Link do wszystkich dokumentów


Maurycy Frydman


Podczas gdy publikowane jest drugie wydanie „I am that” nasz ceniony przyjaciel Maurycy Frydman nie jest już dłużej z nami. Odszedł 9 marca 1976 roku i pozostawił mi dokończenie pracy którą zaczął.

Powtarzając jego własne słowa, którymi opisywał Sri Nisargadattę Maharaja w swej nocie tłumacza, Maurycy na wiele sposobów był niezwykłą ludzką istotą. Z urodzenia polak, przybył do Indii jakieś pięćdziesiąt lat temu i uczynił ten kraj swoim domem. Wysoce wykwalifikowany inżynier, zrezygnował ze swej pozycji i poświęcił się studiowaniu indyjskiej filozofii i kultury w raczej niezwykły sposób. Studiował, ale nie formułował jakichkolwiek konkluzji czy przekonań. Spotykał indyjskich świętych i mędrców i słuchał ich, odwiedzał liczne aśramy i nawet uczestniczył w ich aktywnościach, ale nigdy nie nawrócił się na żadną wiarę. Jego umysł był otwarty, taki co żywotnie recepcyjny, nigdy nie ulegający skazie konformizmu i dogmatyzmu. Nigdy nie przyzwalający na samo-zamknięcie się czy duchowe uwarunkowanie, jakkolwiek chwalebne samo w sobie. 

We wczesnych latach trzydziestych Maurycy dołączył do Mahatmy Gandhiego i jakiś czas z nim pracował, przez pewien czas był mieszkańcem Ramanaaśramu. Wstąpił również do zakonu sanyasa jako Bharatananda. Sanyasi w Indiach cieszy się wielkim poważaniem, szczególnie ze strony prostych ludzi, zorientowanych religijnie na sposób ortodoksyjny. Gdziekolwiek szedł, ludzie mu się kłaniali. Było to dla niego bardzo kłopotliwe, gdyż był przekonany, że nie posiadł żadnej duchowej zasługi, usprawiedliwiającej takie wyrazy szacunku. Podejrzewał, że ta cześć była mu okazywana raczej z uwagi na jego szafranową szatę sanyasina, którą nosił, zaczął się więc ubierać jak zwyczajny hindus z średniej klasy. Maurycy był całkowicie przeciwny obłudzie i hipokryzji w jakiejkolwiek formie; chciwość i intryga w celu osiągnięcia pozycji i władzy zniesmaczały go, potępiał przymus, nawet religijny przymus uchodzący pod imieniem duchowej dyscypliny. W skrócie był zagorzałym nonkonformistą.

Spotkałem Maurycego więcej niż dwadzieścia lat temu, na mowie J.Krishnamurtiego, którego stał się stałym zwolennikiem, prawdopodobnie dlatego, że w Krishnamurtim odnalazł mentora, który odpowiadał jego duchowej rebelii. To przez sugestię Maurycego rozpocząłem serię publikacji nazwaną „Biblioteka Krishnamurtiego”. Ale to inna historia.  

Prawdopodobnie obok Sri Nisargadatty Maharaja, J.Krishnamurti miał największy wpływ na wewnętrzne życie Maurycego. Zauważyłem, że słuchanie mów Krishnamurtiego i czytanie jego prac sprawiło, że stał się krytyczny wobec zorganizowanych religii i honorowanych religijnych praktyk w sposób bardziej radykalny. Prawdziwa religia, powiadał, jest ponad i poza wszelkimi ideałami i wierzeniami, które dzielą ludzi bardziej niż inne rzeczy. Wszelkie konkluzje są przeszkodami dla prawdziwego zrozumienia i wszelkie wierzenia zawężają umysł. To co ludzie nazywają medytacją jest niczym jak kontraktem, limitacją. Prawdziwa medytacja jest samo-odsłaniającym się procesem wiodącym do poznania „Jaźni”. Jak często mówił do mnie i innych bliskich przyjaciół w ten sposób. Czasami przeprowadzał frontalny atak na „teoretycznych” religijnych nauczycieli i filozofów i opisywał ich jako osoby podległe złudzeniom, mamiące innych.

Ale przez ostatnie parę lat przestał dyskutować, argumentować i dowodzić swych racji. Przestał nawet czytać książki, które kiedyś były dla niego mentalnym pożywieniem. Parę lat temu powiedział mi, że książki są przeszkodą dla prawdziwej wiedzy, która może odsłonić się tylko w spokoju serca i umysłu, gdy ego jest nieobecne i uczucie, że „jestem tym” czy „jestem tamtym” znika. To na tym etapie swego życia Maurycy spotkał Sri Nisargadattę Maharaja i z tym spotkaniem jego niespokojna pielgrzymka duszy osiągnęła swą destynację. Pierwszy raz w mojej długiej z nim znajomości odnalazłem go przepełnionego duchem poddania się. Jego rebelia poszła jak gdyby spać i jego cały byt zanurzył się w nauce Maharaja. Udawał się do skromnego mieszkania mędrca prawie codziennie, tak długo jak pozwalało na to jego słabe zdrowie. Podczas mowy Nisargadatty Maharaja zamieniał się cały w słuch. Nagrał wiele rozmów i później w domu zapisywał je i tłumaczył. Czasami choć rzadko, również zadawał pytania, nie dlatego, że szukał jakiegoś oświecenia dla siebie ale by inni obecni mogli skorzystać. Ekstrakt z rozmowy dany poniżej jest raczej znaczący z uwagi na odejście Maurycego ze świata niedługo potem.


Pytanie: Wszyscy się starzejemy. Starość nie jest przyjemna – wszystkie te dolegliwości i bóle, słabość i zbliżający się koniec. Jak gnani czuje się jako stary człowiek? Jak on sam z wewnątrz patrzy na swą własną śmierć?

Maharaj: Wraz z tym jak się starzeje, staje się on coraz bardziej szczęśliwy i spokojny. Bo poza wszystkim, wraca do domu. Jak podróżnik zbliżający się do swego celu i zbierający bagaże. Opuszcza on pociąg bez żalu.


Bez wątpienia Maurycy był w pełni przygotowany mentalnie by iść do domu. Odrzucił swą Karmę jak prawdziwy karmayogin. Byłem obecny przy jego śmierci z paroma innymi osobami. Był w stanie komy i szybko się pogrążał. Ale na jego ustach trwał błogi uśmiech i jedynymi słowami, które powtarzał były: „wokół wszędzie światło, piękne światło, wielokolorowe. Och jakie piękne! ...” I wtedy jego dusza, która była iskrą z wiecznego źródła światła, stała się nim.

Kiedy piszę te słowa, widzę przed moimi oczami cherubinową twarz 75 letniego dziecka, którym był Maurycy. Wielki człowiek w prawdziwym sensie tego słowa, był małego wzrostu, chudy, osłabiony, o łagodnej naturze ale z ironicznym błyskiem w oczach, które wiele mówiły i wibrowały życiem. Maurycy był obdarzony najrzadszym darem prawdziwego filozofa – zdolnością interpretowania tego co głębokie i wysublimowane w języku zwykłego człowieka. Nic dziwnego, że stał się tłumaczem Sri Nisargadatty Maharaja. Zasługi płynące z przygotowania „I am that” idą całkowicie na konto Maurycego. Lata temu Paul Brunton odkrył dla świata Zachodu Sri Ramana Maharishiego. Maurycy dokonał podobnej rzeczy przedstawiając Sri Nisargadattę Maharaja ludziom posługującym się angielskim. Ustanowił on tysiące kobiet i mężczyzn w sytuacji stałego, niespłacalnego zadłużenia. Niech jego dusza spoczywa w wiecznym pokoju!


Sudhkar S Dikshit