Link do wszystkich dokumentów



Samotność


Zmysłowe obiekty są przyczyną klęski, zwyrodnienia, niebezpieczeństwa, choroby, są drzazgą i lękiem dla mnie. Zauważając te niebezpieczeństwo wynikające ze zmysłowych obiektów, żyj samotnie jak róg nosorożca”. (Sn 51).

Odosobnienie, samotność, separacja, izolacja, oddalenie – viveka ma dwa podstawowe działy: Kayaviveka jest inicjującym środowiskowym i fizycznym warunkiem, fizyczną cielesną separacją od zmysłowych obiektów; to przebywanie w swobodzie w warunkach odpowiednich dla wzrostu w Dhammie - „Jeżeli nikogo nie znajduję z przodu ni z tyłu, to bardzo przyjemne dla mnie mieszkającego samotnie w lesie” (Theragata 537). Cittaviveka jest właśnie tym wzrostem w Dhammie, wewnętrznym mentalnym odosobnieniem od zmysłowego doświadczenia.  

Zatem Starszy, co jest przeszłością, to jest porzucone, co jeszcze nie nadeszło, to jest uwolnione i chęć i pożądnie za teraźniejszą jaźnią są wzięte pod kontrolę. To w taki sposób, Starszy, samotne przebywanie staje się doskonałe ze wszystkimi jego szczegółami”. (S.2.228). 

Osamotnienie nie jest samotnością braku (tanha), pragnieniem bycia w tłumie, to przebywanie w sile i ze swobodą, niezależne i oddalone. Ta samotność staje się ścieżką i celem dla tego z czystą wizją, który obawia się samsary i swego bytu jako istoty samsarycznej, który w taki sposób rozwija wyobcowanie (nibbida) wobec samsary. - „...doprowadzone do ekstremum te uczucie (wyobcowania) staje się czasami nawet, nie tylko resortem ale również celem filozofii: wygnanie” (Grenier).

Szukamy samotności ponieważ szukamy prawdy, a tłum jest nieprawdą: „Ale rzecz jest wystarczająco prosta: ta sprawa kochania własnego sąsiada jest samo-negacją; to kochanie tłumu, czy udawanie, że się go kocha, czynienie go autorytetem w sprawach prawdy, jest drogą do materialnej władzy, drogą do temporalnych i ziemskich korzyści wszelakiego rodzaju – w tym samym czasie jest to nieprawdą, bo tłum nie jest prawdą”. (Kierkegaard). I to bardzo ważne, gdyż droga tłumu jest drogą samsary, i kulturalne, polityczne, socjalne konstrukcje społeczne nigdy nie wyprowadzą nas z samsary, gdyż samsara jest ich twórcą, ich sensem i celem. Kultury są szczególne dla czasu i przestrzeni, są kultury buddyjskie ale te nie są Dhammą, choć są one nią inspirowane; gdyż kultura jest w obrębie czasu – pozostałością procesu historycznego – Dhamma jest akaliko, nie pociąga za sobą czasu. Nie posiądziemy sila (etyki), tym bardziej zrozumienia Dhammy, rozważając proces historyczny, opinii większości. Dhamma jest do zrozumienia przez mądrych (pandita) i dla każdego osobiście (paccatam: w separacji, indywidualnie, a to jest w samotności). Dlatego Dhamma nie jest „postępowa” w obrębie procesu historycznego, w obrębie mas ludzkich. Rzeczywisty progres (jednostki) jest linearny, ale samsara jest kołowaniem, powtórzeniem, kołem życia i śmierci, które ledwie odzwierciedla wewnętrzne obroty (vatta) – dośrodkowego wiru imienia-i-materii (namarupa) wokół świadomości (vińńana). Dhamma nie jest zaangażowana w iluzoryczny „postęp” samsary – polityczno-ekonomiczne ideały linearnego progresu w obrębie samsary; nie ma linearnego postępu w obrębie samsary, ta linia prosta „progresu” jest rezultatem krótkowzroczności, patrzenia ze zbyt bliska na poszczególną sekcję krzywej historycznego koła. Rzeczywisty postęp jest przeciwko dośrodkowej atrakcji samsary – pod prąd strumienia, to wyjście z obejmującego nas wiru ku spokojowi i to jest kayaviveka. Cittaviveka jest stopniową podróżą od samsarycznego zawirowania pomiędzy świadomością i imieniem-i-materią przez nibbida (wyobcowanie) ku nibbanie.

Swiadomość i imię-i-materia to zagmatwania wewnętrzne i zewnętrzne (antojata bahijata S.1.13) rozplątaniem i rozwikłaniem których zajmuje się Nauka Buddy i dwa narzędzia temu pomocne to kaya i cittaviveka. Ten progres jest tylko dla jednostki w jej subiektywnej samotności odciętej od tłumu i procesu historycznego – gdyż pomiędzy procesem historycznym i ideałem socjalnego postępu, jednostka rozprasza się i ulega pomieszaniu. Tylko przez samotność, odcinanie się, odosobnienie, możemy prawdziwie pojąć Dhammę w jej bezpośredniości jako mającą znaczenie dla jednostki - tylko takiej która stała się subiektywna i tak świadoma niepokoju (dukkha) jako osobistego i egzystencjalnego i problemu egzystencji jako indywidualizacji procesu tanha (braku/potrzeby). Tylko w tej subiektywnej samotności można zdać sobie sprawę z problemu i wyjść ku ostatecznej samotności - nibbanie: odcięciu wszystkich czynników egzystencji. Uciekaj od społeczności jak od ciężkiego brzemienia, ponad wszystko szukaj samotności. 

Malcolm Hudson
***


Czy jest jedna zasada nad wszystkie inne, podstawowa norma samotnego życia? Tak, jest. Jej obserwancja jest praktycznie synonimem dla quies, ponieważ jest esencjonalnym warunkiem dla uzyskania spokoju. Ta kluczowa zasada samotnego życia, jest czasem przedstawiana z taką finałowością, że wydaje się zastępować dalsze porady. Oto klasyczne przedstawienie:

Pewien brat udał się do Abby Mosesa w Scete i spytał go o „słowo”. I stary człowiek rzekł mu: „odejdź i siedź w twojej celi i cela nauczy cię wszystkich rzeczy”.
To powiedzenie ma oczywistą implikację dla praktyki ukierunkowanej duchowo. Tak jak tu przedstawiona, oznacza jasno, że nie ma sensu dla mnicha by opuszczał swoją celę i chodził w poszukiwaniu prawdy, jeżeli nie jest on wpierw przygotowany by zmierzyć się ze swą samotnością w całej jej nagiej rzeczywistości. Chociaż nie możemy tutaj w pełni zagłębić się w tą ideę, to powiedzmy tyle: to w samotności mnich musi dojść do odkrycia prawdziwych wewnętrznych wymiarów swego własnego istnienia, zarazem „rzeczywistych” i „nierzeczywistych”. Przekonanie o statyczności własnego „ja”, o jego absolutnej i niezmiennej rzeczywistości, przechodzi głęboką transformację i zanika w palącym świetle zupełnie nowej i niepodejrzewanej uprzednio świadomości. W tej świadomości widzimy, że nasza rzeczywistość to nie trwale ustanowione „ja” które wymaga tylko udoskonalenia, ale raczej, że jesteśmy „niczym”, „potencjalnością” w której podarunek kreatywnej wolności może się urzeczywistnić przez odpowiedź na wolny podarunek miłości i łaski. Ta odpowiedź oznacza zaakceptowanie naszej samotności i naszej „potencjalności” jako daru. (...)

Mnich musi się nauczyć tego sam. Oczywiście potrzebuje wsparcia innych, ale inni nie będą w stanie mu pomóc, jeżeli wpierw on sam nie jest zdeterminowany by pomóc sobie. Niewielki będzie pożytek z innych jako mediatorów, pomiędzy nim a Bogiem, jeżeli nie ma on wystarczającej wiary by postawić medytację i samotność na pierwszym miejscu w swym życiu eremity. Innymi słowy, to w samotności celi można się nauczyć mierzenia się z czy stawiania czoła iluzji, jak stawić opór pokusie, jak się modlić. Wszystkie inne rady i wskazania zależą przede wszystkim od gotowości zaakceptowania przez młodego pustelnika tej podstawowej zasady. Możemy powiedzieć, że wszelkie inne rady zakładają gotowość i chęć utrzymania oczyszczającego milczenia i samotności celi, w której jest się odartym z iluzorycznego wizerunku siebie samego i zmuszonym do pogodzenia się z nicością, ograniczeniem, nierzetelnością, ułomnością, lub jak moglibyśmy dziś powiedzieć „pustką” własnego życia. Św Antoni wiedział lepiej niż kto inny o znaczeniu tej samotnej walki z myślami („demonami”), rzekł on, że życie w celi jest czasami jak bycie w ognistym piecu. A jednak to w tym piecu dochodzi się do spotkania twarzą w twarz z Bogiem. To powiedzenie odwołuje się do doświadczenia współczesnego mnicha z Góry Atos, Staretz Silonana, który żył „jakby w piekle” ale nie rozpaczał. Antoni pozostawił nam bardzo ważne powiedzenie z głębokimi implikacjami, na temat życia mistycznego: „Cela mnicha jest jego piecem Babilonu gdzie troje dzieci odnajduje Syna Bożego i jest również słupem obłoku z którego Bóg przemówił do Mojżesza.

Mnich który mierzy się z tym ogniem i ciemnością, nie będzie w stanie kontynuować życia w celi, chyba że jest człowiekiem wiary i modlitwy. Monastyczne powiedzenie mówi, że jeżeli nie żyjesz godnie w twojej celi, cela cię zwymiotuje. To prawdopodobnie tłumaczy fakt dlaczego Ojcowie Pustyni nie unosili się entuzjazmem nad łudzącą dążnością nawracania innych, która często prezentuje się jako honorowy unik samotności celi i acedii powodowanej przez „południowego demona”.

Młody mnich, męczony przez ten rodzaj problemu, wyznał Abbie Arseniuszowi: „Moje myśli mnie dręczą, nie mogę pościć, nie mogę pracować, zatem odwiedzę chorych co jest wielkim przykazaniem”. Wtedy Abba Arseniusz jako ten dobrze obeznany w wojnie z diabłami, rzekł mu: „Jedz, pij i śpij i pracuj ale w żadnym razie nie wychodź z celi” gdyż stary człowiek wiedział, że stałe przebywanie w celi wytwarza wszystkie nawyki samotnego życia. Dalsza część historii mówi nam jak młody mnich, pozostając w celi, stopniowo odnalazł się coraz bardziej stałym w pracy i modlitwie aż w końcu wygrał ascetyczną bitwę – wielką bitwę samotności przeciwko wszystkim swym „myślom” (To znaczy odnalazł spokój przez rozpuszczenie podziału powodowanego u niego przez bezużyteczną wewnętrzną aktywność i samo-projekcje w słowa i idee które były przeszkodami pomiędzy nim a jego życiem). 

Tomasz Merton
(fragment pochodzi z artykułu „Spiritual Father in the Desert Tradition”)


***


Zrealizowany udał się na wędrówkę etapami do Parileyaka. W końcu tam dotarł i poszedł zamieszkać w dżungli Rakkhita u korzenia pomyślnego drzewa sala. Kiedy był sam na odosobnieniu, te myśli przyszły mu do głowy: „Dawniej żyłem w niewygodzie dręczony przez mnichów z Kosambi, którzy kłócili się, awanturowali, spierali, dyskutowali i procesowali pośrodku Zgromadzenia. Teraz jestem sam i bez towarzystwa, żyję swobodnie i wygodnie, z dala od nich.

Był tam też pewien słoń, któremu dokuczały słonie i słonice i młode słonie i słoniątka i jadł on trawę o zdeptanych końcach, i złamane kawałki gałęzi i pił on brudną wodę, i jego ciało było potrącane przez słonice gdy przychodził na miejsce kąpieli. Rozważył on to wszystko i pomyślał: Dlaczego nie miałbym zamieszkać sam, z dala od tłumu? I opuścił on stado i udał się do Parileyaka do dżungli Rakkhita, do korzenia pomyślnego drzewa sala, gdzie przebywał Zrealizowany. Troszczył się o Zrealizowanego, zapewniając mu jedzenie i wodę i swoją trąbą oczyszczał miejsce z liści. Pomyślał: Dawniej dokuczały mi słonie i słonice i młode słonie i słoniątka i jadłem trawę o zdeptanych końcach, i złamane kawałki gałęzi i piłem brudną wodę, i moje ciało było potrącane przez słonice gdy przychodziłem na miejsce kąpieli. Teraz sam z dala od tłumu, żyję swobodnie i wygodnie oddalony od wszystkich tych słoni.

Zrealizowany, ciesząc się swym odosobnieniem, stał się świadomy w swym umyśle myśli w umyśle słonia. Wygłosił takie powiedzenie:

Kłacz zgadza się z kłaczem tutaj.
Słoń z kłami długimi jak drzewce.
Cieszy się samotnością w lesie
I tak ich serca są w harmonii.

Vin Mv 10:4


***

Jeżeli nie możesz znaleść godnego zaufania towarzysza
Do swych wędrówek, zarówno cnotliwego jak i wytrwałego
Wtedy jak król który opuszcza pokonane któlewstwo
Wędruj jak słoń w lesie, samotnie

Lepiej wędrować samotnie
Nie ma kompani z głupcami
Wędruj samotnie, nie rań nikogo, nie znaj konfliktów
Bądź samotny jak słoń w lesie.

               M 128
***

To tylko najwyższa intelektualna siła, którą możemy nazwać geniuszem, jest tą co osiąga najwyższe stopnie intensywności, czyniąc cały czas i egzystencję swoim tematem i starając wyrazić swą szczególną koncepcję świata, niezależnie czy kontempluje ona świat jako zajęcie dla poezji czy filozofii. Stąd niezakłócone zajmowanie się sobą, jego własnymi myślami i pracami jest dla takiego człowieka sprawą konieczności; samotność jest witana, czas wolny jest najwyższym dobrem i wszystko inne jest niekonieczne, ba, nawet uciążliwe.

To jedyny typ człowieka o którym może być powiedziane, że jego środek ciężkości jest całkowicie w nim samym; co wyjaśnia dlaczego ludzie tego rodzaju – a są oni rzadkością – niezależnie jak wspaniałym jest ich charakter, nie pokazują ciepła i nieograniczonego zainteresowania przyjaciółmi, rodziną i ogólnie społecznością, ku czemu inni tak często są skłonni, gdyż jeżeli mają tylko siebie, nie smuci ich strata wszystkiego innego. To nadaje izolacji ich charakterowi, co ma tym większy efekt gdyż inni ludzie nigdy całkiem ich nie zadowalają, jako będący w pełni odmiennej natury: więcej, skoro ta różnica stale zmusza ich by być zauważoną, przyzwyczaili się poruszać wśród rodzaju ludzkiego jako obce istoty i myśleć o ludziach generalnie jako oni zamiast my. 

Schopenhauer  "The Wisdom of Life"