Link do wszystkich dokumentów

For one who lives more lives than one
more deaths one must die...
Oskar Wilde
 
Mc Taggart utrzymywał, że jest w stanie za pomocą czysto filozoficznego argumentowania udowodnić wieczność każdego ludzkiego umysłu, i że może wykazać, iż jego wieczność będzie pojawiać się w czasie jako nie mająca początku pra-egzystencja i niekończące się post-egzystencje w nieskończonej sekwencji skończonych ucieleśnionych istnień. Budda wykazuje, że ten Absolut nie jest wcale absolutny a tylko nietrwały, determinowany i powstały współzależnie. Ignorancja, matka wszystkich istot, ten grzech pierworodny może zostać doprowadzona do końca. Jednak jak długo w doświadczeniu człowieka obecna jest postawa “jestem”, tak długo jest też organizacja pięciu funkcjonujących organów: oka, ucha, nosa, języka i ciała.

Jednym z poważniejszych błędów jest podchodzenia do świadomości od strony ciała i niestety wszystko co mówi nauka na temat świadomości jest praktycznie bezwartościowe, gdyż nie ma ona po prostu odpowiednich narzędzi badawczych, w terminach obserwatora i obserwowanego pola możemy powiedzieć, że nauka zajmuje się obserwowanym polem, natomiast co do obserwatora, tu wiedzę można zdobyć poprzez subiektywną introspekcję i bezpośrednią refleksję. Uznanie neuronauki za naukę o świadomości, jest niczym więcej niż aktem wiary ze strony współczesnego człowieka, w dodatku patrząc na to okiem fenomenologa, czy badacza egzystencji, ten akt wiary wydaje się być poważnym filozoficznym błędem:

„Dziwić może fakt, że zajmowaliśmy się problemem poznania, nie poruszając kwestii ciała i zmysłów, czy też, że nie odnieśliśmy się do niej ani razu. Nie jest naszym zamiarem tworzenie nieporozumień dotyczących ciała ani ignorowanie jego roli. Najistotniejsze jest przede wszystkim, zarówno w ontologii, jak i w innych dziedzinach, zachowanie nienaruszalnego porządku w dyskursie. W przypadku ciała, jakakolwiek mogłaby być jego funkcja, ujawnia się ono najpierw jako to, co jest poznawane [du connu]. Nie możemy więc odnieść do niego poznawania ani zajmować się nim, zanim nie zdefiniujemy samego poznania w jego fundamentalnej strukturze.

Sartre, Byt i nicość


W Nauce Buddy, można by rzec świadomość jest odpowiednikiem Ducha, i prawdziwym poznaniem jest poznanie w Duchu i Prawdzie.

 Zrozumienie

2"'Bez zrozumienia, bez zrozumienia', jest przyjacielu powiedziane. Odnośnie do czego jest to powiedziane?". "'Nie rozumie, nie rozumie', przyjacielu, oto dlaczego jest powiedziane 'bez zrozumienia'. Czego nie rozumie? Nie rozumie: 'To cierpienie', nie rozumie: 'To powstanie cierpienia', nie rozumie: 'To wstrzymanie cierpienia', nie rozumie: 'To droga do wstrzymania cierpienia'. 'Nie rozumie, nie rozumie', oto dlaczego jest powiedziane 'bez zrozumienia'". Mówiąc: "Dobrze przyjacielu", czcigodny Kotthita uradował się słowami czcigodnego Sariputty i kontynuował pytanie:

3 "'Posiadający zrozumienie, posiadający zrozumienie', jest przyjacielu powiedziane. Odnośnie do czego jest to powiedziane?" "'Rozumie, rozumie', przyjacielu. Oto dlaczego posiadający zrozumienie jest powiedziane. Co rozumie? Rozumie: 'To cierpienie', rozumie: 'To powstanie cierpienia', rozumie: 'To wstrzymanie cierpienia', rozumie: 'To droga do wstrzymania cierpienia'. 'Rozumie, rozumie' oto dlaczego 'posiadający zrozumienie' jest powiedziane".

Świadomość

4 "'Świadomość, świadomość', jest przyjacielu powiedziane. Odnośnie do czego jest powiedziane 'świadomość'?" "'Poznaje, poznaje', przyjacielu, oto dlaczego 'świadomość' jest powiedziane. Co poznaje? Poznaje (to) przyjemne, poznaje (to) bolesne, poznaje (to) ani-przyjemne-ani-bolesne. 'Poznaje, poznaje', oto dlaczego 'świadomość' jest powiedziane".

5 "To zrozumienie i ta świadomość, przyjacielu, czy te rzeczy są połączone czy oddzielne? I czy istnieje możliwość odseparowania ich od siebie aby opisać różnice między nimi?" "To zrozumienie i ta świadomość, przyjacielu są rzeczami połączonymi, a nie oddzielnymi i jest niemożliwe odseparowanie ich od siebie aby opisać różnicę między nimi; gdyż co ktoś rozumie to i poznaje a co ktoś poznaje to i rozumie. Dlatego rzeczy te są połączone a nie oddzielne i dlatego nie da się ich odseparować od siebie aby opisać różnicę między nimi".

6 "To zrozumienie i ta świadomość, przyjacielu, te połączone rzeczy, nie oddzielne, jaka jest różnica między nimi?" "To zrozumienie i ta świadomość, przyjacielu, te rzeczy połączone a nie oddzielne, różnią się tym: zrozumienie jest do wypracowania a świadomość do pełnego zrozumienia".

Tak jak w przypadku oka, które widzi wszystko, z wyjątkiem siebie, każda świadomość jest świadomością czegoś, natomiast nie ma doświadczenia, które można by określić jako świadomość świadomości, stąd zadania by poznać świadomość bynajmniej nie jest zadaniem łatwym. Nie mniej, nawet bez Nauki Buddy możemy zaobserwować, że świadome doświadczenie jest teleologiczne, nierozerwalnie związane z bólem i przyjemnością. To jednakże nie jest rozumiane przez skądinąd interesującego filozofa Metzingera, który wyjaśnia nam, że tak zwane złudzenie jaźni, ma przyczyny adaptatywne, podczas gdy z Nauki Buddy możemy wywnioskować, że doświadczenie bez żadnego "ja" które by nim kierowało jest możliwe, czy nawet można powiedzieć, że wszystko funkcjonowałoby znacznie sprawniej, bez tegoż "ja".

Takie widzenie rzeczy, jednakże, pozostawia otwartym pytanie o przyczyny tak uniwersalnego złudzenia. Jeżeli jednak założymy, że oprócz pluralizmu ciał, jako organów percepcyjnych, nie sposób mówić o pluralizmie świadomości, pojawia szokująca perspektywa z którą musimy się zmierzyć - nieskończoność. Jak zaobserwował La Rochefoucauld Lękamy się wszystkich rzeczy jako śmiertelni, a pragniemy ich, jak gdybyśmy byli nieśmiertelni. Jeżeli przyjmiemy, że nasza wizja świadomości jest prawdziwa, ten paradoks nie stanowi tajemnicy, narodziny i śmierć, to tylko wydarzenia w polu świadomości, a ludzka egzystencja jest pochodną dwóch rzeczy, poczucia trwałości, które dziedziczymy po świadomości, i nietrwałości rzeczy czasu i przestrzeni, na które rzutujemy tą trwałość identyfikując się z nimi.

Blake mówi o wieczności zakochanej w produktach czasu i przestrzeni, i faktycznie, tym wydaje się ludzka egzystencja. Nie trzeba chyba dodawać, że ta miłość musi być miłością tragiczną i nieszczęśliwą, choć uważni obserwatorzy mówią raczej o tragikomedii:

Jeżeli zrozumiemy „wieczne” (którym dla Kierkegaarda jest zasadniczo Bóg – tj dusza będąca częścią Boga) jako „podmiot” czy „ja” i „to co powstałe” jako całkiem oczywiście nietrwałe „obiekty” w świecie (co jest również w znaczeniu K) sytuacja staje się jasna. To co nazywamy „ja” jest pewną charakterystyką wszelkiego doświadczenia, które wydaje się być wiecznym. Jest całkiem oczywiste, że dla wszystkich ludzi rzeczywistość i trwałość ich „ja” jest brana za absolutnie pewną i rozbieżność o której mówi K jest prosto tą pomiędzy moim „ja” (które automatycznie biorę za trwałe) i aż nadto jawnie nietrwałymi „rzeczami” w świecie, które „ja” usiłuje posiąść. Wieczny „podmiot” dąży do posiadania temporalnego „obiektu” i sytuacja jest od razu zarówno komiczna jak i tragiczna – komiczna, ponieważ coś temporalnego nie może być posiadane na wieczność, i tragiczna, ponieważ wieczne nie może się powstrzymać od czynienia daremnych prób by posiąść temporalne na wieczność. Ta tragi-komedia jest cierpieniem (dukkha) w jego najgłębszym sensie. I to uwolnienie się od tego jest tym czego naucza Budda. Jak? Przez wskazanie, że odwrotnie do naszych naturalnych założeń (które przyjmują, że podmiot „ja”, dalej by kontynuował istnienie nawet gdyby w ogóle nie było obiektów) egzystencja podmiotu zależy od egzystencji obiektu; a skoro obiekt jest jawnie nietrwały, podmiot musi być takiż sam. I od razu gdy domniemany podmiot jest widziany jako będący nie mniej temporalnym niż obiekt, rozbieżność pomiędzy wiecznym i temporalnym zanika (na czterech etapach – sotapatti, sakadagamita, anagamita i arahatta); i z zanikiem rozbieżności dwie kategorie „tragiczna” i „komiczna” również zanikają. Arahat ani się nie śmieje ani nie płacze, i to jest koniec cierpienia (z wyjątkiem oczywiście fizycznego bólu, który znika wraz z rozpadem ciała).

W ten sposób możesz dojrzeć progresywne przesuwanie się z bezmyślnej bezpośredniości (zarówno dziecięcego rozbawienia, które odmawia wzięcia tragicznego poważnie, czy pompatycznej powagi, która odmawia potraktowanie humorystycznie komicznego) ku świadomej refleksji (która jest limitem filozofii puthujjana) do pełnej realizacji ariya dhammy (gdzie zarówno tragiczne jak i komiczne ostatecznie giną, by nigdy już nie powrócić).

NanaviraThera

I tak o ile zwykle "dom" jest używany w metaforach ilustrujących przyjemność i bezpieczeństwo, o tyle wszystko z czym identyfikuje się świadomość, wszystko na czym się ustanawia i zadomawia, jest zniewoleniem i cierpieniem, gdyż nie ma trwałego schroniska dla świadomości w czasie i przestrzeni. I tak dochodzimy do fundamentalnej praktyki widzenia rzeczy tak: "To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja". Gdy wszelka identyfikacja z nietrwałymi rzeczami czasu i przestrzeni zostaje zerwana, stan ten nazywamy uwolnieniem się od sakkayaditthi, poglądu ucieleśniającego, poglądu, że jesteśmy kimś, osobą żyjącą w świecie. Nie mniej ciągle na tym etapie pozostaje koncepcja "Jestem".

Ponieważ jednak każdy kto dojdzie do tego etapu, może radzić sobie już sam i nie potrzebuje Buddy by osiągnąć wyzwolenie, osiągnięcie tego stanu jest planem minimum, dla każdego ucznia Buddy. Problem jednak jest natury psychologicznej, by pozostawić świat za sobą, trzeba zerwać wszystkie przywiązana, a przywiązujemy się do tego co sprawia nam radość i przyjemność. Stąd do tego by zrozumieć Naukę Buddy, wymagana jest już całkiem spora inteligencja i brak złudzeń co do bolesnej natury ludzkiej egzystencji. I jako, że to wydaje się podstawową przeszkodą,  zamiast czytania pseudo-buddyjskich nauk współczesnych nauczycieli o tym iż życie wcale nie jest takim cierpieniem, młody człowiek powinien przestudiować co na temat ludzkiej egzystencji sądzą ludzie inteligentni; stąd obecność innych autorów na tej stronie. Warto też podkreślić, że zaakceptowanie całkiem rozpowszechnionej idei: "nie ma ja" jako reprezentującej poprawnie Naukę Buddy, z miejsca stawia utrzymującego ten pogląd na przegranej pozycji. Chociaż subiektywność, istnienie podmiotu czy osoby (sakkaya) jest zależne od ignorancji, to tak długo jak obecna jest ignorancja, tak długo będzie się kontynuowało. Zatem to idea całkowicie oderwana od rzeczywistości, zarówno egoizm jak i egoiści z pewnością istnieją. W języku Dhammy mówimy o attavadupadana, wierzeniu w istnienie "ja" i każdy zwykły człowiek jest attavadinem. Porzucenie attavady może pojawić się dopiero z widzeniem wszystkich rzeczy tak: "To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja". Jednak nawet w tym wypadku idea subiektywności ciągle zalega w doświadczeniu i manifestuje się postawą "Jestem". I tu możemy polecić Nisargadattę Maharaja, który w swym nauczaniu głównie zajmuje się tym stanem. Co prawda na werbalnym poziomie nie jest on zawsze wolny od sprzeczności, nie mniej lepiej pobierać nauki od kogoś kto naucza ze swego własnego doświadczenia, niż opierać się na "buddyjskich" nauczycielach, z których większość nie ma wglądu w Cztery Szlachetne Prawdy. A o tym że  taka kontemplacja stanu "jestem" i odrzucenie wszystkich idei "jestem tym" - to samo serce praktyki Dhammy, możemy się upewnić w tekście o mnichu Khemaka →