Link do wszystkich dokumentów

 

Thomas Ligotti  Ostatni Mesjasz Zapffe

(Fragment przetłumaczony z pierwotnej wersji CATHR)

Nawet jeżeli najinteligentniejsi wśród nas mają czasem wątpliwości co do wartości egzystencji, to gdy naciskani, odpowiadają w ten sam sposób jak człowiek z ulicy, deklarując w bardziej erudycyjnych terminach: „Bycie żywym jest w porządku”. Rzeźnik, piekarz i miażdżąca większość filozofów, wszyscy są zgodni co do jednej rzeczy: ludzkie życie jest całkowicie usprawiedliwione i jego kontynuacja za pomocą biologicznej reprodukcji powinna być zawsze na topie. Zająć opozycyjną stronę to prosić się o kłopoty vis-a-vis świata w którym cała komercja zależy od uścisków ręki i uśmiechów. Ale pewni ludzie rodzą się po to by wyjęczeć, że bycie żywym nie jest w porządku. Dając ujście temu niepopularnemu poglądowi w filozofii czy pracach literackich, mogą tak czynić bez obawy, że ich wysiłki będą miały nadmiar miłośników. Do takich wysiłków zalicza się traktat, którego tytuł został przetłumaczony na angielski jako On the Tragic (1949). Napisany przez norweskiego filozofa i literata Petera Vessela Zapffe (1899-1990) On the Tragic nie pojawił się w żadnym głównym języku w czasie gdy został napisany. Jakimś cudem jednak, esej Zapffe Ostatni Mesjasz, który przybliża w ogólny sposób pryncypia jego głównego dzieła, został dwukrotnie przetłumaczony na angielski. Te tłumaczenia Ostatniego Mesjasza zostały przyjęte jako spóźniony podarunek przez anglojęzycznych czytelników którzy cenią sobie prace o pesymistycznej, nihilistycznej czy defetystycznej naturze jako niezbędne dla ich egzystencji, wyrażając się hiperbolicznie. Znaczna liczba takich czytelników umarła w naturalny sposób zanim ten podarunek mógł zostać umieszczony w ich rękach i wielu więcej umrze zanim On the Tragic zostanie przetłumaczone na ich języki. Ale ci czytelnicy mają zbyt dobre rozeznanie by myśleć, że coś niezbędnego dla ich egzystencji wyrażając się hiperbolicznie i literalnie, musi być przez nich otrzymane przed ich śmiercią. Ściśle mówiąc, nic nie może być uważane za naturalne prawo przynależne od urodzenia gdyż – pozwalając sobie na chwilę dygresji – każdy przywilej jest fikcją, czymś co wymyśliliśmy sobie po odejściu od faktycznego świata w świat sfabrykowany w naszych głowach. Dla tych trzymających się ścieżki, jedyne prawa jakie mamy to: szukać przetrwania dla naszych indywidualnych ciał, tworzyć więcej ciał jak nasze i wiedzieć, że ciało każdego zginie w procesie rozkładu czy śmiertelnej traumy. (Zakładając, że człowiek podoła i przetrwa do pewnego wieku, na co nie ma gwarancji. Rozważywszy rygorystycznie, naszym jedynym naturalnym przyrodzonym prawem jest umrzeć). Żadne inne przywileje nie zostały nam nadane, z wyjątkiem, by powtórzyć to z emfazą, jako fabrykacje. Boskie prawa królów teraz mogą być widziane jako takie właśnie fabrykacje, sfałszowane zezwolenie dla dumnej demencji i arbitralnego wypaczenia. Niezbywalne prawa pewnych ludzi, jednakże, wydają się pozostawać w użyciu czy to przestrzeganie czy naruszane, w jakiś sposób wierzymy, że nie są one fabrykacjami, ponieważ stary dokument mówi, że są one realne. Nędzne lub szczodre jakimi dane prawa mogą się jawić, dają one nie więcej niż prawo drogi zagwarantowane przez światło uliczne, co nie znaczy, że mam prawo jechać wolnym od drogowych wypadków. Wystarczy spytać jakiegoś sanitariusza. Brak jakichkolwiek naturalnych prawd na ziemi nie jest sprawą tragedii, ale sprawą prawdy. W ocenie Zapffe, tragedia wkracza na ludzką scenę tylko po tym jak nasze krnąbrne głowy zaczynają wirować wraz ze świadomością i samo-świadomością: „Myślę więc jestem i pewnego dnia umrę” jak mogłaby brzmieć formuła Rene Descartesa gdyby trochę dłużej się nad tym zastanowił. One – nasze głowy okazują się zatem zdrajcami, wydobywając wystarczającą liczbę pytań „dlaczego” „co” „jak” by powalić nas na ziemię w paroksyzmach pomieszania, zagrożonych ukrzyżowaniem świadomością. Ta potencjalność wymusza potrzebę ćwiczenia pewnych mechanizmów obronnych zadaniem których jest utrzymanie nas w równowadze na ostrzu noża witalności jako gatunku. Podczas gdy świadomość miała w czasie niepamiętnego rozdziału naszej ewolucji pewne właściwości służące przetrwaniu, wydaje się, że stały się one błędnymi adaptacjami zmieniając naszą samo-świadomość w podżegającego agenta pracującego przeciwko nam. Jak konkluduje norweski filozof, wraz z innymi przed i po nim, musimy zapobiegać możliwości by świadomość nałożyła na nas zbyt czystą wizję brutalnych faktów mających znaczenie w „Wielkiej sprawie życia i śmierci” pożyczając z żargonu buddyzmu zen.

Jesteśmy gatunkiem, który wie zbyt wiele by zadowolić się ledwie przetrwaniem, reprodukowaniem, umieraniem – i niczym innym. Chcemy, żeby było w tym coś więcej niż tylko to lub myślimy, że jest. To jest tragedia: świadomość sprowadziła nas siłą do paradoksalnej pozycji bezużytecznego wysiłku stania się czymś innym niż jesteśmy – kawałkami psującego się mięsa na łamliwych kościach. Dla innych organizmów miotanie się stąd do nikąd jest dobrze zarządzane. Dla nas to trudny interes i często nie do zniesienia przerażający. By zakończyć cały ten paradoks i horror, według Zapffe, musimy wstrzymać reprodukcję. Nic mniej nie pomoże.

Pewno dla tego, że On the Tragic nie jest globalnie dostępne, Ostatni Mesjasz wydaje się cennym jako zwięzłe i przejrzyste podsumowanie myśli Zapffe. Ten krótki esej nie ma zaciemniających i niejasnych elaboracji ani odchyleń w stronę metafizycznych pieśni co znajdujemy w „Świecie jako woli i reprezentacji” Artura Schopenhauera, tak męczących dla tych z nas, którzy nie mają głowy do takich spraw. Tezy Zapffe są krystaliczne, niezanieczyszczone metafizycznym bełkotem i dopracowane aż do ich nieuniknienie ponurych konkluzji.

Przy minimalnym nowatorstwie myśli Ostatni Mesjasz przejrzyście kodyfikuje idee które, mając na widoku prace jego poprzedników, zostały już dobrze przedstawione. Prawdziwa siła jego przesłania nie emanuje z wglądów będących tak samo zadziwiających jak i bez znaczenia dla tego kto nie robi kariery akademickiej czy nie ogłupia się pocieszeniami filozofii. Dla Zapffe, jak dla wszystkich pesymistów, naleganie na to co jest zwyczajnością ale i tabu – jest jego towarem handlowym. Wyrażanie wyjętych spod prawa truizmów, jednakże, jest niezawodnie zaciemniane przez okryte tajemnicą trudne kwestie filozoficzne, które, jak się zakłada, mają „uczyć nas jak myśleć”, podczas gdy stąpamy ku śmierci. Myślenie i życie są nie do pogodzenia. Jeżeli musimy myśleć, powinno to być robione tylko w kręgach, poza którymi leży to co nie do pomyślenia.

Dwie centralne propozycje norwega jak zostało to powyżej naszkicowane są następujące. Pierwsza jest taka, że świadomość, ta chwała przytomności i samo-poznania, unikalna dla naszego gatunku, czyni nasze życie żałosnym, także walczymy z tym na cztery zasadnicze sposoby. 1) przez izolację złowieszczych faktów o egzystencji z naszych umysłów, zaprzeczając zarówno sobie samym jak i innym (w zmowie milczenia), że nasza sytuacja jest inherentnie kłopotliwa i problematyczna; 2) przez zakotwiczenie naszego życia w metafizycznych i instytucjonalnych „wartościach” - Bóg, Kraj, Rodzina, Prawa – bazujących na uprawnieniach wydawanych przez wdrażające to autorytety (w ten sam sam sposób jak licencję łowiecką), obdarzając nas poczuciem bycia oficjalnym, autentycznym i chronionym, odsuwając od siebie uczucie, że te dokumenty nie są warte papieru na którym zostały napisane (w ten sam sposób w jaki paszport ustanawia czyjąś tożsamość, nawet jeżeli może być fałszywy); 3) przez rozrywkę, szeroko rozpowszechniona konspiracja w której każdy skupia swój wzrok na piłce – lub ekranie telewizora czy pokazie fajerwerków – ze spokojną bezrefleksyjną głową; 4) przez sublimację, proces w którym myśliciele i typy artystyczne przetwarzają i wprowadzają do obiegu najbardziej demoralizujące i deprymujące aspekty życia jak prace w których najgorsze losy ludzkości są prezentowane w stylizowanej manierze dla celów podniesienia na duchu i rozrywki, formując konspirację tworzenia i konsumowania produktów które zapewniają ucieczkę z cierpienia w przybraniu fałszywej z nim konfrontacji – tragedia dramatyczna, czy jałowe filozoficzne rozważania na przykład. (Zapffe używa siebie jako przykładu, że czyjaś świadomość pisania o aktualnym horrorze nie wynosi wynikłego z tego dzieła ponad status książki, tak jak film którego motywem przewodnim jest romans dwóch młodych ludzi, z których jedno umiera na białaczkę nie może rozedrzeć publiczności drgawkami rzeczywistej choroby, choć może wyprodukować obdarzonego laurami wyciskacza łez, jak w przypadku filmowej adaptacji bestseleru Ericha Segala Love Story). Te taktyki powstrzymują naszą wyobraźnię od zbyt wnikliwego zlustrowania stołu z zaserwowanymi nam bólem i śmiertelną agonią. Wraz z tymi cielesnymi nieprzyjemnościami idzie abstrakcyjne zakłopotanie jakie odczuwają pewne osoby ponieważ, na końcu dnia czują, że ich życie jest pozbawione jakiegokolwiek znaczenia czy celu. Podczas gdy każde inne stworzenie na świecie jest nieświadome ani znaczenia ani celu, ci z nas na wyżynach ewolucji są pełni tego enigmatycznego pragnienia, zaabsorbowania które każda pojemna encyklopedia filozofii traktuje pod nagłówkiem: ŻYCIE. JEGO ZNACZENIE. Oto dlaczego Zapffe wywnioskował, że istoty ze świadomością są błędem w świecie natury. Odczuwamy potrzebę która nie jest naturalna, człowiek nie może osiągnąć satysfakcji niezależnie jak dużo wielkich kłamstw uda nam się przełknąć. Nasze niezrównane pragnienie może być uśmierzone - jak potrzeba nowej działki u narkomana – ale zwodzimy się jeżeli myślimy, że odeszło ono na dobre. Lata mogą przeminąć podczas których nie będziemy prześladowani przez ŻYCIE. JEGO ZNACZENIE. Gratyfikacja tej potrzeby w naszym życiu może przyjść zewsząd albo z nikąd. W pewne dni budzimy się i mówimy „Dobrze jest żyć”. Gdyby każdy był w tak dobrym nastroju cały czas, temat ŻYCIE. JEGO ZNACZENIE nigdy nie powstałby w naszych głowach czy naszych konwersacjach. Nikt nie jest męczony przez znaczenie życia które obfituje w dobre samopoczucie. Ale ta bezpodstawna radość wkrótce się kończy. Nasza świadomość po przespaniu się na chwilę w ogrodach braku zainteresowania, jest kłuta tym czy innym cierniem, być może przez ŚMIERĆ. JEJ ZNACZENIE. Wtedy powraca głód za ŻYCIEM. JEGO ZNACZENIEM, pustka znów musi być zapełniana, poszukiwania podjęte na nowo. I będziemy parli ścigając niemożliwe aż do końca. To jest tragedia, że robimy wszystko co w naszej mocy by to zatuszować dodając odwagi egzystencji skrywającej na każdym zakręcie terror, niczym więcej jak ślepą wiarą i nawykiem, utrzymującym nas w ruchu.

Jak to przedstawiono powyżej, świadomość mogła ułatwić naszemu gatunkowi przetrwanie w ciężkich prehistorycznych czasach ale z tym jak stała się coraz bardziej dotkliwą, ewoluowała w potencjał mogący zrujnować wszystko jeżeli nie trzymana pewnie w szachu. Zatem musimy albo przechytrzyć świadomość albo zatonąć w jej wirze żałosnej faktyczności. Po przedstawieniu tej przesłanki, Zapffe przedstawia swoją drugą propozycję, która jest taka, że jedyną rozsądną rzeczą do zrobienia jest powstrzymanie się od wszelkiej prokreacyjnej aktywności i przez to przemóc to co często było nazwane „przekleństwem świadomości”. Nie tylko byłaby to najrozsądniejsza rzecz do zrobienia ale najbardziej humanitarny, czy nawet jedyny ludzki gest nam dostępny. Powstaje teraz pytanie, czy kondycja bycia człowiekiem jest tym czym myślimy że jest? Nigdzie w filozofii czy sztuce nie ma odpowiedzi na które wszyscy mogliby się zgodzić. Nauka zdołowała nas jako gatunek życia organicznego. Ale cokolwiek to znaczy być człowiekiem, przynajmniej musimy powiedzieć, że jesteśmy świadomi. 

Powtarzając, możemy tolerować egzystencję, jeżeli wierzymy zgodnie z kompleksem iluzji, sztukmistrza nieprzeniknionego złudzenia, że nie jesteśmy tym czym jesteśmy. Jesteśmy stworzeni ze świadomością, ale musimy tłamsić tą świadomość inaczej przytłoczy nas poczuciem bycia w świecie bez kierunku czy fundacji. W prostym języku nie możemy żyć sami ze sobą inaczej jak oszuści. Jak wykazuje Zapffe w Ostatnim Mesjaszu to jest ludzki paradoks: niemożność nie kłamania sobie samym o nas samych i o naszej przegranej sytuacji w świecie. I tak gorliwie stosujemy cztery strategie wymienione powyżej: izolację (istnienie jest w porządku), zakotwiczenie (Jeden Naród podległy Bogu z Rodzinami i Prawem dla wszystkich), rozrywkę (Lepiej zabić czas niż zabić siebie) i sublimację (Piszę książkę zatytułowaną The Conspiracy against the Human Race). Dla całej masy nas śmiertelników, te praktyki czynią nas tym czym jesteśmy, mianowicie istotami z bystrym intelektem, które zwodzą siebie same dla ich własnego dobra. Izolacja, zakotwiczenie, rozrywka i sublimacja są fortelami które używamy by trzymać nasze głowy z dala od utraty każdej iluzji utrzymującej nas biegnących w pozycji pionowej. (Myślimy, zatem wiemy, że żyjemy i że pewnego dnia umrzemy, zatem lepiej przestańmy myśleć, z wyjątkiem w kręgach). Bez tego kognitywnego podwójnego działania, bycie żywym odkryłoby się samo jako nędzna burleska a nie wspaniała rzecz jak o nim myślimy. Może wtedy poznalibyśmy co to znaczy być ludźmi zamiast kukiełkami obijającymi się o deski jak i o siebie nawzajem. Ale to zatrzymałoby przedstawienie o którym lubimy myśleć, że będzie się kontynuowało po wsze czasy.