Link do wszystkich dokumentów




JEAN-PAUL SARTRE JAKO FILOZOF LUDZKIEJ EGZYSTENCJI



Jean-Paul Sartre, czołowy przedstawiciel francuskiego egzystencjalizmu, urodził się 21 czerwca 1905 r. w Paryżu, w średnio zamożnej rodzinie mieszczańskiej. W latach 1931-39 pracował jako nauczyciel filozofii i studiował jednocześnie w instytucie francuskim w Berlinie filozofie Husserla i Heideggera. W czasie wojny działał we francuskim ruchu oporu.

W 1944 założył czasopismo "Les Temps modernes", w którym popularyzował swoją myśl filozoficzną. Wkrótce jego drugim żywiołem stała się polityka; interesował się marksizmem i próbował pogodzić go z egzystencjalizmem, działał w Światowej Radzie Pokoju, zwalczał francuską politykę kolonialną. Do Heideggera Sartre wyraźnie nawiązał w głównym dziele filozoficznym — L’être et le néant.

Był również pisarzem, dramaturgiem i publicystą. Rozwijał ideę pisarza zaangażowanego. Sartre nie oddzielał teoretycznej refleksji od życia. Zarówno swoją twórczość, jak i działalność społeczno—polityczną traktował jako dookreślenie i konkretyzację swojej filozofii. Jako dramaturg stworzył „teatr sytuacji”. Bohaterowie jego dramatów, postawieni w konkretnych okolicznościach, zmuszeni są do dokonywania określonych wyborów. W swoich analizach ludzkiego istnienia uświadamiał sobie coraz wyraźniej rolę czynnika społeczno—politycznego i klasowego.

Chcąc zachować pełną niezależność duchową odrzucił przejawy uznania ze strony instytucji stanowiących część krytykowanego przez niego systemu. Odmówił przyjęcia Legii Honorowej (1946) i Nagrody Nobla w roku 1964. W latach siedemdziesiątych jego stan zdrowia pogorszył się i ograniczył aktywność twórczą. Zmarł 15 kwietnia 1980 roku w Paryżu.

Pozostawił po sobie dzieła filozoficzne, m. in. "L'etre et le n'eant" (Byt i nicość), L'existentialisme est un humanisme "(Egzystencjalizm jest humanizmem" czy "Critique de la Raison dialectique" (Krytyka rozumu dialektycznego), jak i dzieła literackie, "Mdłości", "Przy drzwiach zamkniętych," Drogi wolności "itp.

Manifestem francuskiego egzystencjalizmu, i nie tylko, było wydane w 1943 roku dzieło Sartre'a ”Byt i nicość”. Sformułowaniem „egzystencja” nazywa się tam egzystencję ludzką, gdyż jest ona dla egzystencjalistów jedynym bytem konkretnym, bytem świadomym, który ma pewien stosunek do swego istnienia. Taki byt Sartre nazywa bytem-dla-siebie (pour soi), w odróżnieniu od bytów nieświadomych, określanych bytami-w-sobie (en soi). Byt -w-sobie to świat materii, rzeczy zewnętrznych. Nie odnosi się on do siebie, ani do innych.

Byt [en soi ] jest dla siebie nieprzejrzysty właśnie dlatego, że jest wypełniony sobą. [...] byt jest tym, czym jest”. Jest on już ukształtowany, niezróżnicowany. ”Byt-w-sobie wcale nie ma wnętrza, które przeciwstawiałoby się zewnętrzu i które byłoby czymś analogicznym do sądzenia, do prawa, do świadomości siebie”.

Świat rzeczy jest przygodny, ”nie może zostać ani wyprowadzony z możliwości, ani sprowadzony do konieczności”. Byt-w-sobie - zdaniem Sartre'a - nie skrywa żadnego sekretu, można go uznać za syntezę. Jest niestworzony, gdyż wszelkie tworzenie już go zakłada.
Inny rodzaj bytu to byt-dla-siebie, egzystencja ludzka. Sartre używa tu także określeń byt świadomości i fenomen bytu (w przeciwieństwie do bytu fenomenu -bytu rzeczy).

Egzystencjaliści uważali, iż nikt człowieka nie zrobił wedle żadnej idei i nic z góry nie przesądza o jego esencji. Sartre głosił, iż "egzystencja wyprzedza esencję" czyli jakość naszego życia określa to, kim jesteśmy. Człowiek nie ma cech stałych, może być kimś więcej, niż jest. Sartre stawia przed człowiekiem tylko jedno zadanie: bycia czymś więcej, wychodzenia (depasser) poza samego siebie. Jest to zadanie heroiczne, które czyni Boga z człowieka. "Bóg nie istnieje [...] Nawet jeżeliby Bóg istniał, to nic by się nie zmieniło." Człowiek dąży do tego, by stać się postacią bogopodobną : być wolnym, a jednocześnie nie odczuwać ciężaru swej wolności i odpowiedzialności ; móc wyprowadzić swe akty wolnego wyboru z niezmiennej istoty—esencji. Sartre w ten sposób udowadnia nieistnienie Boga.

Według niego, jeśli Bóg istniałby, swymi niczym nieograniczonymi wolnymi wyborami z pewnością ograniczyłby wolne wybory ludzi. Jeśli wiec ludzie mają możliwość ich dokonywania, to Boga nie ma. Kolejnym tragicznym elementem istnienia jest ciągłe, codzienne powiększanie szczeliny w bycie, odstępu między pierwotną esencją, a świadomością. Przez ciągłe wybory dokonywane na podstawie bytów zewnętrznych, nimi zdeterminowane, oddalamy się od prawdziwego siebie.

Nie można, w pojęciu egzystencjalistów, zdefiniować człowieka dlatego, iż jest on pierwotnie niczym. Dopiero jego życie, a właściwie jego kres, pozwoli określić esencję człowieka. Tu pojawia się drugie, obok bytu, ważne słowo w filozofii Sartre'a, które odnosi się do egzystencji człowieka -nicość. Sartre uważa, że człowiek jest bytem, dzięki któremu nicość pojawia się na świecie. Najpierw zaistnieje na świecie, ale jeszcze wtedy nie da się go określić ani zaprogramować.

Egzystencjalizm Sartre'a skłania ludzi do zrozumienia, że "liczy się tylko rzeczywistość [...]marzenia, oczekiwania, nadzieje pozwalają zdefiniować człowieka jedynie jako marzenie zwodnicze, nadzieje poronione, oczekiwanie bezużyteczne". Na pocieszenie Sartre podpowiada, iż człowiek realizuje się do końca życia, nie należy więc się załamywać, lecz szukać nowej drogi. Egzystencjalizm określa jako doktrynę optymistyczną, uznaje bowiem, iż „przeznaczenie człowieka zawarte jest w nim samym”. „Egzystencjalizm jest jedyną teorią, która nadaje człowiekowi godność, jedyną, która nie robi z niego przedmiotu”.

Człowiek nie ma wpływu na to, kim się urodzi, do jakiej nacji będzie należał, jaki będzie jego kolor skóry czy też jakie posiada zdolności. Zostaje ”wrzucony” w istnienie, które może uznać lub odrzucić. Z nicości ma szansę dopiero stać się kimś. Na razie odczuwa jedynie mdłości, jak Antoine Roquentin (bohater Sartrowskich ”Mdłości”), które nie są dolegliwością żołądkową a odczuciem ontologicznym potwierdzającym istnienie bytu. One to odkrywają bohaterowi absurdalność własnego istnienia, którego nic nie jest w stanie usprawiedliwić. To istnienie cechuje wolność i świadomość.

Poza doczesnym istnieniem z jego troską, trwogą i grożącą wciąż śmiercią—nie ma nic. Wymysłem jest wszystko, co trwałe: Bóg, wieczne idee, wieczne wartości i wieczna materia. Wieczność, której chce człowiek, wieczność jego egzystencji jest niemożliwością. Istnienie jest więc otoczone przez nicość zatem trwoga jest jedynym słusznym stosunkiem człowieka do istnienia. Cała filozofia egzystencjalna przepełniona jest troską i trwogą i nie bez podstawy nazywano ją filozofią nicości. Poza sobą człowiek nie znajduje nic. Sartre wyraża to mówiąc, że człowiek jest pozostawiony samemu sobie. Nie znajduje Boga, żadnych ogólnych prawd ani wartości a priori—niczego, co mogłoby kierować jego postępowaniem. Nie ma żadnej etyki ogólnej, która by rozstrzygała jak człowiek ma żyć. Jedną z teoretycznych przesłanek filozofii Sartre'a był, obok fenomenologii, racjonalizm Kartezjusza. O ludzkim istnieniu jako bytu -dla-siebie decyduje myślenie. Wraz z zanikiem myśli przestaje istnieć człowiek dla świata, jak i świat dla człowieka. Człowiek jest świadomością. Jest to jedyna jego cecha własna. Można naruszyć strukturę biologiczną człowieka i będzie on nadal istniał, naruszenie struktury myślenia pozbawia go bytu autonomicznego. Świadomość w swoim byciu jest pewnym stosunkiem do siebie. ”Świadomość może poznawać i poznawać siebie, ale sama w sobie jest czymś innym niż zwróconym ku sobie poznaniem.”

Aktywność świadomości nazywa Sartre neantyzacją (unicestwieniem). Człowiek skupiając uwagę na jednej rzeczy, na przykład na drzewie w parku, inne obrazy spycha na dalszy plan, tak jakby je unicestwiał. Tym samym tworzy nowy świat, subiektywny. Świadomość pojawia się z chwilą, gdy zastanawiamy się nad sobą i tę świadomość Sartre nazywa refleksyjną (w odróżnieniu od prerefleksyjnej, skupionej na teraźniejszości). Jest to świadomość intencjonalnie zwrócona ku sobie samej, odnosząca się do siebie tak, jak odnosi się do zjawisk należących do świata. Ma więc do siebie samej stosunek poznawczy. Każda świadomość jest świadomością czegoś. Nie da się jej opisać abstrakcyjnie, pominąć to, co ją wypełnia. Bez tego, co w sobie zawiera, jest tylko świadomością... niczego, pojęciem pustym.

Być to wybuchnąć w świecie, wyjść z nicości świata i świadomości, by nagle wybuchnąć świadomością w świecie”. R. Garaudy twierdzi, iż Sartre „doprowadził do końca redukcję fenomenologiczną Husserla, oczyszczenie świadomości, tak dalece, że staje się ona niczym: "Świadomość nie posiada treści”.

Atrybutem ludzkiej egzystencji jest także fakt, iż człowiek istnieje w świecie, żyje między ludźmi. Cechą ludzkiego istnienia jest to, że poznaje on świadomość bytu nie tylko własnego , ale i cudzego. To, że człowiek istnieje w świecie powoduje, że jest przezeń nieustannie zagrożony w swym istnieniu. W każdej chwili wiele, z otaczających człowieka sił, może jego istnienie zniszczyć, bądź narazić na szwank. Aby temu przeciwdziałać musi on ciągle coś robić, czymś się zajmować, o coś się troszczyć. Troska jest cechą egzystencji ludzkiej. Tak naprawdę jest sam w obliczu swoich trosk, cierpień, swojego istnienia. Na świecie toczą się wojny, giną ludzie, ktoś ulega wypadkowi, to jednak go nie dotyczy. Kiedy on sam cierpi, sam pozostaje ze swoimi problemami. Potęguje się wówczas jego osamotnienie (Le Delaissement). Człowieka otacza zewsząd tłum mniej lub bardziej życzliwych ludzi, ale jest to anonimowy, obcy tłum. ”A więc jesteśmy samotni”- powie Sartre, sami musimy podejmować wybory i sami musimy sobie radzić. Osamotnieniu towarzyszy niepokój i beznadziejność. Bez tego obcego tłumu trudno jednak żyć. ”Drugi człowiek jest nieodzowny tak dla mojego istnienia, jak i dla mego poznania samego siebie. W tej sytuacji odkrycie własnego wnętrza odkrywa mi jednocześnie wnętrze drugiego człowieka”.

Odrzucając z zasady istnienie Boga, jedynym więc oparciem, jakiego możemy szukać i odnaleźć w swoim istnieniu, mogą być dla nas inni ludzie. Każdy z nas szuka w swoim życiu jakiejś pokrewnej, bratniej duszy, która byłaby wstanie w pełni nas zrozumieć i dać nam dzięki temu poczucie swoistego bezpieczeństwa. Nie jest to jednak nigdy do końca możliwe. Człowiek jest bowiem zbyt złożoną i skomplikowaną jednostką, dlatego też nie może, choćby nawet bardzo tego pragnął, odsłonić całego swojego wnętrza przed drugą osobą, tak jak i ona przed nami. Można by tu zaryzykować stwierdzenie, że w całym swoim życiu człowiek stara się odsłonić swoje wnętrze innemu człowiekowi, któremu ufa i odwrotnie. Nie jest jednak, jak już powyżej zaznaczyłam, w pełni możliwe. „Piekło to inni”, ponieważ jesteśmy zmuszeni koegzystować z ludźmi, którzy są w swojej naturze nieprzewidywalni i niepoznawalni. Jest to przyczyną stałego stanu zagrożenia w naszym życiu, ponieważ nigdy niczego, ani nikogo nie możemy być w stu procentach pewni. Ten element naszego istnienia wprowadza dodatkowy niepokój do naszego życia, ponieważ człowiek zawsze boi się wszystkiego, czego nie rozumie i nie jest w stanie ogarnąć swoim rozumem. Do czego może doprowadzić samotność i niemożność znalezienia oparcia w innych ludziach przez jednostkę, która jest częścią społeczeństwa.

Ludzie, z którymi się spotykamy, mają bardzo wyraźny wpływ na nasze istnienie. Może być on oczywiście tak pozytywny, jak i negatywny. Ciągłe udawanie i dostosowywanie się do sytuacji może w końcu zmienić nasze życie w piekło, z którego nie ma ucieczki, ponieważ zmuszeni jesteśmy do współistnienia z innymi. Pomimo tego, że jak twierdził Sartre wspólnota ludzka jest wyłącznie grupą galerników, w której każdy z osobna dźwiga ciężar swego życia, chcemy, aby ktoś pomógł nam w tym trudnym zadaniu.

Życie ludzkie zmierza ku śmierci i nasze istnienie - jak twierdził Heidegger - już w momencie narodzin jest powolnym konaniem. Śmierć to naturalna kolej rzeczy, której nie jesteśmy w stanie odwrócić. W obliczu skończoności i przemijania nic nie jest dla nas ważne, wszystko traci sens. Egzystencja ludzka - zdaniem Sartre'a - wydaje się bezsensowna, gdyż i tak kiedyś się zakończy. To największy tragizm człowieka, z którym musi on jednak żyć.

Samobójstwo nie jest tu rozwiązaniem, gdyż nie zapobiega śmierci, pozwala jedynie człowiekowi zadecydować o tym, kiedy ona nastąpi. Aby odsunąć myśl o śmierci na dalszy plan należy przestać stawiać pytanie: jak i kiedy umrę, ale, jak żyć? Fenomen życia wymaga, by to na nim skupić uwagę. W sobie samym człowiek nie znajduje nic, na czym mógłby się oprzeć, więc człowiek jest wolny, czy chce, czy nie chce. Żeby żyć, należy wybierać, podejmować decyzje.

Dla egzystencjalistów wolność stanowi ciężką konieczność. Codzienność w której egzystujemy jest naszą jedyną rzeczywistością, i mimo, iż jest ona absurdalna, to wyrywać się z niej w nicość śmierci również byłoby absurdem. Sartre wyraził to chyba najpełniej w słowach „Absurdem jest, że się rodzimy, absurdem, że umieramy”. Śmierć nie jest moją możliwością, lecz zanegowaniem wszystkich możliwości. Tylko dla innych moja śmierć ma znaczenie i to oni to znaczenie definiują. Moje bycie–dla–innych staje się przedmiotem, uzyskuje istotę i ja nie jestem w stanie tego zmienić. Dlatego śmierć jest tryumfem Innego.

Człowiek posiada absolutną wolność. Ponieważ jest tworem, który dopiero się staje, zależy tylko od samego siebie, nikt nie może mu pomóc żyć ani wybierać. Jesteśmy - zdaniem Sartre'a –„skazani na wolność”.

Czasami wydaje się, że decydują za nas inni - zwierzchnicy, rodzice itp. - jednak ich zdanie, nakazy czy prośby możemy odrzucić bądź zaakceptować. To nasz wybór, a na końcu jego konsekwencje. Świat, w którym żyjemy, jest wynikiem naszej projekcji. Jeżeli na świecie panuje zło, jesteśmy za nie odpowiedzialni. ”Człowiek, jako że jest skazany na wolność, dźwiga na swych barkach ciężar całego świata; jest odpowiedzialny za świat i za samego siebie”.

Kiedy dowódca jednostki podejmuje na wojnie decyzję o ataku, to podejmuje ją na własną odpowiedzialność. Wysyła ludzi na śmierć i jest to jego wybór, choć może go usprawiedliwiać rozkazami z góry. Decyzja dowódcy jest indywidualną interpretacją ogólnego rozkazu i przyjęciem na siebie odpowiedzialności za los swoich żołnierzy.

Najstraszliwsze okoliczności wojenne, najgorsze tortury nie stwarzają sytuacji nieludzkich; sytuacja nieludzka nie istnieje, jedynie przez strach, ucieczkę i zabiegi magiczne postanawiam, że coś jest nieludzkie; jednakże sama ta decyzja jest ludzka i ponoszę za nią odpowiedzialność”. Zdania Sartre'a - "nie ma niewinnych ofiar", jak i "każdy ma taką wojnę, na jaką zasłużył" - brzmią niezwykle dobitnie, lecz służą podkreśleniu odpowiedzialności, jaka spoczywa na człowieku.

Jedną z najważniejszych spraw, na które musimy w pierwszej chwili zwrócić uwagę, jest fakt, że Sartre był przedstawicielem ateistycznego nurtu egzystencjalizmu. Odrzucał więc z założenia istnienie Boga, czy jakiejkolwiek istoty wyższej, która mogłaby kierować ludzkim życiem, czy nadawać jego istnieniu jakikolwiek sens. Po takim postawieniu sprawy, zło stawało się wyłącznie wolnym wyborem każdego człowieka, w określonej sytuacji i czasie. Nie istnieje jakiś spersonifikowany obraz zła, ujawnia się ono bowiem wyłącznie w naszych czynach i to wyłącznie one mogą podlegać moralnej ocenie. Nie ma żadnych wiecznych prawd i wartości, które obligowałyby nas do konkretnego zachowania. Biorąc powyższe stwierdzenia pod uwagę, uświadamiamy sobie, dlaczego autor interesujących nas słów mógł szukać piekła jedynie na ziemi, a dokładniej w otaczających go ludziach. Otóż wola potrzebuje wolności jako swej podstawy w celu ukonstytuowania się jako wola. O samej wolności nie możemy powiedzieć, że jest ukonstytuowana, ponieważ to ona jest czynnikiem konstytuującym wszystko inne. Wola jest tutaj określana jako refleksyjna decyzja, będąca w relacji do określonego celu, jednakże nie tworząca go. Taką samą funkcję może też pełnić namiętność. „Tak więc odkąd wolność jest tożsama z moją egzystencją, jest podstawą celów, które będę się starał osiągnąć poprzez wolę lub namiętność”·. Nie należy rozumieć owej wolności – podłoża woli i namiętności jako czegoś danego a priori, lecz raczej jako jednoczesną z samym aktem działania którejś z nich, w których się przejawiają. „Wolność jest niczym, jak tylko istnieniem naszej woli lub namiętności, o ile owo istnienie jest neantyzacją faktyczności; to znaczy, istnieniem bytu, który jest swoim byciem w modi konieczności bycia nim”·.

Na ujmowanie faktyczności jako ograniczenia wolności w trybie przypuszczającym wskazuje trafna uwaga autora „Bycia i nicości”, który oznajmia, iż zawsze możemy nie uznać się w sytuacji. Aby uniknąć nieporozumień Sartre zauważa, iż „być wolnym” nie oznacza „robić, co się chce”, lecz „samemu decydować się na chcenie” (w sensie szeroko pojętego wyboru). Autor odróżnia tutaj zdroworozsądkowe rozumienie wolności od filozoficznego, które oznacza po prostu autonomię wyboru. Naszej wolności uczymy się w każdym naszym czynie, ponieważ każdy czyn jest aktem wyboru. Chociaż wolność nie ma istoty, to przyczynia się ona do uzyskania przez byt-dla-siebie istoty poprzez każdy, ukonstytuowany fakt.

Jedynym niewątpliwym ograniczeniem dla wolności jest ona sama, ponieważ nie wybierać znaczy w gruncie rzeczy wybierać nie wybieranie. Aby przybliżyć nam pojęcie wolności Sartre daje nam następujące określenia: „Ludzka rzeczywistość jest wolna, ponieważ nie jest wystarczająca. Jest wolna, ponieważ jest ciągle odrywana od siebie i ponieważ została odseparowana przez nicość od tego, czym jest i czym będzie. Wreszcie, jest wolna, ponieważ jej obecne bycie jest samo nicością. (...) Człowiek jest wolny, ponieważ nie jest sobą, ale obecnością dla siebie. Byt, który jest tym, czym jest, nie może być wolny. Wolność jest właściwie nicością, która zaistniała, by być w sercu człowieka, i która zmusza rzeczywistość ludzką do tworzenia się zamiast być. Jak zauważyliśmy, dla ludzkiej rzeczywistości być to wybierać siebie”.

Jak możemy łatwo zauważyć, wolność jest wynikiem niepełności bytowej człowieka (braku istoty), czyli obecności w nim nicości. Jednostka poprzez całe życie tworzy swoją istotę, która de facto zaistnieje dopiero po jej śmierci. Pierwotnie człowiek jest niczym. Podczas swojego istnienia sam się określa i to takim, jakim sam chce być. Jego strukturą jest możliwość. Pomimo przytłoczenia wolnością sytuacja człowieka jest w zasadzie korzystna, bo wszystko od niego zależy. Nie ma czynnika determinującego wybory. Możemy uczynić się kim chcemy, jednakże to na nas spada za to odpowiedzialność. Człowiek jest odpowiedzialny za siebie i za świat.

Bóg oznacza doskonałą osobę, a to jest dla Sartre’a sprzecznością samą w sobie. Doskonałe rzeczy lub idee – jak Sprawiedliwość czy Prawda, są możliwe, tak jak możliwe są niedoskonałe osoby – jak Zeus czy Apollo. Ale istnienie doskonałej osoby jest niemożliwe. Istnienie Zeusa jest możliwe, ale nie rzeczywiste. Bóg jest wyjątkowy pomiędzy bogami – nie tylko nierzeczywisty, ale niemożliwy. Ponieważ istnienie Boga jest niemożliwe i ponieważ Bóg jest miłością, miłość jest niemożliwa. Może najbardziej szokującą rzeczą u Sartre’a jest zaprzeczenie przez niego możliwości autentycznej, altruistycznej miłości. W miejsce Boga większość ateistów podstawia jako namiastkę ludzką miłość, jako coś, w co wierzą. Ale Sartre argumentuje, że to jest niemożliwe. Dlaczego? Ponieważ jeśli nie ma Boga, każda jednostka jest Bogiem. Ale może istnieć tylko jeden Bóg, jeden Absolut. W ten sposób wszystkie relacje międzyosobowe są z założenia rywalizacją. Tutaj Sartre powtarza Machiawellego. Każdy z nas z konieczności gra rolę Boga wobec innych; każdy z nas – jako autor sztuki na temat własnego życia – z konieczności redukuje innych do aktorów w swojej sztuce.

Istnieje drobne słówko, które według zwykłych ludzi oznacza coś rzeczywistego i które według osób kochających się oznacza coś magicznego. Sartre uważa, że oznacza ono coś niemożliwego i iluzorycznego. Tym słowem jest „my”. Nie może istnieć „my” jako podmiot ani wspólnota, ani niepomna na siebie miłość, jeśli każdy z nas zawsze próbuje być Bogiem, jednym wyjątkowym podmiotem – „ja”.

Jeżeli nie ma Boga, to my, wybierając tak, a nie inaczej afirmujemy taki model człowieka, takie wartości, a nie inne. Bez względu na to, co wybierzemy, to nasz wybór będzie zawsze trafny, „(...) gdyż nie możemy nigdy wybrać zła”. Zły wybór jest pojęciem sprzecznym, ponieważ to podmiot wyboru określa owym wyborem, co jest dobre – wybranie właśnie tego czegoś jest równoznaczne z uznaniem go za „dobre”. Sami ustalamy kryteria dobrego i złego, ponieważ nie ma Boga. Sytuacja nieistnienia Boga jest niekorzystna pod tym względem, iż nie mamy w nikim oparcia, a także nie możemy nikogo obwiniać za konsekwencje swoich czynów.

Świadomy Sartre’owski podmiot wyboru zdaje sobie sprawę z możliwych konsekwencji swych czynów i bierze za nie pełną odpowiedzialność, aby zapobiec utracie swej podmiotowości – nie wpaść w sidła złej wiary i utracić autentyczność egzystencji. Nasza wolność, w swoich wyborach odwołuje się do projektu fundamentalnego. Ów projekt dotyczy całego naszego bycia i poszczególne wybory są podejmowane z uwagi na niego. Należy zaznaczyć, iż wybieramy sposób bytowania, a nie sam fakt istnienia. Choć poprzez projekt i konsekwentną jego realizację nadajemy naszemu byciu określony kształt, to jednak sami nie jesteśmy przyczyną owego bycia, ponieważ ono jest przypadkowe.

Nie możemy także sami z siebie wiedzieć, czym jest nasz projekt, ponieważ sami nim jesteśmy. Psychoanaliza egzystencjalna pozwala nam dotrzeć do niego. Przykładami takich projektów mogą być projekt Charlesa Baudelaire’a, którym jest zła wiara, czy też Jeana Geneta – istota zła (oba wnikliwie opisane przez autora „L’Etre...”).

Wolność jednostki idzie nawet tak daleko, że pozwala jej zmienić w każdej chwili fundamentalny projekt. Zdarza się to wówczas, gdy nowy projekt staje się dla nas istotny na tyle, by przekreślić przeszłość, aby rozpocząć jego realizację. Jednakże, aby zmienić swój projekt wpierw należy ujrzeć go obiektywnie jako pewną całość. Takie spojrzenie dokonuje się w świetle nowego projektu, który uważamy za lepszy. Afirmacja nowego projektu jest zarazem negacją starego.

Wolność przejawia nam się w sytuacji. Nie ma sytuacji bez wolności, a także wolności bez sytuacji. Sytuacja to struktura uporządkowanej i przetworzonej przez byt -dla-siebie faktyczności. Cała nasza faktyczność nie jest nieokreśloną „surową rzeczywistością”, lecz zawsze jawi się ona jakoś, określana jest w jakiś sposób przez neantyzujące akty świadomości.

Projektując swoje bycie człowiek nadaje sens faktyczności, która staje się wówczas „bytem-dla-mnie” – ukształtowaną przeze mnie sytuacją. Każda sytuacja jest dla mnie polem do ćwiczenia mojej wolności. „To, co dane jest niczym innym jak bytem–w-sobie, neantyzowanym przez byt–dla–siebie, który ma nim być, ciało jako punkt obserwacyjny na świat, przeszłość jako istota, którą byt–dla-siebie był – są określeniami jednostkowej rzeczywistości”. Oczywiście, nie znaczy to, iż projekt fundamentalny jest naturą człowieka, albo jego istotą poza nim samym. Projekt ten jest tylko jego idealna wartością, a więc nie może być zrealizowany, a poza tym projekt każdego człowieka jest indywidualny – każdy projektuje swoje bycie i aby ów projekt spełnić sam kreuje sytuacje i otaczające je warunki.

Niemniej jednak możemy powiedzieć, przechodząc od szczegółów do ogółu, iż każdy projekt indywidualny jest formą projektu bytu–dla–siebie stworzenia bytu-w-sobie–dla– siebie, jedności przeciwieństw, wolności i oparcia w solidnej istotowej strukturze.


Człowiek nie jest w stanie przewidzieć skutków swoich wyborów. Kiedy zachodzi zgodność między zamierzeniami a skutkami, wtedy następuje spełnienie, kiedy pojawia się przepaść, wtedy też zjawia się tragizm. Czując na sobie taką głęboką odpowiedzialność, człowiek odczuwa także niepokój (L'Angoisse). Nie prowadzi on jednak do bezczynności, lecz zmusza go do działania. Ponieważ nie ma Boga, który wskazałby mu drogę postępowania, człowiek sam musi ją odnaleźć. Konsekwencje jego czynów dotyczyć będą całej ludzkości, a nie tylko jego. Pozostawiony samemu sobie, nie znajduje żadnych prawd ani wartości, które mogłyby kierować jego życiem. Nie ma żadnej etyki ogólnej, która rozstrzygnęłaby, jak żyć. "Aby istniała moralność, społeczeństwo, porządek, niezbędne jest, aby pewne wartości były brane poważnie i rozważnie jako istniejące a priori. Trzeba, aby obowiązywało a priori: być uczciwym, nie kłamać, nie bić swojej żony, płodzić dzieci etc."

Ludzka rzeczywistość nie istnieje najpierw w celu działania potem, lecz dla ludzkiej rzeczywistości być znaczy działać, a przestawać działać to przestawać być”. Idea ta ma budowę trójwarstwową: podstawową warstwę stanowi wolność, która jest zarazem pierwszym warunkiem jakiegokolwiek działania. To ona pozwala nam przejść do następnych dwóch, jakimi są projektowanie działania i jego prawdopodobnych konsekwencji oraz decyzja o podjęciu działania. Działanie jest intencjonalne. Działać to intencjonalnie realizować świadomy projekt. Projekt pozwala nam ujrzeć perspektywę naszego ewentualnego, przyszłego działania. Decydujemy zawsze w sposób wolny, jednakże musimy mieć na uwadze możliwe konsekwencje naszych czynów, ponieważ niezdeterminowanie naszej decyzji implikuje wzięcie przez nas odpowiedzialności za nią. Tej odpowiedzialności nie da się na nic przenieść. Gdybyśmy jednak próbowali to uczynić, to możemy tylko popaść w złą wiarę, który to stan nie jest godzien świadomego podmiotu, jakim jest człowiek, ponieważ godzi w jego podmiotowość.

"Człowiek jest tylko i wyłącznie projekcją" , istnieje tylko o tyle, o ile realizuje siebie, jest "zespołem swoich czynów, jest tylko swoim własnym życiem". Jawi się więc jako pewien projekt, który ma szansę zostać zrealizowany lub nie, "jest tym, czym siebie uczyni."

Życie ludzkie jest ciągłym procesem dążącym do określenia człowieka w świecie, do określenia jego niezależności. Ta teza jest krytykowana przez przeciwników Sartre'a. Zarzucają mu oni, iż deprecjonuje życie ludzi, którzy nie odnoszą sukcesów, nie radzą sobie z samym sobą. Nie każdemu człowiekowi udaje się zrealizować swoje projekty. Subiektywne postrzeganie siebie powoduje, iż człowiek swoje niepowodzenia często tłumaczy zbiegiem okoliczności, oddziaływaniem środowiska lub społeczeństwa. Uważa, iż jego potencjał nie został wykorzystany, gdyż coś stanęło mu na przeszkodzie.

Istnieje przecież "masa skłonności, dyspozycji, możliwości nie wyzyskanych, a całkowicie żywotnych" , które decydują o jego wartości. Egzystencjaliści nie przyjmują takiego tłumaczenia. "Człowiek angażuje się w swoje życie, sam określa swoją postać i poza tą postacią nie ma nic." Próbę usprawiedliwienia nieudanych przedsięwzięć Sartre nazywa złą wiarą (La mauvaisefoi). Nie można oceniać pisarza -tłumaczy - na podstawie tych utworów, których jeszcze nie napisał.

Świadomość człowieka ciągle spotyka się ze świadomością innych ludzi. Sartre wyróżnia tu dwie możliwe sytuacje : pierwsza to taka, w której Ja, moją wolnością—spojrzeniem czynię z Innego obiekt poznania; w drugiej Inny swą wolnością—spojrzeniem mnie uprzedmiotawia, a jednocześnie Ja zezwalam Innemu na to. W tej, czy innej sytuacji człowiek pozostaje winnym wobec innego człowieka (w odróżnieniu od Kirkegaarda, u którego człowiek był ciągle winny wobec Boga). Przez sam fakt mojego istnienia ograniczam wolność innego człowieka.

Sartre głosił, iż egzystencjalizm otworzył człowiekowi oczy na jego wolność. Teorie filozofa nie oparły się jednak upływowi czasu. Zarzucano mu, że nie dostrzega jasnych stron życia człowieka z innymi ludźmi, umniejsza wartość ludzkich uczuć, pozbawia człowieka oparcia w religii, pozostawia go samemu sobie. Dając ludziom wolność, pozostawił ich przed trudnym zadaniem podejmowania decyzji i ponoszenia konsekwencji za całą ludzkość.

Sartre był krytykowany przez jemu współczesnych, że nie dostrzega jasnych stron współistnienia ludzi ze sobą, ich współpracy, solidarności i harmonii uczuć. Było w tym wiele nieporozumień, przez to, że Sartre swą filozofię potraktował jako pojęcie—klucz, mające wyjaśnić zjawiska z zupełnie innej dziedziny, np. ze sfery stosunków ekonomicznych i społeczno—politycznych.

Pozytywnym składnikiem poglądów Sartre’a jest optymistyczne przekonanie, że człowiek nigdy nie traci w pełni swego człowieczeństwa, kiedy ludzie chcą go zniewolić, czy też kiedy sam decyduje się na porzucenie swej wolności.

Bezkompromisowa szczerość Sartre’a sprawia, że wydaje się on niemal pociągający, pomimo swoich wniosków, jak bezsensowność życia, arbitralność wartości i wykluczenie istnienia miłości. Ale ta szczerość, jakkolwiek głęboko by tkwiła w jego charakterze, stała się trywialna i bezsensowna, ponieważ Sartre zaprzeczał istnieniu Boga, a tym samym zaprzeczał istnieniu obiektywnej Prawdy. Jeśli nie ma Boskiego umysłu, nie ma też prawdy, z wyjątkiem prawdy, którą każdy z nas tworzy na własny użytek. Jeśli poza mną samym nie istnieje nic, wobec czego mógłbym być uczciwy, to jakie znaczenie ma uczciwość?

A jednak nie możemy się powstrzymać, by nie wydać mieszanego werdyktu w sprawie Sartre’a i nie czuć satysfakcji przez sam fakt, że jest on tak odpychający – ponieważ wypływa to z jego konsekwencji. Pokazuje nam prawdziwe oblicze ateizmu: absurdalność (jest to abstrakcyjne słowo) i mdłości (jest to konkretny obraz, jakiego używa i tytuł jego pierwszej powieści).

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie jeden buddysta może postawić sobie pytanie, dlaczego na stronie zajmującej się Nauką Buddy umieszcza się artykuły o filozofii Sartre'a. Odpowiedź jest bardzo prosta, Nauka Buddy mówi tylko o cierpieniu – doświadczeniu puthujjana i wstrzymaniu cierpienia, doświadczeniu arahata. I choć Sartre nie widzi wyjścia poza doświadczenie zwykłego człowieka, to jednak udanie je opisał. Weźmy choćby fenomen złej wiary, wiedza o którym jest bardzo użyteczna dla ucznia Buddy jeżeli chce on rzeczywiście zrozumieć Dhammę.

PS Artykuł znalazłem gdzieś w sieci niestety bez informacji kto jest jego autorem. Mam nadzieję, że zachęci on do bliższego zapoznania się z filozofią Sartre'a. Z pewnością znajomość jego filozofii nie jest niezbędna do tego by zrozumieć Naukę Buddy, ale przynajmniej może okazać się pomocna.