Link do wszystkich dokumentów

Demoniczność Hitlera

W ostatnim rozdziale Zmyślenia i prawdy Goethe zamieszcza rozważania o „demoniczności” dość luźno związane z głównym wątkiem opowieści. W określonej chwili (jest rok 1813, epoka napoleońska zbliża się do końca) pragnie on najwidoczniej uczynić aluzję do działających w historii – zarówno jego osobistej, jak i politycznej – mrocznych sił. „Najstraszniejszy wszelako jest ów demoniczny pierwiastek wówczas, gdy zaczyna dominować w jakimś człowieku. W ciągu mojego życia, mogłem to zaobserwować wielokrotnie, zarówno w moim bliższym, jak i dalszym otoczeniu. Nie zawsze są to jednostki najwybitniejsze pod względem umysłu i talentów, rzadko kiedy też zalecają się dobrocią serca. Jednakże bije od nich jakaś ogromna siła; przemożnie oddziałują one na wszystko, co żyje, ba, nawet na żywioły; a któż potrafi orzec, jak daleko taki wpływ może sięgać? Bezradne są wobec takich ludzi wszelkie połączone moce moralne; na próżno światlejsza część ludzkości pragnie wzbudzić ku nim podejrzliwość, piętnując ich jako oszustów bądź oszukanych; przyciągają oni rzesze. Rzadko albo nigdy znajdują godnych siebie rywali pośród współczesnych. Nic nie jest zdolne ich pokonać – chyba tylko sam wszechświat, z którym wdali się w walkę ...”.

W tym sensie Hitler był postacią „demoniczną”. Wypływała z niego „olbrzymia siła”. „Złączone siły moralne” nie mogły powstrzymać jego ekspansji, nawet wówczas, gdy „jaśniejsza część” w człowieku rozpoznała w nim szalbierza. Masy uległy jego przyciąganiu. Skądinąd, to nie „powszechność”, a więc niewytłumaczalny los spowodowała upadek Hitlera; potrzebne były złączone siły wspólnoty ludów, aby wreszcie położyć kres tej okropności.

*

Sugestywne oddziaływanie Hitlera, zwłaszcza po wyjściu z więzienia, ma również związek z tym, że „tworzenia nowego człowieka” doświadczał zarówno biernie, na samym sobie, jak i próbował aktywnie. Całą jego osobowość pochłania to co nazywa „swoją misją”. Jest opentańcem. Takim spostrzegali go niemal wszyscy z jego otoczenia. Charakterystyczne dla Hitlera były raptowne zmiany nastroju – od apatii do histerycznych wybuchów, od mentalnej nieobecności do groźnej obecności. Hitlera – relacjonuje jeden z wcześniejszych jego zauszników – można by opisać za pomocą „archaicznej metafory” „nawiedza go duch” (W. von Miltenberg).

Hitler nie umiał prowadzić zwyczajnej rozmowy. Był w niej bezradny, prawie nieśmiały, nic mu nie przychodziło do głowy. Gdy jednak jakiś wątek mu się spodobał i go podniecił, mówił i mówił z wewnętrznym uniesieniem, ale tak, jak gdyby przemawiał do tłumów. Skończywszy, jak gdyby opadał z sił; ogarniała go niemota. Rudolf Diels, były szef Gestapo, wspomina: Często zastawałem go zupełnie wyczerpanego, spoglądającego przed siebie martwym, nieruchomym wzrokiem … Zapewne jakiś automatyzm jego organizmu sprawił, że przechodził on wyraźne oddzielone od siebie stadia, w których najpierw gromadził energię, później zaś otwierał im upusty, aby eksplodowały”. Również Albert Speer zauważył u Hitlera tą osobliwą oscylację między opętaniem a apatią, i takie o tym snuł refleksje: „Działa w sposób wręcz bezosobowy. W tym zresztą bodaj zawsze pozostał sobą. Patrząc wstecz zadaję sobie niekiedy pytanie, czy ta nieobliczalność, ta bezosobowość nie cechowały go już od wczesnej młodości aż po gwałtowną śmierć. Jeśli tak, to sądzę, że tym silniej mogła nim zawładnąć skłonność do przemocy, gdyż nie hamował jej żaden ludzki odruch. Nikt nie potrafił nawiązać kontaktu z jego jestestwem, właśnie dlatego, że było ono martwe, puste”. Hermann Rauschning idzie jeszcze dalej. Odnosi wrażenie, iż obsesja Hitlera działa na kształt demonicznej magii: „Każdy, kto stykał się z Hitlerem, musiał spostrzec, że wydawał się on na łup siłom, które go porywały i niosły. Siłom ciemnej, niszczycielskiej potęgi … W głębi swej istoty jest ospały i apatyczny, potrzebuje nerwowego impulsu, by z chronicznego letargu przerzucić się do kurczowych zrywów woli. Wybrał drogę łatwiejszą – drogę upadku; poddał się siłom, które wtrąciły go w przepaść”.


R. Safranski, Zło. Dramat wolności
s.235-6, 243-4

Tłumaczenie: Ireneusz Kania