Link do wszystkich dokumentów

Matrix


Człowiek Nikt – jednostka bez osobowości



Zapoznajmy się na początek z ważną Suttą:

Mnisi, pouczę was o brzemieniu, niosącym brzemię, podejmowaniu brzemienia i odkładaniu brzemienia. Słuchajcie i bacznie uważajcie na to co powiem. - „Tak panie”. Zrealizowany rzekł: A co jest brzemieniem? Pięć agregatów utrzymywania, powinno się rzec. Jakie pięć? Agregat materii objęty utrzymywaniem, agregat uczucia objęty utrzymywaniem, agregat percepcji objęty utrzymywaniem, agregat determinacji objęty utrzymywaniem, agregat świadomości objęty utrzymywaniem. To mnisi jest nazywane brzemieniem.

A co, mnisi, jest nosicielem brzemienia? Jednostka (puggala) – powinno się rzec. Ten czcigodny o takim a takim imieniu z takiego a takiego klanu. To jest nazywane nosicielem brzemienia.

A co, mnisi, jest podejmowaniem brzemienia? To te pragnienie co prowadzi do odnowienia istnienia, stowarzyszone z rozmiłowaniem i pożądaniem, szukaniem rozmiłowania to tutaj, to tam, to jest pragnienie zmysłowych przyjemności, pragnienie istnienia i pragnienie nieistnienia. To jest nazywane podejmowaniem brzemienia.

A co, mnisi, jest odkładaniem brzemienia? Jest to zanik bez pozostałości i wstrzymanie tego samego pragnienia, rezygnacja i uwolnienie się od niego, nieopieranie się na nim. To jest nazwane odkładaniem brzemienia. Oto co powiedział Zrealizowany. To powiedziawszy, Pomyślny, Nauczyciel dodał jeszcze to: 

Pięć agregatów jest prawdziwym brzemieniem.
Nosicielem jest jednostka.
Podejmowanie brzemienia jest cierpieniem w świecie.
Odłożenie brzemienia jest błogosławieństwem.
Odłożywszy ciężkie brzemię
Bez podejmowania następnego brzemienia,
Wyrwawszy pragnienie z jego korzeniami
Jest wolny od głodu, w pełni wygaszony. (SN 22: 22) 

Zwykle wyraz puggala tłumaczy się jako „osoba”. Dla zachowania przejrzystości i uniknięcia pomieszania, tłumaczę go tu jako „jednostka”. Dlaczego? Wiemy, że „brzemię” to jest pięć agregatów utrzymywania, które w Dhammie zwane są jako „osoba”, czy „osobowość”, ewentualnie „ucieleśnienie”. Jeżeli przetłumaczymy puggala jako osobę, otrzymamy dość dziwną i niejasną propozycję osoby nosiciela osoby czy osobowości. No i jest też odłożenie brzemienia co daje nam osobę bez osobowości, też dość niejasne werbalne określenie. Ale czy jednostka bez osobowości nie brzmi równie dziwnie? To zależy dla kogo ...

Zapoznajmy się z fragmentem rozmowy pomiędzy dr Wilbur a Vicky, jedną z wielu osobowości „zamieszkującej” pewną jednostkę:

-”Mówisz, stwierdziła doktor, że Peggy Lou, Paggy Ann, Mary i inne nie mogą stać się tą samą osobą. Ale mogą. Vicky, nie widzisz, że mogą one być różnymi aspektami tej samej osoby?” - „Nie, dr Wilbur”, odpowiedziała Vicky rozważnie potrząsając głową, „nie widzę”. Ty jesteś po prostu sobą, jesteś dr Wilbur i nikim innym” - „Tak”, spytała doktor. „A ja jestem po prostu Vicky. Nie ma tu nikogo innego. Zobacz”. Vicky wstała z fotela, przemierzyła pokój i spytała „teraz mi wierzysz?” Vicky znów usiadła, uśmiechnęła się do doktor i zauważyła: „To ustaliliśmy sprawę. Nie ma tu nikogo innego. Ty jesteś dr Wilbur a ja jestem po prostu Vicky”. „Vicky” odparła doktor, "niczego nie ustaliliśmy. Bądźmy ze sobą szczere”, dr Wilbur naciskała na Vicky. „Z całą pewnością ustaliliśmy. Ustaliliśmy wielkie filozoficzne pytanie 'Kim jetem?' Ja jestem ja. Ty jesteś ty. Myślę więc jestem. Jest nawet na to łacińska fraza 'cogito ergo sum'”. „Niczego nie ustaliliśmy, przypomniała doktor Vicky. Nie ustaliliśmy związku pomiędzy Sybil, Peggy Lou, Peggy Ann, Marry i innymi. Co ...?” „Pytania, pytania, pytania", przerwała Vicky. Ja także chcę zadać pytanie. Dlaczego musisz stawiać te wszystkie pytania?" Po odrzuceniu logicznej konkluzji do której dr Wilbur chciała ją doprowadzić, Vicky zaprzeczyła uprzedniemu stwierdzeniu, że doktor i ona są same, gdyż powiedziała: „Teraz dr Wilbur, Mary chciałaby się z tobą spotkać. Chce uczestniczyć w naszej analizie i myślę, że powinnyśmy jej na to pozwolić”. „Naszej analizie?” zawtórowała dr Wilbur. „Jak może ona być 'nasza' jeżeli wy dziewczyny nie jesteście tą samą osobą?” Vicky uśmiechnęła się do siebie: „Przypuszczam” powiedziała z wydaje się zamierzoną dwuznacznością, "że możesz to nazwać terapią grupową”. „Zgodziłyście się na to, że jesteście siostrami”. Vicki była szybka „Terapią rodzinną, zatem, jeżeli nalegasz. Dziękuję za poprawienie”. Wtedy tak samo jakby fizycznie opuściła pokój, Vicky odeszła. Głos który zdecydowanie nie był głosem Vicky, zauważył grzecznie: „Jestem zadowolona, że cię spotkałam, dr Wilbur”. „Jesteś Mary?” spytała doktor. „Mary Lucinda Sauders Dorrset” odparł głos. („Sybil” Flora Rheta Schreiber ss170/171).     

Normalnie czynione założenie to jednostka = jedna osobowość. Dr Wilbur trzyma się tego założenia i nie może się pogodzić z obecnością wielu osobowości u jednej jednostki, starając się te osobowości postrzegać jako aspekt jednej osoby. Taka postawa jest dla niej naturalna, sama pani doktor identyfikuje się z jednostką, zestawem nietrwałych determinacji traktując pięć agregatów tak: „To moje, tym jestem, to moje ja”. Jest jasne, że te rozliczne osobowości są tworem, mentalnym powstałym w procesie doświadczenia, to co powinniśmy zauważyć to fakt, że w swej naturze, oryginalna, czy pojedyncza „pierwsza” osobowość nie różni się niczym od wielorakich „późniejszych” osobowości – jest tworem mentalnym. I teraz, psychiatria rozpoznaje przypadek wielu osobowości jako chorobę i powrót do jednej osobowości jest uważany za osiągnięcie stanu zdrowia. Budda widzi sprawę inaczej i jednostka z jedną osobowością dalej jest dla niego przypadkiem chorobowym. Jeżeli proces terapeutyczny zalecany przez Buddę się uda, mamy do czynienia z jednostką bez osobowości. Zatem, rzeczą o fundamentalnej wadze jest umiejętność rozróżnienia jednostki od osobowości. Nauka Buddy nie ma nic wspólnego z metafizycznymi spekulacjami, jakoby rzeczy w rzeczywistości nie istniały (sic!) Rzecz – jednostka – jak najbardziej istnieje, tyle, że jest zestawem nietrwałych determinacji. Natomiast „ja” jako „osoba” ekstra-temporalna monolityczna całość jak widzimy ... też istnieje, istnieje jako złudzenie. „Ja jetem Vicky” jest brane za pewne i mówienie: "Vicky – ciebie nie ma", jest oczywiście błędne. Z tego powodu Budda nigdzie nie negował bezpośrednio istnienia „ja”. Byłoby to tym samym co powiedzenie cierpiącemu na halucynacje, że „nie ma halucynacji”.

By ugruntować naszą wiedzę zapoznajmy się z fragmentem dialogu który wymyślił Wei wu wei:

-Zagięli mnie.
-Fatalnie! Jak?
-Zapytali mnie czy rzeczywiście wierzę, że nie istnieję?
- A ty to potwierdziłeś.
-Nie dałem złapać się tak łatwo.
-To co odpowiedziałeś?
-Że ani istnieję ani nie istnieję. Czy to właściwe?


Jak prawidłowo potraktować to pytanie? Wpierw dobrze jest wyjaśnić czy czasem pytający nie jest pod wpływem buddyzmu mahajany i nie rozróżnia jednostki od osobowości. Jeżeli tak i zadaje on pytanie o jednostkę, trzeba go pouczyć cytując Suttę w której Budda mówi, że zarówno on jak i mądrzy ludzie w świecie zgadzają się że „rzeczy są”, tyle, że są nietrwale. Zatem jednostka jako taka istnieje, jedyne co nie istnieje to trwała jednostka. Problem z buddystami mahajany jest taki, że preferują nad słowa Buddy wypowiedzi różnej maści „bodhisatwów”, i o oryginalnej Nauce Buddy wiedzą oni tyle ile dowiedzieli się ... właśnie od tychże bodhisatwów, a jak chcą się dowidzieć czegoś więcej pytają theravadinów, którzy sami są pogrążeni w złudzeniach. Jedyna metoda to powrót do Sutr Kanonu Palijskiego i radykalne odrzucenie wszystkiego - nie wszystkiego co nie jest Suttami – ale wszystkiego co nie jest zgodne z Suttami.  

Pytanie „czy rzeczywiście wierzysz, że nie istniejesz?” skierowane jest jednak do jednostki jako osoby. Ironista usłyszał, że Budda nauczał o złudzeniu „ja” czy „osoby” i podchwytliwie pyta osobę czy rzeczywiście wierzy, że nie istnieje. I tu Wei wu wei traci czujność. Co prawda rozpoznaje on, że kiedy „osoba” zaneguje swe istnienie „ja nie istnieję” to i tak będzie afirmować swe istnienie bo to ja jestem tą osobą która twierdzi, że mnie nie ma. Tyle, że odpowiedź „ani istnieję ani nie istnieję” choć brzmi bardziej metafizycznie od prostego zaprzeczenia „ja nie istnieję” także zaakceptowała pytanie o osobę – to ja jestem tą dziwną osobą która ani istnieje ani nie istnieje. 

Zatem jak zareagować na pytanie ironisty by mu pomóc zrozumieć Naukę Buddy, jednocześnie samemu nie popadając w błędny pogląd na osobowość? Na początek powinniśmy ustanowić u ironisty percepcję nietrwałości, cierpienia i nie-ja by jasno zobaczył, że wszystkie pięć agregatów, z których wyprowadzona jest osobowość jest nietrwałe, cierpieniem i nie-ja. Dochodzimy do tego serią pytań, stopniowo utrwalając ironistę w percepcji nietrwałości, cierpienia i nie-ja.

Przyjacielu czy ciało ... uczucie ... percepcja ... determinacje ... świadomość są trwale czy nietrwałe? Na co, jeżeli chce być w zgodzie z prawdą musi odpowiedzieć, że wszystkie te rzeczy są nietrwale. - Przyjacielu, czy to co nietrwałe jest przyjemne czy cierpieniem?
I tu zaczynają się schody, gdyż obiektywny naukowiec będzie odbierał to pytanie jako niezrozumiałe. Trzeba być zdecydowanie subiektywnym by w oparciu o własne doświadczenie rozpoznać, że to co nietrwałe = cierpienie. - Przyjacielu czy to co nietrwałe i cierpieniem godzi się traktować tak: „to moje, tym jestem to moje ja?" I tu znów by dać prawidłową odpowiedź wymagana jest spora doza subiektywności. I teraz albo ironista jest wystarczająco subiektywny i możemy mu dalej pomóc w jego egzystencjalnym problemie cierpienia, albo nie jest, a skoro nie jest, problem egzystencji jako cierpienia w ogóle u niego nie powstaje, zatem dalsza komunikacje jest niemożliwa. Jedyna nadzieja dla takiego człowieka jest w życiu, które przez aplikację odpowiedniej dawki cierpienia może go wyrwać z jego obiektywizmu.

Jeżeli ironista jest wystarczająco inteligentny by zawierzyć Buddzie, że skoro jego poczucie „ja”, postawa „jestem” zależy od pięciu agregatów utrzymywania, z których wszystkie są nietrwałe, cierpieniem i nie-ja –to  jego „ja” musi być złudzeniem, nie może być trwałe i jest możliwe doświadczenie gdzie to „ja” jest nieodczuwane, to podejmie się on procesu dezidentyfikacji dzięki któremu może porzucić pogląd na osobowość, stać się ariya i z dalszą kontemplacją nietrwałości agregatów uwolnić się od wyobrażenia „jestem”.  Ten sam problem widzimy w słynnych czterech pytaniach o stan Tathagaty po śmierci.

Czy Tathagata istnieje po śmierci?
Czy Tathagata nie istnieje po śmierci?
Czy Tathagata istnieje i nie istnieje po śmierci?
Czy Tathagata ani istnieje ani nie istnieje po śmierci?

Pytający jest pod wpływem poglądu na osobowość. Inaczej jest przeciętniakiem wyobrażającym sobie, że jest osobą. I oczywiście ograniczony przez własną ignorancję czyni on założenie, że Tathagata też jest osobą jak i on sam, tyle, że jakąś specjalną, oświeconą osobą i dlatego jest zainteresowany losami osoby Tathagaty po śmierci. Jak w poprzednim przypadku zajęcie jakiegokolwiek stanowiska na temat losu Tathagaty po śmierci angażuje nas w błędny pogląd na osobowość, jedyne rozwiązanie to odmowa odpowiedzi na te pytania. Zapoznajmy się z Suttą (SN 44:2)

Pewnego razu kilku wędrowców z innych sekt udało się do czcigodnego Anuradha i spytało go: "Przyjacielu Anuradha, ten kto jest Tathagatą, największym z ludzi, nadrzędnym wśród ludzi, ten kto osiągnął nadrzędne osiągnięcie, gdy jest opisywany przez Tathagatę, w jakim z następujących czterech przypadków Tathagata go opisuje: "Po śmierci Tathagata jest; po śmierci Tathagata nie jest; po śmierci Tathagata jest i nie jest; po śmierci Tathagata ani jest ani nie jest?" "Przyjaciele, Tathagata opisując go opisuje go poza tymi czterema przypadkami". Kiedy to zostało powiedziane, wędrowcy stwierdzili: "To będzie młody mnich lub starszy nie za długo po odejściu w bezdomność, co głupi i niedoświadczony. Następnie nie mając zaufania do czcigodnego Anuradha i myśląc o nim jako o młodym mnichu i jako o głupcu, wstali z miejsca i odeszli. Zaraz po ich odejściu zastanowił się: Jeżeli będę o to pytany jak powinienem odpowiedzieć bym mówił to co mówi Zrealizowany, bez błędnego go reprezentowania tym co niezgodne z faktami i bym mógł przedstawić idee zgodnie z Dhammą w taki sposób, że nie będzie niczego co dawałoby grunt pod uprawnioną krytykę tych założeń? Udał się więc do Zrealizowanego i opowiedział mu o tym. "Jak ci się wydaje Anuradha, czy materialna forma jest trwała czy nietrwała?" "Nietrwała, panie" [Dalej Budda kontynuuje tak jak to uczynił w Drugim Kazaniu do mnichów z grupy pięciu, po czym zapytał:] "Jak ci się wydaje Anuradha, czy widzisz materialną formę jako Tathagatę?"-"Nie, panie". "Czy widzisz uczucie... percepcję... determinacje... świadomość jako Tathagatę?" "Nie panie" "Czy widzisz Tathagatę w materialnej formie?" "Nie panie". "Czy widzisz Tathagatę poza materialną formą?" "Nie, panie" "Czy widzisz Tathagatę w uczuciu... poza uczuciem... w percepcji ... poza percepcją ... w determinacjach ... poza determinacjami ... w świadomości ... poza świadomością?" - "Nie panie". "Jak ci się wydaje, Anuradha, czy widzisz Tathagatę jako nie posiadającego materialnej formy, uczucia, percepcji, determinacji i świadomości?" "Nie panie". "Anuradha, kiedy tutaj i teraz Tathagata jest nie do spostrzeżenia, czy godzi się powiedzieć o nim: "Przyjaciele, Tathagata opisując go opisuje go poza tymi czterema przypadkami?".
"Nie panie". Dobrze, dobrze Anuradha. To co opisuję teraz jak i dawniej to cierpienie i wstrzymanie cierpienia. (SN 44:2)


Kwestią o fundamentalnym znaczeniu jest zatem zrozumienie, że wraz z sakkaya nirodha – wstrzymaniem osobowości, Tathagata jest tutaj i teraz nie do odnalezienia. Oto co o tym pisze Nanavira Thera: 

Powód dla którego Tathagata nie jest do znalezienia (nawet tutaj i teraz) jest taki, że jest on rupa-, vedana-, sanna-, sankhara-, i vińńana-sankhaya vimutto tj wolny od rozpoznania jako materia, uczucie, percepcja, determinacje i świadomość. To dokładnie nie ma miejsca w wypadku przeciętniaka, który w tym sensie, rzeczywiście i zgodnie z prawdą jest do odnalezienia.

Prosto ale genialnie. Pewni buddyści wymyślili sobie, że doktryna anatta jest nie do pogodzenia z prawem działania (karmy). Jak widzimy, nie zachodzi między nimi żadna sprzeczność. Przeciętniak w swym przekonaniu jest osobą i wszelkie działania tej „osoby” są etycznie ważne tj pociągają za sobą odpowiednie rezultaty. Doktryna anatta ma tylko jeden cel – wykazać przeciętniakowi, że myli się co do swojego „ja” i wykazać konieczność podjęcia procesu dezidentyfikacji z pięcioma agregatami utrzymywania. 

Współzależne powstawanie z prądem czyli z ignorancją jako warunek, opisuje doświadczenie jednostki wierzącej, że jest osobą. „Pod prąd” zaś opisuje doświadczenie jednostki ze wstrzymaną osobowością. Najmniej bolesnym sposobem uczenia się jest uczenie się na błędach innych. By ugruntować naszą wiedzę przyjrzyjmy się temu co o w/p pisze Ajhan Brahmavamso:

"Arahatowie doświadczają cierpienia, ponieważ wszelka egzystencja (bhava) czy narodziny (jati) są cierpieniem. Tylko kiedy umierają (pass away) czy paranibbana, kiedy egzystencja znika, cierpienie kończy się raz na zawsze". (The Hart of the Buddha Teaching).

Widzimy, że mnich ten jest pod wpływem poglądu na osobowość, arahat według niego to jakaś specjalna osoba, która co prawda istnieje (bhava) i która się urodziła (jati) ale która gdy przeminie nie musi się już ponownie rodzić. Tu widzimy identyfikacje osoby z jednostką. Czego nie widzi Ajhan Brahmavamso? Przede wszystkim brak mu rozpoznanie osobowość = cierpienie, wstrzymanie osobowości = wstrzymanie cierpienia. Nie wie on - prawdopodobnie nawet teoretycznie, a już na pewno nie z własnego doświadczenia – że nibbana jest wstrzymaniem istnienia tutaj i teraz i oczywiście nie widzi tym samym współzależnego powstawania i wstrzymania: ze wstrzymaniem istnienia jako warunek, wstrzymanie narodzin. Stąd jego przekonanie o tym, że arahat się urodził i że przeminie.   

Jednak element nie-determinowany jest cały czas obecny, niezrodzone co nigdy się nie pojawiło ani nie może przeminąć. Wraz z wglądem we w/p pojawia się bezpośrednia wiedza o elemencie nie-determonowanym. Arahat jednakże nie tyle ma wiedzę o tym elemencie co raczej jest elementem nie-determonowanym:

Wyobrażenie jest chorobą, wyobrażenie jest nowotworem, wyobrażenie jest drzazgą. Przez przekroczenie wszelkich wyobrażeń bhikkhu, jest on nazwany spokojnym mędrcem. A spokojny mędrzec jest niezrodzony, nie starzeje się i nie umiera, jest nieporuszony, niezaniepokojony. Bo nie ma w nim nic obecnego przez co mógłby się urodzić. Nie będąc narodzonym, jak mógłby się starzeć? Nie starzejąc się jak mógłby umrzeć? Nie umierając jak mógłby być poruszony? Nie będąc poruszonym jak mógłby być zaniepokojony? (M 140)

Ta fundamentalna postawa „jestem”, przekonanie o własnym istnieniu została zrównana przez Buddę z wyobrażeniem, usunięcie którego odsłania element nie-determinowany i daje wolność i nieśmiertelność.

Myśli „ja się urodziłem”, „ja umrę” są strukturalnie zależne od postawy „jestem” i mogą się utrzymać tylko tak długo jak wyobrażenie „jestem”.

Nisargadatta Maharaj: Mówią mi, że się urodziłem. Nie pamiętam. Mówią mi, że umrę. Nie oczekuję tego. Mówisz mi, że zapomniałem lub, że brak mi wyobraźni. Ale ja po prostu nie mogę pamiętać tego co się nigdy nie wydarzyło ani oczekiwać niemożliwego. Ciała się rodzą i ciała umierają, ale co to ma wspólnego ze mną?

Przypomnijmy sobie fragment pracy Nanaviry Thery:

Z utrzymywaniem jako warunek, istnienie, z istnieniem jako warunek, narodziny, z narodzinami jako warunek starość i śmierć...
Fundamentalne upadana czy „utrzymywanie” to attavada co jest utrzymywaniem wiary w „ja”.(patrz Majjhima ii,1 <M.i,67>) Puthujjana bierze to co pojawia się jako jego „ja” za pewnik i tak długo jak to trwa, kontynuuje on bycie „ja”, przynajmniej w swym własnym widzeniu (i w oczach tych innych jak on sam). To bhava czy istnienie. Puthujjana wie, że ludzie się rodzą i umierają a skoro myśli „moje ja istnieje” to również myśli „moje ja się urodziło” i „moje ja umrze”. Puthujjana widzi „ja”do którego odnoszą się słowa „narodziny i śmierć”.
[Utrzymując konieczne zastrzeżenia dotyczące jego poglądów, możemy zauważyć, że Heidegger, w jego Sein und Zeit podporządkowuje idee narodzin i śmierci istnieniu w obrębie jedności naszej egzystencjalnej struktury. Ja istnieję, ja jestem jako narodzony i jako narodzony, jestem narażony w każdym momencie mego istnienia na śmierć. (Książka „Bycie i Czas” dopiero ostatnio stała się dla mnie osiągalna. Odkrywam, że gdzie się ze sobą nie zgadzają Heidegger z Sartre ten pierwszy ma zwykle rację)].
W kontraście do puthujjana arahat całkowicie pozbył się asmimana (wyobrażenia „ja jestem” już nic nie mówiąc o attavada) i nawet nie myśli „ja jestem” To bhavanirodha – wstrzymanie istnienia. A skoro nie myśli on „ja jestem”, nie myśli on również „ja się urodziłem” czy „ja umrę”. Innymi słowy nie widzi on „osoby czy nawet „ja” do którego odnosiłyby się słowa narodziny i śmierć. To jatinirodha i jaramarananirodha. (Patrz Kosala Samy gdzie słowa narodziny i śmierć są omijane gdy mowa o arahacie):
Dla tego kto się urodził czy jest coś innego niż starość i śmierć? - Dla tego kto się urodził, wielki królu, nie ma nic innego niż starość i śmierć. Wielki królu, ci zamożni wojownicy ... zamożni bramini ... zamożni gospodarze ... dla nich też po urodzeniu nie ma nic innego jak starość i śmierć. Ci mnisi, wielki królu co są arahatami, niszczycielami skaz - dla nich także jest w naturze tego ciała by się rozpadło, by zostało odłożone.
Puthujana biorąc swe pojawiające się "ja" za pewnik nie widzi, że jest ofiarą upadana, nie widzi, że bycie „ja” zależy od utrzymywania wiary w „ja” (upadanapaccaya bhavo) i nie widzi, że narodziny i śmierć zależą od jego „bycia ja” (bhava paccaya jati, itd). Ariyasavaka, odwrotnie, widzi te rzeczy i widzi również ich wstrzymanie (chociaż może jeszcze tego całkowicie nie zrealizował) i jego widzenie tych rzeczy jest bezpośrednie.


Śmierć jest ogniwem w/p i żaden ariya nie bierze jej „na poważnie”, co najwyżej może go niepokoić możliwość zamanifestowania się nowego ciała...


W sylogizmie (1-Wszyscy ludzie są śmiertelni. 2-Sokrates jest człowiekiem. 3-Dlatego Sokrates jest śmiertelny), generalizacja (wszyscy ludzie są śmiertelni) musiała zostać osiągnięta przez indukcję. Żaden proces indukcyjny nie jest nigdy absolutnie pewny. Zawsze jest tam uskok, założenie, generalizacja, zatem jedna z przesłanek sylogizmu musi zawierać element niepewności. Nie może więc udowodnić niczego z całkowitą pewnością. Jest wiec sylogizm znakiem wskazującym gdzie szukać w bezpośrednim doświadczeniu. Ale jednocześnie nigdy nie daje 100% pewnych informacji. Ale sylogizm (na tematy metafizyczne) może również wskazywać na to, co jednocześnie nie może być doświadczone, a wtedy jest anomalią. Nanamoli Bhikkhu


Przykład Ajhana Brahmavamso pokazuje, że możemy więcej dowiedzieć się o człowieku Nikt - człowieku bez osobowości od Stachury niż od nauczyciela Therawady, a przynajmniej od większości nauczycieli tej szkoły. Tu znów widać jakim geniuszem był Budda przewidując, że jego Dhamma zniknie już 500 lat po jego paranibbanie co sprawdziło się dość dokładnie. Jest naturalną tendencją by po kilku czy kilkunastu latach zajmowania się jakimś tematem, brać się za nauczanie. W przypadku Dhammy jednak to krok bardzo ryzykowny, nauczanie Dhammy wiąże się z wielką odpowiedzialnością:


Tak też mnisi i bramini nieobeznani z tym światem i innym światem, nieobeznani z tym co należy do Mary i z tym co do niego nie należy, nieobeznani z tym co należy do królestwa Śmierci i z tym co nie należy do królestwa Śmierci - długo będzie na krzywdę i cierpienie tych co uznają ich za odpowiednich przewodników i odpowiednich do pokładania w nich wiary. (M34) 


Pytanie zatem jest czy widzę, że moja egzystencja niesie ze sobą problemy. Czy jestem gotowy słowami Jezusa „zaprzeć się siebie” oczywiście nie przez prostą negację ale przez podjęcie procesu dezidentyfikacji? Wydaje się, że do tego potrzebna jest ... silna osobowość. Oto fragment sztuki Pirandello „Sześć Postaci w Poszukiwaniu Autora”. Zawiera on dialog pomiędzy postacią (w pełni świadomym swego stanu jako postaci) i producentem (człowiekiem z krwi i kości) podczas której ten pierwszy wyraża swe wątpliwości co do tożsamości drugiego:    


Ojciec: (postać) I raz jeszcze pytam cię z całą powagą „kim jesteś?”
Producent: (Zwracając się do aktorów z pełnym rozbawieniem, przemieszanym z irytacją) Co za tupet ma ten kolega! Człowiek który nazywa się postacią, przychodzi tutaj i pyta mnie kim jestem!
Ojciec: (Z godnością, ale w żadnym razie nie arogancko) Postać Sir, może zawsze zapytać człowieka kim on jest. Ponieważ postać ma życie, które jest prawdziwie jego, oznaczone jego specjalnym charakterem ... I jako rezultat tego jest on kimś! Podczas gdy człowiek ... Nie mówię tego osobiście o tobie ... ludzie ogólnie ... mogą być całkiem dobrze nikim.
Producent: Prawdopodobnie może tak być. Ale ty zadajesz te pytania mnie. Mi, rozumiesz? Producentowi! Szefowi!
Ojciec: (Delikatnie, z łagodną pokorą) Ale tylko aby się dowiedzieć czy ty, ty jakim rzeczywiście jesteś, widzisz siebie, przykładowo jakim byłeś w pewnym punkcie w przeszłości ... Ze wszystkimi iluzjami jakie wtedy miałeś .. ze wszystkim ... wszystkie te rzeczy co miałeś głęboko w sobie. Wszystko co tworzyło twój zewnętrzny świat. Wszystko jakim się to wtedy jawiło ... i jak było to, jak było to wtedy dla ciebie rzeczywistością! Czy myśląc ponownie o tych iluzjach których już dużej nie masz, o tych wszystkich rzeczach które już dłużej nie wydają się być tym czym były kiedyś w przeszłości ... Czy nie czujesz, że ... ziemia osuwa ci się spod stóp, gdy rozważasz, że w ten sam sposób, ty za jakiego się teraz uważasz ... cała twoja rzeczywistość jaką jest ona dzisiaj ... jej przeznaczeniem jest być iluzją jutro?
Producent: (Nie rozumiejąc z tego wiele i w pewien sposób poruszony tym argumentem) Cóż, i gdzie nas to wszystko prowadzi?
Ojciec: Nigdzie. Chciałem tylko sprawić byś zobaczył, że jeżeli my (wskazując na siebie i resztę postaci) nie mamy realności poza światem iluzji, może być równie dobrze i tak, że ty błędnie interpretujesz swą własną rzeczywistość ... Rzeczywistość, którą oddychasz i dotykasz dzisiaj ... Ponieważ jak rzeczywistość wczorajsza, jej przeznaczeniem jest ukazać się jako ledwie iluzją, jutro.


W krótkim eseju o etyce Nanavira Thera mówi: „Jeżeli ja osobiście popieram to co większość ludzi popiera, to powiem, że większość ma rację, ale gdy tego nie popieram powiem, że większość się myli”. To naturalna postawa człowieka z silną osobowością będącego odpowiedzialnym za swe własne działania i osądy, nie kryjącego się w „bezpieczeństwie tłumu”. Strategia ukrycia się w tłumie daje dobre wyniki gdy dążymy za wszelką cenę do przetrwania, stąd u wieku gatunków zwierząt silny instynkt stadny. Jeżeli jednak dążymy do nibbany wstrzymania istnienia wymagana jest zupełnie inna strategia, bycia odseparowanym od stada i niezależność w myśleniu.
Nanamoli Thera: Ludzie autorytetu mierżą mnie, ale co mierzi mnie jeszcze bardziej to te rzesze małych ludzików którzy kochają autorytety i w imieniu których autorytet autorytatywnych może być sprawowany.
A zatem silna osobowość potrzebna do wstrzymania osobowości to jeden z ciekawszych paradoksów matrix świadomego istnienia. By stać się człowiekiem Nikt najpierw trzeba być rzeczywiście kimś.