Link do wszystkich dokumentów


Dobrosław Kot
Katedra Filozofii

Filozoficzne znaczenie koncepcji
acedii u Ewagriusza z Pontu

1. Wprowadzenie

Celem niniejszego szkicu jest próba odpowiedzi na pytanie, czy możliwe jest   filozoficzne wykorzystanie opisów acedii. Z jednej strony mówimy tu o oryginalnym pomyśle mnicha Ewagriusza z Pontu. Postawiony przezeń problem acedii ma fundamentalne znaczenie dla całej ascetyki i mądrości dotyczącej życia duchowego. Jego rozważania są niezwykle cenne dla mnichów i tych wszystkich, którzy czerpiąc z wiedzy i rad Ojców Pustyni, usiłują wzbogacić swoje życie i zbliżyć je do Boga. Z drugiej jednak strony nad pismami Ewagriusza pochylają się niejednokrotnie filozofowie. Sam problem, co zostanie pokazane w dalszej części szkicu, jest głęboko zakorzeniony w filozoficznej refleksji nad człowiekiem. Wydawać by się mogło, że nic prostszego, jak włączyć idee Ewagriusza w nurt filozoficzny. Wszak w myśli europejskiej zadomowiło się już pojęcie „demon południa”, utożsamiane z acedią. Jednak bliższe wglądy w pisma Ewagriusza pokazują, na jak wielkie trud- ności może natrafić filozof, który chce przyswoić te inspirujące koncepcje. Mamy bowiem do czynienia ze wspaniałymi opisami przeżyć, niezwykle trafnie ujmującymi istotę problemu. Pozwalają one na uchwycenie najważniejszych dla acedii momentów. Można je śmiało nazwać fenomenalnymi1 i z szacunkiem
docenić przenikliwość Ewagriusza. Jest więc acedia rozumiana jako jedna ze złych myśli, która w swojej wymowie sytuuje się blisko nudy, uprzykrzenia czy melancholii. Opisując zniechęcenie mnichów i próby przezwyciężenia go przez opuszczenie mniszej celi Ewagriusz przenikliwie diagnozuje dolegliwości dotyczące nie tylko ascetycznych pustelników, ale również te obecne w życiu każdego człowieka. Jednak opisy te u samego autora nabierają pełnego sensu dopiero w szerszej perspektywie, jaką jest niezwykle rozbudowana demonologia, tak cha- rakterystyczna dla Ojców Pustyni. Tam dopiero Ewagriusz tłumaczy pochodzenie acedii, jej istotę i uwarunkowania. Fenomen, tak wyraziście naszkicowany w opisach, nabiera sensu dopiero z perspektywy teorii o ośmiu demonach czy też ośmiu złych myślach. Tam sama acedia znajduje zakorzenienie i wyjaśnienie. Wydaje się ponadto czymś niezwykle trudnym i ryzykownym wyrwanie samego opisu dla celów filozoficznych bez uwzględnienia całego – z natury niefilozoficznego – kontekstu. Dlatego celem tego szkicu jest, po pierwsze, przyjrzenie się samej koncepcji Ewagriusza, i to w takich granicach, w jakich jest ona prezentowana. Po drugie zaś, zastanowienie się nad filozoficzną interpretacją samej acedii, nad możliwością umiejscowienia jej w kontekście filozoficznym i ocenienia jej znaczenia dla niektórych rozważań z perspektywy filozofii człowieka czy filozofii wartości.

2. Ascetyczne tło

Szkic ten ma mieć charakter filozoficzny, jednak do zrozumienia fenomenu acedii, a także do właściwego wyłuskania go z kontekstu, w jakim został pierwotnie postawiony, niezbędne jest pobieżne choćby przedstawienie duchowego tła, na którym Ewagriusz zarysował interesujący nas problem. Mając jednak na uwadze ostateczne cele tego szkicu, jak również rozległy grunt, na który mimowolnie musimy wkroczyć, część niefilozoficzną ograniczymy do minimum. Ewagriusz z Pontu2 był mnichem żyjącym w IV w. Swoje życie poświęcił ascezie i większą jego część spędził na pustyni egipskiej, pomiędzy wieloma pustelnikami, którzy w owym czasie opuszczali rodzinne strony, by w oderwaniu
od spraw światowych prowadzić życie kontemplatywne i miłe Bogu. Ostatni okres jego życia wiąże się z jednym z najsłynniejszych miejsc ówczesnego monastycyzmu, z Kelos – skupiskiem eremitów położonym około siedemdziesiąt kilometrów na południe od Aleksandrii, w głębi niegościnnej pustyni. Warte podkreślenia jest to, że sam Ewagriusz wyróżniał się na tle współbraci w pustelnictwie. Nazywano go mnichem intelektualistą, ponieważ poza mądrością płynącą z doświadczenia duchowego posiadał również solidny fundament w postaci znajomości ówczesnej filozofii i teologii. Jakkolwiek nie był jedynym anachoretą, który pozostawił po 2 sobie pisma, to jego traktaty wyraźnie odwołują się do bogatej tradycji intelektualnej ówczesnego chrześcijaństwa. Okres, w którym żył i działał Ewagriusz, był czasem wyjątkowej eksplozji ruchu pustelniczego. Ojcowie Pustyni należeli wówczas do awangardy chrześcijaństwa i życia duchowego. Ich ucieczka, oderwanie się od codziennego życia, jakie prowadzili zwykli ludzie, może nosić znamiona eskapizmu. Wydaje się jednak, że taka opinia nie oddaje istoty ówczesnego anachoretyzmu, co więcej, jest ona krzywdząca dla motywacji i intencji przyświecających mnichom. Odrzucenie świata pozwalało oczyścić swoją duszę i otworzyć ją na bezpośrednie działanie Boga. Sprawy duchowe, które zdają się umykać w codziennej krzątaninie, na pustyni zyskują pierwszoplanowe znaczenie. Tu wzorem i niejako uzasadnieniem słuszności takiego sposobu życia był Jezus Chrystus i jego czterdziestodniowy
post oczyszczający na Pustyni Judzkiej, przygotowujący do podjęcia zbawczej misji – nauczania, męczeńskiej śmierci i zmartwychwstania, ale też czas, w którym Jezus był kuszony przez Szatana 3.

Dość powszechne jest przekonanie, że ucieczka taka ułatwiała Ojcom Pustyni doskonalenie się duchowe. Porzucenie ziemskich trosk, ale też ziemskich pokus, miało ich stawiać niejako w uprzywilejowanej sytuacji. Popularna jest też wizja ponurych, opryskliwych starców, którzy w sposób radykalny przecinają swoje więzy ze światem. Na tym gruncie pojawia się zarzut, że idea pustelnictwa jest w zasadzie zaprzeczeniem idei chrześcijaństwa, które powinno szukać zbawienia nie w oderwaniu, ale poprzez drugiego człowieka. Pustelnictwo może rodzić podejrzenia o pychę i próżność duchową swoich przedstawicieli – zamiast nieść pomoc bliźnim, pustelnik troszczy się wyłącznie o swoje zbawienie, w swoim
życiu, być może przenikniętym miłością do Boga, zapomina o przykazaniu miłości względem swego bliźniego. Ten interesujący „duchowy egoizm” wydaje się jednak czymś pozornym. Po pierwsze, Ojcowie Pustyni nie uciekali na pustynię gnani wyłącznie troską o własne zbawienie. Czuli się odpowiedzialni za ludzkość, czuli, że sami mogą stawiać czoła demonom i złu, być niejako na pierwszej linii walki z Szatanem – to niezwykle istotne. Po drugie, mimo swego pustelnictwa byli to ludzie otwarci na drugiego człowieka. Bardzo silnie rozpowszechnione było pomiędzy nimi tzw. ojcostwo duchowe4, a więc szczególna więź łącząca zaprawionych w ascezie mnichów z adeptami pustelnictwa. Abba – ojciec duchowy – w formie krótkich sentencji i przypowieści nauczał swych uczniów i dawał im rady. O tym, że nie były to sytuacje wyjątkowe, że Ojcowie Pustyni nie byli niechętnymi innym ludziom odludkami, może świadczyć fakt, że piśmiennictwo chrześcijańskie przechowało
wiele zbiorów takich sentencji 5.

Również większość pism samego Ewagriusza – a nie był on pośród anachoretów wyjątkiem – to teksty pisane nie tyle z intelektualnej potrzeby, ile przede wszystkim z chęci pomocy bliźnim. Świadczy o tym zarówno dydaktyczny charakter tych pism, jak i bogata literatura epistolarna.
Ucieczka na pustynię, choć pozornie uwalniała człowieka od codziennych pokus, mogących zakłócić bezpośrednią bliskość przebywania z Bogiem, wiązała się z wystawieniem duszy na inne, o wiele poważniejsze trudności. Tam bowiem człowiek był bezpośrednio wydany na pastwę demonów. Na pustyni toczyła się walka o ludzką duszę, demony nękały nieszczęśnika i bawiły się jego słabością. Prawdziwy mnich miał za oręż wytrwałość i modlitwę. Musiał też mieć rozezna- nie w świecie demonów, a więc znać ich sposoby działania i możliwości walki z nimi. I właśnie na gruncie tak rozumianej demonologii wyrosła nauka Ewagriusza o acedii.

Mnichów na pustyni nękały rozmaite demony. Samotni, pozbawieni ludzkiego towarzystwa pustelnicy wystawieni byli na działanie sił, które rzadziej goszczą w skupiskach ludzkich. Naturalna stała się więc chęć i potrzeba ich opisania, a przede wszystkim przekazania cennych rad swym współbraciom: jak należy unikać złych sił i jak z nimi walczyć. Ewagriusz podejmował tę próbę kilkakrotnie. Czym są demony? Wydawać się może, że to bujna wyobraźnia i skutki długotrwałego i nienaturalnego odosobnienia powodowały w rozpalonych żarem pustyni umysłach jakieś dziwne halucynacje i złudzenia. Prawdą jest, że wielu anachoretów twierdziło, iż doświadcza bardzo bezpośredniego, niemal cielesnego
kontaktu z demonami. Ewagriusz jednak, i nie jest w tym odosobniony, nazywa demonami złe myśli 6, które nawiedzają umysł człowieka i prowokują go do zejścia z ścieżki doskonalenia się duchowego. Złe myśli nazywane są różnie: demonami zła, myślami demonicznymi, wadami, chorobą duszy, namiętnościami. Niezależnie od nazwy, ich cel i działanie są takie same: sprowadzają na duszę słabość i powodują, że człowiek bardziej skory jest do grzechu niż nie będąc pod ich wpływem. Wszystkie one są skutkiem grzechu pierworodnego: same nie są grzechami, ale
działają na człowieka tak, by ten wkroczył na ścieżkę grzechu. Ewagriusz w różnych miejscach wymienia osiem demonów czy też osiem złych
myśli7. Są to kolejno: obżarstwo, nieczystość, chciwość, gniew, smutek, acedia, próżność i pycha. Układ ten nie bez powodu przypomina średniowieczną SALIGIA, a więc doktrynę o siedmiu grzechach głównych. SALIGIA to: superbia (pycha),  acedia (lenistwo), luxuria (rozpusta), invidia (zazdrość), gula (obżarstwo), ira (gniew) i avaritia (chciwość). Tu oczywiście można dyskutować nad zmianą liczby grzechów (w rzeczywistości demony pychy i próżności uznane zostały za jedno), czy też nad ostatecznym składem owej listy i kolejnością poszczególnych wad.
Ważna też wydaje się kwestia nowatorstwa Ewagriusza i jego osobistego wkładu we wczesnochrześcijańską demonologię. Nie jest to jednak przedmiotem niniejszych rozważań, choć z teologicznego i filozoficznego punktu widzenia kwestie te są niezwykle interesujące8.

Mechanizm działania demonów wydaje się prosty. Złe myśli osłabiają wolę, ta zaś zamiast kierować się umysłem i duchem, zaczyna żyć według wskazówek ciała. Złe myśli porażają zarówno popędliwą, jak i pożądliwą część duszy. Tu należy przypomnieć, że Ojcowie Pustyni, a pośród nich sam Ewagriusz, idą za psychologią platońską. Na powrót Arystotelesa trzeba będzie poczekać jeszcze parę wieków.

Acedia jest więc głęboko zakorzeniona w specyficznie ujmowanej demonologii. Jest to o tyle istotne, że Ewagriusz będzie samą istotę problemu tłumaczył poprzez podawanie rozmaitych konfiguracji wspominanych ośmiu złych myśli.W różnych swoich pismach asceta rozmaicie rozkłada akcenty. Raz kładzie nacisk na próżność i płynącą z niej miłość własną, innym razem na smutek, jeszcze kiedy indziej na obżarstwo. Mnich z Pontu usiłuje zbudować hierarchię demonów, aby w sposób spójny i zgodny z doświadczeniem duchowym wytłumaczyć naturę i zależności każdego z nich. Te próby dookreślenia mogą okazać się istotne dla dalszych rozważań.

3. Znaczenie pojęcia acedii

Czym jest acedia, co znaczy to tajemnicze pojęcie, które w swym oryginalnym brzmieniu nie zostało nigdy w pełni przyswojone przez myśl europejską? Z jednej strony badacze intuicyjnie wyczuwają, o jaki fenomen, jaką dziedzinę doświadczeń może tu chodzić. Opisy Ewagriusza są pod tym względem bardzo wyraziste i wydają się nie pozostawiać niedomówień. Z drugiej jednak strony nazwanie acedii czy też przetłumaczenie tego obco brzmiącego terminu nastręcza niemało trudności.

Wydaje się, że drogą rzetelną i bezpieczną będzie opowiedzenie o niej słowami Ewagriusza z Pontu. Mnich zawarł w swoich pismach kilka wymownych sprawozdań z doświadczeń, które nazywa tym imieniem. Dwa jednak zasługują na szczególną uwagę. Opisy te posiadają wyjątkową wartość, głównie jako fenomenalne uchwycenie przeżyć, w których doświadcza się acedii. Również zarówno przenikliwość autora, jak i forma literacka domagają się, by fragmenty te podać in extenso, nie zadowalając się suchymi parafrazami. Oto one:

Wzrok uległego acedii tkwi ciągle w oknie, a jego umysł wyobraża sobie odwiedzających. Zaskrzypiały drzwi – ów wyskoczył, usłyszał głos – wychylił się przez okno i nie odejdzie stąd, aż siedząc, zdrętwieje. Opanowany przez acedię przy czytaniu wciąż ziewa i łatwo wpada w senność.
Pociera oczy i przeciąga się, to znów odwracając oczy od księgi spogląda na ścianę, znowu obraca się i czyta nieco, i kartkując – bada dokładnie końcówki wypowiedzi. Liczy kartki i ustala liczbę rozdziałów, gani pismo i zdobienie. Wreszcie zamyka księgę, kładzie pod głowę i wpada w sen niezbyt głęboki, ponieważ głód w końcu budzi jego duszę i ulega ona swoim własnym troskom9.

Dysponując tak wnikliwym opisem dotkniętego acedią, warto też przytoczyć drugi, usiłujący uchwycić naturę tego niepokojącego stanu: Demon acedii, nazywany także demonem południa, jest najuciążliwszy spośród wszystkich demonów. Nachodzi mnicha koło godziny czwartej i osacza jego duszę aż do godziny ósmej10. Najpierw sprawia, że słońce zdaje poruszać się zbyt wolno lub wręcz nie porusza się wcale, a dzień tak się dłuży, jakby miał pięćdziesiąt godzin. Następnie przymusza mnicha, aby ciągle wyglądał przez okno i wybiegał z celi, by wpatrywać się w słońce, jak daleko jeszcze do godziny dziewiątej; albo rozglądać się tu i ówdzie, czy któryś z braci nie [nadchodzi]. Zbiera w nim wreszcie nienawiść do miejsca [w którym mieszka], do życia i do ręcznej pracy. I [podsuwa myśl], że zanikła miłość wśród braci, a nie ma nikogo, kto by go pocieszył. A jeśli jest ktoś, kto w owych dniach zasmucił mnicha, to tym także posługuje się demon, by zwiększyć jego nienawiść. Przywodzi go do tęsknoty za innymi miejscami, w których łatwiej znaleźć to, co konieczne [do życia], i rzemiosło, które wymaga mniej wysiłku, a przynosi więcej korzyści. I dodaje, że podobanie się Panu jest niezależne od miejsca. Wszędzie bowiem – mówi – można wielbić 9 Boga. Do tego wszystkiego dołącza wspomnienie bliskich i dawnego życia, i ukazuje, jak długi jeszcze żywot go czeka, stawiając jednocześnie przed oczy trudy ascezy. I jak się to
mówi, próbuje różnych sztuczek, aby mnich pozostawiwszy celę, uciekł z placu [walki]. Żaden inny demon nie podąża za demonem acedii. Tak więc po wygranej walce ogarnia duszę uspokojenie i niewysłowiona radość11

Powyżej przedstawiona została zaledwie niewielka część tego, co Ewagriusz powiedział na temat acedii. Czytając jego pisma, można odnieść wrażenie, że tematowi temu poświęcił szczególnie dużo miejsca. Niemniej wydaje się, że to wystarczy, by zastanowić się nad tym, czym jest owa zżerająca duszę mnicha acedia. Skoncentrujmy się zatem na tych opisach, w miarę potrzeby uzupełniając nasze analizy o inne cytaty. Pierwszy fragment zaczyna się opisem cierpiącego na acedię. Jest to mnich, który pod byle pretekstem usiłuje oderwać się od swych codziennych zajęć. Jego
wyobraźnia i wola co chwila wychylają się w kierunku tego, czego aktualnie nie ma w jego otoczeniu. To, co jest blisko, co mu przeznaczone, jawi się jako nieatrakcyjne i nużące. Kartkuje on księgę, liczy strony do końca, szuka każdego pretekstu, by móc odłożyć lekturę. To, co dostrzega wokół siebie, jest dla niego nieatrakcyjne, temu zaś przeciwstawia marzenia o zajęciach i rzeczach, do których nie ma dostępu. Każdy pretekst jest dobrym wytłumaczeniem, by porzucić to uprzykrzone otoczenie. Mnich czeka na gości, ucina sobie drzemkę, pogrąża się w bezużytecznej krzątaninie. Objawy acedii wydają się podobne do znanej w naszych czasach nudy. Znudzony również nie może skupić się na tym, co musi w danej chwili robić, podobnie jak anachoreta ustawicznie ziewa i łatwo zapada w senność. Znudzony nie znajduje żadnej wartości w tym, z czym musi przebywać. Wyobraża sobie za to, że wysoką wartość niosą z sobą wszystkie te rzeczy, które są wtedy poza jego zasięgiem. Mnich opisany przez Ewagriusza zachował jednak poczucie obowiązku – usiłuje usprawiedliwiać się przed samym sobą, prowadzi ze sobą swoistą grę. Wie, że odkładanie lektury nie jest niczym dobrym. Jednak wola jego jest na tyle osłabiona, że nie może zmusić się do wypełnienia nałożonej na niego powinności. Dlatego ociąga się i prowadzi z sumieniem dyskusję: gani zdobienie, zawiesza wzrok w oknie. Anachoreta ciągle walczy, dlatego acedia – tu ukazana pod postacią nudy – wydaje się uczuciem pękniętym. Na każdy argument sumienia wola wynajduje kontrargument, to zaś spotyka się z repliką sumienia. Aż wreszcie mnich zapada w sen, jednak nie jest to sen sprawiedliwego, lecz krótka i niespokojna drzemka. Po przebudzeniu znów podejmuje wyniszczającą duszę walkę. Zatem to uczucie pęknięte, stan nudy, utrzymuje człowieka w ciągłym konflikcie. Anachoreta nie jest pogodzony sam ze sobą. Ta ciągła walka przywodzi na myśl jeszcze jeden istotny moment – znajdujemy się w samym oku cyklonu, w centrum żywiołu kuszenia. Złe myśli – do których należy acedia – kuszą i uwodzą człowieka. To wyjaśnia rzecz na pozór niezrozumiałą, a mianowicie dlaczego mnisi nazywali owe myśli demonami. Żywiołem demona jest kuszenie. Szatan kusił człowieka w ogrodzie Eden, kusił Jezusa podczas postu na pustyni. Kartezjusz też używa figury wszechpotężnego zwodziciela – złośliwego demona. Demon kusiciel to postać niezwykle silna i silnie w naszej kulturze zakorzeniona. Anachoreci walczą z demonami, walczą z kuszeniem. Demony zaś kuszą przez kłamstwo – zwodzą człowieka co do prawdy, pokazują fałszywą hierarchię wartości: „Zamiast oddawać się modlitwie i czytaniu Pisma, spotkaj się z przyjaciółmi. Zamiast ćwiczyć w samotności swoją duszę – prześpij się albo zajmij czymś innym”. Przez kuszenie, przez pokazanie złudnego świata, który przed-
stawia się jako lepszy i atrakcyjniejszy, złe myśli doprowadzają do „pęknięcia” w duszy człowieka. Z jednej strony są wyznawane wartości i ważność pewnych zajęć, z drugiej zaś – argumenty przeciw tym właśnie zajęciom i deprecjacja ich wartości. W efekcie mnich jest znudzony i pod byle pretekstem porzuca to, co jest mu przeznaczone. Dzięki swej przenikliwości Ewagriusz uchwycił niezwykle istotny dla nudy rys. Pozornie bowiem człowiek znudzony jawi się jako leżący bezczynnie i biernie poddający się temu stanowi. Widać jednak, że ten spokój znudzonego, ta powolność i ospałość to nie sama nuda – to zmęczenie walką, głębokim konfliktem. Ten, którego można nazwać znudzonym, jest zarazem tym, który poddał się acedii. Czytelnik pism Ewagriusza widzi takiego mnicha już po klęsce. Rodzi się więc pytanie, czy nuda, w potocznym rozumieniu, jest demonem acedii, który powoduje ową walkę, czy też stanem zmęczenia, bezsilności wobec demona acedii. Przecież używa się pojęcia nudy do nazwania tych dwu stanów: ktoś nudzi się, lecz walczy z nudą, ale także ktoś jest znudzony – nie podejmuje żadnych prób przełamania
tego stanu. Być może dalsze analizy pozwolą rozjaśnić tę wątpliwość. Jak się jed- nak okaże, na tym demon acedii nie wyczerpuje gamy dostępnych sobie środków.

Drugi z przywołanych powyżej fragmentów pokazuje podobne objawy. Dodaje do nich, już na samym początku, dość ciekawy rys. Ewagriusz mówi o acedii, że zwana jest także demonem południa. Najczęściej przychodzi właśnie w okolicach południa, o tej porze mnich musi być niezwykle czujny. Tak jak noc przynosi radę, środek dnia daruje mu demona acedii. Piszemy o tej metaforze z dwu powodów: po pierwsze, to pod tym imieniem demon acedii zagościł w kulturze Zachodu. Termin „acedia” – co zostanie pokazane później – z ważnych powodów nie doczekał
się wyrazistego przekładu. Metafora zaś bardziej przemówiła do wyobraźni12.

Ktokolwiek przeżył porę południową w krajach o klimacie zbliżonym do panującego w Egipcie, ten doskonale rozumie, o czym pisał Ewagriusz. Nie bez powodu w tym czasie ulice pustoszeją i zamiera wszelki ruch i handel. Można sobie wyobrazić, że przebywającemu samotnie na pustyni mnichowi okres ten wydawał się jeszcze bardziej męczący i nieznośny. I tu pojawia się drugi aspekt tej metafory. Problem acedii to nie tylko kwestia walki myśli czy też walki człowieka z demonami. Demon południa przychodzi za pośrednictwem natury – nieruchomy upał jest czymś realnym, danym człowiekowi namacalnie, a nie jakimś konfliktem wewnętrznym. Oczywiście Ewagriusz doda w innym miejscu, że acedia może
najść mnicha o każdej porze dnia. Najczęściej jednak właśnie w czasie południa: dla demona acedii natura jest sprzymierzeńcem. W omawianym fragmencie Ewagriusz powtarza objawy acedii znane czytelnikowi z wcześniejszych analiz. Dodaje jednak kilka istotnych momentów i podejmuje próbę wyjaśnienia natury badanego zjawiska. Kolejnym zatem ciekawym rysem acedii jest subiektywna zmiana w przeżywaniu czasu – dzień dłuży się niemiłosiernie, czas wydaje się stać w miejscu. To zmusza anachoretę do ciągłego sprawdzania, czy słońce aby nie przesunęło się na niebie. Znudzonemu czas również się dłuży – to doświadczenie znane jest chyba każdemu człowiekowi. Na zajęciach ciekawych i przyjemnych czas mija szybko, kiedy jednak zmuszeni jesteśmy zająć się czymś, co nie ma dla nas wartości, co jest nieatrakcyjne i nudne, wówczas czas jakby złośliwie zdaje się w ogóle nie mijać. Minuty zamieniają się w godziny, a godzina zdaje się wiecznością13. Konsekwencje takich doświadczeń mogą być niezwykle poważne. Naszą wewnętrzną świadomość czasu modyfikują nasze stany, wśród nich acedia – tu rozumiana jako nuda. Tak więc subiektywna percepcja wartości może w poważny sposób mody- fikować przebieg czegoś, co jest w świadomości niezwykle głęboko zakorzenione – wewnętrzną świadomość czasu. Tu niezwykle interesujące mogłyby być badania fenomenologiczne próbujące uchwycić zależności pomiędzy „Ja” aksjologicznym a właśnie wewnętrzną świadomością czasu. Ewagriusz nie poprzestaje na opisach acedii, nie przedstawia tylko jej objawów. Stara się wyjaśnić ją i umiejscowić w szerszym kontekście. W omawianym frag- mencie ostrzega przed demonem południa jako przed najuciążliwszym z demo- nów. Mówi też, że żaden demon nie podąża za demonem acedii – ten przychodzi na samym końcu. Warto zastanowić się, jak acedia plasuje się w demonologii Ojców Pustyni, jakie są relacje i zależności między demonem południa i innymi demonami.

4. Trudności

Do tej pory opisy wskazywały dość jednoznacznie na istotę acedii. Wydaje się, że bez większych trudności można było zastąpić słowo „acedia” słowem „nuda” – objawy tych stanów zdają się być bliźniacze. W tym miejscu można by zakończyć analizy i wprowadzić do filozofii pojęcie acedii. Jednak dzieło Ewagriusza to nie tylko garść spostrzeżeń z trudności życia w odosobnieniu, bowiem acedia to tylko cząstka złożonej teorii. I właśnie w odniesieniu do tej teorii, do swoistej demonologii Ojców Pustyni, tłumaczenie acedii przez pojęcie nudy traci swą oczywistość. Sytuacja komplikuje się i skłania do dalszych rozważań. Wiadomo już, że acedia jest najuciążliwszym z demonów oraz że przychodzi na końcu, po niej żaden demon już nie następuje. Jest więc niejako finalnym akor- dem walki demonów o ludzką duszę. Jej uciążliwość i ostateczność pokazuje, że
pośród złych myśli zajmuje ona miejsce poczesne. Ewagriusz pisze również, że acedia jest wspólniczką smutku, a ten – towarzyszem acedii14. Smutek zaś, co zauważa w pismach Ewagriusza Gabriel Bunge, znawca jego myśli i dzieł, powstaje przez niezaspokojenie cielesnego pożądania15.
Istnieje więc pokrewieństwo acedii i smutku, a poprzez smutek również związki acedii z pożądaniem. Jednak smutek nie zasadza się jedynie na pożądaniu, rodzi się, jak pisze Ewagriusz, z gniewu, z niespełnionego pragnienia zemsty16. Tak więc w rozważania nad naturą acedii zostały wciągnięte jeszcze trzy demony. Bunge przywołuje słowa mnicha z Pontu, wiążące te demony w samej acedii: „Acedia jest jednoczesnym i długotrwałym pobudzeniem przez gniew i pożądanie, przy czym ten pierwszy złości się na to, co obecne, drugie zaś tęskni za tym, co nie-
obecne”17. Przywołany we wcześniejszym opisie mnich chcąc zbiec z celi z jednej strony złościł się, gniewał na to wszystko, co go otaczało, z drugiej zaś tęsknie spoglądał ku tym rzeczom, które pozostawały poza jego zasięgiem. Pragnął ich i właśnie konflikt oczekiwań z tym, co zastane, rodził w nim smutek. Smutek, pożądanie, gniew i acedia – sytuacja niebezpiecznie się komplikuje. Demon południa nie przychodzi więc samodzielnie, nie wystarczy mu tylko środek dnia i upał – potrzebuje do pomocy innych demonów. Mało tego, w stanie acedii widać działanie innych złych myśli. One są nadal obecne w acedii, wcale nie mijają, wręcz przeciwnie, zyskują nową siłę. Acedia jest jedynym demonem splecionym z innymi, jest też długotrwała. Gniew czy nieczystość szybko przychodzą, szybko też mijają. W otchłani acedii można pogrążać się miesiącami, zwłaszcza że demon południa dokonuje przedziwnej ekwilibrystyki z czasem. To niewątpliwie demon wyjątkowy i skomplikowany. Wydaje się, że z tej perspektywy już trudno byłoby go w sposób jednoznaczny nazwać nudą. W tym miejscu słuszne wydaje się podanie przykładu wyraźnie oddającego powyższe trudności. Otóż, mamy fenomen nostalgii – rozumianej na sposób romantyczny, a więc nieutulonej tęsknoty za ojczystym krajem. Emigrant, dumający na paryskim bruku, niewątpliwie zgodzi się z definicją acedii podanej u Ewagriusza. Jego stan to nienawiść do tego, co obecne, i tęsknota za tym, co nieobecne. To właśnie jest nostalgia, skierowana wyraźnie na kraj rodzinny. Jednak nikt chyba nie nazwie stanu emigranta nudą. Można więc w tym przypadku mówić o jakiejś manifestacji, modus acedii, które nie jest wszakże nudą. Acedia jest więc niejako kwintesencją demonologii Ojców Pustyni. W żadnej innej ze złych myśli demoniczne skłonności nie ulegają takiej intensyfikacji. Jest
ona, jak pisze mnich z Pontu, umiłowaniem sposobu życia demonów18. Nie dziwi więc, że do wyrażenia acedii nie wystarcza już jedno słowo: nuda. To może tłumaczyć fakt, że filozofia europejska nie uporała się z przyswojeniem tego pojęcia. Barwna metafora „demon południa” oddaje tylko część bogactwa omawianego problemu. Filozofia więc albo mówi po prostu o acedii, albo nie mówi o niej wcale, rozprawiając o innych fenomenach. Równie bezradny okazuje się Gabriel Bunge. Próbując tłumaczyć obco brzmiącą acedię stwierdza, że jeden termin jest tu niemożliwy do wskazania. Podaje za to listę pojęć pokrewnych, z których każde oddaje część prawdy o naturze acedii. Mówi o obrzydzeniu, nudzie, gnuśności, zniechęceniu, zmęczeniu, awersji, przygnębieniu, przesycie i o uprzykrzeniu, przy czym to ostatnie pojęcie wydaje się mu najbardziej adekwatne19. Tę listę można rozszerzać, mówiąc też o lenistwie, zobojętnieniu, melancholii, depresji, spleenie, apatii (we współczesnym znaczeniu). I za każdym razem pozostaje niedosyt – żadne z tylu wymienionych tu słów nie odda tego, czym w swej istocie jest demon południa.
Taki stan rzeczy rodzi poważne trudności badawcze. Coś, co na poziomie opisów wydawało się po prostu nudą, zanurzone w teorii złych myśli, czyli demonów, rozpływa się znaczeniowo, pozostaje nieuchwytne i wysoce skomplikowane – i to właśnie stanowi podstawową trudność w związku z myślą Ewagriusza. Pozostaje pytanie, czy odarcie acedii z demonologicznego kontekstu nie zniekształci jej na tyle, by zafałszować jej prawdziwą naturę, oraz czy istnieją filozoficzne możliwości przyswojenia koncepcji acedii w jej pierwotnym bogactwie.

5. Możliwości filozoficznej interpretacji

Wydaje się, że istnieją dwa możliwe podejścia odnośnie do wprowadzenia na grunt filozofii pojęcia acedii. Pierwsze z nich, najmniej atrakcyjne intelektualnie, będzie próbą ucieczki od problemu. Można powiedzieć po prostu, że Ewagriusz się pomylił. Opisywane fenomeny były zwykłą nudą, a interpretacja łącząca ową nudę z innymi demonami – niejasna i dlatego należy ją odrzucić. Co jednak począć z istotnymi momentami samej acedii, na które wskazał pontyjski mistrz duchowy? Wszak odnajduje on w acedii i smutek, i gniew, i niezaspokojone pożądanie. Jej poszczególne momenty wyraźnie odnoszą się do innych demonów. Czy momenty te nazwać demonami, czy też myślami, namiętnościami? – to problem
terminologiczny.

Druga możliwość to wskazanie na ekskluzywność doświadczenia acedii. Anachoreci egipscy przeżywali właśnie acedię, podczas gdy spokojni ludzie Zachodniej Europy przeżywają proste stany: nudę, gnuśność, uprzykrzenie – daleko ich stanom do bogactwa acedii. To tłumaczyłoby, dlaczego nie ma jednoznacznego odpowiednika „acedii” w języku. Nie ma po prostu takiego pełnego, a zarazem powszechnego doświadczenia. Wieki przeżywania różnych stanów i wieki refleksji nad nimi nie pozwalają Zachodowi dotrzeć do tajemnicy acedii. Być może to jest przypadłość dostępna tylko anachoretom, w warunkach pustynnych? Nie jest to bynajmniej ironizowanie z powagi życia duchowego Ojców Pustyni. Istnieje przecież wiele stanów, doświadczeń i przeżyć dostępnych tylko nielicznym. Tę grupę wybranych tworzą często ludzie głęboko przeżywający swą religijność, w sposób odmienny od zwyczajnych ludzi, wśród nich np. mistycy, ludzie obdarzeni różnymi charyzmatami i anachoreci, doświadczający owej ekskluzywnej acedii. To może tłumaczyć nieobecność acedii w filozofii Zachodu; jest melancholia, depresja, nuda, ale acedii – tej zgodnej z intuicjami Ewagriusza – brak.

Obydwa rozwiązania w zasadzie zamykają drogę do dalszych badań. Rozwiązują problem poprzez jego zniesienie, z tą różnicą, że pierwsze z nich jest mniej przychylne Ewagriuszowi z Pontu, drugie zaś uznaje jego przenikliwość. Czy mimo tylu trudności można jednak postawić problem ten na gruncie filozofii?

Paradoksalnie pomoc nadchodzi nie z terenu filozofii, lecz od samego Ewagriusza. Do tej pory mówiliśmy o acedii jako o stanie czy doświadczeniu. Nie odnajdując go w człowieku, podaliśmy jego istnienie w wątpliwość. Mnich z Pontu jednak wyraźnie mówi o acedii jako o chorobie duszy. Czym jest choroba? Czy można poznać chorobę, uchwycić ją w jej istocie? Choroba daje o sobie znać przez objawy, to one naprowadzają lekarza na właściwą diagnozę. Objawy bywają różne, dotyczą rozmaitych dziedzin: gorączka, ból gardła, niedyspozycja żołądkowa itp. Ta sama choroba może być dana poprzez różne objawy, różny też może być ich zestaw, mimo występowania tej samej choroby. Istnieją wreszcie objawy, które są wspólne wielu chorobom. Lekarze rozpoznają samą chorobę, potrafią na podstawie objawów zdiagnozować schorzenie, mówią o anginie czy grypie. Rodzi się jednak pytanie, co to tak naprawdę oznacza. Nazwa odnosi nas np. do drobnoustrojów, które zaatakowały nasz organizm. Jednak same wirusy nie są grypą. Nie czujemy konkretnego wirusa, lecz ból głowy, łamanie w kościach. Trudno mówić, że choroba to dana bakteria czy jej kolonie. Wszak te same bakterie w laboratoryjnej probówce nikogo nie przyprawiają o wymieniane objawy. Są przyczyną choroby, oczywiście w określonej sytuacji – same nie stanowią jedynego czynnika, sprawiającego, że zapadamy na chorobę. Ludzie mogą być odporni, zaszczepieni itp. Spójrzmy więc na acedię jak na chorobę. Aby uplastycznić tę intuicję, po raz kolejny warto oddać
głos samemu Ewagriuszowi:

Acedia jest umiłowaniem sposobu życia demonów, czyni chód chwiejnym, nienawidzi pracowitości, walczy przeciw wyciszeniu duszy, jest namiętnością udaremniającą śpiew psalmów, opieszałością w modlitwie, rozluźnieniem w ascezie, sennością zbyt wcześnie przychodzącą, snem obracającym się wokół siebie, brzemieniem szaleństwa, nienawiścią celi, przeciwniczką trudów, przeciwieństwem wytrwałości, wędzidłem dla rozmyślania, nieznajomością Pism, wspólniczką smutku, jest jakby zegarem odmierzającym porę posiłku20.

Acedia stoi więc za różnymi swymi przejawami. Sama nie jest fenomenem, nie jest nigdy dana lub przeżywana. Przeżywana może być nuda bądź melancholia, smutek czy też nienawiść – a acedia tylko niejako patronuje tym przeżyciom. Skrywa się za swymi maskami, za różnymi objawami, przez które uobecnia się w życiu człowieka. Wszystkie te objawy muszą w jakiś sposób partycypować w acedii. Zasada tego uczestnictwa nie jest jednak jasna. Tak samo jak trudno powiedzieć, co jest tak naprawdę chorobą – objawy, przyczyny, skutki, czy może wszystko naraz? Podobnie jest z acedią.

Czym zatem jest acedia? Jest chorobą duszy. Nie ma do niej dostępu, gdyż sama skrywa się za przejawami. Jest też acedia demonem. Warto przywołać figurę złośliwego demona, którą wpisał w filozofię europejską Kartezjusz. Nie mieliśmy dostępu do demona, nie wiedzieliśmy nawet, czy istnieje i jak działa. Pojawiał się tylko za pośrednictwem objawów – żywiołu kuszenia i zwodzenia. Widać do natury demonów należy to, by skrywać się za swą niecną działalnością. W tej kwestii Kartezjański wszechpotężny zwodziciel i demon południa są zgodne. Interesujące są w tej kwestii analizy Heideggera. Niemiecki filozof odróżnia fenomen jako coś, co się samo prezentuje, od przejawu, który ukazując się odnosi
do czegoś, co samo z siebie się nie ukazuje21; mówiąc inaczej: poprzez przejaw ukazuje się jako nieukazywalne. Tu Heidegger przywołuje przykład choroby i jej przejawów. Właśnie czymś takim wydaje się acedia. Zdawać by się mogło, że idea acedii została oczyszczona. Podstawowym celem niniejszego szkicu było wykazanie, że koncepcja ta, wypracowana przecież poza granicami filozofii, może być podstawą do filozoficznych analiz. Demonologia ojców Pustyni, potencjalny czynnik utrudniający jej filozoficzne badanie, odsłoniła pewną perspektywę badawczą. Oczywiście, wszelkie przedstawione powyżej interpretacje samej acedii mają charakter prowizoryczny. Ich pojawienie się w tekście ma nie tyle odsłaniać istotę zjawiska – na to jest jeszcze za wcześnie – co raczej pokazać, że filozofia (a zwłaszcza fenomenologia) może problem acedii
badać w różnych perspektywach.

Czy jednak sama acedia istnieje? Jest coś pokrewnego w takich fenomenach jak gnuśność, nuda, melancholia, uprzykrzenie. To pokrewieństwo mogą zawdzięczać właśnie demonowi południa. Mało tego, filozofia europejska zna poszczególne odsłony tego zjawiska: nudę Pascala, melancholię Kierkegaarda, mdłości Sartreʼa czy marność Jean-Luca Mariona. Coś je łączy ze sobą, lecz rzetelność filozoficzna
nie pozwala na proste sprowadzenie ich do wspólnego mianownika. Być może ukrytym fundamentem dla nich okaże się demon południa.

1. Celowo staram się unikać określenia „fenomenologiczny”. Wydaje się, że opisy Ewagriusza sytuują się dość blisko fenomenologicznej analizy przeżyć i stanów świadomości. Jednak fenomenologia, poza warstwą opisową, posiada szczegółową i świadomą siebie procedurę dochodzenia do
takich ujęć. Dlatego też pozostałbym przy bezpieczniejszym określeniu „fenomenalny”, mając na myśli opisy usiłujące uchwycić dany fenomen tak, jak on się prezentuje, a nie od razu interpretować go z perspektywy jakiejś uprzednio przyjętej teorii.

2. Informacje o życiu Ewagriusza czerpię z książki: G. Bunge OSB, Ewagriusz z Pontu – mistrz życia duchowego, tłum. J. Bednarek, A. Jastrzębski OMI, A. Ziernicki, Kraków 1998. Filozoficzne znaczenie koncepcji acedii u Ewagriusza z Pontu

3 Por. Mt 4, 1–11; Łk 4, 1–13.

4 Por. G. Bunge OSB, Ojcostwo duchowe [w:] tegoż, dz. cyt., s. 309–403

5. Por. Pierwsza Księga Starców. Gerontikon, tłum. M. Borkowska OSB, Kraków 1999; oraz Druga Księga Starców. Verba Seniorum, tłum. M. Kozera, Kraków 1996.

6. Por. Ewagriusz z Pontu, O różnych rodzajach złych myśli [w:] tegoż, Pisma ascetyczne, tłum. K. Bielawski, M. Grzelak, E. Kędziorek, L. Nieścior OMI, A. Ziernicki, Kraków 1998, t. I, s. 331–333.
 
7  Ewagriusz z Pontu, O ośmiu duchach zła [w:] tegoż, Pisma..., s. 375–403; a także: tegoż, O wadach, które przeciwne są cnotom [w:] tegoż, Pisma..., s. 407–413. Filozoficzne znaczenie koncepcji acedii u Ewagriusza z Pontu

8. Warto na marginesie wspomnieć, że cenne i ważne są uwagi Paula Evdokimova dotyczące metamorfozy, jakie przeszła koncepcja ośmiu demonów, która narodziła się na chrześcijańskim Wschodzie. Od wad wynikających z pierwszego upadku, a więc rodzaju upośledzenia czy choroby duszy w prawosławiu, do grzechów w chrześcijaństwie zachodnim. Grzech a skłonność do grzechu to dwie różne sprawy: grzechy bowiem należy potępiać, zaś chorobę leczyć. Por. P. Evdokimov, Prawosławie, tłum. J. Klinger, Warszawa 1964, s. 99–103.

9. Ewagriusz z Pontu, O ośmiu duchach zła [w:] tegoż, Pisma..., s. 394–395.

10. Chodzi tu o okres pomiędzy godziną 10.00 a 14.00. Filozoficzne znaczenie koncepcji acedii u Ewagriusza z Pontu

11. Ewagriusz z Pontu, O praktyce [ascetycznej] [w:] tegoż, Pisma..., s. 208–209.

12. Na marginesie warto dodać, że można w tym przypadku mówić o swoistej wspólnocie doświadczeń i podobnej wyobraźni językowej. Otóż „demon południa”, poetycki pomysł przebywającego na egipskiej pustyni mnicha, posiada nieoczekiwanie swój odpowiednik w tradycji słowiań-skiej, można mniemać że te metafory powstały zupełnie niezależnie. Tak więc polskie południce czy przypołudnice (zwane też diabłami lub diablicami południowymi) to rodzaj demonów, które właśnie w porze południowej dopadają chłopów pogrążonych w drzemce po ciężkiej pracy w polu. Siadały im na piersi – jak wszystkie inne zmory – powodowały duszenie i, co najbardziej interesuje, wysysały siły życiowe. Tak więc polska wyobraźnia ludowa również wypracowała swojego demona południa, jednak jest to już zagadnienie na zupełnie inne rozważania. Por. B. Baranowski, Kultura ludowa XVII i XVIII w. na ziemiach Polski Środkowej, Łódź 1971, s. 199 i nast.; oraz inne opracowania dotyczące wierzeń ludu polskiego i ludowej demonologii.

13. Warto tu przytoczyć inny przykład, wyrażający jednak tę samą intuicję: „Niejaki pan Geduldiger, co go napadło, nie wiem, wybrał się raz na «Parsifala» Wagnera. Na drugi dzień spotkał go znajomy i pyta, jak było. «No jak było...», powiada pan Geduldiger. «Co mam Panu opowiadać?
Kwadrans przed północą patrzę na zegarek, a to była dziewiąta»”. Cytat za: T. Węcławski, Nuda wieczna? [w:] Nuda w kulturze, red. P.  Czapliński, P. Śliwiński, Poznań 1999, s. 13

14. Por. Ewagriusz z Pontu, O wadach, które przeciwne są cnotom [w:] tegoż, Pisma..., s. 410–411.

15. Por. tegoż, O ośmiu duchach zła [w:] Pisma..., s. 391.

16. Tamże, s. 390.

17. Ewagriusz z Pontu, Scholia in Psalmos [w:] G. Bunge, dz. cyt., s. 214.

18. Por. Ewagriusz z Pontu, O wadach, które przeciwne są cnotom [w:] tegoż, Pisma..., s. 411.

19. Por. G. Bunge, dz. cyt., s. 206.

20. Ewagriusz z Pontu, O wadach, które przeciwne są cnotom [w:] tegoż, Pisma..., s. 411.

21. Por. M. Heidegger, Bycie i czas, tłum. B. Baran, Warszawa 1994, s. 41–44.



The Philosophical Meaning of the Concept of Acedia in Evagrius Ponticus

Evagrius Ponticus was a recluse living in the fourth century. For the purposes of ascetical practice, he described eight demons of evil – eight evil thoughts that possess the monk and lead him on a path of evil. Among these demons is acedia; this concept may be translated as ennui, sloth or idleness. This article is an attempt to respond to the question whether the analyses of Evagrius can be treated as philosophical texts and whether the monkʼs descriptions be useful in philosophical research into boredom. His ascetical writings reveal that acedia is described with an almost phenomenological insight, while his analyses of the experiences accompanying acedia are similar to research into consciousness and its
acts that occurred many centuries later. However, attempts to translate the descriptions of acedia into contemporary philosophical language, and to understand the essence of this “demon” that hides behind various symptoms, is fraught with difficulties. In this article, the author devotes attention to these issues as well as to a presentation of the phenomenon of acedia itself.