Link do wszystkich dokumentów



The Unquiet Grave
Palinurus

wypisy


Uduchawiaj Przyziemne Palinurusie i nie mierz zbyt wysoko.

Ze starzeniem się odkrywamy, że to co kiedyś wydawało się nam absorbującymi zajęciami, podjętymi przez nas i którym się oddawaliśmy, było chęciami czy namiętnościami, które przepływając przez nas, przeminęły, aż w końcu zobaczyliśmy, że naszym życiu nie ma więcej kontynuacji niż w skalistym stawie który przypływy wypełniły pianą i szczątkami rozbitego statku. Na końcu nie pozostaje nic jak tylko osad, i szczątki, cenne tylko dla tych, którzy wiedzą jak ich użyć.

Faktycznie, ze starzeniem się odkrywamy, że życie większości ludzkich istot jest bezwartościowe, oprócz tego co wkładają oni w wzbogacenie i emancypację ludzkiego ducha. Jakkolwiek atrakcyjna może być zwierzęca świeżość naszej młodości, jeżeli w naszej dojrzałości nie poprowadzi nas ku poprawie charakteru błędnego tekstu egzystencji, to zmarnowaliśmy nasz czas. Nikt po trzydziestce piątce nie jest godny spotkania, kto nie ma ma nam czegoś do powiedzenia – czegoś więcej niż moglibyśmy sami nauczyć się z książek.

Nie ma bólu w życiu równemu temu jaki może sprowadzić na siebie wzajemnie para kochanków. To powinno być jasne dla wszystkich, którzy kontemplują takie związki. Unikanie tego bólu jest początkiem mądrości.

Za maską egoistycznego spokoju nie istnieje nic poza zgorzknieniem i nudą.

Ci z nas, którzy zostali wychowani jako chrześcijanie i którzy stracili wiarę, zachowali chrześcijańskie poczucie grzechu bez zbawczej wiary w odkupienie. To zatruwa naszą myśl i tak paraliżuje nasze działania.

Liberałowie bez wiary w postęp, demokraci co pogardzają ludźmi, poganie utrzymujący chrześcijańską moralność, intelektualiści znajdujący intelekt niewystarczającym – nieusatysfakcjonowani materialiści, jesteśmy tak pospolici jak glina.

Jak uprzywilejowani są muzułmanie. Nic dziwnego, że jest ich więcej niż innych religijnych i że ciągle czynią konwersje; gdyż ich wierzenie jest ekstrawertyczne – czym bardziej stają się fanatyczni, tym szybciej doznają ulgi przez zabijanie odmiennych.

Dwa lęki przeplatają się w małżeństwie, jeden to lęk samotności, drugi to lęk przed zniewoleniem. Obawa przed samotnością jest większa niż lęk przed zniewoleniem, zatem żenimy się. Na jedną osobę lękającą się uwiązania, przypadają trzy bojące się wolności. A jednak miłość wolności jest szlachetną namiętnością, tą do której mądrość ożenionych ledwie aspiruje – w momentach gdy nie są neurotycznie uzależnieni – ale wtedy jest już za późno, wół nie stanie się bykiem ani kurczak sokołem. Obawa przed samotnością może być pokonana, gdyż wypływa ze słabości; przeznaczeniem ludzkiej istoty jest bycie wolnym, a być wolnym to być samotnym. Lęk przed zniewoleniem jest pojęciem rzeczywistego niebezpieczeństwa.

Tylko unikając początku rzeczy uciekamy przed ich zakończeniem.

Życie jest labiryntem w którym skręciliśmy w złą stronę zanim nauczyliśmy się chodzić.

Sekretem szczęścia jest unikanie Trwogi (niepokoju, splinu, nudy, winy, strachu, wyrzutów sumienia, chandry). Błędem jest uważać szczęście za stan pozytywny. Przez usunięcie Trwogi, warunku wszystkich nieszczęść, jesteśmy gotowi otrzymać wszelkie błogosławieństwa do których jesteśmy uprawnieni.

Widzę świat jako rodzaj Czarnej Dziury z Kalkuty, gdzie szamoczemy się po ciemku w szlamie; teraz jak i przedtem ledwie bycie w świecie wystarcza bym odczuwał ostrą klaustrofobię (czy może jest to fizyczne skrócenie oddechu tworzące uczucie klaustrofobii a zatem wizerunek Czarnej Dziury). I wtedy wiem, że tylko przez jakąś desperacką ucieczkę, jak ta Pascala, mogę zacząć swobodnie oddychać; ale tchórzostwo i lenistwo powstrzymują mnie przed ucieczką.

Na amerykańskiej pustyni są konie jedzące narkotyczne zielsko co pewne z nich doprowadza do szaleństwa. Konie, które stały się tak uzależnione są atakowane przez inne i nigdy już nie dołączają do stada. Tak też jest z ludzkimi istotami: ci co są świadomi innego świata, świata ducha, uzyskują pogląd transformujący wartości zwykłego życia, są pod wpływem ziela nie-przywiązania. Są rozpoznawani nie po tym co robią a przez to od czego się powstrzymują, jak ci arahaci podlegający dziewięciu niemożnościom.

„Przez prawo doszedłem do poznania grzechu”. de Quincey

Wszystko jest niebezpiecznym narkotykiem, z wyjątkiem rzeczywistości, która jest nie do wytrzymania.

Co czyni wielkich pisarzy przeszłości dalej dla nas żywymi, to rozmiar ich cierpienia; rozpacz Pascala, zgorzknienie Le Rochefoucauld, troska Flauberta, nuda Leopardiego, splin Baudeliare – nic tylko prawdy osiągane pod wpływem mentalnej tortury mają nasz odzew.

„Wszyscy jesteśmy umieszczeni w ciasnym więzieniu ... i całe nasze życie jest tylko trasą na egzekucję, na śmierć. Nigdy też nie było widać człowieka śpiącego w wozie pomiędzy Newgate i Tyburn – pomiędzy więzieniem i miejscem egzekucji czy ktoś spał? Ale my śpimy przez całą drogę, od łona do grobu, nigdy nie jesteśmy w pełni przebudzeni”. Donne

Gdyby zamiast notorycznego i niekompetentnego remedium czasu, możliwa była operacja dzięki której uleczylibyśmy się z miłości, jakże wielu pośpieszyłoby się jej poddać.

Kiedy nawet rozpacz przestaje służyć jakiemuś twórczemu celowi, wtedy z pewnością nasze samobójstwo jest usprawiedliwione.

Cywilizacja jest utrzymywana przez paru ludzi w nielicznych miejscach i potrzebujemy tylko paru bomb i trochę wiezień by ją całkowicie zmieść.

Ostatecznym celem wszystkich kultur jest rozpad przez zbytnie ucywilizowanie; czynniki dekadencji – luksus, sceptycyzm, znużenie i zabobon – są stałe.

Jaki jest pożytek z bezużytecznego cierpienia. Gdzie droga ucieczki?

Jest wielu takich którzy nie ważą się na samobójstwo z obawy przed tym co powiedzą sąsiedzi.

Kiedy gorzki odór egzystencji unosi się jak smog ze wszystkiego stworzonego, pustka życia wydaje się bardziej przerażająca niż jego cierpienie. „Inferum deplorata silentia” ...

Ulice Paryża, módlcie się za mnie; plaże w słońcu, módlcie się za mnie, duchy lemurów, wstawcie się za mną, drzewa, dajcie mi cień, letni deszczu w portach Tulonu, obmyj mnie.

Teraz jestem zmuszony przyznać, że niepokój jest moją prawdziwą kondycją, okazjonalnie nawiedzaną przez pracę, przyjemność, melancholię czy rozpacz.

Po długiej zimie samobójczej, przychodzi Przyjemność by wybawić nas z pustynnej wyspy ego i dać nam dwa miesiące wolnego.

Wiadomość od id: „Gdybyś kolekcjonował kobiety zamiast książek, myślę, że mógłbym ci pomóc”.

Wszyscy odsiadujemy dożywocie w więzieniu jaźni.

Egotyzm ściąga nas w dół jak prawo grawitacji.

Zarówno moje szczęście jak i nieszczęścia zawdzięczam miłości, przyjemności seksu, podróży, czytaniu, konwersacji (słuchania siebie), jedzeniu, piciu, papierosom i leżeniu w ciepłej wodzie. Rzeczywistość jest tym co pozostaje gdy te przyjemności, razem z nadzieją wobec przyszłości, żalem za przeszłością, daremnością teraźniejszości i wszystkim tym co komponuje aromat jaźni zostają wypompowane z powietrznej bańki w której żyję.

Obecna przyjemność jest jak sen, niewinnym paliatywem: niewinnym gdy raz się rozpoznało, że nasze życie jest tak bolesne, że inaczej musi rafinować tylko winę i wyrzuty sumienia.

Nierzeczywiste to to co trzyma nas z dala siebie samych i większość przyjemności jest nierzeczywista.

Tao jest w pustce. Pustka jest postem umysłu. Chung-Tzy

Tchórzostwo w życiu: bez zdrowia i odwagi nie możemy stawić czoła teraźniejszemu czy też zalążkowi przyszłości w teraźniejszości, szukamy schronienia w uchylaniu się. Uchylaniu się przez komfort, przez społeczeństwo, przez posiadanie, przez system obronny książka-kanapa-kąpiel, przede wszystkim przez przeszłość, ucieczkę w romantyczne łono historii, w prymitywne tworzenie mitów.

Nienawiść jest konsekwencją lęku: boimy się czegoś zanim to znienawidzimy; dziecko które boi się hałasu, staje się dorosłym, który go nienawidzi.

Dziecko pozostawione by bawiło się samo, mówi całkiem łatwe rzeczy. „Teraz zamierzam zrobić coś trudnego". Wkrótce z próżności, lęku i pustki, buduje świat obyczaju, konwencji i mitu, w którym wszystko musi być właśnie takie: pewne drzwi są jednokierunkowymi ulicami, pewne drzewa są święte, pewne ścieżki tabu. Wtedy przychodzi dorosły lub inne bardziej krzepkie dzieci, kopią wyobrażone mury, wspinają się na zakazane drzewa, uważają trudne za łatwe i prywatny świat jest zniszczony. Instynkt kreowania mitów, kolonizowanie rzeczywistości emocjami, pozostaje. Mity stają się tyraniami zanim nie giną. Wtedy wynajdujemy nowe tyranie by ukryć naszą nagłą nagość. Jak chruściki czy jak te kraby co ubierają się w zielsko, my nosimy wiarę i obyczaj.

To do Cywilizacji, nie Natury, musi wrócić człowiek.

Nikt nie zaczyna gry bez poznania jej zasad. A jednak większość z nas gra w niekończącą się grę życia bez nich, ponieważ nie jesteśmy w stanie odkryć jakimi one są.

„Szczęście jest jedyną sankcją w życiu, gdy szczęście zawodzi, egzystencja pozostaje szalonym i żałosnym eksperymentem”, pisze Santayana, który tylko inaczej przedstawia definicję Arystotelesa, o tym, że szczęście, nie dobro jest celem życia: wybieramy szczęście dla jego samego i nigdy z widokiem na coś więcej, podczas gdy wybierając honor, przyjemność, intelekt, wierzymy że uczynią nas szczęśliwymi.

Musimy wybrać sobie iluzję która odpowiada naszemu temperamentowi, i oddać się jej z całą pasją – jeżeli chcemy być szczęśliwi.