Link do wszystkich dokumentów

Matrix



Osobowość a pamięć, oczekiwania i czas


Na doświadczenie możemy patrzeć w sposób zobiektywizowany albo czysto subiektywnie. Weźmy przykład współzależnego powstawania. Człowiek patrzący na swe doświadczenie obiektywnie może powiedzieć, urodziłem się a zatem istnieję. Czyli z narodzinami jako warunek, istnienie. Budda jednak mówi: z istnieniem jako warunek, narodziny. To podejście czysto subiektywne, na drodze refleksji możemy rozpoznać, że postawa „jestem” -istnienie- jest pierwotna wobec myśli „ja się urodziłem”, która to myśl jest strukturalnie zależna od postawy „jestem”. Dziecko wie: „jestem” samo z siebie, myśl „ja się urodziłem” praktycznie opiera się na informacji od rodziców. Jest oczywiste, że patrzący na swą własną egzystencję obiektywnie będzie miał kłopoty ze zrozumieniem podejścia subiektywnego a tylko takie podejście liczy się w Dhammie, gdyż cierpienie jest sprawą czysto subiektywną.

Patrząc subiektywnie możemy powiedzieć, że bez pamięci i oczekiwań nie może być czasu. Po prostu jest Teraz. Każdy kto jest wystarczająco subiektywny, może obserwując swe doświadczenie zweryfikować, że tak jest. W obiektywnej nauce nie ma „teraz”. Ale nie tylko w nauce. Zwykły człowiek także mało wie o „teraz” gdyż praktycznie żyje w świecie wspomnień i planów na przyszłość. Myślę – jeżeli jesteśmy zainteresowani wstrzymaniem osobowości – że powinniśmy zdawać sobie sprawę z zależności osobowości od pamięci. Patrząc pod kątem psychologi, Nanamoli Thera ma rację, to zapominanie o sprzecznościach utrzymuje naszą egzystencję, jednak w wizji bardziej radykalnej osobowość całkowicie zależy od pamięci a zatem czasu, co od razu podpowiada nam rodzaj praktyki wiodącej do wstrzymania osobowości – eliminowanie czasu z naszego doświadczenia.

Pewien młody człowiek przeszedł operację mózgu. Niestety po tej operacji zaczął cierpieć na dość szczególną przypadłość – prawie natychmiast zapominał każde nowe doświadczenie, natomiast dysponował dobrą pamięcią o wydarzeniach sprzed operacji. I tak, mimo, że od operacji minęło już kilkanaście lat, on wciąż w swym przekonaniu był młodą osobą, musiano przed nim chować lustra, bo gdy widział swą twarz w lustrze przeżywał szok. Oczywiście nie było to wielkim problemem, po odciągnięciu go od lustra od razu zapominał o tym incydencie. Ten przypadek pokazuje nam jak nasza osobowość całkowicie zależy od pamięci. Bez pamięci nie tylko czas ale i osobowość nie mają racji bytu.

W twórczości P.K. Dicka często występuje motyw „fałszywej pamięci”. Skromny urzędnik, wiodący nudne i nieciekawe życie, spędzający czas między domem a biurem, w rzeczywistości jest tajnym agentem, tyle, że tego nie pamięta bo wszczepiono mu sztuczną pamięć no i jest on święcie przekonany o tym, że jest urzędnikiem. W powieści „Czy androidy mogą marzyć o elektrycznych owcach”, na podstawie którego powstał film Ridleya Scotta „Blade Runner” główny bohater, zaczyna mieć wątpliwości co do swej tożsamości. Jest łowcą androidów, ale zaczyna podejrzewać, że sam jest androidem. Motyw wszczepienia sztucznej pamięci oczywiście należy, przynajmniej na razie do SF, jednak dzięki obserwacjom Dicka widzimy jak nasza osobowość jest zależna od pamięci. Odpowiedź na pytanie "kim jestem" daję w oparciu o moją pamięć. Życie jak zwykle jest bardziej niesamowite od najbardziej wymyślnego SF. W książce „Sybil” Flory Rhety Schreiber możemy znaleźć opis sytuacji gdzie osobowość Sybil po dwóch latach „nieobecności” „przejmuje kontrolę” nad ciałem. Sybil była dziewczynką chodzącą do trzeciej klasy, gdy umarła jej babcia, praktycznie jedyna osoba w rodzinie która się nią zajmowała. Wspomnienia z pogrzebu babci to ostatnie jakie miała Sybil. Następnie „nagle” znajduje się w piątej klasie.

Większość z tych dzieci rozpoczynało z nią w przedszkolu i znała je dobrze. Były one tymi samymi dziećmi, a jednak nie tymi samymi jakimi widziała je ostatnio. Były ubrane inaczej niż gdy były w trzeciej klasie. Wyglądały na większe niż były przedtem zanim udała się na pogrzeb babci. Jak to możliwe? Jak te wszystkie dzieci stały się większe w jednej chwili? Betsy Bush, zdecydowana i pewna jak zawsze, machała ręką jak zwykle by odpowiedzieć na pytanie nauczycielki. Zachowywała się tak jakby należała tutaj. Inne dzieci robiły to samo. Żadne z nich nie wydawało się myśleć, że jest coś nie tak w byciu tutaj (...) Oczy Sybil zwróciły się następnie ku stronie w zeszycie otwartym na jej biurku. Pomyślała o skoncentrowaniu się na stronie i zapomnieniu całego tego nonsensu. Ale tego nie dało się zrobić, gdyż strona była dla niej niezrozumiała i w jej obecnym stanie umysłu zeszyt powodował tylko większy strach. Było w nim mnóstwo notatek, ale nie zapisanych przez nią. Było odrobione zadanie domowe, którego nie zrobiła, ale zauważyła, że to zadanie zostało ocenione na A. Jakkolwiek pilnie starała się zminimalizować znaczenie tego wszystkiego, tym bardziej stawała się przerażona (...). Sybil zaczęła odczuwać dziwny przymus przebadania siebie. Czy jej ubranie było „inne”? Czy również była większa? Jej wzrok spoczął na sukience. Była ona zrobiona z półprzeźroczystego materiału z zielonym i purpurowym haftem, tak samo całkowicie nieznajoma jak te innych dzieci. Nie miała takiej sukienki, nie pamiętała by mama kupiła ją dla niej, nie nosiła jej uprzednio i nie założyła tego ranka. Nosiła sukienkę która nie należała niej, w klasie do której nie należała. Nikt nie wydawał się myśleć, że jest coś niezwykłego w tym co się działo. Dzieci trzeciej klasy kontynuowały odpowiadanie na pytania o rzeczy o których nigdy się z nimi nie uczyła. Nic z tego nie rozumiała. (s. 142, 143).

Jeżeli uprzytomnimy sobie, że to nie powieść Philipa Dicka ale autentyczny zapis tego co przeżywała pewna dziewczynka, możemy poczuć się nieswojo ... Osobowość jest całkowicie zależna od pamięci, która daje jej kontynuację. 

Ilekroć w mej pamięci otwiera się luka, myślę o trwodze jaką muszą doświadczać ci, którzy wiedzą, że nie pamiętają już nic. Coś mi jednak mówi, że po pewnym czasie ogarnia ich tajemna radość, której nie zamieniliby na żadne ze swych wspomnień, nawet najradośniejsze”. E. Cioran

No właśnie. Czy można obejść się bez pamięci? Albo przynajmniej bez identyfikowania się z pamięcią? Kim jestem? - na to pytanie będę dawał odpowiedzi w oparciu o moją pamięć. Ale jak to rozpoznaliśmy pamięć może mnie oszukiwać. Budda sugeruje radykalne rozwiązanie: Kiedy daję odpowiedź na pytanie „Kim jestem” angażuję się w nieprawdę. Pamięć może mnie oszukiwać, może też być faktyczna, nie w tym problem. Sprawa nie polega na tym bym poznał kim naprawdę jestem, ale na uświadomieniu sobie, że nie jestem osobą, tym samym pytanie o osobę „kim jestem?” musi zostać odrzucone. Bardziej właściwe wydaje się pytanie „czym jestem”. Ale i ono, przy bliższej egzaminacji wydaje się niepoprawne. Zawiera ono słowo „jestem” co sugeruje, że jestem czymś rozciągniętym w koncepcji czasu i przestrzeni. Jeżeli jednak „jestem” poza czasem i przestrzenią – tu mam nadzieję, że ta sprzeczność zostanie mi wybaczona – to słowo „jest” nie ma zastosowania.

Nie ma miary na tego który odszedł.
Upasivo, rzekł Zrealizowany.
I nic u niego przez co mógłbyś cokolwiek o nim powiedzieć.
Gdyż kiedy wszystkie idee zostały obalone
Wszystkie sposoby mowy zostały obalone. (Sutta Nipata)

Ze względów praktycznych potrzebna jest wiedza o tym czym nie jesteśmy. To wystarczy. Nie jestem ciałem, uczuciem, percepcją, determinacjami, świadomością. Z pamięcią oczywiście także nie należy się identyfikować, prawdopodobnie można ją sklasyfikować pod percepcję. Wszystkie te rzeczy należy widzieć tak: „To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja”. 


Nisargadatta Maharaj: Co nigdy nie zostało zgubione, nigdy nie da się znaleźć. Dokładnie to twoje poszukiwanie bezpieczeństwa i uciechy trzyma cię od nich z dala. Przestań szukać, przestań gubić. Choroba jest prosta i lekarstwo jest równie proste. To tylko twój umysł czyni cię zagrożonym i nieszczęśliwym. Antycypacja czyni cię zagrożonym, pamięć – nieszczęśliwym. Przestań błędnie używać swego umysłu a wszystko będzie z tobą dobrze. Nie musisz tego uporządkowywać, samo się uporządkuje jak tylko zrezygnujesz z wszelkiej troski o przeszłość i przyszłość i będziesz żył całkowicie w TERAZ.
-Ale teraz nie ma wymiaru, stanę się nikim, niczym!
-Właśnie. Jako nic i nikt jesteś bezpieczny i szczęśliwy. Możesz mieć to doświadczenie, jeżeli poprosisz. Tylko spróbuj.


Podejrzenia i nieufność Dicka wobec osobowości były jak najbardziej uzasadnione. Nie ma jednak żadnego złego Demiurga, który manipulowałby naszą pamięcią, fałszując naszą prawdziwą tożsamość. Sami dla siebie jesteśmy tym złym Demiurgiem, utożsamiając się z nietrwałymi determinacjami. Omnis determinatio est negatio – mówi Spinoza. Wszelka determinacja jest negatywna, każda rzecz ma granice. Dla Spinozy jedyną rzeczą bez granic, nieskończonością, jest Bóg. My mówimy o elemencie nie-determinowanym. Tak długo jak zadaję sobie pytanie „kim jestem?” a następnie determinuję czyny samo-identyfikacji „jestem tym” nakładam na siebie ograniczenia i element nie-determinowany, choć zawsze obecny, niezmiennie tutaj i teraz, nie może zostać rozpoznany. Samo pytanie „kim jestem?” może być użyte do praktyki koncentracji umysłu albo dociekania stanów, ale odpowiadanie na to pytanie jest dokładnie tym co utrzymuje odwieczne koło samsary w ruchu.

Oczywiście problem leży raczej nie w samej pamięci co w utożsamianiu się z pamięcią. Budda czy niektórzy arahatowie pamiętali swe poprzednie egzystencje, gdy jeszcze wydawało im się, że są osobami żyjącymi w świecie. Wraz ze wstrzymaniem ignorancji pamięć przestała być „osobista” i staje się pamięcią o sekwencji nietrwałych determinacji. 

Ja byłem” nie jest dla mnie, nie dla mnie jest „ja będę”
Determinacje dojdą do nie bycia
Czyste powstawanie rzeczy, czyste serie determinacji.
Dla tego kto widzi to takim jakim to jest, wodzu, nie ma strachu. 


Oczywiście wspominając swe poprzednie egzystencje Budda jest skazany na język i takie słowa jak „ja” i „jestem”, „byłem”. Z tego co ustaliliśmy o różnicy pomiędzy jednostką a osobą, arahat używa słowa „ja” w odniesieniu do jednostki, którą widzi jako nietrwały zestaw determinacji. To oczywiście może mylić, dlatego Stachura chciał rozwiązać ten problem przez użycie słowa „się” w stosunku do arahata.

Mnich który jest arahatem, z wykonanym zadaniem,
Jego skazy zniszczone, noszący ostatnie ciało,
Czy to ponieważ doszedł do wyobrażenia
Może powiedzieć „ja mówię”
I  może powiedzieć „oni mówią do mnie?”

-Dla tego kto wolny od wyobrażenia, nie ma więzów
Wszystkie jego więzy wyobrażenia są rozwiązane.
Ten mądry człowiek wydostawszy się poza wyobrażenie,
Może powiedzieć „ja mówię”
Może powiedzieć „oni mówią do mnie”.
Obeznany w światowych wypowiedziach, znając je
Może je stosować w obrębie ograniczeń użycia. (Devata Samy)


Podsumowując, możemy powtórzyć za Nisargadattą Maharajem, że pamięć jest dobrym sługą ale złym panem. Jeżeli służy nam do gromadzenia wiedzy o Dhammie i pomaga rozpoznać pewne doświadczenia jako bolesne, powstrzymując nas od popełniania wciąż tych samych błędów, spełnia ona swą rolę odpowiednio. Jednak jeżeli używamy jej by wspominać „stare dobre czasy” albo by użalać się nad krzywdami które spotkały nas w przeszłości, taka pamięć tylko wzmacnia pogląd na osobowość.

Każda osobowość  jest produktem czasu i przestrzeni i kto chce uwolnić się od ignorancji i przebić się przez złudzenie osobowości musi być gotów na zakwestionowanie obiektywności czasu. Nie w jakiś abstrakcyjny sposób ale egzystencjalnie, porzucając troski o jutro i żyjąc tutaj i teraz. Jeżeli ktoś szuka inspiracji do takiego życia może sięgnąć po książki Eckharta Tolle. To faktycznie jest „duchowe przedszkole” które może być niezłym wprowadzeniem do Nauki Buddy. Na wyższym poziomie Eckhart Tolle jest raczej postacią komiczną, ktoś kto naprawdę żyje tutaj i teraz nigdy nie zrobiłby ze swego nauczania interesu. Nie chodzi nawet o etykę. Ot po prostu człowiek Nikt nie widzi żadnego jutra o które musiałby się martwić i nie czuje żadnej potrzeby by się zabezpieczyć. Wręcz przeciwnie, Sutty jasno deklarują, że nie jest on w stanie gromadzić dóbr materialnych. 

Podstawowym testem na zrozumienie praktyki bycia tutaj i teraz jest nasza gotowość rozdania wszelkich dóbr materialnych. Ale ludzie są bardzo sprytni, sprytni w samooszukiwaniu się. „Mam portfel w kieszeni nie w sercu” - to brzmi dobrze. Może jeden na milion tak mówiących mówi prawdę. Ale nawet on, czemu nie trzyma w kieszeni chińskiego wydania biblii? Odpowiedź jest prosta, bo nie potrzebuje takiej książki. Jeżeli trzymam portfel w kieszeni to znaczy, że w jakiś sposób go jednak potrzebuję, że jestem zależny od rzeczy w czasie i przestrzeni.

Jest doświadczenie gdzie umysł samoistnie porzuca troski o jutro, by jednak takie doświadczenie stało się naszym naturalnym stanem musimy przygotować grunt pod tą transformację. I tu musimy być ze sobą szczerzy. Niestety można kogoś ostrzec przed zewnętrznym oszustem, z samooszukiwaniem się każdy musi radzić sobie sam.