Link do wszystkich dokumentów


Sylogizmy goryczy

wypisy


Gdyby Molier zaczął zstępować we własne otchłanie, Pascal – ze swoją – wyglądałby na dziennikarza.

Romantyzm angielski był szczęśliwą kombinacją laudanum, wygnania i suchot; niemiecki – alkoholu, prowincji i samobójstwa.

Przegrać życie to wejść w sfery poezji – bez wsparcia talentu.

Nigdy dość potępienia XIX wieku za to, że tak faworyzował owo pieskie plemię glosatorów, maszyn do czytania, owo wykoślawienie umysłu, które ucieleśnia Profesor – symbol schyłku cywilizacji, spodlenie smaku, supremacji mozołu nad kaprysem.
Widzieć wszystko z zewnątrz, systematyzować niewypowiedziane, niczemu nie spoglądać w twarz, inwentaryzować cudze punkty wiedzenia! ... Wszelki komentarz do cudzego dzieła jest zły bądź niepotrzebny, bo wszystko to, co niebezpieczne, nie liczy się.
Kiedyś profesorowie z upodobaniem pastwili się nad teologią. Mieli przynajmniej tę wymówkę, że nauczają absolutu, ograniczają się do Boga. Dziś jednak nic nie umknie ich morderczej kompetencji.

Gdyby Omar Chajjam nie uczepił się ostatniej iluzji, chętnie powoływałbym się na niego i na jego głuche smutki; wszelako on wierzył jeszcze w wino.

Jeśli z taką naiwnością wierzymy w idee, to dlatego, że zapominamy, iż ich twórcami były ssaki.

Zarzut wobec wiedzy: ten świat nie zasługuje na poznanie.

Każde pragnienie musi wcześniej czy później napotkać swoje znużenia – swą prawdę.

Chowamy się za własną twarzą: szaleniec zdradza się przez swoją. Oddaje się, odsłania innym. Utraciwszy maskę, upublicznia swoją trwogę, wciska ją pierwszemu człowiekowi z brzegu, rozgłasza własne zagadki. Tak wielka niedyskrecja drażni. To normalne, że krępuje się go i odosabnia.

Najmniejsze uzależnienie, choćby tylko od pragnienia śmierci, demaskuje naszą wierność wobec oszukaństwa „ja”.

To nie Bóg, lecz Ból cieszy się przywilejem wszechobecności.

Stworzenie było pierwszym aktem sabotażu.

Ile kłopotów z przeprowadzką na pustynię! My, sprawniejsi od pierwszych eremitów, nauczyliśmy się szukać jej w nas.

Możliwość samoobrony przez herezję daje wierzącemu wyraźną przewagę nad niedowiarkiem.

Odchodząca miłość jest doświadczeniem tak filozoficznie płodnym, że z fryzjera czyni współzawodnika Sokratesa.

Mogę zrozumieć i usprawiedliwić anomalie – w miłości, we wszystkim; to jednak, że trafiają się impotenci wśród durniów, przechodzi moje pojęcie.

Gdyby impotenci wiedzieli, jak bardzo po macierzyńsku potraktowała ich natura, błogosławiliby sen gruczołów i zachwalali go na każdym rogu ulicy.

Gdyby Noe miał dar czytania przyszłości, bez wątpienia zatopiłby arkę.

Z jaką ulgą ten, kto drży o własną melancholię i boi się z niej wyleczyć konstatuje, że jego lęki są bezpodstawne, że jest ona nieuleczalna!

Nie ma większego nieszczęścia dla ambitnego młokosa niż obcowanie ze znawcami ludzi. Miałem kontakty z kilkoma takimi; wykończyli mnie, gdy liczyłem sobie dwadzieścia lat.

tlumaczenie: Ireneusz Kania