Link do wszystkich dokumentów

Ostatni Mesjasz

I

Pewnej nocy, w dawno przeszłych czasach, mężczyzna zbudził się i zobaczył siebie samego. Zobaczył, że był nagi pod kosmosem, bez domu w jego własnym ciele. Wszystkie rzeczy rozpadały się pod wpływem jego sprawdzającej myśli, cud na cudzie, zgroza na zgrozie odsłaniały się jego umysłowi. A potem zbudziła się kobieta i rzekła, że czas już iść i zabijać. I zabrał swój łuk i strzały, owoc małżeństwa ducha i dłoni, i wyszedł na zewnątrz, krocząc pod gwiazdami. Ale kiedy bestie przybyły do wodopoju, gdzie oczekiwał ich wedle zwyczaju, nie czuł już więcej więzi tygrysa w jego krwi, a wielki psalm o braterstwie cierpienia między wszystkim, co żyje. Tego dnia nie powrócił z ofiarą, a kiedy znaleźli go następnego księżyca, siedział martwy przy wodopoju.

II

Co się mogło stać? Wyłom w samej jedności życia, biologiczny paradoks, obrzydliwość, absurd, przesada nieszczęsnej natury. Życie przestrzeliło swój cel, zabijając samo siebie. Jeden z gatunków został uzbrojony nazbyt dobrze – z powodu ducha, wszechpotężny na zewnątrz, ale tak samo zagrożeniem dla siebie samego będąc. Jego broń była jak miecz bez rękojeści, miecz o dwóch ostrzach raniący wszystko; ten, który chce go dzierżyć, musi złapać za ostrze i skierować je przeciwko sobie. Pomimo jego nowych oczu, człowiek był dalej zakorzeniony w materii, jego dusza obracała się w niej i ulegała jej ślepym prawom. A jednak mógł zobaczyć materię jak obcy, porównywać siebie do wszystkich zjawisk, przejrzeć i zobaczyć jego procesy życiowe. Przychodzi do natury jako nieproszony gość, daremnie wyciągając swoje ramiona, by błagać o pojednanie ze swoim stwórcą: Natura nie odpowiada już więcej, stworzyła cud – człowieka, jednak później nie poznała go. Stracił swoje prawo bytu we wszechświecie, zjadł z Drzewa Poznania i został wygnany z Raju. Jest potężny w tym świecie, ale przeklina swoją moc, którą sprzedał za harmonię duszy, za niewinność, za wewnętrzny spokój w objęciu życia. Zatem stoi z jego wizjami, zdradzony przez wszechświat, zadziwiony i przerażony. Bestia także znała strach w środku burzy i w pazurze lwa, ale człowiek przeraził się samego życia – zaiste, swojego własnego istnienia. Życie było dla bestii czuciem gry siły, było żarem i grami i niezgodą i głodem, aby wreszcie ulec prawu natury. W bestii, cierpienie było zamknięte w samym sobie, w człowieku cierpienie wybija dziury do strachu świata i rozpaczy życia. Nawet gdy dziecko zaczyna płynąć po rzece życia, grzmot dochodzący z wodospadu śmierci dociera do niego, coraz wyraźniej, niszcząc jego radość. Człowiek widzi ziemię, a ona oddycha jak wielkie płuco; zawsze, kiedy wydycha, rozkoszne życie wychynie z jej porów i wyciąga się do słońca, ale kiedy wdycha, jęk rozłamu przetacza się przez wielość, a ciała uderzają o ziemię jak kule gradu. Nie tylko mógł obserwować swoje dni. Cmentarze pękały w szwach, kiedy patrzył, lamenty zapadłych mileniów zawodziły w upiornie rozkładających się

kształtach. Sny matek upadłe w ziemię. Kurtyna przyszłości odsłoniła się jako koszmar ciągłego powtarzania, bezsensownego trwonienia materiału organicznego. Cierpienie bilionów ludzkich czyni sobie wejście do niego przez miłosierdzie, z wszystkiego, co się dzieje, powstaje śmiech szyderstwa na żądanie sprawiedliwości, jego najstabilniejszej dowodzącej zasady. Widzi, jak powstaje w łonie jego matki, podnosi rękę w powietrzu i widzi jej pięć odgałęzień – skąd ten diabelski numer pięć i jaki ma związek z moją duszą? Nie jest już więcej oczywisty dla samego siebie – dotyka swojego ciała w czystym przerażeniu – to jesteś ty i na tym się kończysz. Nosi w sobie jedzenie, wczoraj była to bestia, która mogła sama się poruszać, a teraz wessałem ją i uczyniłem częścią siebie. I gdzie ja się zaczynam, a gdzie kończę? Wszystkie rzeczy wiążą się razem w łańcuchy przyczyn i skutków, a wszystko, czego chce dotknąć, rozpuszcza się pod wpływem jego badającej myśli. Wkrótce widzi mechanizmy w tym, co dotychczas było niepodzielne i drogie, w uśmiechu swoich najbliższych – są i inne uśmiechy, będąc zepsutym butem z wyłażącymi palcami. W końcu cechy innych są cechami tylko jego. Nic nie egzystuje bez niego, każda linia wskazuje z powrotem w jego stronę, świat jest widmowym echem jego głosu – skacze, krzycząc głośno i chce zwymiotować na ziemię razem z jego nieczystym pożywieniem, czuje nadchodzące szaleństwo i chce znaleźć śmierć, zanim straci nawet taką możliwość. Ale, kiedy stoi przed nadciągającą śmiercią, także rozumie jej naturę i kosmiczną wagę następnego kroku. Jego kreatywna wyobraźnia konstruuje nowe, przeraźliwe widoki za zasłoną śmierci, i widzi, że nawet tam nie znajdzie schronienia. I teraz może odróżnić zarys jego biologiczno-kosmicznych warunków: Jest beznadziejnym więźniem wszechświata, trzymanym, by popaść w nienazwane możliwości. Od teraz jest w stanie bezlitosnej paniki. Takie uczucie kosmicznej paniki jest zasadnicze w stosunku do każdego ludzkiego umysłu. Zaprawdę, wygląda na to, że rasa zginie wtedy, kiedy efektywne zachowanie życia i jego kontynuacja są wykluczone, a cała uwaga jednostki jest poświęcona wytrzymywaniu lub transformacji katastrofalnego napięcia wewnątrz. Tragedia gatunku stającego się niedostosowanym do życia z powodu nad-ewolucji pewnej zdolności nie jest zarezerwowana wyłącznie dla ludzkości. Istnieje także ona w znaczeniu pewnego jelenia, który, w czasach paleontologicznych, wymarł z powodu zbyt rozwiniętych rogów. Mutacje muszą zatem być uznane za ślepe, działają, wynurzają się bez żadnego związku ze środowiskiem. W stanach depresyjnych, umysł może być widziany jako obraz takiego jelenia, którego poroże w jego fantastycznym splendorze ściąga go w dół.

III

Dlaczego, zatem, ludzkość nie wymarła już dawno podczas wielkich epidemii szaleństwa? Jako że zdolność myślenia daje im więcej, niż mogą unieść, dlaczego tylko całkiem mała liczba ludzi ginie, ponieważ nie umie przetrwać wysiłku życia? Historia kultury, a także obserwacja nas samych i innych pozwalają na postawie nienastępującej odpowiedzi: Większość ludzi uczy się ratować samych siebie poprzez sztuczne ograniczanie zawartości świadomości. Jeśli ten wielki jeleń łamałby systematycznie odgałęzienia swojego poroża, mógłby przeżyć trochę dłużej. Ale w gorączce i ciągłym bólu, zaiste, zdradzając główną ideę, rdzeń jego osobliwości, ponieważ to ręka stworzenia przeznaczyła go, by był nosicielem rogów wśród zwierząt. Co zyskało na przedłużeniu, straciłoby na znaczeniu w wielkości życia, czy, mówiąc inaczej, przedłużenie życia bez nadziei, marsz nie w stronę afirmacji, ale dalej przez ruiny tworzone na nowo, autodestrukcyjny wyścig przeciwko świętej woli krwi. Tożsamość celu i zagłady jest podobna, zarówno dla wielkiego jelenia, jak i człowieka. Jest tragicznym paradoksem życia. W pełnej oddania afirmacji, ostatni Cervis Giganticus niósł symbol swojego dziedzictwa do końca. Człowiek ratuje siebie i kontynuuje. Dokonuje, by rozszerzyć utartą frazę, mniej lub bardziej samoświadomą represję niszczącej nadwyżki świadomości. Proces jest właściwie ciągły podczas godzin naszej świadomości i aktywności, jest on wymogiem naszej przystosowalności społecznej i wszystkiego, co zazwyczaj jest nazywanym zdrowym i normalnym życiem. Psychiatra nawet opiera się na założeniu, że „zdrowy” i zdolny do życia utożsamia się z tym, co najwyższe w sensie osobistym. Depresja, „strach przed życiem”, odmowa odżywiania się itd. są nieodmiennie brane jako oznaki stanu patologicznego i w taki sposób traktowane. Jednak często takie zjawiska są wiadomościami z głębszego, bardziej bezpośredniego sensu życia, gorzkimi owocami geniuszu myśli lub uczucia u źródła tendencji przeciwko życiu. To nie dusza jest chora, ale osłona zawodzi lub jest odrzucona, ponieważ jest doświadczona – słusznie – jako zdradę najwyższego potencjału ego. Całość życia, które widzimy przed naszymi oczami dzisiaj jest zewnętrznie i wewnętrznie spętana w sieć mechanizmów represyjnych, socjalnych i indywidualnych; mogą one być wyśledzone do wytartych formuł życia codziennego. Pomimo tego, że czynią one dużą i różnorodną wielość form, zdaje się być uzasadnionym, by zidentyfikować przynajmniej cztery główne rodzaje naturalnie występujące w każdej możliwej kombinacji: Izolacja, kotwiczenie, rozproszenie i sublimacja. Przez izolację mam na myśli całkowicie umowne odsunięcie ze świadomości wszystkich przynoszących lęk i destruktywnych myśli i uczuć. (Engstrom: „Nie powinno się myśleć, to tylko komplikuje”). Perfekcyjny i prawie brutalizujący wariant można znaleźć u niektórych lekarzy, którzy w akcie obrony własnej będą akceptowali tylko techniczny aspekt ich profesji. Izolacja może także upaść w czysty chuliganizm, jak u drobnych bandytów lub studentów medycyny, gdzie jakakolwiek wrażliwość na tragiczną stronę życia jest wymazana brutalnymi środkami (granie w piłkę trupimi głowami i tak dalej).W codziennych czynnościach izolacja manifestuje się w ogólnym kodeksie powszechnej zmowy milczenia: Przede wszystkim w stosunku do dzieci, by nie przeraziły się bezsensownie życia, które dopiero co rozpoczęły, a zachowują swoje iluzje, dopóki, dopóty mogą sobie pozwolić stracić je. W zamian, dzieci nie mogą kłopotać dorosłych przedwczesnymi pytaniami o seks, higienę czy śmierć. Między dorosłymi istnieją reguły „taktu”, mechanizm manifestuje się otwarcie, kiedy człowiek, który otwarcie płacze na ulicy, jest usunięty przez wsparcie policyjne. Mechanizm kotwiczenia także działa od wczesnego dzieciństwa; rodzice, dom, ulica stają się oczywistością dla dziecka i dają mu poczucie wsparcia. Ta sfera bytu jest pierwszą i być może najszczęśliwszą obroną przeciwko kosmosowi, jaką kiedykolwiek poznamy w życiu. Fakt, który niewątpliwie także wyjaśnia „dziecięce relacje” kwestia, czy skaziła je sfera seksualności, są tutaj nieważne. Kiedy dziecko później odkrywa, że te stałe punkty są „umowne” i „ulotne”, jak inne, przeżywa kryzys strachu i konfuzji i natychmiast szuka kolejnego zakotwiczenia. „Jesienią pójdę do szkoły średniej”. Jeśli substytut w jakiś sposób zawodzi, kryzys może przyjąć niefortunny obrót lub coś, co ja nazywam spazmem zakotwiczeniowym: Ktoś zaczepia się wartości martwych, ukrywając przed sobą i innymi tak dobrze, jak to możliwe fakt, że one nie działają, że nie rozwiązują niczego w sensie duchowym. Rezultatem jest trwające poczucie niebezpieczeństwa, „poczucie niższości”, nadkompensacja, niepokój. Tak długo, jak ten stan podpada pod pewne kategorie, jest obiektem psychoanalizy, której celem jest nowe zakotwiczenie. Zakotwiczenie może być opisane jako stabilizacja punktów wewnątrz lub konstrukcja murów wokół płynnego przerażenia świadomości. Pomimo, że zazwyczaj nieświadome, może być także w pełni świadome (ktoś „stawia sobie cel”). Publicznie użyteczne zakotwiczenia spotykają się z sympatią, ten, kto „poświęca się całkowicie” dla swojego zakotwiczenia (dla firmy, dla sprawy) jest idealizowany. Wzniósł on potężny bastion przeciwko rozpadzie życia, a inni, przez sugestię, zyskują na jego sile. W formie zbrutalizowanej, jako świadomy czyn, można spotkać ten nakaz wśród „dekadenckich” playboyów („powinno się ożenić w swoim czasie, a wtedy przymusy przyjdą same z siebie”). Zatem ustala się potrzebę czyjegoś życia, odsłaniając się na oczywiste zło z pewnego punktu widzenia, ale uspokajając nerwy, będąc więzieniem o wysokich ścianach na wrażliwość na życie, która z czasem staje się coraz bardziej ordynarna. Ibsen prezentuje w Hjalmar Ekdal i Molviku dwie rozkwitające przyczyny („żyjące kłamstwa”); nie ma różnicy pomiędzy ich zakotwiczeniem a filarami społeczeństwa, wyjąwszy praktyczną i gospodarczą bezpłodność tego ostatniego. Każda kultura jest wielkim, kompletnym systemem zakorzenienia, zbudowanym na podstawowych firmamentach, na podstawowych ideach kultury. Przeciętna osoba radzi sobie z kolektywnymi firmamentami, osobowość jest budowana dla niego, osoba charakteru posiada skończoną konstrukcję, mniej lub bardziej zakorzeniona w odziedziczonych firmamentach (Bóg, Kościół, państwo, moralność, los, prawa życia, ludzie, przyszłość). Im bliżej do głównego firmamentu jest pewien element utrzymujący, tym niebezpieczniej jest go tknąć. Tutaj bezpośrednia ochrona jest normalnie utrzymana przez środki kodeksów karnych i gróźb kar (inkwizycja, cenzura, konserwatywne podejście do życia. Utrzymujący potencjał każdego segmentu albo zależy na fikcyjnej naturze, przez którą się jeszcze nie przejrzało, albo jest rozpoznany jako konieczny w każdym razie. Stąd religijna edukacja w szkołach, którą nawet popierają ateiści, ponieważ nie znają żadnej innej drogi, by wprowadzić dzieci do społeczeństwa. Kiedykolwiek ludzie widzą fikcyjność lub zbyteczność segmentu, będą chcieli go zastąpić nowym (ograniczony czas Prawd) – a skąd płynie cała spirytualna i kulturalna kłótnia, która, przy rywalizacji gospodarczej, tworzy dynamiczną zawartość historii świata. Żądza dóbr materialnych (władza) nie jest czymś wielkim z powodu bezpośrednich przyjemności z bogactwa, nikt nie może siedzieć na więcej niż jednym krześle lub zjeść więcej nad sytość. Raczej, wartość fortuny życia składa się na bogate okazje do zakorzenienia i rozproszenia. Zarówno dla kolektywnych, jak i indywidualnych zakotwiczeń odnosi się to, że kiedy segment łamie się, istnieje kryzys, który jest tym poważniejszy, im bliżej mu jest do głównych firmamentów. W wewnętrznych kręgach, chronionych wałami obronnymi, takie kryzysy są codziennymi i w miarę pozbawionymi bólu zdarzeniami (rozczarowaniami); nawet gra zakotwiczeniami jest tutaj spotykana (dowcip, żargon, alkohol). Jednak podczas jednej z takich zabaw ktoś może przypadkowo wybić dziurę z euforii do makabry. Strach istnienia patrzy nam w oczy, a w śmiertelnym wybuchu postrzegamy, jak umysły dyndają na sznurkach, które same wysnuły i że to piekło czai się w dole. Bardzo podstawowe firmamenty są rzadko wymieniane bez wielkich spazmów społecznych i ryzyka całkowitego rozpadu (reformacji, rewolucji). Podczas takich czasów, jednostki narastająco są pozostawione ich własnym środkom zakotwiczenia, a liczba porażek zwykle wzrasta. Rezultatem są depresje, ekscesy i samobójstwa (niemieccy oficerowie po wojnie, chińscy studenci po rewolucji). Kolejną wadą systemu jest fakt, że różne fronty niebezpieczeństwa często wymagają bardzo różnych firmamentów. Jako logiczna super struktura zbudowana na każdym, przepływają przez nią konflikty o niewspółmiernych uczuciach i myślach. A rozpacz może wsączyć się przez szczeliny w niej. W takich przypadkach, osoba może mieć obsesję niszczycielskiej radości, rozbijając cały sztuczny aparat jego życia i zmiatając go z rozkosznym przerażeniem. Przerażenie wywodzi się ze straty wszystkich ochronnych wartości, a rozkosz z bezlitosną identyfikacją i harmonią z najgłębszym sekretem naszej natury, biologiczną niestabilnością, trwającym usposobieniem do zagłady. Kochamy zakotwiczenia za ratowanie nas, ale także ich nienawidzimy z powodu ograniczania naszego poczucia wolności. Kiedykolwiek czujemy się dość silni, znajdujemy rozkosz w zebraniu się w sobie po to, by pogrzebać przestarzałą wartość w stylu. Obiekty materialne mają tu symboliczne znaczenie (radykalne podejście do życia). Kiedy byt ludzki wyeliminował te zakotwiczenia, które są widoczne dla niego samego, a tylko nieświadome są obecne, wtedy może nazywać siebie wyzwoloną osobowością. Także bardzo popularnym sposobem jest rozproszenie. Ktoś limituje swoją uwagę do krytycznych granic przez ciągłe oczarowanie wrażeniami. Jest to typowe nawet dla dzieciństwa: Bez rozproszenia, dziecko także jest nieznośne samo dla siebie. „Mamo, co mam robić?”. Mała angielska dziewczynka, która odwiedzała swoje norweskie ciotki wyszła ze swojego pokoju, mówiąc: „I co teraz?”. Mamki osiągają perfekcję: Popatrz, piesek! Popatrz, malują pałac! Fenomen jest zbyt dobrze znany, by potrzebował większej demonstracji. Rozproszeniem jest, na przykład, taktyka „wyższych sfer” na życie. Może być ona przyrównana do latającej maszyny, zrobionej z ciężkiego materiału, ale uosabiającą zasadę, która podtrzymuje ją w powietrzu. Musi być ciągle w ruchu, ponieważ powietrze niesie ją, gdy lata. Pilot może stać się senny i nieskrępowany przyzwyczajeniem, ale kryzys nastaje wtedy, kiedy silnik przestaje działać. Ta taktyka jest często w pełni świadoma. Rozpacz może czaić się pod spodem i wytryskać w nagłym szlochu. Kiedy wszystkie opcje na rozproszenie zostały wykorzystane, nastaje chandra, przybierając formę od lekkiej obojętności do śmiertelnej depresji. Kobiety, z powodu mniejszej skłonności do myślenia i bardziej bezpieczne w swoim życiu niż mężczyźni, raczej używają rozproszenia. Wielkim złem więzienia jest odmowa większości opcji rozproszenia. Jako że sposoby na wybawienie przez inne środki są marne, więzień będzie pozostawał w bliskiej obecności rozpaczy. Akty, które potem popełnia, by uniknąć końcowego stadium mają gwarancję w zasadzie samego życia. W takim momencie doświadcza jego duszy będącej we wszechświecie i nie ma żadnego innego motywu nad czystą nieznośność tego stanu. Czyste przykłady paniki życia są przypuszczalnie rzadkie, ponieważ mechanizmy ochronne są wyrafinowane, automatyczne i do pewnego stopnia nieustające. Ale nawet sąsiadujące ziemie posiadają na sobie znamię śmierci. Ciężko tu żyć, jest to możliwe tylko przy ciężkim wysiłku. Śmierć zawsze wydaje się ucieczką, ignoruje się to, co za sobą pociąga a to, jak śmierć jest doświadczana, jest częściowo zależne od uczucia i perspektywy. Śmierć może być zatem całkiem akceptowalnym rozwiązaniem. Gdy ktoś w statu mortis mógłby wymyślić jakąś pozę (poemat, gest, „umrzeć stojąc”), czyli ostatnie rozproszenie (śmierć Aasesa), wtedy ten los nie jest wcale taki zły. Prasa, kiedyś służąca jako mechanizm ukrycia, nigdy nie zawodzi znajdując powody, które wzbudzają alarm - „wierzy się, że ostatni spadek ceny zboża...”. Kiedy człowiek odbiera sobie życie w depresji, jest to naturalna śmierć z powodów duchowych. Nowoczesne barbarzyńsko „ocalenia” samobójcy jest oparte na złej interpretacji natury bytu, co podnosi włosy na głowie. Tylko ograniczona część ludzkości może radzić sobie ze zwykłymi „zmianami”, czy to w pracy, życiu społecznym czy rozrywce. Osoba kulturalna żąda koneksji, linii, progresji w zmianach. Nic ograniczonego nie będzie jej stale satysfakcjonować, każdy ciągle do czegoś dąży, zbiera wiedzę, robi karierę. Fenomen jest znany jako „tęsknota” lub „tendencja transcendentalna”. Kiedykolwiek cel jest osiągnięty, tęsknota popycha dalej; obiekt nie jest celem, ale osiągnięciem go – stopniem, a nie absolutną wielkością krzywej reprezentującej czyjeś życie. Promocja z szeregowego na kaprala może dać bardziej wartościowe doświadczenie niż to z pułkownika na generała. Jakiekolwiek powody dla „postępowego optymizmu” są usunięte przez to większe prawo psychologiczne. Ludzka tęsknota jest nie tylko nacechowana „dążeniem do czegoś”, ale, w równej mierze, „ucieczką od”. I jeśli użyjemy tego słowa w sensie religijnym, tylko drugi opis pasuje. Stąd, nikt jeszcze nie dał jasno do zrozumienia, z jakiego to miejsca czuje on tęsknotę, mianowicie z ziemskiego padołu łez, własnego nieznośnego stanu. Jeśli świadomość tego stanu jest najgłębszą warstwą duszy, jak utrzymuje się powyżej, zatem jest także zrozumiałe, dlaczego religijna tęsknota jest odczuta i przeżyta jako fundamentalna. Z drugiej strony, nadzieja, że formuje boskie kryterium, które nosi w sobie obietnicę samospełnienia jest umieszczona w prawdziwie melancholijnym świetle, jak wykazują te rozważania. Czwarte remedium przeciwko panice, sublimacja, jest bardziej kwestią transformacji niż represji. Przez stylistyczne lub artystyczne umiejętności możemy przekształcić ból życia w wartościowe doświadczenia. Pozytywne impulsy zaprzęgają zło i pokładają mu koniec, wiążąc je w obrazowe, dramatyczne, heroiczne, liryczne czy nawet komiczne aspekty. Jeśli najgorsze żądło cierpienia nie jest stępione przez inne środki, lub straciło ono kontrolę nad umysłem, taka utylizacja jest niemożliwa (wizja: Taternik nie lubi oglądać widoku otchłani, kiedy cierpi na zawrót głowy; tylko wtedy, kiedy to uczucie jest mniej lub bardziej przezwyciężone, to może on znaleźć je przyjemnym – zakotwiczonym). Aby napisać tragedię, należy się do pewnego stopnia wyzwolić ze zdrady, samego uczucia tragedii, i uznać je z zewnętrznego, tj. estetycznego punktu widzenia. Przy okazji, znajduje się tutaj możliwość najdzikszego tańca z coraz większą ironią, na najbardziej naznaczone wątpliwością circulus vitiosus. Tu można ścigać swoje ego przez wiele środowisk, znajdując przyjemnym możliwość, że różne poziomy świadomości mogą zadawać kłam sobie samym. Ten esej jest typową próbą sublimacji. Autor nie cierpi, wypełnia strony i będzie wydany w dzienniku. „Męczeństwo” samotnych kobiet także wykazuje pewien typ sublimacji – zyskują wtedy na znaczeniu. Pomimo to, sublimacja wydaje się być najrzadszym ze środków ochrony wspomnianych tutaj.

IV

Czy jest możliwym, by „prymitywne charaktery” wyrzekły się tych dziwów i spazmów i mogły żyć w harmonii z samymi sobą w spokojnej rozkoszy pracy i miłości? Tak długo, jak mogą oni być uznani za ludzi, sądzę, że odpowiedź musi brzmieć przecząco. Najmocniejszy argument o tak zwanych ludziach natury to ten, że są oni poniekąd bliżej do cudownego ideału biologicznego niż my, ludzie nienaturalni. I nawet, kiedy byliśmy dotychczas w stanie uratować większość przez każdą burzą, mieliśmy po swojej stronie te cechy naszego charakteru, które są skromnie lub średnio rozwinięte. Pozytywna podstawa (jako że ochrona sama nie może stworzyć życia, a tyko przeszkodzić jego słabnięciu) musi być szukana w naturalnie zaadaptowanym rozmieszczeniu energii i biologicznie pomocnych częściach duszy, będąc podmiotem do trudności związanych ściśle z limitacją zmysłów, kruchością ciała i potrzebą pracy dla życia i miłości. I właśnie w tym skończonym świecie rozkoszy wewnątrz frontów postępującej cywilizacji, technologia i standaryzacja mają tak bardzo upadlający wpływ. Bowiem, gdy zawsze wzrastający ułamek zdolności myślowych jest zwolniony z gry przeciwko środowisku, istnieje zwiększające się bezrobocie duchowe. Wartość technicznego postępu dla całości musi być sądzona za swój wkład do ludzkiej okazji na zajęcie duchowe. Pomimo tego, że granice są rozmyte, być może pierwsze narzędzia do cięcia mogą być sytuacją pozytywnego wynalazku. Inne techniczne wynalazki wzbogacają tylko życie samego wynalazcy: Reprezentują rażącą i bezwzględną kradzież z wspólnej rezerwy doświadczeń ludzkości i powinny wywoływać najsurowszą karę, jeśli staną się publiczne przeciwko wetu cenzury. Jedną z takich zbrodni, oprócz wielu innych, jest użytek latających maszyn do eksploracji nieznanych lądów. W jednym takim wandalistycznym akcie niszczy się obfite możliwości doświadczenia, które mogłoby służyć wielu jeśli każdy dostałby swoją rację. Obecna faza chronicznej gorączki życia jest zakażona przez tą okoliczność. Nieobecność duchowego zajęcia opartego na naturze (biologii) ukazuje się, na przykład, we wszechobecnym uciekaniu się do rozproszenia (rozrywka, sport, radio,„rytm czasów”). Zasady zakotwiczania nie są tak dobre – wszystkie odziedziczone, kolektywne systemy zakotwiczeń są przebijane przez krytykę, a strach, obrzydzenie, dezorientacja, rozpacz wylewają się przez szczeliny („szkielety w szafie”). Komunizm i psychoanaliza, jakkolwiek niewspółmierne w innych sprawach, razem próbują (jako że komunizm ma także spirytualne odbicie) przez nowe środki otworzyć starą drogę ucieczki na nowo; aplikując, odpowiednio, przemoc i podstęp, by ludzie byli przystosowani do życia przez spętanie ich nadwyżki kognicji. W obu przypadkach idea jest nieświadomie logiczna. Ale ponownie, nie może ona dać ostatecznego rozwiązania. Z powodu zamierzonego rozpadu na bardziej zdolny do życia nadir może z pewnością wybawić gatunek na krótki okres; z powodu swojej natury nie będzie zdolny do odnalezienia spokoju w takiej rezygnacji lub nie będzie to możliwe w ogóle.

V

Jeśli doprowadzimy te rozważania aż do gorzkiego końca, wtedy konkluzja nie podlega wątpliwości. Tak długo, jak ludzkość lekkomyślnie podąża w brzemiennej w skutki iluzji bycia przeznaczonej do triumfu, nic istotnego się nie zdarzy. Im większa jest jej liczba, tym atmosfera spirytualna zagęszcza się, techniki ochronne muszą przyjmować coraz brutalniejszą naturę. I ludzie będą upierali się w śnieniu o zbawieniu i afirmacji i o nowym Mesjaszu. Ale kiedy wielu zbawicieli zostanie przybitych do drzew i ukamieniowanych na rynkach, wtedy przyjdzie Ostatni Mesjasz. Wtedy pojawi się człowiek, który, przede wszystkim odważy się na obnażenie jego duszy i oddanie jej żywej, skrajnej idei dziedzictwa, samej idei zagłady. Człowiek, który zrozumiał życie i jego kosmiczne podłoże i którego ból jest wspólnym bólem Ziemi. Jakież pełne furii będą wrzaski, których nie wykrzykną nacje o jego tysięczną śmierć, gdy niczym szata jego głos okryje glob, a dziwne przesłanie zabrzmi pierwszy i ostatni raz: „- Życie światów jest ryczącą rzeką, ale Ziemia jest sadzawką i stawem.- Znak zagłady jest wypisany na waszych czołach – jak długo będziecie się opierać ukłuciom szpilek? - Ale jest tylko jeden podbój i jedna korona, jedno zbawienie i jedno rozwiązanie.- Znajcie siebie samych – bądźcie bezpłodni i niech ziemia będzie cicha po was”. A kiedy przemówi, wyleją się na niego, prowadzeni przez wytwórców smoczków i mamki i pogrzebią go w swoich paznokciach. On jest Ostatnim Mesjaszem. Tak jak syn z ojca, on jest z krwi łucznika przy wodopoju.

Peter Wessel Zapffe, 1933