Link do wszystkich dokumentów


 
Thomas Ligotti o hipokryzji
(Z  pierwotnej wersji The Conspiracy against the Human Race)

Hipokryzja jest źródłem wszelkiego oszustwa i samooszukiwania się. Być świadomym to nieuchronnie być hipokrytą. Możemy zdzierżyć nasz własny rodzaj, lub tych z niego którzy albo udowodnili nam swą użyteczność albo nie są łatwi do zniszczenia tylko na zasadach następującego kontraktu: zjemy trochę jego ekskrementów, jeżeli on w zamian zje trochę naszych. To droga ekumeniczna, droga hipokryzji. Jest rażącą oczywistą, że hipokryta jest zmuszony do stosowania jej w życiu. Spróbuj przejść jeden dzień w którym mówisz tym dookoła siebie co rzeczywiście myślisz: stracisz wszystko – twoją pracę, twoją rodzinę, twoich przyjaciół. Jeszcze bardziej rujnujące byłoby działanie w zgodzie z uczuciami, czy to głębokimi czy ulotnymi. Po niedługim czasie byłbyś albo martwy albo w więzieniu. Pewni mówią o naszych hipokryzjach jako o „użytecznych fikcjach” i zachwalają je jako niezbędne zarówno dla jednostki jak i społeczeństwa. Inni są bardziej sceptyczni. W Vital Lies, Simple Truths: The Psychology of Self-Deception (1996), Daniel Goleman studiuje jak ludzie i grupy ludzi maskują się sztucznymi projektami by zapobiec wrogości i niepokojowi mogącymi się uwolnić gdyby kod uczciwości był w jakiś sposób uprawomocniony. Chomsky opublikował książkę o tytule Necessary Illusions: Thought Control in Democratic Societies (1989) w której dowodzi, że klasa rządząca takiego narodu jak Stany Zjednoczone nie dałaby rady bez okłamywania swych obywateli i co bardziej ważne, bez sprawienia by oni sami się okłamywali. Za Zapffe można powiedzieć, że nic by się nie utrzymało na tym świecie bez rusztowania hipokryzji i kłamstw. To są rzeczy z których zrobiona jest nasza cywilizacja – sfabrykowane rzeczywistości a nie te ewidentne konieczności, które tak przystroiliśmy dzwoneczkami i bombkami, że nie potrafimy rozpoznać co jest pod tym. Te konieczności są proste: jedzenie, schronienie i ubranie. Wszystko poza tymi koniecznościami dla przetrwania jest sfabrykowaną rzeczywistością i wszyscy jesteśmy zanurzeni po uszy w jej niezliczonych naroślach i przedłużeniach, w jej przepastnej architekturze gorliwych snów przez ostatnie pięć tysięcy lat. W literaturze SF narracje umiejscowione w świecie po holokauście często podkreślają jego szaleństwo, tyranię i konflikty, co oznacza, że z najpoważniejsza z możliwych lekcji pozostawi ludzkość niezmienioną. Tak jakby nic się nie zdarzyło, postacie żyjące w tych przeoranych bombami środowiskach, natychmiastowo przystępują do odbudowy sfabrykowanych rzeczywistości, ze szczątków tych zrujnowanych.

Podczas gdy pewni wyrazili ważne zastrzeżenia co do tej budowli taniego efektu znanego jako cywilizacja, tego kolosalnie przejaskrawionego spektaklu złego smaku, rzadko przegapiamy okazję by się pochwalić jej wzniesieniem. Schylamy uniżenie czoło przed pamiętnikami pewnego autora, artysty, wynalazcy czy lidera narodowego który żył przed nami. Rozdziawiamy usta w zadziwieniu u podstawy egipskiej piramidy, azteckiej piramidy czy jakiejkolwiek piramidy co stanęła na naszej drodze. To zdumiewające, że te hałdy kamieni są widziane raczej jako eksponaty naszej dawnej wielkości niż jako mogiły naszego zdrowego rozsądku. I ciągle idziemy w to z pełną siłą. Czy są jakieś wątpliwości, że każdy uniósłby się dumą gdyby pierwsza piramida w przybraniu wspanialej instalacji została dekretem cywilizacyjnych potentatów wzniesiona na Marsie?

Arogancja idzie ręka w rękę z hipokryzją. Zarobaczona pewnością siebie strząsa zdrowy rozsądek do rynsztoka i rozdyma błędne jako chwalebne. Umysł wzdraga się przed tym, że hipokryzja mogłaby uzyskać złe imię, skoro jest niczym innym jak tylko pochodną samej świadomości, która napędza nas pozostawiając w tyle inne zwierzęta na ziemi. Zdolność do działania w konflikcie z samym sobą, mówienia, że wierzymy iż coś jest prawdą o czym wiemy, że nią nie jest, była warunkiem wstępnym naszego przetrwania. Bez niej, bylibyśmy zmuszeni wziąć się za bary z najbardziej sekretnym z naszych kłamstw: naszą integralnością jako osób, naszą pełnią jako jaźnie. Hipokryzja – innymi słowy, praktyka kłamania o kłamaniu chroni nas przed zobaczeniem samych siebie takimi jakimi jesteśmy: kolekcją fragmentów które pasują do siebie jako biologiczna jednostka, ale nie jako cokolwiek innego. Nie jako duch, który został nazwany jaźnią, fantom którego ektoplazmatyczna nierealność nie może nigdy być przejrzana. Akceptując jako prawdę kłamstwa o jaźni, ego, możemy trzymać się iluzji, że będziemy tym czym jesteśmy całe nasze życie nie widząc naszych jaźni umierających tysiące razy przed naszą śmiercią. Podczas gdy pewni poświęcili się dotarciu do samego dna tego jak części te kreują iluzję całości, to nie jest sposób w jaki buduje się piramidy. By postawić piramidę potrzeba sporo ego – bazowego materiału tej kupy kamieni którą turyści odwiedzają podczas wakacji. Oczywiście piramida jest faktycznie polyhedronem, to jest matematyczną koncepcją, którą w fizycznym świecie przypomina, przynajmniej z dystansu. Czym bardziej się zbliżyć do piramidy, tym bardziej odsłania się ona jako to czym jest, piramidalną konglomeracją cegieł, kompozycją fragmentów która nie jest tym czym wydaje się być. Świat wokół nas zachęca do budowania naszych ego – tych piramid samo-poważania – tak jakbyśmy potrzebowali takiej zachęty. Choć każdy jest zaatakowany przez ten piramidalny projekt, niektórzy w nim uczestniczący bardziej niż inni dają się zauważyć jako pełni siebie i dbający o swe ego tak jak o egzotyczną roślinność w cieplarni. To pomaga jeżeli mogą obniżyć samoocenę innych, lub prosto być świadkami jej erozji. Jak amerykański pisarz i eseista Gore Vidal często powiadał: „Nie wystarczy odnieść sukces, inni muszą ponieść porażkę”. Nic z tego nie mogłoby działać bez dystansu jaki wkładamy pomiędzy to czym jesteśmy i to czym myślimy, że jesteśmy. Wtedy może się wydawać, że żyjemy poza naszymi konstytutywnymi elementami. Samo-poważanie wyparowałoby bez jaźni jako  obiektu  poważania. Tak jak z piramidą, to tylko z dystansu ta iluzja może być utrzymana. Hipokryzja jest tym dystansem.