Link do wszystkich dokumentów


Cioran - Ćwiartowanie -

wypisy


C opowiada mi o pobycie w Londynie, gdzie w jakimś pokoju hotelowym cały miesiąc przesiedział nieruchomo twarzą do ściany. Było to dla niego rzadkie szczęście i życzyłby sobie, aby trwało bez końca. Przytaczam mu podobne doświadczenie buddyjskiego misjonarza Bodhidharmy, które trwało dziesięć lat.

Zazdroszczę mu tego wyczynu, który w ogóle nie wbija go w dumę, mówię mu, że nawet gdyby to pozostało jego jedynym osiągnięciem, i tak powinno go to wywyższać we własnych oczach i pomóc mu w przezwyciężeniu stanu załamania, z którego nie wie jak wyjść.


Jedynie koszmar historii pozwala nam odgadnąć koszmar transmigracji. Wszelako z pewnym zastrzeżeniem. Bla buddysty peregrynacja z istnienia na istnienie to groza, z której chce się wyzwolić; przykłada się do tego ze wszystkich sił, szczerze przerażony nieszczęściem ponownych narodzin i ponownej śmierci, i nigdy by nie pomyślał, aby się nim w skrytości rozkoszować. Brak u niego jakiegokolwiek porozumienia z nieszczęściem, z zagrożeniami, które czyhają nań z zewnątrz, a przede wszystkim od wewnątrz.

My, pozostali, paktujemy zaś z tym, co nam zagraża, pielęgnujemy nasze przekleństwa, łakniemy tego, co nas niszczy, za nic nie zrezygnowalibyśmy z naszego koszmaru, któremu przydaliśmy tyle wielkich liter, ile doznaliśmy złudzeń.

Na targu dwie staruszki poważnie rozmawiają. Kiedy nadszedł czas rozstania, jedna z nich, bardziej zniszczona, powiada: „żeby zachować spokój, w życiu należy trzymać się normy”.
To właśnie, pomijają język, głosił Epiktet.

W pewnym angielskim tygodniku diatryba przeciwko Markowi Aureliuszowi, którego autor oskarża o hipokryzję, filistyzm, i pozerstwo. Wściekły, gotowałem się do odpowiedzi, kiedy pomyślawszy o cesarzu, szybko się uspokoiłem. Nie powinienem się denerwować w imieniu kogoś, kto mnie nauczył, żeby się nigdy nie denerwować.

W zoo. - Wszystkie te zwierzaki zachowują się przyzwoicie, oprócz małp. Czuć, że człowiek jest blisko.

Według Orygenesa tylko dusze skłonne do zła, „mają złamane skrzydła”, oblekają się w ciała.
Innymi słowy, bez fatalnego łaknienia nie ma wcielenia, ani historii. Tkwi w tym przerażająca oczywistość, którą można wytrzymać, gdy tylko otoczy się ją choćby najmniejszym aparatem teologicznym.

Założyć rodzinę. Myślę, że łatwiej by mi przyszło założyć imperium.

Kiedy widzę jak ktoś walczy za jakąś sprawę, obojętnie o co, staram się dowiedzieć, co się dzieje w jego umyśle i skąd może się brać ów tak oczywisty brak dojrzałości. Odmowa poddania się może być oznaką „życia”. Lecz w żadnym razie przenikliwości czy po prostu zastanowienia. Człowiek rozsądny nie zniża się do protestów. Ledwie pozwala sobie na oburzenie. Branie spraw ludzkich serio świadczy o jakimś ukrytym defekcie.

Moja misja to zabić czas, jego z kolei – zabić mnie. Całkiem dobrze można się poczuć między mordercami.

Wizyta pewnego malarza, który opowiada mi, jak będąc na Południu, udał się z wizytą do pewnego ślepca i zastał go samego, pośród ciemności: nie mógł się powstrzymać od wyrażenia litości i zapytania go, czy można znieść istnienie, kiedy nie widzi się światła. „Nie wie pan, co pan traci” - brzmiała odpowiedź ślepca.

Ten pozagrobowy spokój, jaki się odczuwa, odwracając się od świata. Nagle zdawało mi się, że widzę uśmiech, który właśnie ogarnął przestrzeń. Kto się uśmiechał? Skąd emanowało to wielkie szczęście, które ogarnia twarze mumii? W jednej chwili dotarłem do drugiego brzegu, w jednej chwili musiałem stamtąd powrócić, tak niegodny, aby dzielić tajemnice zmarłych.

Ściśle rzecz biorąc, nie zaznałem ubóstwa. Poznałem za to przynajmniej brak zdrowia, co uwalnia mnie od wyrzutów sumienia, że nie żyłem w ubóstwie.

Jak się dowiedzieć, że się ma rację? Kryterium jest proste: jeśli inni się od was odsuwają, bez wątpienia jesteście bliżej istoty rzeczy niż oni.

Ten kto bywając wśród ludzi, czyni sobie jakiekolwiek złudzenia na ich temat, powinien zostać skazany na powtórne narodziny, aby nauczyć się obserwować, widzieć, aby być trochę na bieżąco.

Żywi – potępieni, wszyscy lecz tego nie wiedzą. Ja, który to wiem, mam jakąś przewagę? Tak, mam, uważam, że cierpię bardziej niż oni.

„Wybaw mnie od tej godziny” - głosi Naśladowanie. „Wybaw mnie od wszystkich godzin” byłoby słuszniejsze.

X to człowiek, którego wady badałem przez całe lata z zamiarem doskonalenia się... Przywiązywał wagę do wszystkiego. Zrozumiałem, że to jedyna rzecz, której nie należy robić. Jego przykład, zawsze obecny w moim umyśle, od jakże wielu uniesień mnie uwolnił!

Według Nagardżuny - umysłu subtelnego, który wyszedł nawet poza nihilizm – tym co Budda podarował światu jest „nektar pustki”. Czyż na granicy najbardziej abstrakcyjnej i destrukcyjnej analizy odwoływanie się do napoju, niechby nawet napoju bogów, nie jest słabością, ustępstwem? Obojętnie, jak daleko by się zaszło, wszędzie wlecze się za sobą hańbę bycia – lub bycia kiedyś – człowiekiem.

Podczas godzin czuwania każda chwila jest tak pełna i tak wolna, że staje się rywalką Czasu.

Głębokie wzruszenie z dzieciństwa, kiedy słyszałem jak mój ojciec, wróciwszy z cmentarza opowiadał o młodej matce, która straciła córeczkę i wybuchła śmiechem, gdy spuszczano trumnę do grobu. Atak obłędu? Tak i nie. Bo kiedy bierze się udział w pogrzebie, w obliczu absolutnego oszustwa nagle zdemaskowanego czyż nie ma się ochoty zareagować tak, jak ta kobieta?

Negowanie grzechu pierworodnego byłoby dowodem na to, że nigdy nie wychowywało się dzieci.
Ja ich nie wychowywałem, to prawda, ale wystarczy, gdy sobie przypomnę moje reakcje gdy sam byłem dzieckiem, abym nie miał najmniejszych wątpliwości, co do pierwszego z naszych potknięć.

Trudniej umierać w wieku lat sześćdziesięciu lub osiemdziesięciu niż dziesięciu albo trzynastu. Nieuzależnienie od życia, w tym tkwi sedno! Bo życie to nałóg. Największy z możliwych. To tłumaczy dlaczego tak trudno się go pozbyć.

„Czym jest prawda?” - to pytanie fundamentalne. czymże ono jest wszakże obok „jak wytrzymać życie?” A nawet to blednie przy kolejnym: „jak wytrzymać siebie?”

Niezdolny aby żyć w chwili, lecz jedynie w przeszłości albo w przyszłości, w niepokoju i żalu! Tymczasem teologowie są formalistami i to właśnie jest warunkiem a nawet definicją grzesznika. Człowiek bez teraźniejszości.

Gdyby nieomylnie dostrzegało się, kim się jest, miałoby się jeszcze odwagę, by się położyć, ale na pewno nie do tego by wstać.

Od zawsze zmagałem się z jednym zamiarem, aby przestać się zmagać. Wynik: zero.

Epiktet: „Szczęście nie polega na tym by zdobywać, korzystać, ale na tym by nie odczuwać pragnienia”. Jeśli mądrość jest definiowana jako przeciwieństwo Pragnienia, to dlatego, że jej celem jest to, byśmy byli ponad codzienne rozczarowania, jak też ponad rozczarowania dramatyczne, nieodłączne – tak jedne jak i drugie – od faktu pragnienia, oczekiwania, nadziei. A szczególnie chce uciec przed rozczarowaniami kapitalnymi, mądrość bowiem specjalizuje się w sztuce stawiania czoła czy też poddawania się „ciosom zadawanym przez los”. Ze wszystkich starożytnych to stoicy właśnie najlepiej rozwinęli tę sztukę. Jeśli dać im wiarę, mędrzec cieszy się wyjątkowym statusem we wszechświecie: bogowie są chronieni przed wszelkim złem; on jest ponad, dano mu siłę, która pozwala zwalczyć wszystkie pragnienia. Bogowie wciąż są podporządkowani swym pragnieniom, żyją w poddaństwie; tylko on mu się wymyka.

W tej chwili jestem sam. Czegoż mógłbym chcieć jeszcze? Bardziej intensywne szczęście nie istnieje. A jeśli, to słuchanie, jak – dzięki rosnącej ciszy – moja samotność rośnie.

Podług mitologi sumeryjskiej potop był karą, którą bogowie wyznaczyli człowiekowi za hałas, jaki czynił. Czegóż by się nie dało, żeby się dowiedzieć, jak mu się odwdzięczą za obecną wrzawę!

„Życie głupca jest nieprzyjemne, niespokojne, całe pędzi ku przyszłości”. Tymi słowami Seneki przytoczonymi przez Montaigne można posłużyć się do pokazania, że obsesja sensu historii to źródło zaburzeń i że istotnie nim jest: iść z prądem albo mu się przeciwstawiać, sprowadza się do tego samego, skoro w obu przypadkach wciąż patrzymy w stronę przyszłości jako posłuszne lub posępne ofiary.

Tłumaczenie: Maciej Falski