Link do wszystkich dokumentów


Wei wu wei


Jak długo podmiot jest ześrodkowany w fenomenalnym obiekcie i myśli, i mówi z tej pozycji, podmiot jest zidentyfikowany z obiektem, i jest spętany. Tak długo jak ta sytuacja się utrzymuje, zidentyfikowany podmiot nigdy nie może być wolny – gdyż wolność jest uwolnieniem się od tej identyfikacji. Porzucenie fenomenalnego centrum tworzy jedyną „praktykę” i takie porzucenie nie jest aktem wolicjonalnym dokonanym przez zidentyfikowany podmiot, ale nie-działaniem (wu-wei) pozostawiającym noumenalne centrum przy kontroli fenomenalnej aktywności i uwalniającym od fikcyjnego wtrącania się wyobrażonego „ja”. Czy wciąż myślisz, patrzysz, żyjesz jak gdyby z wyobrażonego fenomenalnego centrum? Tak długo jak to robisz, nigdy nie rozpoznasz swej wolności.

Czy jakiekolwiek twierdzenie może być bardziej klasyczne?
Czy jakiekolwiek twierdzenie może być bardziej oczywiste?
Czy jakiekolwiek twierdzenie może być bardziej ważne?

A jednak - Wschód i Zachód – jak wielu tego przestrzega? I tak:

Czy jakiekolwiek twierdzenie może być bardziej potrzebne?


*


Prawie każdy wydaje się akceptować czas jak gdyby istniał on absolutnie, gdyż w rzeczy samej, prawie zawsze, wszystko jest dyskutowane i analizowane w kontekście czasu jakby ten był fundacją nie do zakwestionowania, wszystkiego tego co jest znane.

Oczywiście, czas jest fundacją, ale jak może uchodzić za nie do zakwestionowania? Czy ktokolwiek, kiedykolwiek przedstawił jakikolwiek dowód na jego obiektywne istnienie – poza faktem, że wszystko zależy od jego istnienia, co dokładnie jest une petition de priencipe, prosi się o zapytanie?

Zatem argumentacja na temat faktyczności „rzeczy” jako takich, wszystkiego będącego podmiotem ciągłości, bez rozważania ważności tej „ciągłości” od której one wszystkie całkowicie zależą, wydaje się być dziwną wyrwą w logice w jakiekolwiek takiej dyskusji. Z pewnością musimy przyznać, że dopóki ważność tej „ciągłości” nie jest ustanowiona, ważność czegokolwiek co jest od niej zależne, również nie może być ustanowiona ani zaprzeczona. To fundamentalny faktor i powinien mieć pierwszeństwo nad wszystkim innym.

Dyskutowanie czegoś, czego istnienie jest totalnie zależne od czegoś innego, na co istnienie nie przedstawiono dowodu, jest w rzeczy samej daremnym przedsięwzięciem! A jaka obecna dyskusja, religijna czy metafizyczna nie wchodzi w tą kategorię?

Czas” i oczywiście „przestrzeń” od której jest nie do odseparowania – jest bazą dla wszystkich fenomenów, gdyż bez rozciągnięcia w ciągłości i volumenie, nie mogą one mieć jakiejkolwiek pojawiającej się egzystencji, w ogóle. Przy egzaminacji „czas” i „przestrzeń” rozpoznane zostaną jako nie mające obiektywnej egzystencji inaczej niż jako konceptualna struktura w umyśle, zakładane tło bez którego, żaden fenomen nie może się pojawić. „Czas” i „przestrzeń” zatem muszą być całkowicie subiektywne. Bliższa egzaminacja odkryje, że reprezentują one konceptualny wymiar wszystko włączającego super volumenu, konstytuujący to co jest sugerowane przez termin „subiektywność”. Wyrażając się metafizycznie, możemy powiedzieć, że noumen-ja manifestuje obiektywnie czym jestem, w trzech kierunkach pomiaru, za pomocą czwartego czy super-volumenu, który jest interpretowany sensorycznie przez podzielony-umysł jako to co jest znane jako „czaso-przestrzeń”. Jeżeli obiektywnie „przestrzeń-czas” nie istnieją jako żadna „rzecz” postrzegalna czy poznawalna, to musi to być dla tego, że może być ona ekspresją nieobiektywności, która postrzega i poznaje i to jest tym czym jesteśmy.

Czym zatem jest „czaso-przestrzeń”. Może być ona prowizorycznie zdefiniowana jako super-volumen z którego obserwujemy, interpretowany w trójwymiarowym universum jako rozciągnięcie, za pomocą sukcesyjnej ciągłości tego pojawiającego się trójwymiarowego universum.

Przeszłość” jest pamięcią,
Przyszłość” jest przypuszczeniem.
Teraźniejszość” przechodzi zanim można ją postrzec.
Jedyną „teraźniejszością” zatem jest obecność i z konieczności musi być tym czym jesteśmy.
Taka obecność wobec tego, jest nieuniknienie poza czasem i musi być bezczasowością.

*

Umieranie” jest umieraniem na fenomenalność; „narodziny” są byciem zrodzonym do fenomenalności, tj postrzegania i – później - do wyobrażania. Oto dlaczego ani to ani to nie istnieje jako takie.

*

Jaka różnica mogłaby być między „życiem” a „umieraniem”. „Życie” jest tylko opracowaniem w sekwencji ciągłości tego co inaczej znane jest jako „śmierć”. Kiedy to-czym-jesteśmy funkcjonuje, rozciągnięte w trzech pojawiających się przestrzennych wymiarach i następnym interpretującym je jako ciągłość, razem znane jako przestrzeń i czas, jest to co nazywamy „życiem”. Kiedy ten proces znika, nie jesteśmy już dłużej rozciągnięci w sekwencji ciągłości, nie jesteśmy już dłużej opracowani w „przestrzeni” - „czaso-przestrzeń” jest nieobecna i pojawiający się świat znika. Wtedy mówimy, że jesteśmy „martwi”. Ale to czym jesteśmy nigdy nie „żyło” i nie możemy „umrzeć”.

Gdzie moglibyśmy żyć? Kiedy moglibyśmy umrzeć? Jak mogłaby być taka rzecz jak „my”? „Życie” jest przestrzenną iluzją, „umieranie” jest temporalną iluzją, „my” jesteśmy przestrzenno-temporalną iluzją bazującą na seryjnej interpretacji wymiarowych „obrazów” czy „quanta” poznawanych jako ruch. Tylko koncepcje nieskończoności i bezczasowości mogą intelektualnie zasugerować pojęcie czym jesteśmy jako źródło i powstanie przejawu czy manifestacji.

*

Możemy wyobrazić sobie nieskończoność, prawdopodobnie mgliście, jako nieograniczoną przestrzeń i nie-temporalność jako nieskończony czas, oba kontynuujące się „na zawsze”, ale jakbyśmy nie próbowali, nie jesteśmy wstanie wyobrazić sobie absencji przestrzeni i absencji czasu i nie mamy słów na te konceptualne absencje.

Termin „wieczność” prawdopodobnie powinien oznaczać absencję ciągłości, której nie jesteśmy w stanie sobie rzeczywiście wyobrazić, ale faktycznie kiedykolwiek używany, oznacza on tylko odwrotność - „Czas bez końca”, „poza czasem i przestrzenią” to niejasne ekspresje o charakterze poetyckim i „bezprzestrzenny” i „bezczasowy” nie mają dającego się wizualizować znaczenia. 

Ta absencja konceptu na warunek w którym nie istnieją ani przestrzeń ani czas jest znacząca, bo to z konieczności musi wskazywać, że istnienie jako takie jest zależne od konceptu przestrzeni-czasu. Jest oczywiście ewidentne, że właśnie tak jest, gdyż wszelkie fenomeny muszą być rozciągnięte przestrzennie i pojawiać się jako mające ciągłość, aby mogły być postrzegane, ale absencja tych terminów udowadnia, że faktycznie zawsze to wiedzieliśmy.

Niewyobrażalność absencji przestrzeni-czasu, fakt, że nie może być ona pomyślana – w sensie wizualizacji, ma jeszcze bardziej głębokie znaczenie, gdyż nic co da się zobiektywizować nie może być niewyobrażalne.

Co zatem jest nie-obiektywizowalne? Z pewnością, żadna „rzecz” jakikolwiek rodzaj obiektu jakiegokolwiek jest wyobrażalny? Nie może być niczego, w ogóle co nie jest obiektywizowalne, gdyż każda rzecz wyobrażalna jest przez to obiektem imaginacji. Co zatem mogłoby być niewyobrażalne, co faktycznie jest i musi być niewyobrażalne? Tylko to co wyobraża, jest samo w sobie niewyobrażalne, gdyż tylko to co wyobraża nie może, gdy wyobraża wyobrazić siebie.

Można utrzymywać, że to co wyobraża, może wyobrażać siebie jako wyimaginowany obiekt, jak każdy inny obiekt w sekwencji ciągłości, ale wyobrażenie jako takie, gdy wyobraża, nie może wyobrazić sobie swego wyobrażania – nie bardziej niż oko może zobaczyć swe widzenie. Zatem cokolwiek jest faktycznie niewyobrażalne, może to być tylko samo wyobrażenie, które nie może poznać aktu swego poznawania.

Fenomenalna absencja przestrzeni-czasu będąc niewyobrażalną, musi zatem być naszą własną fenomenalną absencją jako tego co wyobraża i - skoro nie możemy sobie wyobrazić naszej własnej absencji – musimy być tym czym jest przestrzeń-czas i przestrzeń-czas musi być tym czym noumenalnie jesteśmy.

*

Maharisi (Sri Ramana) powiedział: „Co jest wieczne, nie zostaje rozpoznane jako takie z uwagi na ignorancję”. Ignorancja o tym co „wieczne” jest spowodowana koncepcją „czasu” i tak ignorancja o wieczności jest definicją tego konceptu, gdyż wieczne i koncept czasu są wzajemnie od siebie zależącymi przeciwieństwami tj bezczasowością i temporalnością. Maharishi kontynuował: „Ignorancja (koncept czasu) jest przeszkodą. Pozbądź się jej a wszystko będzie dobrze. Ta ignorancja (koncept czasu) jest identyczna z myślą 'ja'. Szukaj jej źródła a ona zginie". Myśl „ja” jest produktem całkowicie temporalnym, zależnym od czasu, pojawiająca się ekskluzywnie istniejącemu podmiotowi temporalnego rozciągnięcia (ciągłości). Jeżeli pojmiesz czym jest „czas” musi ona równocześnie zniknąć jako obiekt w umyśle. To wtedy ukazuje się jako esencjonalny element dla ukonstytuowania konceptu-ja czy konceptualnego „ja” i koncept „ja” jako obiekt w rozszczepionym umyśle musi iść wraz z nim, gdyż ani to czym jest czas, ani to czym „ja” jestem nie ma w ogóle żadnej obiektywnej wartości. Koncept „ja” i koncept czasu są nie do odseparowania ani nie mogą istnieć jeden bez drugiego. Są dualnym aspektem tego co jest błędnie wyobrażane jako obiektywne i wierzy się, że same w sobie mają one obiektywne istnienie. To zakładane obiektywne istnienie tego co jest konceptem – sekwencji w umyśle, jest właśnie fundacją pojęcia „zniewolenia”. Staranie się usunąć jeden z tych aspektów bez drugiego jest pracą Syzyfa, bo ten pozostawiony nieuniknienie ściganie drugi od którego zależy. Tak długo jak koncept „czasu” jako obiektywnego bytu jako kontynuacji niezależnej od kontynuacyjnego postrzegającego tegoż jest nienaruszony, ten obiekt musi utrzymać swój podmiot – a jego podmiot – postrzegający go, jest właśnie omawianym konceptem „ja”.

Oto dlaczego natura „czasu” powinna być odkryta. W odległej przeszłości analiza natury „czasu” nie była zgodna z obowiązującymi sposobami myślenia i z ogólną wiedzą, także taka tradycja nie została przekazana przez Mistrzów, którzy z pewnością to rozumieli, gdyż odnosili się do tego mgliście choć dość często, ale nie jest to uprawniony dla nas powód byśmy to ignorowali. Powinno to być dla nas zrozumiałym i zrozumienie tego jest pilną potrzebą, tym bardziej, że trudno jest zaprzeczyć, że wiele starożytnych tradycyjnych podejść do esencjalnego problemu wiele straciło ze swej mocy przez niekończące się powtarzanie i autohipnozę towarzyszącą powtarzaniu wszelkich rodzajów popularnych koncepcji.

*

Przyszłość jest snem”. „Przeszłość” wspomnieniem snu. „Teraźniejszość” mało wiarygodną hipotezą. Cóż więc zostało? Czy muszę mówić? Bezczasowość oczywiście! Nigdy nie było jakiegoś „gdzieś” ani jakiegoś „czasu”, ale Tutaj i Teraz i Tutaj i Teraz będzie na zawsze.


Wszelka obiektywizacja jest widzeniem rzeczy w sekwencji czasu. Każdy taki akt, zatem, jest fantazją, temporalną kompozycją, wizerunkiem nie-istniejącego. Z pewnością dla tego zniewoleni obiektywizują a ci co obiektywizują są zniewoleni. I dlatego również ci którzy są wolni nie obiektywizują i ci co tego nie robią są wolni. 

*

Poszukiwacz jest znalezionym.

Znalezione jest poszukiwaczem.

Jak tylko pojęte zostanie

Że nie ma Czasu. 

*

Tak długo jak kontynuujemy milcząco akceptować czas i przestrzeń jako rzeczywiste, cokolwiek powiemy czy zrobimy, musi być z konieczności metafizycznym nonsensem, czy bardziej grzecznie tylko zabawą i grą. Zamykamy na to oczy, ponieważ prawdopodobnie instynktownie wiemy, że ich nieunikniona nieważność zmiata całą strukturę fenomenologicznego „wysokiego lotu”, gdyż nic oprócz „noumenalności” nie może przetrwać.

*

Niezliczone wodne pęcherzyki unosiły się na powierzchni strumienia. Czym jesteście, krzyknąłem do nich gdy przepływały obok. "Jestem wodnym pęcherzykiem, oczywiście", odpowiedziały niezliczone wodne pęcherzyki i było słychać w ich głosach zdziwienie i oburzenie, gdy mijały. Ale to tu to tam, pojedynczy pęcherzyk odpowiedział: "Jesteśmy strumieniem" i nie było w ich głosach ani zdziwienia ani oburzenia a tylko cicha pewność.



 WWW Archives