Link do wszystkich dokumentów

Grzech istnienia

wypisy z ksiażki Stefana Chwina
Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni

 

Fantazmat samobójstwa w czarnych, stojących wodach wyrastał z pragnienia całkowitej anihilacji. Zrodziło go nie tylko pragnienie całkowitej anihilacji, ale i nowoczesny strach przed zmartwychwstaniem.

Życiowa mądrość uczy nas, że aby zachować równowagę ducha nie należy zbyt wiele wiedzieć o ciemnych stronach życia. Od tego co paraliżuje, czy choćby osłabia w nas wolę istnienia, zwykle instynktownie odwracamy oczy, by nie dać się wciągnąć w melancholię, depresję czy rozpacz.

Z tego poczucia zupełnej nieważności faktu narodzenia się człowieka na Ziemi, rodzi się pragnienie bycia nienarodzonym, i żal że się przyszło na świat.

Niebo wcale nie musi być puste jak twierdzą ateiści – zdaje się mówić nam Beckett – tylko co z tego, skoro między Niebem i Ziemią, gdzie ludzi czeka tylko ból,   nędza, przemoc i śmierć, nie ma żadnej komunikacji.

Jedną z całościowych metafor egzystencji u Becketta jest obraz kobiet, które rodzą okrakiem na grobie (BD126) a więc wizja zamkniętego kręgu rodzenia dla umierania.

Samobójcę może prześladować metaforyczny depresyjny obraz „taśmy” życia, która w sposób niepowstrzymany niesie człowieka ku śmierci i podsuwa go pod jej okaleczający nóż.

Mani uważał ludzkie ciało za „przebrzydły worek krwi, żółci, wiatrów i łajna”, „naczynie zmazy”, „wstrętne mięso”, ale brał pod uwagę, że możemy je uświęcić przez radykalną wstrzemięźliwość.

W roku 1930 w eseju Proust Samuel Beckett, nawiązując w tym punkcie do tradycji gnostycznej, napisał: "Bohater tragiczny to obraz pokuty za grzech pierworodny, jego i wszystkich jego socii malorum [towarzyszy niedoli], za pierworodny i wieczny grzech urodzenia się". I zdanie to dopełnił znamiennym cytatem z dramatu Calderona Życie jest snem w przekładzie Jarosława Marka Rymkiewicza:

ale przecież każdy
rodzi się a więc każdy jest
przestępcą.

„Mdłości” - odruchowa reakcja odepchnięcia całości bytu, totalnego odrzucenia świata istniejącego, mająca w sobie elementy gnostycznego lęku przed brudzącym „dotknięciem” materii – naznaczały psychologię między innymi bohaterów powieści Sartre'a, Kafki, Wata czy Gombrowicza.

Wystarczy dostrzec „okropność” obrazu świata, tworzonego przez nowoczesne przyrodoznawstwo, szczególnie „okropność” darwinowskiej wizji wiecznej bezwzględnej walki o byt, by popaść w etyczną frustrację, która narusza równowagę ducha.

Czas, uważa Kiriłłow, jest wymiarem, w którym realizują się prawa natury. Bez istnienia czasu, praw natury nie ma. Kto zatem doprowadzi do zniknięcia czasu, wyrwie się spod przemocy tych praw. O zniknięciu czasu marzy też Stawrogin. Gdy człowiek, rozumuje Kiriłłow, boi się śmierci, samym swoim strachem stwarza czas, bo chce trwać w czasie. Gdy przestaje bać się śmierci, zabija w sobie odczuwanie czasu. Kto na moment przed samobójstwem potrafi osiągnąć stan „wszystko mi jedno: żyć czy umierać”, zacznie istnieć w sposób bezczasowy, bo uwolni się od tyranii nadziei, która stwarza przyszłość.

Wedle Jacka Trznadla, autora polskiego przekładu powieści Sartre'a, „mdłości” to „wstrząsająca semantycznie utrata trwałego gruntu pod nogami”, „bunt i przerażenie wobec istnienia”, paradoksalne poczucie „konieczności wyzwolenia istnienia od istnienia”, a więc silny wstrząs psychiczny, który prowadzi do egzystencjalnej frustracji, a także do myśli o samobójstwie i eutanazji.

Obsesja prawdy i zdzierania mylącej maski pozorów wyrzuca go poza obręb społeczeństwa, które rozumnie – jak szydzi Roquentin - „błoną” złudzeń chce zasłonić przed sobą horror „świata istniejącego”. Ludzie właśnie dlatego dobrze funkcjonują, że nie chcą dostrzegać, jaki jest świat naprawdę. Ktoś, kto potrafi zobaczyć, jaki świat naprawdę jest, zaczyna funkcjonować źle, bo traci osłonę, która chroni psychikę przed rujnującą, egzystencjalną frustracją.

Bohater Sartre'a wielokrotnie kontempluje „obrzydliwość” samego faktu istnienia, to znaczy okropność samego słowa „jestem”.

Obok przymusu istnienia podlegamy przymusowi wiecznego obracania myśli w głowie. „Gdybym tak mógł zatrzymać myślenie” (SM147) – marzy bezsilnie Roquentin, dręcząc się swoim psychotycznym rozdwojeniem.

Na jaw wychodzi całkowita, ontologiczna samotność ludzkiego podmiotu zderzającego się z obcym „pokawałkowanym” światem. Pod wpływem takich stanów człowiek w lękowym odruchu raptownie chce się wycofać z istnienia.

Witkacy uważał, że jedynym celem godnym człowieka jest przeżycie Tajemnicy, ale dodawał od razu, że warunkiem tego przeżycia są psychiczne cierpienia podmiotu.

Większość teorii samobójstwa zakłada, że samobójstwo jest skutkiem poznawczego błędu i emocjonalnej nierównowagi samobójcy. Że samobójca myli się w rozpoznaniach swojej „realnej sytuacji” i właśnie dlatego się zabija. Że ma fałszywy, zdeformowany obraz rzeczywistości i ten fałszywy, zdeformowany obraz popycha go w śmierć. Że nie widzi świata takim, jaki jest naprawdę, to znaczy nie widzi go tak, jak my - „zdrowi” - go widzimy. Tymczasem bywa i tak, że samobójca wcale się nie myli w swych rozpoznaniach. Więcej, że zabija się właśnie dlatego, że wcale się nie myli. Po prostu w jakiejś chwili spostrzega to, co w ludzkim losie jest naprawdę nie do zniesienia, a czego my wolimy nie dostrzegać. Właśnie wtedy staje się „samobójcą egzystencjalnym”. Odrzuca życie dlatego, że uznaje kondycję ludzką na Ziemi za nieuleczalną” - bez względu na czas i historyczne okoliczności w jakich żyje.

Książka Stefana Chwina jest z pewnością jedną z najlepszych książek jakie kiedykolwiek napisano o samobójstwie. I każdy, kto przejął się przesłaniem Buddy: „Cierpienie musi być w pełni zrozumiane”, powinien mieć ją na swojej półce. Co prawda, autor nie uwzględnił buddyjskiej wizji w której samobójstwo choć kusi, nie jest rozwiązaniem, gdyż nie uwalnia nas od istnienia. "Europa nie wie co to rozpacz" i ponura wizja odwiecznego zniewolenia czeka dopiero na literata, który by ją dokładnie opisał. Gdy takie dzieło powstanie, być może Pan Stefan Chwin uwzględni je w późniejszych wydaniach swojej książki.