Link do wszystkich dokumentów



Święty Augustyn o czasie
 
    12. Kiedy ktoś mnie pyta: „Co czynił Bóg, zanim uczynił niebo i ziemię”
— nie powtarzam tej odpowiedzi, jaką podobno ktoś kiedyś rzucił szyderczo,
aby odsunąć od siebie natarczywość pytającego: „Przygotowywał piekło dla
tych, którzy chcieliby dociec tajemnic”. Czym innym jest znalezienie
odpowiedzi, czym innym jest szyderstwo. Więc nie tak odpowiem. Gdy czegoś
nie wiem, wolę odpowiedzieć: „Nie wiem” — niż wyśmiewać tego, kto zadał
trudne pytanie, i zbierać pochwały za pozorną, fałszywą odpowiedź.
Odpowiem inaczej: że Ty, Boże nasz, Stwórcą jesteś wszelkiego stworzenia.
Jeśli słowami „niebo i ziemia” określamy całe stworzenie, to śmiało mówię:
„Zanim uczynił niebo i ziemię, Bóg niczego nie uczynił”. Jeśliby bowiem
cokolwiek uczynił, cóż by to było, czyż nie stworzenie właśnie? Bodajbym tak
dobrze wiedział wszystko, co jest dla mnie pożyteczne, jak wiem to, że przed
stworzeniem nie istniało żadne stworzenie.
    13. Człowiek, którego rozbiegane myśli błąkają się wśród jego wyobrażeń
o czasie przeszłym, może się dziwić, że Ty, Bóg wszechmocny, który jesteś
Stwórcą wszystkiego i wszystko utrzymujesz w istnieniu, który jesteś
Budowniczym nieba i ziemi, byłeś bezczynny przez nieprzeliczone wieki,
zanim dokonałeś tak ogromnego dzieła. Niechże ten człowiek otrząśnie się
z majaków, niech zastanowi się i zrozumie, że jego zdziwienie wynika
z nieporozumienia. Jakżeby mogły upłynąć owe nieprzeliczone wieki, skoro
Ty jeszcze ich nie stworzyłeś? Przecież Ty jesteś Sprawcą i Twórcą wszystkich
wieków. Jakiż to mógł istnieć czas, który by nie był stworzony przez Ciebie?
A czyż mógłby przemijać, gdyby nigdy nie istniał? Jesteś Twórcą wszelkiego
czasu. Jeśli nie istniał jakikolwiek czas, zanim stworzyłeś niebo i ziemię, to
jak można mówić, że byłeś bezczynny? Stworzyłeś ten właśnie czas. Bo
przecież czas nie mógł przemijać, póki go nie stworzyłeś. Jeśli zaś przed
powstaniem nieba i ziemi jeszcze nie było czasu, to jakże można pytać, co
czyniłeś „wtedy”? Nie było żadnego „wtedy”, skoro nie było czasu.
    Ty poprzedzasz, czas, ale nie w czasie go poprzedzasz. Gdybyś poprzedzał
w czasie, nie poprzedzałbyś wszelkiego czasu. Ty na wyżynie zawsze obecnej
wieczności jesteś przed wszelką przeszłością i po wszelkiej przyszłości. To, co
teraz jest przyszłością — gdy nadejdzie, przeszłością się stanie, „Ty zaś ten
sam zawsze jesteś i Twoje lata nie ustaną”. Lata Twe nie odchodzą ani nie
przychodzą. Nasze lata tak odchodzą i przychodzą, by wszystkie mogły przyjść
po kolei. Twoje lata wszystkie są dla Ciebie jednoczesne. ponieważ trwają
niezmiennie. Odchodzących nie wypychają przychodzące, gdyż Twoje lata nie
przemijają. Nasze lata będą dopełnione wtedy, gdy już wszystkie przeminą.
Twoje lata to jeden dzień, a nie świta on codziennie, ale jest stałym dzisiaj.
Twój dzień dzisiejszy bowiem nie ustępuje przed dniem jutrzejszym ani po
wczorajszym nie następuje. Twoim dniem dzisiejszym jest wieczność. Przeto
zrodziłeś współwiecznego Tobie Syna, któremu rzekłeś: „Ja Cię dziś
zrodziłem”. Wszelki czas Ty uczyniłeś i jesteś przed wszelkim czasem,
a czasu, przed czasem — nie było.
    14. Nie było więc takiego czasu, w którym byłbyś bezczynny. Bo i sam
czas Ty stworzyłeś. A żaden czas nie jest współwieczny Tobie, bo Ty trwasz
niezmienny, on zaś, gdyby niezmiennie trwał, nie byłby czasem. Czym więc
jest czas? Nie ma na to łatwej i krótkiej odpowiedzi. Trudno to pojąć, a cóż
dopiero — w słowach to wyrazić. W naszych rozmowach nic nie jest tak częste
i pospolite jak mówienie o czasie. Oczywiście rozumiemy, co oznacza to
słowo, gdy je wypowiadamy, rozumiemy je też, gdy ktoś inny wspomina nam
o czasie.
    Czymże więc jest czas? Jeśli nikt mnie o to, nie pyta, wiem. Jeśli
pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem. Z przekonaniem jednak mówię, że
wiem, iż gdyby, nic nie przemijało, nie byłoby czasu przeszłego. Gdyby nic nie
przychodziło nowego, nie byłoby czasu przyszłego. Gdyby niczego nie było,
nie byłoby teraźniejszości. Owe dwie dziedziny czasu — przeszłość
i przyszłość — w jakiż sposób istnieją, skoro przeszłości już nie ma,
a przyszłości jeszcze nie ma? Teraźniejszość zaś. gdyby zawsze była
teraźniejszością i nie odchodziła w przeszłość, już nie czasem byłaby, ale
wiecznością. Jeśli wiec teraźniejszość jest czasem tylko dlatego, że odchodzi
w przeszłość, to jakże i o niej możemy mówić, że jest, skoro jest tylko dzięki
temu, że jej nie będzie? Nie możemy więc właściwie mówić, że czas jest, jeśli
nie dodajemy, iż zmierza on do tego, że go nie będzie.
    15. A jednak mówimy o „długim czasie” i o „krótkim czasie” — lecz tylko
w odniesieniu do przeszłości i przyszłości. Sto lat na przykład nazywamy
długim czasem, który upłynął albo upłynie. O niedalekiej przeszłości albo
przyszłości mówimy, gdy mamy na myśli okres dziesięciu, na przykład, dni.
Lecz w jaki sposób może być długie albo krótkie, to, czego w ogóle nie ma?
Nie mówmy więc: „To jest długi czas” — lecz w odniesieniu do przeszłości:
„To był długi czas”, a do przyszłości: „To będzie długi czas”. Panie Boże mój,
Światłości moja, czyż i tu człowiek nie ośmiesza się wobec Twojej prawdy?
Bo ten długi czas przeszły — czy stał się długi, kiedy już przeminął, czy też
był długi już wtedy, gdy był teraźniejszością? Tylko wtedy mógł on być długi,
kiedy w ogóle istniał. Nie mówmy więc, że czas przeszły był długi; bo nie
znajdziemy tu niczego, co miałoby być długie. Przecież skoro ten czas
przeminął, to już go nie ma. Ujmijmy to inaczej: że czas, o którym mówimy,
był długi, kiedy był czasem teraźniejszym. Bo wtedy jeszcze nie przeminął,
czyli nie przestał istnieć, nie brakowało więc wówczas tego, co miałoby być
długie. Kiedy zaś przeminął, przestał być długi, ponieważ w ogóle przestał
istnieć.
    A teraz zastanówmy się, duszo ludzka, nad tym, czy teraźniejszość może
być długa. Potrafisz uświadamiać sobie i mierzyć odległości czasowe. Jak więc
na to pytanie odpowiesz? Czy na przykład obecne stulecie to jest długi czas?
Zastanów się najpierw, czy stulecie może być obecne. Jeśli jesteśmy
w pierwszym roku stulecia, to ten pierwszy rok jest teraźniejszy,
a dziewięćdziesiąt dziewięć lat należy do przyszłości, czyli jeszcze ich nie ma.
Jeśli jesteśmy w drugim roku stulecia, to pierwszy rok już należy do
przeszłości, drugi jest obecny, a wszystkie pozostałe lata należą do przyszłości.
Jeśli którykolwiek rok z wnętrza owej setki jest dla nas obecny, wszystkie
przed nim są przeszłością, wszystkie po nim — przyszłością. Z tego wynika, że
stulecie nie może być teraźniejszością. Trzeba jeszcze rozważyć, czy ten jeden
rok, o którym mówimy, może być cały obecny. Przecież kiedy jesteśmy
w pierwszym jego miesiącu, wszystkie inne miesiące należą do przyszłości.
Jeśli w drugim, to pierwszy miesiąc jest już przeszłością, a pozostałych
miesięcy jeszcze nie ma. A więc i bieżący rok nie może być cały
teraźniejszością. A jeśli nie jest cały obecny, nie może być obecnym rokiem.
Rok się składa z dwunastu miesięcy. Ten z miesięcy, który właśnie przebiega,
jest obecny, wszystkie inne są przeszłością albo przyszłością. I nie można
nawet powiedzieć, że bieżący miesiąc jest obecny. Obecna jest najwyżej jedna
doba. Jeśli jest to pierwsza doba miesiąca — wszystkie inne doby są
przyszłością. Jeśli jest to doba ostatnia w miesiącu — wszystkie inne należą do
przeszłości. Jeśli którakolwiek inna doba — to jest ona umieszczona między
dobami przeszłymi a dobami przyszłymi.
     Ten więc czas teraźniejszy, jedyny, który — jak stwierdziliśmy — można
by nazywać długim, skurczył się nam do jednej zaledwie doby. Ale trzeba
tę sprawę jeszcze dokładniej roztrząsnąć, bo przecież nawet jedna doba nie
jest cala obecna. Składa się ona z dwudziestu czterech godzin, nocnych
i dziennych. Wobec pierwszej z tych godzin wszystkie inne są przyszłe, wobec
ostatniej — przeszłe. Każda z pozostałych godzin ma za sobą przeszłe godziny,
przed sobą — przyszłe. A czyż każda godzina nie składa _się z mniejszych
cząsteczek, jakże szybko umykających? Co z niej uleciało, to przeszłość; co
jeszcze zostało — przyszłość. Tylko taką chwilę (jeśli w ogóle można ją sobie
wyobrazić), której już się nie da podzielić na jakiekolwiek, choćby najmniejsze
cząstki, można by słusznie nazwać czasem teraźniejszym. Taka zaś chwila tak
szybko z przyszłości przelatuje do przeszłości, że nie sposób jej przypisać
jakiegokolwiek trwania. Jeśli się jej nadaje rozciągłość, od razu chwila ta
rozpada się na przeszłość i przyszłość. Będąc zaś teraźniejsza, nie ma żadnej
rozciągłości. Gdzież więc jest ten czas, który moglibyśmy nazwać długim? Na
pewno nie jest to czas przyszły. Nie mówimy przecież, że. jest długi, bo on
jeszcze w ogóle — w żadnym sensie — nie jest. Możemy powiedzieć tylko, że
będzie długi. Lecz kiedy taki będzie? Nie jest taki, dopóki jest przyszłością. Bo
jeszcze nie ma tego, co mogłoby być długie. Gdyby zaś wtedy miał być długi,
kiedy wyłoniwszy się z przyszłości, która jeszcze nie istnieje, zaczyna istnieć
stając się teraźniejszością, to” by oczywiście było zgodne z prawdą, że może
być długie tylko to, co w ogóle istnieje — ale wcześniej tu przytoczone
argumenty głośno wołają, że teraźniejszość nie ma żadnej rozciągłości.
    16. A jednak, Panie, uświadamiamy sobie okresy czasu i porównujemy
jedne z drugimi, mówiąc, że te są dłuższe, a tamte krótsze. Obliczamy nawet,
o ile krótszy albo dłuższy jest ten okres od tamtego, i powiadamy, że jest
dwukrotnie albo trzykrotnie dłuższy od okresu, który uznajemy za jednostkę;
albo że oba okresy mają długość jednaką. Jeśli w taki sposób uświadamiając
sobie czas, mierzymy go, czynimy to wobec czasu właśnie teraz
przemijającego. Bo czyż można by mierzyć przeszłość, której już nie ma, albo
przyszłość, której jeszcze nie ma? Chyba że ktoś odważy się twierdzić, że
mierzy to, co nie istnieje! Wniosek jest taki, że uświadamiać sobie czas
i mierzyć go można tylko wtedy, gdy on właśnie przemija. Kiedy przeminął —
już to jest niemożliwe, bo go nie ma.
    17. Ja tylko szukam, Ojcze, a nie stwierdzam. Ty, Boże, Sędzią moim bądź
i Przewodnikiem. Któż zaprzeczy temu, cośmy usłyszeli w dzieciństwie i
czego potem uczyliśmy dzieci,- że są trzy dziedziny czasu: przeszłość,
teraźniejszość i przyszłość? Kto powie, że jest tylko czas teraźniejszy bo
owych dwóch pozostałych nie ma? Może raczej jest tak, że wszystkie te trzy
dziedziny istnieją i że czas z jakiejś kryjówki się wyłania, gdy z przyszłego
staje się teraźniejszym, i w jakąś też kryjówkę się pogrąża, kiedy się
z teraźniejszego przeszłym staje? Prorocy, którzy przyszłość zapowiadali,
gdzież by te przyszłe rzeczy widzieli, jeśli ich jeszcze nie było? Przecież nie
można zobaczyć tego, czego nie ma. Także opowiadacze przeszłości nie
mogliby prawdy głosić, gdyby umysłem, nie dostrzegali rzeczy minionych.
Gdyby zaś te rzeczy nie istniały, w żaden sposób nie można by ich dostrzec.
A więc i przyszłość, i przeszłość istnieje.
    18. Pomóż mi, Panie, dalej to badanie prowadzić. I niechże się, Nadziejo
moja, nie zabłąkam. Skoro przyszłość i przeszłość istnieją, pragnę wiedzieć,
gdzie one są. Tego jeszcze nie umiem dociec. Ale przynajmniej to wiem, że
jeśli one gdziekolwiek są, ani przyszłością nie są tam, ani przeszłością lecz
teraźniejszością. Bo jeśliby i tam były przyszłością, to jeszcze by ich nie było;
a gdyby tam były przeszłością, to już by ich nie było. Gdziekolwiek więc są
i czymkolwiek są, mogą istnieć tylko jako teraźniejsze. Kiedy rzeczy przeszłe
wiernie opisujemy, wydobywamy z pamięci nie same rzeczy, które już
przeminęły, lecz słowa oparte na obrazach owych rzeczy, które wtedy, gdy się
rozgrywały, za pośrednictwem zmysłów wycisnęły jakby ślady na umyśle. Na
przykład moje dzieciństwo, którego już nie ma, spoczywa w czasie przeszłym,
który już też nie istnieje. Ale obraz dzieciństwa, kiedy go przywołuję i opisuję,
oglądam w czasie teraźniejszym, gdyż obraz ten jest nadal w mojej pamięci
obecny.
    Czy podobnie się dzieje wtedy, gdy ktoś przepowiada przyszłość? Czy
rzeczy jeszcze nie istniejące dostrzega zawczasu za pośrednictwem już
istniejących obrazów? Wyznaję, Boże mój, że nie wiem. Wiem jednak
przynajmniej to, że często z góry obmyślamy nasze czyny, a ta medytacja
odbywa się w teraźniejszości, działanie zaś, które obmyślamy, jeszcze nie
istnieje, bo należy do przyszłości. Kiedy się zabieramy do dzieła i zaczynamy
czynić to, o czym dotychczas tylko medytowaliśmy, wtedy rozgrywa się owo
działanie; należy ono już nie do przyszłości, lecz do teraźniejszości.
    Niezależnie od tego, w jaki to tajemniczy sposób jest się świadkiem rzeczy,
które się mają dopiero wydarzyć, jest pewne, że dostrzegać można tylko to, co
już istnieje. A to, co już istnieje, nie przyszłością jest, lecz teraźniejszością.
Kiedy słyszymy o widzeniu rzeczy przyszłych, nie może być mowy o widzeniu
samych tych rzeczy — ich jeszcze nie ma, gdyż należą do przyszłości — lecz
może się widzi jakieś ich przyczyny czy” znaki, już istniejące.
    Nie przyszłość więc, ale teraźniejszość dostępna jest widzącym; a na
podstawie teraźniejszości umysł może wytwarzać wyobrażenia rzeczy
przyszłych i przepowiadać je. Te wyobrażenia już istnieją. Ludzie, oglądający
je w swych umysłach jako obecne, mogą przepowiadać przyszłość.
    Podam jeden z niezliczonych przykładów. Oto widzę jutrzenkę, więc
przepowiadam, że wzejdzie słońce. To, co widzę, jest teraźniejszością; to, co
przepowiadam, jest przyszłością. Do przyszłości należy nie słońce, które już
istnieje, lecz jego wschód, którego jeszcze nie ma. Nie mógłbym jednak
przepowiedzieć wschodu, gdybym nie miał w swym umyśle jego obrazu, jak
mam i teraz, kiedy to piszę. Jutrzenka, którą widzę na niebie, nie jest
wschodem słońca, chociaż go poprzedza, ani nie jest nim obraz ów w moim
umyśle. Lecz i jutrzenkę, i obraz dostrzegam jako teraźniejsze i dzięki nim
mogę przepowiedzieć wschód słońca, należący jeszcze do przyszłości. Tego,
co przyszłe, jeszcze nie ma. A skoro jeszcze nie ma, to w ogóle nie ma. A jeśli
w ogóle nie ma, to na pewno nie można tego zobaczyć. Lecz można to
przepowiedzieć na podstawie rzeczy obecnych, które już są i które można
dostrzec.
     19. W jaki więc sposób Ty, Władco Twego stworzenia, objawiasz duszom
ludzkim to, co zdarzyć siej ma w przyszłości? Objawiałeś to przecież Twoim
prorokom. W jaki sposób objawiasz przyszłość, chociaż ona jeszcze nie
istnieje? Może raczej objawiasz tylko znaki obecne zdarzeń przyszłych? Bo
o tym, czego nie ma, przecież nikogo nie można pouczyć. Sposób Twego
pouczania niepomiernie przekracza moją zdolność rozumienia. Nie mam dosyć
siły, nigdy tego własną moją mocą nie zdołam dosięgnąć. Lecz zdołam Twoją
mocą, jeśli Ty mi udzielisz łaski, o, słodkie oczu moich Światło!
    20. Z tego, co się rzekło, wynika najwyraźniej, że ani przyszłość, ani
przeszłość nie istnieje. I właściwie nie należałoby mówić, że istnieją trzy
dziedziny czasu — przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Może ściślejsze
byłoby takie ujęcie, że istnieją następujące trzy dziedziny czasu: teraźniejszość
rzeczy przyszłych, teraźniejszość rzeczy obecnych, teraźniejszość rzeczy
przyszłych. Jakieś tego rodzaju trzy dziedziny istnieją w duszy; ale nigdzie
indziej ich nie widzę. Teraźniejszością rzeczy przeszłych jest pamięć,
teraźniejszością rzeczy obecnych jest dostrzeganie, teraźniejszością rzeczy
przyszłych — oczekiwanie. Jeśli tak wolno ująć tę rzecz, to dostrzegam trzy
dziedziny czasu i stwierdzam, że one istnieją. Możemy więc mówić nadal
o trzech dziedzinach czasu: przeszłości, teraźniejszości i przyszłości; chociaż
nie jest to ścisłe, stosujmy się w tym do zwyczaju. Nie będę się spierał, nie
będę zaprzeczał takiemu sposobowi mówienia, byłe tylko każdy rozumiał,
o czym mówi, i nie wyobrażał sobie, że to, co przyszłe, już istnieje, a to, co
przeszłe, jeszcze istnieje. W ogóle rzadko posługujemy się słowami w sposób
zupełnie ścisły, częściej mówimy nieściśle, ale jakoś udaje się nam wyrazić to,
co wyrazić chcemy.
    21 . Przed chwilą powiedziałem, że mierzymy czas wtedy, gdy on właśnie
przemija. Mierząc, możemy stwierdzić, że jakiś okres czasu jest na przykład
dwa razy dłuższy od takiego; okresu, któryśmy przyjęli za jednostkę, albo że
oba są jednakowej długości — i tak dalej. Mierzymy czas, jak się rzekło
w trakcie jego przebiegania. Gdyby mnie ktoś zapytał, skąd to wiem,
odpowiedziałbym, że wiem, ponieważ mierzymy czas, a nie moglibyśmy
mierzyć czegoś, co nie istnieje; ani zaś przeszłość, ani przyszłość nie istnieje.
Ale jakże możemy mierzyć czas teraźniejszy, skoro nie ma on żadnej
rozciągłości? A musielibyśmy go mierzyć wtedy, kiedy właśnie przebiega. Nie
można by go mierzyć wtedy, gdy już przeminął, bo wtedy już nie ma tego, co
mielibyśmy mierzyć;
    Ale skąd, którędy i dokąd on przebiega wtedy, kiedy go mierzymy? Może
wyłaniać się tylko z przyszłości, przebiegać tylko przez teraźniejszość i zdążać
tylko ku przeszłości: z tego, co jeszcze nie istnieje — poprzez to, co nie ma
rozciągłości — ku temu, czego już nie ma. A przecież możemy mierzyć czas
tylko w odniesieniu do jakiejś jednostki rozciągłości. Kiedy mówimy: „Tak
samo długo”, albo: „Dwukrotnie dłużej”, albo: „Trzykrotnie dłużej”, i tak dalej
— zawsze odnosi się to do jakiejś określonej rozciągłości czasu. Lecz
w stosunku do której dziedziny czasu mierzymy czas, gdy on przebiega? Czy
w stosunku do przyszłości, z której się wyłania? Przecież nie możemy znać
miary tego, czego jeszcze nie ma. Czy w stosunku do teraźniejszości, przez
którą przebiega? Przecież nie można mierzyć tego, co nie trwa. Czy
w stosunku do przeszłości, ku której czas biegnie? Przecież nie znamy miary
tego, czego już nie ma.
    22. Umysł mój goreje pragnieniem rozwikłania tej niezmiernie trudnej
zagadki. Nie zamykaj przede mną, Panie Boże mój, dobry Ojcze, przez
Chrystusa Cię błagam — nie zamykaj przed moim pragnieniem tej sprawy tak
zwyczajnej, a zarazem tak tajemniczej, pozwól, aby ono przeniknęło za wrota
tej zagadki, by się dla mnie rozświetliła w blasku miłosierdzia Twego! Kogóż
mam o to pytać? Komuż mogę z większym dla mnie pożytkiem niż Tobie
wyznać moją niewiedzę? Przecież nie są Ci niemiłe moje studia, pałające taką
tęsknotą ku zrozumieniu Twego Pisma świętego. Udziel mi tego, co kocham,
bo że kocham — Twoim też jest darem. Udziel, Ojcze — Ty, który umiesz
dawać dobre rzeczy dzieciom swoim. Udziel, bo podjąłem zadanie poznania
Ciebie i jakże mi jest ciężko, póki nie otworzysz wrót.
    Przez Chrystusa Cię proszę, w imię Tego, który jest Świętym Świętych —
niechże mnie nikt od tego zadania nie odstraszy. Zaufałem, a dzięki temu
i mówię. Żyję nadzieją, że ujrzę piękność Pana. Oto starymi uczyniłeś dni
moje. Przemijają, a jak się to dzieje — nie wiem, chociaż ciągle mówimy
o czasie i o okresach czasu. „Jak długo ten człowiek to mówił?”' „Jak długo to
czynił?” „Od jakże dawna tego nie widziałem!” „Tę sylabę wymawia się
dwukrotnie dłużej niż tamtą.” Ciągle takie rzeczy mówimy i słyszymy. Ludzie
nas rozumieją i my ich rozumiemy. Nie można sobie, wyobrazić wypowiedzi
prostszych i zwyklejszych. A przecież kryje się w nich tajemnica, której nie
zdołaliśmy przeniknąć.
    23. Pewien uczony powiedział mi kiedyś, że czas to nic, innego jak ruch
słońca i księżyca, ale nie trafiło mi to do przekonania. Dlaczego czas nie
miałby polegać raczej na ruchu wszelkich ciał? Gdyby światła niebieskie
znieruchomiały, lecz jeszcze obracałoby się koło garncarskie, czyż nie
istniałby nadal czas, według którego mierzylibyśmy obroty tego koła? Czyż nie
moglibyśmy stwierdzić, że obraca się ono w regularnym rytmie albo że
szybkość” jego ruchu się zmienia, gdyż niektóre obroty zajmują więcej czasu
niż inne? A mówiąc tak, czyż sami nie mówilibyśmy tego w czasie? I czyż
nasze słowa nie składałyby się z sylab o nierównej długości — po prostu
dlatego, ze wymówienie jednej z nich wymagałoby więcej albo mniej czasu niż
wymówienie innej? O Boże, pozwól ludziom w małych rzeczach dojrzeć
zasady wspólne wszystkim rzeczom, małym i wielkim. Są gwiazdy i światła
niebieskie znakami czasów i lat, i dni.
    Są na pewno. Ale ani ja nie mogę twierdzić, że obrót tego drewnianego
koła jest dniem, ani też ów uczony mąż nie może powiedzieć, że obrót ten w
ogóle nie jest żadnym okresem czasu. Chciałbym naprawdę poznać istotę i rolę
czasu, według którego mierzymy ruchy ciał i mówimy na przykład, że ten ruch
zajmuje dwukrotnie więcej czasu niż tamten. Dniem nazywamy nie tylko pobyt
słońca nad ziemią, odróżniający; dzień od nocy, lecz także całkowitą drogę
słońca od wschodu do wschodu. Do tego drugiego znaczenia nawiązujemy,
gdy mówimy, że tyle a tyle dni przeminęło; noce wtedy wlicza się do dni i nie
wymienia się ich osobno. Skoro więc dzień się wypełnia ruchem słońca i jego
drogą całkowitą od wschodu do wschodu, pytam, czy dzień jest samym tym
ruchem, czy czasem jego przebiegu, czy też jednym i drugim. W pierwszym
wypadku upłynąłby dzień nawet wtedy, gdyby słońce przebiegło cały swój tor
w okresie jednej zaledwie godziny. W drugim wypadku nie można by mówić
o upłynięciu dnia, gdyby jeden wschód słońca był od drugiego oddzielony
okresem nie dłuższym od godziny; wtedy słońce: musiałoby dwadzieścia
cztery razy przebiec swoją drogę, aby dzień wypełnić. W trzecim wypadku nie
można by mówić o dniu ani wtedy, gdyby słońce całą swą wędrówkę odbyło
w ciągu godziny, ani wtedy, gdyby słońce było nieruchome, a upłynęłoby tyle
czasu, ile zazwyczaj potrzeba słońcu na odbycie drogi od ranka do następnego
ranka.
    Rozważam teraz, czym jest to, co nazywamy dniem, lecz tylko — czym jest
czas, według którego mierząc okrężny bieg słońca, powiedzielibyśmy, że
przebiegło ono swą drogę w połowie zwykłego czasu, gdyby jego bieg
zajął tyle czasu, ile trzeba na przeminięcie dwunastu godzin. Porównując
te dwa okresy i uznając okres dwunastu godzin za, jednostkę, okres
dwudziestoczterogodzinny uznalibyśmy za podwójny. Ujęcie to byłoby trafne,
choćby słońce w pewnych wypadkach przebywało drogę od wschodu do
wschodu w pojedynczym, a w innych — w podwójnym okresie. Niechże wiec
mi nikt nie mówi, że czas polega na ruchu ciał niebieskich. Bo przecież
i wtedy, gdy na prośbę pewnego męża słońce znieruchomiano, aby mógł on
toczyć bitwę aż do zwycięstwa — słońce wprawdzie stało, ale czas biegł nadal.
Bitwa się toczyła przez taki okres czasu, jaki był dla niej potrzebny,
i zakończyła się. Widzę więc, że czas jest pewnego rodzaju rozciągłością. Lecz
czy naprawdę widzę, czy tylko zdaje mi się, że widzę? Ty mi to rozświetlisz,
który Światłem i Prawdą jesteś.
    24. Czy żądasz, abym przyjął twierdzenie, że czas polega na ruchu ciał?
Nie żądasz tego ode mnie. Bo słyszę, że wszelkie ciała mogą się poruszać tylko
w czasie — Ty to mówisz. Nie słyszę zaś, żebyś mówił, iż sam ruch ciał jest
czasem. Kiedy się porusza ciało, według czasu mierzymy, jak długo się ono
porusza — od chwili, gdy się poruszać zaczęło, aż do chwili, kiedy się
poruszać przestaje. Jeżeli nie zauważyłem, w którym momencie ruch się
zaczął, i ciało porusza się nadal, kiedy już przestałem je obserwować, nie mogę
zmierzyć czasu tego ruchu, mogę tylko mówić o czasie, jaki upłynął od chwili,
gdy zacząłem obserwować, do chwili, gdy obserwować przestaję. Jeśli przez
jakiś dłuższy okres czasu obserwuję ruch, mogę powiedzieć, że ruch ten długo
trwał, lecz aby rzec, jak długo, muszę to określić w odniesieniu do wybranej
miary: na przykład mówimy, że ten okres jest tak samo długi jak tamten
albo że jest dwukrotnie dłuższy i tak dalej. Jeśli możemy oznaczyć punkty
w przestrzeni, między którymi porusza się jakieś ciało, albo — w wypadku
ciała obracającego się wokół swej osi — oznaczyć odległości, jakie
przebywają części tego ciała, to jesteśmy w stanie określić, ile potrzeba czasu,
aby ciało odbyło drogę między dwoma punktami albo by jego części wykonały
pełny obrót.
    Czym innym jest więc ruch ciała, a czym innym to. według czego
mierzymy, jak długo on przebiega. Dla kogóż nie byłoby jasne, co z dwojga
najeży nazwać czasem? To samo ciało może się poruszać z różna szybkością,
a może też trwać w bezruchu. Nie tylko jego ruch, lecz także jego spoczynek
mierzymy czasem. Mówimy na przykład, że pozostawało w spoczynku tak
samo długo, jak długo się przedtem poruszało, albo że spoczywało dwukrotnie
czy trzykrotnie dłużej, niż się przedtem poruszało, i tak dalej — co możemy
określić albo na podstawie dokładnego obliczenia, albo — jak się to powiada
— „mniej więcej”. Czas wiec nie jest ruchem ciał.
    25. Wyznaję Ci, Panie, że nadal nie wiem, czym jest czas. Lecz także
wyznaję, iż wiem, że słowa te w czasie wypowiadam, że już długo mówię tu
o czasie — a owo „długo” polega właśnie na tym, że dużo czasu upłynęło.
Jakże ja to mogę wiedzieć, skoro nie wiem, czym jest czas? A może raczej nie
wiem, w jaki sposób mam wypowiedzieć to, co wiem? Biada mi, ja nawet nie
wiem czego nie wiem! Tyś, Boże mój, świadkiem, że nie kłamię, że
przemawiam ze szczerego serca. „Ty zapalisz lampę moją, Panie Boże mój,
ciemności moje rozświecisz!”
    26. Przecież prawdziwie Ci wyznaje moja dusza, że jednak mierzę czas.
Jestże to więc tak, Boże mój, że mierzę, a nie wiem, co mierzę? Według czasu
mierzę ruchy ciał. A czy samego czasu nie mierzę? Czyż mógłbym mierzyć
ruch ciała — jak długo on trwa, jak długo ciało odbywa, drogę między dwoma
punktami — gdybym czasu, w którym, się ono porusza, nie mierzył? W takim
razie — według czego mierzę czas? Czy dłuższe okresy czasu mierzymy za
pomocą krótszych, jak łokciem wymierzamy długość belki? W taki właśnie
sposób, jak się zdaje, mierzymy trwanie długiej sylaby, porównując ją z sylabą
krótszą i mówiąc, że jest dwukrotnie dłuższa. Tak mierzymy długość wiersza
długościami poszczególnych wersów, długość wersów długościami stóp,
długość stóp długością sylab, długość sylab długich długością krótkich.
Mierzymy wiersze nie stronicami — byłoby to bowiem mierzenie
w przestrzeni, a nie w czasie — lecz w trakcie głośnego odczytywania.
I powiadamy: „To jest długi wiersz, bo upleciony z tylu a tylu wersów. Wersy
są długie, bo się składają z tylu a tylu stóp. Stopy są długie, bo zawierają tyle
a tyle sylab. Ta czy tamta sylaba jest długa; bo jest dwukrotnie dłuższa od
sylaby krótkiej”. Ale to jeszcze nie jest dokładne mierzenie czasu. Bo nieraz
się zdarzyć może, że powolnie wypowiedziany wers krótszy zajmie więcej
czasu niżeli przeczytany pospiesznie wers dłuższy. To samo dotyczy całego
utworu, jak też — z drugiej strony — stopy jednej czy sylaby.
    Dlatego wydało mi się, że czas nie jest niczym innym jak rozciągłością.
Lecz czego rozciągłością? — nie wiem. Zastanawiam się, czy nie jest on
rozciągłością samego umysłu. Cóż bowiem mierzę, o, Boże mój, kiedy
w przybliżeniu określam, że ten okres jest dłuższy od tamtego, albo gdy mówię
dokładnie, że jest dwukrotnie dłuższy? Mierzę czas, to jasne. Lecz nie mierzę
przyszłości, bo jeszcze jej nie ma. Nie mierzę teraźniejszości, ba ona nie trwa.
Nie mierzę przeszłości, bo już jej nie ma. Cóż więc mierzę? Czy mierzę czas,
który przemija, lecz jeszcze nie przeminął — jak to powyżej mówiłem?

Św. Augustyn, Wyznania, ks. XI, 12-26 (przekład Z. Kubiaka)