Link do wszystkich dokumentów


Po pierwsze, żywot Antoniego Wielkiego napisany przez Atanazego Aleksandryjskiego rozpoczyna się opisem nawrócenia; opisem, który stał się pierwowzorem innych prze­kazów tego rodzaju: Antoni pochodził z Egiptu, z rodu szlachetnego i dosyć bo­gatego, rodzice byli chrześcijanami i wychowali go po chrze­ścijańsku. […]

Po śmierci rodziców pozostał sam z małą siostrą, a miał wtedy około osiemnastu czy dwudziestu lat; sam zajmował się nią i domem. Nie minęło jeszcze sześć miesięcy od zgonu rodziców, kiedy, jak zwykle, szedł do Domu Pańskiego i w skupieniu rozważał, jak to apostołowie opuścili wszystko i poszli za Zbawicielem; myślał o tych, którzy - jak opowia­dają Dzieje Apostolskie - po sprzedaniu wszystkich rzeczy przynosili pieniądze apostołom i składali je u ich stóp jako dar dla potrzebujących, a także o tym, jaka to wielka nadzieja jest im przygotowana w niebie. Pogrążony w takich myślach, wszedł do Domu Bożego, gdzie wtedy właśnie czytano Ewan­gelię, i usłyszał głos Pana, który mówił bogaczowi: „Jeżeli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj wszystko, co masz, i roz­daj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; a przyjdź, a pójdź za Mną". Antoni poczuł, że to było Boże przypomnienie o świętych, i czytanie odebrał jako skierowane do siebie. Wyszedłszy więc natychmiast z Domu Pańskiego, całą po­siadłość, którą miał po przodkach [... ] oddał chłopom ze swej wsi, aby ani jemu, ani siostrze nie sprawiało kłopotu; sprze­dał wszystkie ruchomości, a uzyskane pieniądze dał bied­nym, zostawiając małą sumkę dla siostry.

A kiedy znowu zaszedł do Domu Pańskiego i usłyszał Pana mówiącego w Ewangelii: „Nie martwcie się o jutro" (Mt 6,34), nie chciał już nic zatrzymywać dla siebie. Wyszedł więc i dał potrzebującym również i te pieniądze, które zostawił dla sio­stry. [...] Sam odtąd poza swym domem zaczął uprawianie ascezy, czuwając nad sobą i prowadząc surowy tryb życia. W Egipcie nie było jeszcze tak wielu klasztorów, ani żaden mnich nie znał wielkiej pustyni.

Podobnie jak w przypadku Augustyna, punktem zwrot­nym dla Antoniego był moment, gdy usłyszał, jak w koście­le czytano Pismo Święte, które św. Paweł nazywa „mieczem Ducha" (Ef 6,17). Antoni nie był jawnogrzesznikiem; nic nam również nie wiadomo, by pozostawał w niewoli grzechu nie­czystego. Porzucił jednak swoje bezpieczne i wygodne życie równie zdecydowanie, jak później z powodu swych występ­ków miał to uczynić Augustyn. Święty Atanazy opisuje na­wrócenie Antoniego jako całkowite i ostateczne - Antoni usłyszał słowo Boże i okazał mu bezwzględne i natychmias­towe posłuszeństwo, wypełniając jego nakaz w najdrobniej­szych szczegółach. Jego nawrócenie od razu zaczęło przyno­sić owoce w życiu innych - zarówno jego najbliższych uczniów, jak też tych, którzy o jego życiu dowiadywali się z lektury. Pewien historyk, charakteryzując wpływ, jaki na ludzi wywierał Żywot św. Antoniego, posłużył się słowami, które - już choćby przez swą wrogość - ilustrują wielką siłę jego oddziaływania: „Jeśli wolno mi wyrazić się w spo­sób dosadny, to nie zawaham się powiedzieć, że żadna inna książka w takim stopniu nie ogłupiła Egiptu, Azji Zachod­niej i Europy, jak Vita S. Antonii”.

Jeszcze wyraźniejsze podobieństwo do drogi, jaką prze­był Augustyn, widać w życiu innego ojca pustyni - nieja­kiego abby Apollosa: Opowiadano o pewnym abbie Apollosie w Sketis, że był on przedtem pasterzem i człowiekiem nieokrzesanym. Spotkał raz w polu ciężarną kobietę i z podpuszczenia diabelskiego powiedział sobie: „Chciałbym zobaczyć, jak też płód leży w jej łonie!". Rozszarpał ją więc i zobaczył płód; ale zaraz ogarnęły go wyrzuty sumienia, i skruszony przyszedł do Sketis, i wyznał ojcom, co uczynił. Usłyszał też, jak oni śpie­wali: „Czas naszych dni - to lat siedemdziesiąt lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt; a większość z nich — to trud i marność" (Ps 90[89],10). I powiedział im: „Mam lat czter­dzieści, a nigdy się jeszcze nie modliłem: teraz więc, jeżeli pożyję drugie czterdzieści lat, będę się modlił bezustannie, aby Bóg mi odpuścił grzechy". Nawet więc rękodziełem się nie zajmował, ale modlił się przez cały czas, mówiąc: „Ja zgrzeszyłem jako człowiek: Ty zmiłuj się jako Bóg".

Nie jest to świat intelektualisty Augustyna ani chrześci­janina Antoniego, lecz nieokrzesanych i prostych chłopów egipskich, którzy w dużym stopniu kształtowali oblicze ruchu monastycznego we wczesnym Kościele. Mamy tu jednak do czynienia z tą samą reakcją - skruchą i pokutą. I tu, i tam przełom dokonuje się w chwili wysłuchania sło­wa Bożego, które ktoś głośno czytał. I tu, i tam następuje całkowite porzucenie dotychczasowego stylu życia i sku­pienie się na potrzebie Bożego miłosierdzia. Wielu mnichów egipskich zaczynało swoją drogę życia monastycznego właś­nie od takiego momentu nawrócenia, aczkolwiek same okoliczności konwersji mogły być mniej dramatyczne.

Jan z Lykopolis relacjonuje nawrócenie pewnego młodego, roz­wiązłego człowieka: Z woli Bożej poraziły go wyrzuty sumienia z powodu jego rozlicznych grzechów. Natychmiast udał się na cmentarz, gdzie gorzko opłakiwał swoje dotychczasowe życie. Rzucił się na ziemię i nie śmiał nawet wymówić imienia Bożego, ani błagać Go o przebaczenie, uważał bowiem, że nie zasłu­guje na to, aby żyć. [...] Wskutek tego wielu, którzy już stra­cili nadzieję co do siebie, zaczęło spełniać dobre uczynki i wieść cnotliwe życie. W ich życiu spełniły się słowa Pisma Świętego: kto się uniża, będzie wywyższony (por. Łk 14,11; 18,14).

Inni, o których wiemy mniej, poszli podobną drogą: ich nawrócenie, ich decyzja, by żyć po to jedynie, aby dostąpić miłosierdzia, jest dla nich początkiem nowego życia - nie­rzadko wypełnionego trudną walką o dochowanie wierno­ści otrzymanej łasce. I tak na przykład Mojżesz Etiopczyk, który przed swym nawróceniem był złodziejem i mordercą, doświadczał tak silnych pokus, by popełnić grzech nieczy­sty, że popadł w rozpacz i udał się do abby Izydora, aby powiedzieć mu, że więcej tego nie zniesie. Z kolei „o ammie Sarze opowiadano, że przez trzynaście lat cierpiała straszne ataki demona nieczystości, a nigdy się nie modli­ła, żeby ataki ustały, ale raczej mówiła: »Boże, daj mi siłę«.

Wszystkie historie mówiące o nawróceniu dają wyraz głębokiemu przeświadczeniu o potrzebie i pragnieniu mi­łosierdzia. Przekonanie, że życie mnicha opiera się na miło­sierdziu, było tak silne i powszechne, że powstały nawet opowieści o mnichach, którzy byli po prostu tylko „dobrzy". Jan z Lykopolis opisuje zakonnika prowadzącego przez wie­le lat bardzo zdyscyplinowane i uporządkowane życie, któ­ry jednak nie nauczył się, że istotą życia na pustyni jest całkowita zależność od Tego, dla którego „wszystkie nasze dobre czyny [są] jak skrwawiona szmata" (Iz 64,5). Dlate­go popadł w grzech, a w końcu w rozpacz. Pozwolił kobie­cie, która zgubiła drogę na pustyni, wejść do swej celi, roz­mawiał z nią, aż wreszcie postanowił spróbować ją posiąść cieleśnie. Nazajutrz, zrozpaczony, zwątpił o swoim zbawie­niu i powrócił do świata. Ów człowiek, zanim popełnił grzech, był naprawdę dobrym mnichem. Jednak to nie ten grzech jest powodem jego potępienia, lecz pycha, która nie potrafiła znieść upadku i nie pozwoliła mu prosić o miło­sierdzie. Jan z Lykopolis zauważa: „nie należy nadymać się pychą z powodu swoich osiągnięć, lecz zawsze być pokor­nym i chronić się w najodleglejszych zakątkach pustyni". Prawdziwym problemem mnicha nie są pokusy przeciwko czystości, lecz pycha. Poza tym, nigdy nie należy tracić na­dziei na zbawienie.

Na pustyni opowiadano historie o nierządnicach, które odmieniły swoje życie, przechodząc drogę od upokarzają­cej niewoli grzechu do wielkiej świętości. Centralnym elementem tych podań jest głęboka świadomość potrzeby Bożego miłosierdzia. Maria, bratanica Abrahama, upadła jak ów „dobry" mnich z opowieści Jana z Lykopolis, ponie­waż, chociaż prowadziła dobre życie, nie przyswoiła sobie zasadniczej prawdy o konieczności całkowitego oddania się Bogu. Dlatego popadła w rozpacz i zwątpiła o swoim zba­wieniu. Historia Marii Egipcjanki ukazuje Zosimę jako do­brego i pobożnego mnicha. A jednak Zosimie również bra­kuje owej zasadniczej świadomości grzechu - prawdę tę poznaje dopiero dzięki Marii nierządnicy, która poprzez pokutę i skruchę stała się tym, kim on chciał być, a mimo wszystkich swoich wysiłków być nie mógł. Gdy on próbo­wał dojść do czegoś dzięki swoim własnym wysiłkom, ona otrzymała o wiele więcej, ponieważ umiała z pokorą i wdzięcznością przyjąć miłosierdzie i łaskę od Pana. Uczeń św. Antoniego, Paweł, ujrzał chwałę niebieską przygoto­waną dla nierządnicy Tais, chociaż ta ciągle przebywała zamknięta w swej celi i błagała Boga o miłosierdzie, ale to właśnie z powodu tej głębokiej pokory dane jej było wejść do raju jeszcze przed św. Antonim.

Dzieje nierządnic stanowią część literatury ascetycznej traktującej o nawróceniu. U jej początków znajduje się hi­storia wielkiej pokutnicy Nowego Testamentu, św. Marii Magdaleny, oraz biblijny obraz ladacznicy będącej symbo­lem Izraela łamiącego przymierze z Bogiem. Grzeszna ko­bieta to również Ewa, matka wszystkich żyjących, dlatego obraz nierządnicy da się odnieść do każdego człowieka, a w końcu do całego rodzaju ludzkiego, który odwrócił się od swego Stwórcy. Aby lepiej przekazać prawdę o grzechu, żywoty nierządnic odwołują się do wyrażeń i przykładów zaczerpniętych z Biblii - a fakt ten nie tylko nie znosi, lecz jeszcze pogłębia ich wartość historyczną. Wszystkie te hi­storie zostały spisane w jednym celu — aby inni, czy to je czytając, czy też ich słuchając, mogli mieć udział w działa­niu łaski, o którym opowiadają. Na przykład autor Żywotu Marii Egipcjanki informuje, że mnisi opowiadali historię świętej swoim gościom dla ich duchowego zbudowania, a on ją spisał dla pożytku tych, którzy będą ją czytać. Opo­wieści o wielkich grzechach i wielkiej pokucie mówią w grun­cie rzeczy o wielkiej miłości. Na czytających miały wywrzeć wrażenie podobne do tego, które na św. Janie Klimaku zro­bił widok „więzienia" mnichów. Jako młody asceta, Jan odwiedził „mieszkanie pokutników", czyli specjalny klasz­tor, w którym mnisi oddawali się wyjątkowo surowej po­kucie. Jak pisze, „wrócił stamtąd odmieniony". „Wydaje mi się", ciągnie dalej, „że ci, którzy popełnili grzech i poku­tują, są szczęśliwsi od tych, którzy nigdy nie upadli i nie muszą płakać nad sobą - ci bowiem, którzy zgrzeszyli i nawrócili się, powstali z grzechu silniejsi". Zdaniem Jana, pamięć o mnichach z „więzienia", którzy dobrowolnie się w nim zamknęli, by prowadzić surowe życie pokutne, może być dla czytelnika źródłem zachęty: „Słuchajmy i uważaj­my - my, którzy możemy niespodziewanie upaść. Po­wstańcie i usiądźcie wy wszyscy, których poniżyły wasze grzechy. Bracia, słuchajcie, co mam wam do powiedzenia. Posłuchajcie wy wszyscy, którzy szczerze pragniecie się nawrócić i pojednać z Bogiem".

Widok skruszonych penitentów lub historia ich pokuty przedstawia prawdę o nawróceniu i skrusze pewniej i z więk­szą siłą aniżeli teoretyczne rozważania i analizy. Skrucha i pokuta to nie teoria, którą należy sobie opracować, lecz sposób życia. Dlatego historie wielkich pokutników i po­kutnic są o wiele bardziej użyteczne niż jakakolwiek wie­dza teoretyczna na ten temat - ich dzieje nie pouczają czytelnika, co powinien robić, lecz ukazują różnorodne dzia­łania Boga w konkretnym ludzkim życiu; nie prezentują wzoru do naśladowania, lecz dzielą się doświadczeniem Bożej miłości. Ludzie uczestniczący w procesie odkupienia są niedoskonali i bywają głupi, mają swoje wady, popeł­niają grzechy i upadają. Zarazem jednak dysponują siłą i są zdolni do wewnętrznej przemiany: „Grzesznik jest win­ny, lecz nie pohańbiony". (Św. Jan Klimak)


Za: Benedicta Ward SLG, Nierządnice Pustyni. Pokuta we wczesnych źródłach monastycznych, Poznań 2005 (W drodze), przekład Paweł Długosz