Link do wszystkich dokumentów


Julius Bahnsen


W jego studium Natura Zła (1931) Radoslav A. Tsanoff cytuje zwięzłą refleksję przedstawioną przez niemieckiego filozofa Julisa Bahnsena w 1847 roku, gdy miał on siedemnaście lat. „Człowiek jest samo-świadomą Nicością”, pisał Bahnsen. Czy będzie się uważało te słowa za niedojrzałe czy przedwczesne, należą one do starożytnej tradycji pogardy dla naszego gatunku i jego aspiracji. Niemniej jednak, panujące zapatrywania na ludzki los normalnie mieszczą się pomiędzy wykwalifikowaną aprobatą i wrzaskliwą fanfaronadą. W zasadzie, każdy pragnący posłuchu, czy nawet miejsca w społeczeństwie, może skorzystać z następującego motta: „Jeżeli nie możesz powiedzieć czegoś pozytywnego o ludzkości, to powiedz coś dwuznacznego”.

Wracając do Bahnsena, dorósł on do stania się filozofem który nie tylko nie ma nic pozytywnego do powiedzenia o ludzkości, ale który również doszedł do surowego oszacowania całej egzystencji. Jak wielu którzy próbowali swych sił w metafizyce, Bahnsen zdeklarował, że w przeciwieństwie do pozorów, wszelka rzeczywistość jest ekspresją zjednoczonej, niezmiennej siły – kosmicznego ruchu który różni filozofowie charakteryzowali w różny sposób. Dla Bahnsena, ta siła i jej ruchy były z natury monstrualne, skutkujące wszechświatem zbiorowej rzezi i wzajemnego wyżynania się wśród jej zindywidualizowanych części. Dodatkowo, wszechświat według Bahnsena nie miał nigdy śladu planu czy kierunku. Od początku był on sztuką bez fabuły i aktorów będących czymś więcej niż częściami władczego pędu ku bezcelowemu samo-okaleczaniu się. W filozofii Bahnsena wszystko jest zaangażowane w bezładną fantazję rzezi. Wszystko odrywa się od wszystkiego innego ... na zawsze. A jednak to wzburzenie nicości przebiega niezauważane przez prawie wszystko co jest weń zaangażowane. W świecie natury na przykład nic nie wie o swym uwikłaniu w festiwal masakry. Tylko Bahnsena samo-świadome Nic może poznać co się dzieje i być wstrząśnięte drżeniem chaosu na fieście.

Tak jak ze wszystkimi pesymistycznymi filozofiami, rozpoznanie przez Bahnsena egzystencji jako czegoś obcego i strasznego, nie było mile przyjęte przez samo-świadome nicości, u których szukał uprawomocnienia. Czy to dobrze czy źle, bezkompromisowemu pesymizmowi brakuje publicznego uznania. Tych paru, którzy zadali sobie trud dowodzenia ponurości życia, równie dobrze mogło się nie urodzić. Jak to potwierdza historia, ludzie zmieniają swe zdanie o prawie wszystkim, od tego w jakiego wierzą boga, do stylu ich fryzur. Ale kiedy dochodzi do egzystencjalnych osądów, ludzkie istoty generalnie posiadają niesłabnącą dobrą opinię o sobie samych i swej kondycji na tym świecie i dysponują niezachwianym przekonaniem, że nie są kolekcją samo-świadomych nicości.


Thomas Ligotti
CATHR