Link do wszystkich dokumentów

Teoria Opanowywania Trwogi


Jest szkoła psychologii, która wszystkich nas określa jako chorych obywateli. Znana jako Teoria Opanowywania Trwogi – TOT, jej zasady czerpią inspiracje z pism kanadyjskiego antropologa kultury, Ernesta Beckera, który wraz z Zapffe zastanawiał się dlaczego „przeklęty dodatek świadomości” nie spowodował „wymarcia ludzkości podczas wielkich epidemii szaleństwa” (1979). W swej najbardziej znanej książce The Denial of Death Becker pisze: „Wierzę, że mają rację ci którzy spekulują iż pełne pojęcie kondycji człowieka doprowadziłoby go do szaleństwa; mają rację całkiem dosłownie”. Zapffe skonkludował, że utrzymujemy spokój i nie wariujemy dzięki „sztucznemu ograniczaniu zawartości świadomości”. Becker przedstawia identyczną konkluzję następująco: „Człowiek dosłownie zapędza się w ślepe totalne zapomnienie za pomocą społecznych gier, psychologicznych trików, osobistych zajęć tak daleko oderwanych od rzeczywistości, że są one formą szaleństwa, niczego innego jak tylko szaleństwa”. Wyjęte spod prawa truizmy. Codzienne tabu.

Dokonując syntezy i rozszerzając główne idee Beckera, trzech profesorów psychologii – Sheldon Solomon, Jeff Greendberg, Tom Pyszynski – przedstawiło koncepty TOT środowisku psychologicznemu połowy lat osiemdziesiątych. W swych klinicznych studiach i badaniach TOT wskazuje, że zasadniczym motywem ludzkiego zachowania jest tanatofobia, i że to ten lęk determinuje cały krajobraz naszego życia. By opanować nasz niepokój wobec śmierci stworzyliśmy sfingowany świat by zwodzić się wiarą, że będziemy trwali – nawet jeżeli tylko symbolicznie – po rozpadzie naszych ciał. Znamy ten sfabrykowany świat ponieważ widzimy go dookoła każdego dnia, i aby utrwalić nasze zdrowe zmysły dokonujemy jego apoteozy jako najlepszego świata we wszechświecie. Przechowującymi najbardziej gigantyczne fabrykacje są świątynie gdzie pewni ludzie udają się by uzyskać poczucie sensu, a to dla tych ludzi oznacza tylko jedną rzecz – nieśmiertelność. W niebie czy piekle czy zreinkarnowanych formach życia, musimy się kontynuować – my bez końca. Trawestacje nieśmiertelności owocują dniem i nocą w przychodniach położniczych, faktoriach naszej przyszłości, prezentując produkt uczyniony na obraz jego stworzyciela, cud zagwarantowany przez wejście w diabelską transakcję z Bogiem, który jest gloryfikowany całą zasługą dania nam szansy posiadania nazwisk i genetyki rzutowanych w czas którego nie dożyjemy by to zobaczyć.

Jednakże, tak jak TOT analizuje ten stan rzeczy, pokonanie naszego lęku przed śmiercią nie jest tak proste jak mogłoby się wydawać. Jeżeli mamy być w zgodzie z naszą śmiertelnością, musimy wiedzieć, że to co pozostawiamy za nami kiedy umrzemy, przetrwa takim jak to pozostawiliśmy. Te kościoły nie mogą po prostu być jakimiś kościołami – one muszą być naszymi kościołami, kimkolwiek byśmy byli. To samo dotyczy potomstwa i jego następców. Zamiast osobistej nieśmiertelności chcemy zaakceptować przeżycie osób i instytucji które uważamy za przedłużenie nas samych – naszych rodzin, naszych bohaterów, naszych religii, naszych krajów, i każdy kto reprezentuje zagrożenie dla naszej kontynuacji jako społeczeństwa z marką jaźni, każdy kto nie wygląda i nie żyje tak jak my, powinien dwa razy pomyśleć zanim wkroczy na nasz teren, ponieważ stąd do wieczności każda jaźń jest dla siebie samej i wszystkich jej kopii. W takim świecie, można by   ekstrapolować, że jedynymi uczciwymi osobami – patrząc oczywiście pod kątem samo-zwodzenia się – są ci którzy otwarcie wdrażają w życie ludobójstwo wobec ludzi z zewnątrz wkraczających w ich świat. Po pozbyciu się tej hałastry będzie więcej miejsca na ziemi i w wieczności dla właściwego rodzaju ludzi i ich fabrykacji.

To powiedziawszy, obwieszczający TOT wierzą, że uniwersalne rozpowszechnienie ich idei uczyni ludzi bardziej tolerancyjnymi na obce światopoglądy innych i powstrzyma od ich zabijania, ponieważ te światopoglądy przypominają im jak efemeryczne czy bezpodstawne mogą być ich własne. Paradoks tej wiary jest taki, że wymaga ona by każdy porzucił te techniki opanowywania trwogi przez które TOT ogłasza, że do tej pory opanowywaliśmy naszą trwogę lub pewną jej część.

Jak zwykle, jednak jest to droga entuzjazmu polegająca na dowodzeniu że: „najlepszymi światopoglądami są te ceniące tolerancję odmienności innych, będące elastycznymi i otwartymi na modyfikacje i oferujące ścieżki do samoposzanowania, o minimalnym prawdopodobieństwie do zachęty krzywdzenia innych” (Handbook of Experimental Existential Psychology). Oczywiście to tylko jeszcze jeden światopogląd który mianuje się najlepszym na świecie, a to znaczy, że agituje on innych by poczuli jak efemeryczne i bezpodstawne mogą być ich poglądy i prowokuje do odwetu. Ale teoretycy opanowywania trwogi mają również zapasowy plan, taki że w przyszłości nie będziemy potrzebowali opanowywania trwogi i zamiast tego odkryjemy, że „poważna konfrontacja ze śmiertelnością może mieć pozytywne, wyzwalające efekty, ułatwiające rzeczywisty wzrost i życiową satysfakcję”. Nie podlega dyskusji, że ludzkość pewnego dnia może zebrać korzyści płynące z poważnej konfrontacji ze śmiercią. Czekając na ten dzień, wciąż dysponujemy ludobójstwem jako ostatecznym zabezpieczeniem naszych światopoglądów.


Thomas Ligotti
CATHR