Link do wszystkich dokumentów

Andrzej Bobkowski

Szkice piórkiem

Chciałbym mieć prawo zdechnąć z głodu, jeśli sobie nie dam rady. I żyć - na litość boską żyć trochę tak, jak mnie się podoba, a niekoniecznie tak, jak podoba się jakiejś zas... ideologii.

Ludzie na ogół lubią jeść dobre rzeczy i odżywiać się porządnie, a mają dziwną skłonność do karmienia swojej duszy jakimiś namiastkami lub odpadkami.

To nie prawda, że kultury rozpadają się pod wpływem uderzenia z zewnątrz. One rozpadają się najpierw same. Uderzenie z zewnątrz jest tylko ciosem barbarzyńskiej „sica”.

Kultura i cywilizacja naszych czasów przypominają mi wariata, który pociął na kawałki stos starych gazet, na każdym z nich napisał „milion dolarów”. Schował wszystko do portfela i powiedział z wielką pewnością siebie: jestem bogaty.

Jesteśmy już znacznie dalej. Cel uświęca ludzi, którzy do niego dążą.

Huxley wydaje się zupełnie nie dostrzegać, że istotne przyczyny zła, tkwią dzisiaj przede wszystkim w niezrozumiale wielkim potencjale AKCEPTACJI byle czego: Ludzie stali się tak samo cierpliwi jak papier.

Czy wiesz co to jest polityka? Jeden wielki pisarz francuski, Paul Valéry, powiedział, że najpierw polegała ona na zapobieganiu mieszania się ludzi do tego co ich dotyczy, a potem na zmuszaniu ich do decydowania o tym na czym się oni nie rozumieją.

A potem myślałem o wieczności i spostrzegłem, co to znaczy przyzwyczajenie. O wiele łatwiej można sobie wyobrazić, że to nie ma końca, bo tak się od dziecka słyszało. Natomiast zupełnie sobie nie można wyobrazić, że wieczność jest także bez początku. Jest to myśl zdolna przewrócić gałki oczne o 180 stopni.

Prawdziwe zrozumienie czegoś opiera się zawsze na ustąpieniu, na zrezygnowaniu choćby tylko częściowo z tego, co uważało się dotychczas za prawdę – celem poznania nowej prawdy. Zrozumieć znaczy upokorzyć się. Zrozumiemy bolesność tych uderzeń, zrozumiemy, że jeżeli dziś nie zrozumiemy, to jedynie dlatego, iż mimo woli lub dobrowolnie nie chcemy ustąpić, i zrezygnować z pewnych prawd, wśród których wyrośliśmy i którymi nas wykarmiono.

Staram się widzieć rzeczy jakimi są i nie stosować do wszystkiego ideologicznej mgły i zadymienia, chorobliwego optymizmu. Ludzie nie chcą myśleć – boją się myśli trzeźwej i raz po raz narażają się na rozczarowania wprost proporcjonalne do stopnia napięcia ich idealistycznego optymizmu, czy jak nazwać tą bzdurę. Jakaś filozofia „happy end'izmu”. Właśnie to zakłamanie jest chorobą naszego wieku i uniemożliwia zupełnie dostosowanie się i nadanie jakiegoś lepszego kierunku temu szaleńczemu pędowi, w który zostaliśmy porwani. Coraz bardziej pogłębia się w ten sposób przepaść między człowiekiem i jego kłamliwymi iluzjami a życiem.

Człowiek nie chce być wolny, my wszyscy mamy w gruncie rzeczy wolność gdzieś, i to od najmłodszych lat. Ledwo się trochę dojrzeje, już marzy się o kajdankach. I wobec tego znakomita większość wolnościowców – żeni się. Jak niedaleko szukając ja. I potem zaczyna się pieprzenie o wolności.

Jeżeli świat dzisiejszy idzie w kierunku coraz to intensywniejszego odczłowieczenia, insektyfikacji, kolektywizmu – to dlatego, iż coraz więcej ludzi nie posiada nic, coraz więcej ludzi staje się robotnikami nie mając żadnej własności poza pewnym potencjałem pracy i inteligencji na sprzedaż. Człowiek bez własności przestaje być indywidualnym, i choć wygląda to na paradoks, staje się większym egoistą, zamienia się w to co ochrzczono zaszczytnie „szarym człowiekiem”, człowiekiem z ulicy,(...)

Szary człowiek zatracił samodzielność w każdej dziedzinie życia utraciwszy wolność fizyczną i tracąc ją coraz bardziej, zatraca wolność wewnętrzną, ostatnią redutę człowieczeństwa. Właściwie nie chce jej. Dziś szary człowiek nie chce wolności. Dlatego z taką łatwością nagina kark pod coraz to nowe jarzma.

W człowieku wszystko jest albo przeszłością, albo przyszłością. Teraz przeżywa się poprzez tamte dwa czasy. Bywają jednak momenty, gdy jest tylko to, co jest – chwile tak krótkie, że nie dające się wyrazić żadną jednostką, a jednak wspaniałe, bo pełne. Jedynie poczucie zupełnej pełności pozwala na uchwycenie tego teraz. Ale w takich chwilach czas w ogóle znika, nie ma go.

Człowiek? Jeżeli dziś człowiek przedstawia tak znikomą wartość, to w pierwszym rzędzie dlatego, iż zapomniał o własnej wartości, że sam siebie w dziedzinie ducha szacuje za tanio i że zatracił poczucie swojej wyjątkowości, kimkolwiek by nie był. Nastąpiła wewnętrzna dewaluacja i deprecjacja człowieka w człowieku. Tylko to mogło doprowadzić do tego, co jeszcze pięćdziesiąt lat temu wydawało się wykluczone.

Zabrnęliśmy w ciemny scholastycyzm, który doprowadził do największego, być może, paradoksu naszych czasów: pokolenie wychowane w kulcie rzeczywistości, zatraciło zupełnie jej poczucie. Człowiek dzisiejszy jest w większości wypadków barografem. Jak barograf notuje zmiany ciśnienia, nie wiedząc i nie rozumiejąc sensu zjawisk, których jest wykładnikiem. Tak człowiek notuje tę rzeczywistość, nie zdając sobie sprawy z tego co się dzieje.

Pracować może każdy, odpoczywać i nic nie robić – mało kto. Tymczasem kultura, to także umiejętność nicnierobienia.

Jednego jestem pewny: nie jest dobrze, gdy czternastoletni chłopak w ogóle wie, co to jest emerytura, a cóż dopiera, gdy uważa ją za szczyt swych ambicji, za szczęście. To chyba oznaka jakiegoś fundamentalnego zmęczenia rasy. Jakaż ilustracja dla charakterystyk ras ludzkich Le Bona. W tych wyznaniach chłopców jest już absolutna gotowość poddania się Państwu, zdanie się na łaskę i niełaskę Państwa. A więc gdzie ten przysłowiowy indywidualizm? Le Bon twierdzi, że w gruncie rzeczy etatyzm jest tym, do czego Francuz naprawdę w cichości ducha wzdycha. Jestem gotów przyznać mu rację.

„Przeciwko głupocie mojej epoki odczuwam strumienie nienawiści, które mnie duszą. Gówno podchodzi mi do ust. Jak przy zduszonych rupturach” - pisze w innym liście święty Flaubert. I tragiczne w tym jest to, że nie proletariat i plebs jest głupi, ale że tak zwane warstwy oświecone stawiają się coraz głupsze. „Należy oświecić warstwy oświecone – pisze jeszcze w innym liście Flaubert. - Zacznijcie od głowy. Ta jest najbardziej chora, reszta przyjdzie sama”.

„Oczywiście – powiada C – porównanie przesadne, ale czy jeżeli pójdziemy dalej po tej drodze, to, czy pan i ja i nam podobni nie zaczną się czuć, nie będą się czuli jak Leonardo w swojej epoce? My nie tkwimy w tyle, jak się chce nam to wmówić – nieprawda – my wyprzedzamy już czas, nie nadając się do atmosfery tej epoki, lecz tamtej, która – jeżeli człowiek nie zamieni się w owada – musi nadejść. Głupota jest zawsze najoporniejsza, ale nie jest wieczna”. I przy pożegnaniu jeszcze parę zdań z uśmiechem. „Dziwne – dopiero dziś zaczynam rozumieć znaczenie klasztorów w średniowieczu. Spotykali się tam ludzie, by uciec od otaczającej ich nocy, by odizolować się od ciemnoty i rozmawiać ze sobą tak, jak my teraz – nie ryzykując spalenia na stosie”.