnianych, ale raczej drzwi języka". Pojmen 58,400

Stajemy tu wobec odwiecznego problemu stosunku prawa i miłości. Do starca przychodzili bracia ze swoimi najtrudniejszymi problemami życiowymi, od których rozwiązania zależało często Ich dalsze życie lub śmierć. I takiego człowieka przyjmowali Ojcowie zawsze, niezależnie od postu, milczenia czy innych rygorów. Tak zresztą postępował również i Chrystus — pamiętamy jego cuda w szabat, które wywoływały takie zgorszenie i faryzeuszy.

Brat przyszedł nie tylko ze swoimi biedami i kłopotami, ale leszcze z wielkim niepokojem, czy wielki abba Pojmen raczy go przyjąć. Widać nie brakowało na pustyni formalistów, którzy być może go od tej wizyty odwodzili, stąd też ostra replika abba Pojmena: „Nas nie uczono zamykać drzwi drewnianych, ale raczej drzwi języka".

Słowa te zresztą odpowiadają istocie Wielkiego Postu. Jest on bowiem wprawdzie okresem zewnętrznej pokuty, ale także I wewnętrznej przemiany. Czy więc zamykanie się w celi w tym czasie było potrzebne? Oczywiście, że tak: wiele praktyk zewnętrznych, pomaga człowiekowi w rozwoju wewnętrznym; co więcej, są one czymś bardzo ważnym, jak np. post czy milczenie. Ale ten post bywał z zasady łamany przez najsurowszych nawet Ojców, kiedy trzeba było kogoś przyjąć, udzielić komuś gościnny, czy też po prostu w czymkolwiek dopomóc. Bynajmniej nie przeszkadzało to Ojcom potem „odbić sobie" opuszczony "post czy umartwienie, kiedy tylko wychodzili ugoszczeni bracia. Podobnie było zresztą z inną, surowo przestrzeganą praktyką, a mianowicie z milczeniem, gdy tego wymagała gościnność i miłosierdzie.

Problem dotyczący wspomnianego brata i samego abba Pojmena pozostaje ciągle aktualny, bo dwie strony, formalna i duchowa, pozostają w ciągłym konflikcie. Jesteśmy obecnie skłonni w imię strony duchowej odrzucać wszelkie zasady formalne, co jest wielkim błędem, bo obydwie są człowiekowi potrzebne i to bardzo. Równocześnie jednak biada człowiekowi, u którego te właśnie formy zwyciężą litość i miłosierdzie. Wtedy pojawia się formalizm, tak często i radykalnie zwalczany przez samego Pana Jezusa.


Za: Marek Starowieyski, Czego mogą nas nauczyć Ojcowie Pustyni, Wydawca Stowarzyszenie LIST,

***

Obecnie mnisi mają obfitość wszystkiego, aż dochodzi do tego, że jest problem z nadmiarem a nie, jak za czasów Ajahna Muna, brakiem i głodem. To prawdopodobnie z tego powodu dathunga kamatthana bhikkowie znajdują bardzo trudnym naśladowanie sposobu życia Ajana Muna i głośno narzekają, że citta nie staje się skoncentrowana i spokojna i sprawia wiele kłopotów. Jest tak teraz cały czas i prawie wszędzie, jak można oczekiwać uzyskania spokoju gdy rankiem udają się na obchód żebraczy i wracają z miską pełną słodkiego i smacznego jedzenia, czasami niosąc żywność w dodatkowym kontenerze. Ale nie ma sposobu by tego uniknąć, gdyż jest to dawane z wiarą przez ludzi chcących zdobyć zasługi. Już w tym miejscu jest to dostatecznie kłopotliwe, ale popołudniu i wieczorem mamy lód, sok pomarańczowy, napoje, kolę, kawę, cukier, sok z trzciny, wszystkiego w bród … Tacy mnisi dhatunga są może bardzo dobrze zaopatrzeni, ale ich praktyka medytacji nie jest dobra. Są ospali i zmęczeni, jak ciężko załadowane statki, czekające na wodzie bez wypływania z portu. Zatem, ci, których celem jest „drugi brzeg” nibbany, są bardzo uważni, czujni i ściśli w samoograniczaniu się, nie myślą tylko o ustach i żołądku, i jak trudnym i ciężkim to jest, gdyż wysilają się i walczą przeciwko przeszkodom, tamującym ich drogę. Nie są niedbali co do rzeczy i otrzymywanych rekwizytów, gdyż nawet jak jest wszystkiego dużo, biorą tylko trochę, znając odpowiednią ilość jedzenia.

Bardzo podobnie jest z tymi, którzy rezygnują z kładzenia się, czy redukują ilość jedzenia, czy stosują post, gdyż wszystko to są metody wiodące do spokoju i szczęścia serca. Dla tych którzy widzą, że post im służy, jakkolwiek długo by pościli, ich serca stają się coraz spokojniejsze i czystsze. Spokój jest osiągany znacznie szybciej i łatwiej niż zwykle. I kiedy wychodzą z tego stanu, myślą i badają na sposób mądrości, ich serca będą zręczne, szybkie i odważne, i cokolwiek dociekają, mogą to spenetrować w pełni, tak jak sobie tego serce życzy. Co do głodu i zmęczenia, zamiast bycia kłopotliwym i bolesnym dla ciała i umysłu, stają się przyjemnym sposobem postępu, za każdym razem, gdy redukują ilość jedzenia czy stosują post.

Ci, których natura pasuje do tego sposobu praktyki, będą zawsze trwać w wysiłku i praktykować posty i bycie zadowolonym z paru rzeczy w opisany sposób, nawet jeżeli znajdą się pośrodku obfitości czterech rekwizytów. Ponieważ patrzą oni na nie tylko jako na środki do utrzymania się przy życiu z dnia na dzień, podczas gdy esencjonalną rzeczą jest Dhamma w sercu. Tego się trzymają z wielkim zdecydowaniem w sposób niezachwiany, z ich życiem jako zastawem pod to, że nigdy nie wycofają się czy nie zrezygnują z takiej praktyki. Dla praktykujących w ten sposób, przygotowanych by oddać życie za esencję znaczenia i Dhammę, prawdziwie wiodącą na Ścieżkę, Owoc i do Nibbany, każde miejsce jest miejscem gdzie można praktykować medytację. Taki jest ich cel i nie dbają o napotykane po drodze cierpienie i kłopoty.

Jeżeli im czegoś brakuje, podporządkowują swe serca Dhammie, co jest sposobem całkowicie uwalniającym od cierpienia, i nie ma w tym nic sekretnego co mogłoby obrócić się w fałsz. I tak, czy siedzą, chodzą, stoją czy leżą, pracują cały czas jakby byli w obecności Lorda Buddy, we wszystkich sytuacjach, z wyjątkiem snu.


Ajahn Maha Bua