Link do wszystkich dokumentów

Matrix


Zen Tathagaty


Ignorancja jest grzechem pierworodnym i jako taka nie ma początku. Sama ta informacja może brzmieć dla nas niewiarygodnie gdyż wprowadza pojęcie nieskończoności, z którym było nie było, nie stykamy się w naszym codziennym życiu. Jednak można też zauważyć, że taka emocjonalna reakcja, zwątpienie, czy niedowierzanie, wszystko to są stany obejmowane przez dokładnie tą właśnie ignorancję. Jednostka będąca pod wpływem ignorancji, akceptuje swój stan jako normalny, czy naturalny i co najwyżej wymagający udoskonalenia, podczas gdy jej stan jest stanem całkowicie chorobowym - uwolnienie się od ignorancji wymaga radykalnej transformacji doświadczenia. Tu pojawia się problem komunikacji pomiędzy jednostką wolną od ignorancji a ignorantem. Jak już powiedzieliśmy ignorant uważa swój stan za naturalny i samodzielnie nie jest w stanie wyjść poza ignorancję która jest u niego obecna zarówno na poziomie pre-logicznym jak i logicznym na którym to ignorant formuje swe poglądy i dokonuje refleksji.

Komunikacja pomiędzy wolnym od ignorancji a ignorantem zachodzi na poziomie logicznym, jednak by odniosła ona pożądany skutek i w ostateczności doprowadziła do eliminacji ignorancji z doświadczenia, nieodzownym elementem jest wiara ze strony ignoranta. To chyba oczywiste bo skoro ignorant – pod wpływem ignorancji – akceptuje swój stan za normalny, to przyjąć założenie, że jednak wbrew temu przekonaniu, jego stan jest stanem chorobowym - tego dokonać może tylko „na wiarę” w autorytet informatora. Zadaniem informatora jest zatem przedstawienie ignorantowi informacji w taki sposób, by brzmiały one jak najbardziej wiarygodnie, rzetelnie i budziły zaufanie ignoranta. Co akurat nie jest sprawą prostą gdyż by takie informacje mogły ignorantowi pomóc, muszą być oczywiście zgodne z prawdą, ale skoro są zgodne z prawdą (niedostępną dla ignorancji) siłą rzeczy muszą brzmieć dla niego niewiarygodnie.

Niech czytelnik tyko hipotetycznie założy, że jego zniewolenie w matrix świadomego istnienia jest nieskończone ... Od razu pojawi się jeden fakt; otóż bez wątpienia w swej długiej wędrówce musiał się on wielokrotnie zetknąć z informacjami dającymi szanse na opuszczenie matrix a jednak ... znajduje się on tutaj i teraz w sytuacji ignoranta, który nie ma bezpośredniego doświadczenia i by wytłumaczyć sobie świadome istnienie musi się on uciekać do rozmaitych teorii na jego temat. To jasno pokazuje, że bezpośrednia komunikacja pomiędzy nim a informatorem jak dotąd zawodziła. Zawodziła od nieskończoności...

Wyjaśnijmy tylko jedną rzecz, by uniknąć nieporozumień. Wiara w informatora jest niezbędna w tym sensie, że sugeruje ignorantowi podjęcie odpowiednich działań, które normalnie nie przyszłyby mu do głowy. Działanie ma moc transformującą, transformuje ono doświadczenie – człowiek jest tym co sam z siebie zrobi. Od nieskończoności ta transformacja ma miejsce tylko w obrębie ignorancji, jednak dzięki informatorowi, ignorant może podjąć działania które transformują jego doświadczenie w taki sposób, że pojawi się u niego bezpośrednia widza. Cechą charakterystyczną bezpośredniej wiedzy jest uwolnienie się od wszelkich teorii na temat świadomego istnienia. To powinno być oczywiste, gdyż teorie i hipotezy stawiamy zwykle gdy nie wiemy i nie rozumiemy.

Tu dochodzimy do dość ciekawego punktu, który powinien nam uzmysłowić potęgę ignorancji. Wolność od formułowania teorii na temat świadomego istnienia oznacza, że ignorancja została usunięta z poziomu logicznego czy refleksyjnego ale jak najbardziej dalej może ona zalegać na poziomie pre-logicznym, czy pre-reflaksyjnym. Jednak od tej pory ignorant może radzić sobie ze swą ignorancją już sam i nie jest skazany na pomoc informatora, choć oczywiście kontakt z informatorem, który sam u siebie wyeliminował ignorancję na obu poziomach, może przyśpieszyć uwalnianie się od ignorancji na poziomie pre-logicznym.

Zapoznajmy się z fragmentem Sutty, która w dość oryginalny sposób dostarcza nam informacji o fundamentalnym znaczeniu:

Kiedyś, w przeszłości, mnisi, bogowie i demony stanęły do bitwy. Wtedy Vepacitti, władca demonów odezwał się do demonów tak: „Dobrzy panowie, jeżeli w tej nadchodzącej bitwie demony wygrają i bogowie zostaną pokonani, zwiążcie Sakkę, króla bogów za jego ręce i nogi i kark i przyprowadzacie do mnie do miasta demonów”. I Sakka, król bogów odezwał się do bogów tak: „Dobrzy panowie, jeżeli w tej nadchodzącej bitwie bogowie wygrają i demony zostaną pokonane, zwiążcie Vepacitti, władcę demonów za jego ręce i nogi i kark i przyprowadzacie do mnie do miasta bogów”. W tej bitwie bogowie wygrali i demony zostały pokonane. Wtedy bogowie Tavatimsa związali Vepacitti za jego ręce i nogi i przyprowadzili go do Sakki w Sudhamma, holu zgromadzeń bogów. I Vepacitti władca demonów był związany za swe ręce nogi i kark.

Wtedy pojawiła się Vepacitti (taka myśl) „Bogowie są szlachetni, demony nie są szlachetne, pójdę do miasta bogów". I wtedy zobaczył się wolnym od więzów wokół swych rąk, nóg i karku i cieszył się i zadowalał pięcioma strunami boskich zmysłowych przyjemności. Ale kiedy pojawiła się u niego (taka myśl) „Demony są szlachetne, bogowie są nieszlachetni” wtedy zobaczył się związanym za swe ręce, nogi i kark i był pozbawiony pięciu strun zmysłowych przyjemności.

Tak subtelna, mnisi, była niewola Vepacitti, ale jeszcze subtelniejsza jest niewola nałożona przez Marę. Wyobrażając, człowiek jest więziony przez Marę, przez niewyobrażanie człowiek jest uwolniony od Mary Złego. Mnisi, „jestem” jest wyobrażeniem; „jestem tym” jest wyobrażeniem, „ja będę” jest wyobrażeniem, „ja nie będę” jest wyobrażeniem, „będę materialny” jest wyobrażeniem, „będę niematerialny” jest wyobrażeniem, „będę postrzegający” jest wyobrażeniem, „będę niepostrzegającym” jest wyobrażeniem. Wyobrażanie jest chorobą, wyobrażanie jest rakiem, wyobrażanie jest drzazgą. Zatem mnisi powinniście trenować się tak: „Będziemy trwać z umysłem wolnym od wyobrażeń. Mnisi „jestem” jest perturbacją ... palpitacją ... zróżnicowaniem ... zaangażowaniem w wyobrażanie. ... (SN 35:248)

Jestem” ta fundamentalna postawa w życiu zwykłego człowieka zostaje rozpoznana przez Buddę jako li tylko wyobrażenie, usunięcie którego daje nam wolność i nieśmiertelność tutaj i teraz. Dlaczego wyzwolenie jest takie trudne? Na to pytanie trzeba zareagować uważnie. Po pierwsze dla tego kto odszedł w bezdomność, odnalazł radość w takim stylu życia i praktykuje zgodnie z Dhammą osiągnięcie wyzwolenia nie jest wcale aż tak trudne. Dlaczego jest trudne czy wręcz niemożliwe dla zwykłego człowieka? To wyjaśnia nam współzależne powstawanie. Postawa „jestem” jest dokładnie tym cierpieniem, o którym zwykły człowiek nie wie, że jest cierpieniem. Ignorancję we współzależnym powstawaniu możemy tu na nasze potrzeby opisać jako nie wiedzę, że koncept "jestem” to cierpienie, niewiedzę o tym, że  koncept „jestem” jest współzależnie powstały, niewiedzę, że nibbana to wstrzymanie  konceptu „jestem” i niewiedzę o drodze prowadzącej do wstrzymania koncepcji „jestem”.

Zadajmy sobie pytanie jak opisać doświadczenie zwykłego człowieka akceptującego bezkrytycznie postawię „jestem”. Wydaje się, że idealnie opisuje to formuła cogito ergo sum. Jest to w najwyższym stopniu fatalny i fundamentalny błąd jaki popełnia zwykły człowiek. Co można zatem powiedzieć o doświadczeniu ariya, który nie jest wolny od wyobrażenia „jestem” ale widzi, że nibbana jest wstrzymaniem wyobrażenia „jestem” tutaj i teraz?

Przyjacielu, choć jasno zobaczyłem, jakim to rzeczywiście jest, z odpowiednią wiedzą, że nibbana to wstrzymanie istnienia” nie jestem arahatem, z wyczerpanymi skazami. Przypuśćmy przyjacielu, że jest studnia przy pustynnej drodze, ale nie ma ani sznura ani wiadra. Wtedy nadszedłby człowiek, znużony i zmęczony gorącem, umęczony, osłabiony i spragniony. Zajrzałby do studni i pojawiłaby się u niego wiedza: „jest woda” ale nie byłby zdolny wejść z nią w cielesny kontakt. Tak też, choć jasno zobaczyłem jakim rzeczywiście to jest, z odpowiednim zrozumieniem, że nibbana to wstrzymanie istnienia, nie jestem arahatem z wyczerpanymi skazami. (SN12:58)

Wydaje się, że bezpośrednie widzenie współzależnego powstania oznacza bezpośrednią wiedzę czy doświadczenie, które mówi ariya, że cogito ergo sum to fundamentalny błąd. I to dopiero od tego miejsca Nauka Buddy może być poprawnie praktykowana. Ale ten poziom dla większości ludzi jest nieosiągalny, blokuje ich ignorancja na poziomie logicznym, błędne pojęcie Nauki Buddy pociąga za sobą błędną praktykę, błędna praktyka utrwala błędne zrozumienie.

Co jest konieczne do zrozumienia Tathagaty, Informatora przekazującego nam bezcenne informacje mogące pomóc nam w wyzwoleniu? Przede wszystkim musimy zrozumieć, że język Tathagaty jest językiem fenomenologa. Tathagata porzucił wszelkie teorie i kiedy mówi, to po prostu opisuje rzeczy takimi jakimi są. Za każdym słowem Tathagaty kryje się „rzecz” czy „bezpośrednie doświadczenie”. Weźmy przykład koanu zen „Mysz zjada jedzenie kota, ale kocia miska jest rozbita”. W podejściu fenomenologicznym gdzie rzeczy są właśnie takie jakie są, zdanie to nie ma sensu. Ale poszczególne słowa wskazują na „rzeczy” które rzeczywiście istnieją. Słowo „kot” nie jest pustą koncepcją a oznacza coś futrzastego, z ogonem i co miałczy. Jest taka rzecz – prawdopodobnie każdy z nas widział w swym życiu kota. Ale fenomenologiczne poznawanie „rzeczy jakimi są” nie ogranicza się tylko do wiedzy o rzeczach samych w sobie. Wiemy nie tylko czym jest kot, czym jest mysz, ale także wiemy, że rzeczy są wzajemnie ze sobą powiązane, są w relacji. A fundamentalna relacja pomiędzy kotem a myszą jest taka, że mysz jest jedzeniem kota. Wiemy też, że dobrze karmiony kot może mieć w pogardzie takie jedzenie. Ale gdy jego miska jest rozbita ... Stąd opierając się na fenomenologi możemy podać nasze rozwiązanie koanu: „Kocia miska jest rozbita, kot zjada mysz”. Czy akurat jest to odpowiedź poprawna z punktu widzenia Zenu, nie ma tu większego znaczenia. Chodzi nam tylko o ilustrację jakim językiem posługuje się Tathagata. Wbrew pozorom, to sprawa o fundamentalnym znaczeniu i niezrozumienie tego pociąga za sobą niemożność zrozumienia Nauki Buddy. Trzymając się tego co ustaliliśmy zajmijmy się wypowiedzią o Dhammie, której autorem jest przedstawiciel Chan Wei wu wei:


Postrzeganie zwoju sznura jako węża, jest złudzeniem; wstrzymanie postrzegania węża pozostawia postrzeganie zwoju sznura czym on jest. Postrzeganie zwoju sznura jako zwoju sznura jest ciągle złudzeniem. Wstrzymanie postrzegania zwoju sznura jako zwoju sznura pozostawia postrzeganie przypuszczalnego zwoju sznura czymkolwiek przypuszczalny zwój sznura jest.

Czymkolwiek przypuszczalny zwój sznura może być, jest to puste od konceptu zwoju sznura. Ponieważ pustka jest postrzeganiem samego postrzegania. Gdyż postrzegający percepcję węża i percepcję sznura musi iść z jego obiektem, pozostawiając tylko postrzeganie – które jest tym czym jest, lub takością”.    

Nie jest naszą intencją udowadnianie, przynajmniej na pierwszym miejscu, że Wei wu wei się myli. Ale musimy mieć całkowitą jasność, że nie wykłada on Dhammy zgodnie z fenomenologiczną metodą Tathagaty. Bez wątpienia ktoś kto postrzega zwój sznura jako węża, ulega złudzeniu. Jednak zgodnie z metodą fenomenologiczną jest taka rzecz jak sznur. Można postrzegać zwój sznura jako zwój sznura, to jest nazwać go, można też sobie darować proces nazywania. Ale dobrze jest wiedzieć, że sznur jest rzeczą do wiązania, do robienia supłów itd. A zatem zgodnie z metodą Tathagaty zwój sznura jest tylko zwojem sznura i nie ma tu żadnego egzystencjalnego problemu do rozwiązania. Chyba że...
Sznur może stanowić problem gdy zostanie zawłaszczony:”To mój sznur”. Bez wątpienia to stwierdzenie nie jest takie efektowne jak wywody Wei wu wei ale w Dhammie liczy się tylko jedno: złudzenie „jestem” a fundamentem, podwaliną pod to złudzenie jest przekonanie, że „rzeczy są moje”. Dlatego też pierwszym krokiem w praktyce jest uwolnienie się od wszelkich posiadłości i odejście w bezdomność. Samo to oczywiście nie rozwiązuje problemu, rezygnacja z fizycznego posiadania rzeczy nie oznacza, że mentalne przywiązanie do rzeczy zanika, ale jest to niezbędny pierwszy krok ku uwolnieniu się od wszystkich mentalnych przywiązań.

Mówimy tu o oczywistościach które rozpoznaje każdy inteligentny człowiek, ot choćby Cioran, który przecież nie był Buddą: 

"Posiadanie – Wszelka forma własności, nie lękajmy się tego podkreślić, degeneruje, upadla, schlebia potworowi uśpionemu w głębi każdego z nas. Mieć coś w ręku, cokolwiek, choćby i miotłę, cokolwiek poczytać za swoje dobro – to uczestniczyć w powszechnej niegodziwości. Jakąż dumą jest odkrycie, że nic do was nie należy, jakimże objawieniem! Uważaliście się za ostatniego z ludzi i oto nagle, zaskoczeni i jakby olśnieni ubóstwem już nie cierpicie, wprost przeciwnie".  (Historia i utopia s 132)

Jestem” może się utrzymać tak długo dopóki coś „mam”. Dlatego wszyscy Buddowie odchodzili w bezdomność a Vinaja dla mnichów zabrania im robienia zapasów jedzenia „na następny dzień”. 

W tym świetle niestety jesteśmy zmuszeni powiedzieć, że Sutra Serca mówiąca, że nie ma cierpienia, nie ma powstania cierpienia, nie ma nibbany, nie ma drogi prowadzącej do nibbany to po prostu egzystencjalny bełkot całkowicie niezgodny z rzeczami takimi jakim są. Jedyny fragment Sutry który da się obronić to ten gdy Bodhisatwa mówi: „Sariputto nie ma oka, nie ma ucha...” Umysł trzymający się tego co tutaj i teraz i starający się nadać sens tym słowom może sobie wyobrazić, że Bodhisatwę dopiero co napadli bandyci i wykuli mu oko jak i obcięli ucho i ten przychodzi do czcigodnego Siariputty i z rozgoryczeniem mówi „nie ma oka, nie ma ucha”. Jednak wiele wskazuje, że nie to miało miejsce i że jedyną intencją Bodhisatwy było wskazanie na Pustkę. Jeżeli tak, to trzymając się metody fenomenologicznej bardziej poprawne byłoby gdyby powiedział: "Sariputto ta baza powinna być zrozumiana gdzie oko znika i percepcja form przemija ...” Oczywiście jeżeli mamy być wierni metodzie fenomenologicznej do końca, nawet taka wypowiedź Bodhisatwy jest błędna. Otóż popełnia on kardynalny błąd, nie dość że zwraca się do głównego ucznia Buddy per „Sariputto” co już jest sporym uchybieniem, ale jeszcze dodatkowo jego wypowiedź ma formę pouczenia co już zupełnie przekonuje nas o tym, że temu Bodhisatwie daleko było do wglądu w rzeczy takimi jakimi są – Czcigodny Sariputta został rozpoznany przez Buddę jako dorównujący mu wiedzą.

Być może Bodhisatwa ten urodził się w naszych czasach jako jakiś mistrz Zenu. Jak powszechnie wiadomo, wielu mistrzów zenu ma spore kłopoty z rozwiązywaniem koanów dotyczących rzeczy takimi jakimi są i na przykład na koan „Jesteś mnichem i jesteś sam na sam w pokoju z kobietą. Co możesz zrobić?” podawają raczej błędne odpowiedzi. Dlaczego? Nie rozumieją oni metody fenomenologicznej.
Jest taka „rzecz” jak mnich i samą esencją mnicha jest to, że utrzymuje on celibat. Kto nie utrzymuje celibatu po prostu nie jest mnichem. Z pewnością dla wielu uczniów zen odpowiedź na ten koan -„Wyjść z pokoju” - jest wręcz szokująca.   

I tak trzymając się metody fenomenologicznej Budda mówi: Nie jest tak, że nie ma cierpienia, Kassapo, jest cierpienie. Zatem czy Mistrz Gotama nie zna i nie widzi cierpienia? Nie jest tak, że nie znam i nie widzę cierpienia, Kassapo. Znam cierpienie i widzę cierpienie. (SN 12 17)

Tathagata ma właściwy pogląd. To czwarta prawda o drodze prowadzącej do wstrzymania cierpienia. Tathagata wstrzymał wyobrażenie „jestem” - to trzecia prawda o wstrzymaniu cierpienia. Tathagata widzi istoty myślące o sobie „jesteśmy buddystami” to pierwsza prawda o cierpieniu. Tathagata widzi, że te dobre istoty żyją w świecie –  czasu i przestrzeni nie mających obiektywnej rzeczywistości, kierowane ignorancją i pragnieniem, to druga prawda o powstaniu cierpienia. 

Widzimy zatem, że przeciętny praktykant zen, żyje raczej w rozdwojeniu pomiędzy naturalną i oczywistą prawdą, że góry są górami, lasy lasami a woda spływa w dół do oceanu a całkowicie oderwaną od egzystencji filozofią spekulacyjną, że nie ma lasu albo, że nie jest on różny od pustki. Chciałbym widzieć choć jednego człowieka który tak postrzega las. Pustka oczywiście ma miejsce w metodzie fenomenologicznej, możemy na przykład powiedzieć, że las jest pusty od ludzi albo, że są puste butelki ale nigdy, że „wszystkie butelki są puste” - wystarczy wejść do pierwszego z brzegu sklepu monopolowego by się przekonać, że ta doktryna jest błędna. Fundamentalną sprawą jeżeli chodzi o Pustkę w Nauce Buddy jest zrozumienie, że świat jest pusty od „ja” i tego co należy do „ja”. Weźmy przykład wizualnej świadomości. Widzimy fragment ciała i resztę obiektów. Ciało jest identyfikowane za ja a reszta obiektów tworzy świat, w którym te „ja” żyje. Wraz ze zniszczeniem identyfikacji z ciałem, przynajmniej jeżeli chodzi o wizualną świadomość realizujemy swą absolutną fenomenalną nieobecność w czasie i przestrzeni i mówimy „świat jest pusty od „ja” i tego co należy do „ja”. Oczywiście nie jest to aż tak proste, są jeszcze inne rzeczy jak uczucia i myśli które ucieleśniają nas w świecie, ale przykład w oparciu o wizualną świadomość dobrze ilustruje co oznacza „pusty świat”. Wydaje się, że może jakiś praktykujący zen zrozumie metodę fenomenologiczną Tathagaty, w końcu część koanów jest właśnie na ten temat. Jeżeli chodzi o theravadinów wierzących, że Abhidhamma to jakaś wyższa nauka w porównaniu z Suttami Kanonu Palijskiego – a to pogląd dość rozpowszechniony, zwłaszcza w Birmie, to są oni raczej nie dość inteligentni by w ogóle cokolwiek zrozumieć, nie tylko metodę fenomenologiczną Tathagaty. A wszystko zaczyna się od braku wiary. Tathagta jasno określił, że jego Nauka przetrwa tylko 500 lat. Do wyzwolenia w dzisiejszych czasach, konieczna jest gotowość do zakwestionowania autorytetu nauczycieli, niezależnie do jakiej tradycji należą i weryfikowanie wszystkiego co się mówi o Dhammie z Suttami Kanonu Palijskiego. Jeżeli brakuje nam zrozumienia to przynajmniej powinniśmy okazać wiarę, że Nauka Buddy jest perfekcyjna i wszelkie próby jej udoskonalenia mogą mieć całkiem odwrotny efekt.

W jednej z Sutr Budda porównuje przeciętniaka do psa uwiązanego do palika, który cały czas wokół niego kołuje. Tym palikiem jest oczywiście pięć agregatów utrzymywania. Ludzie nie rozumieją jak niesamowitą i rzadką okazję mają by w tym życiu odejść w bezdomność i zakończyć cierpienie. Dhamma jest dodatkiem do ich życia, nie stawiają  jej na pierwszym miejscu. Ale matematyka jest nieubłagana, to czego od nieskończoności nie udało im się osiągnąć będzie się kontynuowało. Cóż można powiedzieć takim buddystom, nie mogącym się zdecydować na ile mają wierzyć w swe nieskończone zniewolenie? Ot chyba tylko:"Biegnij piesku, biegnij, gdzie cię pędzi mknij".