Link do wszystkich dokumentów

Sándor Márai

Wypisy z Dziennika


Szczęście jest kwestią dyscypliny.

„Podejrzanym” staje się niepokorny, a więc jednostka, która odważa się myśleć. Cokolwiek dzieje się na świecie, jest on światem tłumów, w ich oczach jestem i będę „podejrzany” i zasługuję na szafot. Ale dlaczego? A choćby dlatego, że wiążę krawat tak a nie inaczej i ponieważ ośmielam się myśleć.

Istnieje tylko jedna niezależność: niezależność braku pragnień i ubóstwa. I tylko obie razem coś znaczą. Ubóstwo nękane pragnieniami, to piekło na ziemi.

Ludzie giną bez żadnych przewin, jak to zwykle bywa i jak wypada podczas rewolucji; ich winą jest nie to, że coś tam zrobili czy powiedzieli, ich winą jest po prostu to, że żyli czy żyją. I to wielka wina.

Jedną z lekcji udzielonych mi przez rewolucję jest odkrycie, że ludzie obawiają się o własną wygodę bardziej niż o własne życie.

Ludzie nigdy nie są tak niebezpieczni jak wtedy, gdy mszczą się za winy, które sami popełnili.

Jeszcze ciągle bardziej boję się własnego sumienia niż świata.

Na życie składa się nie tylko to, co czynimy i o czym mówimy, lecz także to, co przemilczamy.

Demokracja, powiadają, i wolność. Ale masy potrzebują ochrony i niczego więcej. Od wszelkich Wielkich Systemów nie wolności oczekują, lecz ochrony. Dlatego zawsze są skłonne poświęcić wolność dla czegoś innego. Tylko jednostka, tylko heretyk potrzebują wolności. Tylko oni są skłonni – każdego dnia od nowa – za nią zapłacić. A cena jest niezwykle wysoka.

Systemy oparte na ucisku – przeżyłem kilka z nich – zwalniają człowieka z myślenia i formułowania opinii, co zawsze wymaga wysiłku umysłu i charakteru. Społeczna euforia, którą zamiast tego oferują, nie jest w rzeczywistości niczym innym, jak tylko ucieczką od osobistej odpowiedzialności za własny sąd. I to jest ich wielka zaleta w oczach tłumów.

Pisać dla dziesięciu ludzi? - wzdychał Kosztolanyi przed dziesięciu laty. Był optymistą. Gdzie tych dziesięciu ludzi?

Znajdujemy się nie „na progu”, lecz w samym środku sytuacji, której nie sposób nazwać inaczej jak tylko „jedną z najdoskonalej ogłupiających epok” w historii ludzkości. Wraz z rozwojem „nauk użytecznych” postępuje w głąb i wszerz ogłupienie świata ludzkich mas.

Notatki Camusa. Powtarzające się zapiski o tym, że „ascetyzm mógłby być rozwiązaniem”. Czemu nie? Ale czym innym jest bycie ascetą, a czym innym – impotentem.

Każdy pisarz, który pisze intymne listy do kobiety, popełnia błąd.

Dwa narodowe narkotyki: telewizja i sport. Jak dla młodych marihuana i heroina. Sport już dawno przestał być ćwiczeniem ciała i stał się widowiskowym interesem. Stutysięczne tłumy są tu – podobnie jak w innych krajach – na trybunach stadionów. Byle nie myśleć, byle niczego sobie nie uświadomić. I „być poinformowanym” bez wysiłku wypracowania własnego zdania.

Borges, półślepy pisarz argentyński, był w Europie i oburzony skarżył się, że intelektualna lewica wszędzie bojkotowała jego utwory; na próżno jest antyfaszystą, nie przebaczą mu, że jest jednocześnie antykomunistą.

Purytańska zasada według której jednostka ma prawo bogacić się, bo sukces jest darem bożym, obowiązuje dalej. Ale została wsparta zasadą kredytu, według której, jednym ze sposobów bogacenia się jest zaciąganie długów.

Socjaliści zaczęli odkrywać, że nie tylko jednostka bankrutuje, jeśli więcej wydaje niż wytwarza, lecz spotyka to także naród. I to ich zaskoczyło.

W Ameryce wyrażenie old man uważane jest za nieprzyzwoite, jak ordynarne słowo czteroliterowe.

Czytanie kiedyś, nie tak dawno, było czynnością liturgiczną. Dziś dla wielu to tylko sposób spędzania czasu, hobby.

Istnieją mądrzy ludzie, którzy nie są zdolni. Istnieją też ludzie zdolni, którzy nie są mądrzy. I oprócz nich istnieją całe tłumy ludzi niezdolnych i niemądrych, ale sprytnych i wygadanych. I często oni zwyciężają.

Spokój, kiedy myślę o śmierci. Niepokój, kiedy myślę o umieraniu.

Schopenhauer uważał „dwunogi” - może z wyjątkiem własnej osoby i Kanta – za istoty podłe, bestialskie, skąpe, głupie i pasożytnicze. I znakomita większość w istocie jest taka. Ale zapomniał o tym, że nigdy nie liczy się większość i że zawsze, w każdych czasach istnieje nieliczna grupa ludzi, którzy są inni.

Otto Hasburg cytuje zdanie z Ernsta Jungera: ołtarze zburzono, a na miejsce wypędzonych bogów pojawiły się demony. Może to prawda. To, co się dzieje na świecie, ma demoniczny charakter.

Pewien autor zmarł nad ranem we śnie, w wieku osiemdziesięciu jeden lat. Od dłuższego czasu po raz pierwszy czuję szczerą zazdrość.

Samotność wokół mnie tak gęsta jak zimowa mgła, można jej dotknąć. Zapach śmierci mają już nawet moje ubrania.

Wydawnictwo Czytelnik