Link do wszystkich dokumentów

U.G Krishnamurti


Prawdopodobnie świetnym przykładem oświecenia przez przypadek jest U.G Krishnamurti. Choć U.G nie pokładał wiary w żadną doktrynę oświecenia, przypisywał sobie doświadczenie „śmierci klinicznej” które przeszedł w czterdziestym dziewiątym roku życia, i po którym powrócił jako rodzaj istoty gloryfikowanej w literaturze oświecenia. Przez swoją kliniczną śmierć i jej następstwa, określane przez niego jako „klęska” z uwagi na ból i pomieszanie jakie odczuwał podczas tego procesu, U.G przeszedł transformację. Przez dekady przed tą klęską, U.G był poważnym poszukiwaczem szukającym oświecenia za pomocą raczej wysiłku, bez liczenia na przypadek. Ale jego wysiłki zaprowadziły go donikąd i skończyły się finansowym drenażem. Przypadkiem poznał kobietę która chciała go wspomagać i przez lata był czymś w rodzaju lesera. To podczas życia wraz z tą kobietą zetknął się z „klęską”. Wychodząc z niej, uzyskał to czego dawniej tak poszukiwał i z szukania czego zdegustowany zrezygnował. U.G przestał dłużej być tą samą osobą, teraz był kimś kogo ego zostało starte. W tym stanie jego świadomość siebie była rodzaju nadrzewnej żaby. Na jego szczęście, nie miał problemów ze swoim nowym sposobem funkcjonowania. Nie musiał go akceptować, skoro zgodnie z jego relacją zgubił wszelkie poczucie ego wymagającego akceptacji czy odrzucenia czegokolwiek. Jak mógłby ktoś kto przestał uczestniczyć w komercji jaźni, kto mimowolnie utracił swą osobowość, wierzyć lub nie wierzyć w coś tak dziwacznego jak oświecenie ... czy w jakieś inne duchowe towary na sprzedaż, żaden z nich nie będący oczywistym nawet w najmniejszym stopniu i każdy będący tak samo niemodnym jak antyczni bogowie czy bóstwa plemienne z imionami brzmiącymi komicznie dla wyznawców „prawdziwych” religii.

Podczas gdy może się wydawać, że U.G stał się zombi, w sensie nie-filozoficznym, jego życie po klęsce nie było niczym takim. Aż do jego śmierci w 2007 roku, spędził wiele swego czasu wymyślając ludziom którzy przyszli do niego po duchową pomoc. Swarliwy i uparty jak pewni mistrzowie zen, U.G frapująco i często humorystycznie mówił tym którzy odbyli pielgrzymkę do jego drzwi, że wszystko w co wierzyli o czymkolwiek jest błędne. Nie jeden z nich zaniemówił gdy U.G zabijał wszystko to co ludzkość kiedykolwiek uważała za święte. Pewni będą widzieli brak szacunku U.G dla duchowości jako dobry omen zgodny z naturą oświecenia, o którym zostali pouczeni, że nie może być wymuszone przez jakikolwiek rodzaj doktryny. Inni zaprzeczą temu stwierdzeniu, być może dlatego, że zostali indoktrynowani przez wiarę iż zarówno brak szacunku jak i szacunek wobec transcendentalnego są nietrafne jeżeli już stało się przebudzonym. Żadna strona tej sprzeczki nie kusiłaby U.G. Co ogłaszał w wywiadach, to że jest prawie niemożliwością dla ludzkich istot, z wyjątkiem być może jednego na miliard, by myśleć o sobie samych tylko jako o zwierzętach urodzonych by przetrwać i reprodukować się.

Jak pisał Zapffe na długo zanim U.G zaczął oczerniać każdą światową wiarę, mentalna aktywność poza podstawowymi programami naszej zwierzęcości wiedzie tylko do cierpienia. („U zwierzęcia cierpienie zawiera się samo w sobie, u człowieka przebija mur do lęku przed światem i rozpaczą życia”). U.G nigdy nie mówił o rozwiązaniu tego problemu jaki świadomość uczyniła z naszego życia. Jesteśmy pochwyceni w iluzje i nie ma z tego drogi wyjścia. To, że U.G natknął się na taką drogę, co oznajmił swym niezliczonym rozmówcom, było niczym innym jak szczęściem: o czym nic nie wiedział i czego nie mógł przekazać innym. Jednakże oni ciągle do niego przychodzili i prosili go o pomoc. Na ich błagania odpowiadał im bezpośrednio, że nie może im pomóc, ani też oni sami nie mogą sobie pomóc. Ani też żadna pomoc nie może nadejść z żadnego sektora ich poszukiwań. Mogą szukać wyzwolenia przez całe swoje życie i działać w ten sposób aż do łoża śmierci – bez rezultatu, tylko zadając te same bezużyteczne pytania i słuchając bezużytecznych odpowiedzi, od czego zaczynali. U.G swoje uzyskał, ale oni swych nigdy nie osiągną.

Zatem dlaczego mieliby kontynuować życie? Oczywiście nikt prosto z mostu nie zadał takiego pytania U.G. Ale mieli jego odpowiedź: Nie ma „ciebie” który żyje, tylko ciało zajęte swoimi sprawami bycia żywym i reprodukcją biologiczną. Kiedykolwiek ktoś spytał U.G jak może się stać takim jak on, zawsze odpowiadał, że byłoby to dla nich niemożliwe nawet chcieć stać się jak on, ponieważ ich motyw chcenia być takim jak on jest samo-zainteresowaniem i jak długo wierzą w jaźń zainteresowaną chęcią zniszczenia siebie, ta jaźń będzie chciała utrzymania się przy życiu i w taki sposób nie chcąc poznać śmierci-ego. Cokolwiek ludzie robili ze swym życiem nie było to troską U.G, co nieznużenie powtarzał zaangażowanym w rozmowy z nim. Nie widział siebie jako mędrca z duchowym towarem do sprzedania. To było tylko dla hochsztaplerów zbawienia, którzy nawiedzili świat ze swymi skodyfikowanymi sektami, każdy szczerzący swe zęby w obronie jakiejś tandetnej marki handlowej.

Thomas Ligotti
CATHR

 Między Bogiem a prawdą, to studiowanie tego co mówił U.G Krishnamurti, nie przyda się na nic, jeżeli nie liczyć zdania: „Jeżeli chcesz się czegoś nauczyć, szkoła jest ostatnim miejscem, gdzie powinieneś się udać”. Natomiast dobrze jest wiedzieć, że rzeczywiście są stany "śmierci ego" równoznaczne z absolutną wolnością. U.G ma rację, ludzie, którzy tego doświadczyli to bardzo elitarny klub, ale zdecydowanie myli się, gdy mówi, że nie można sobie pomóc w osiągnięciu tego stanu. Zwłaszcza, że usuwanie ignorancji jest zwykle procesem stopniowym i od porzucenia wszelkiej pozytywnej identyfikacji z fenomenami, do wstrzymania wyobrażenia "jestem" droga jeszcze dość daleka i właśnie te pierwsze etapy wyzwolenia są, przynajmniej teoretycznie, w zasięgu świeckich ludzi.