Link do wszystkich dokumentów



Fenomenologia narodzin w Dhammie
(z narodzinami jako warunek, starość i śmierć)



1. Rodzimy się. Przychodzimy na świat przez narodziny. Jak to zobaczymy z następujących paragrafów, jest wiele sposobów na które można myśleć o swoich narodzinach. Jednakże z fenomenologicznego punktu widzenia nasze narodziny są zawsze tu z nami. Fakt, że jest się ciągle zaangażowanym w świat swych pragnień, decyzji i trosk oznacza, że jest się narodzonym – narodziny człowieka są obecne. Oczywiście, dla kogoś nie nawykłego do myślenia fenomenologicznego, wydostanie się z nawykowego sposobu widzenia rzeczy jako czegoś jasno zdefiniowanego, czegoś namacalnego w swym doświadczeniu może być całkiem trudne. Dla takiej osoby „narodziny” są wydarzeniem z przeszłości i do tej postawy odniesiemy się w dalszych paragrafach. Jednakże, jest również prosty i łatwiej przeoczany powód niemożności uchwycenia fenomenologicznego opisu „narodzin”. W naszym języku termin „narodziny” jako desygnacja doświadczenia, niesie ze sobą pewne przeszłe konotacje. Te konotacje są absolutnie zbyteczne i zobaczymy, że powodowane są ludzkimi poglądami (diṭṭhi). To ustanowione użycie terminologii wyprowadza swe znaczenie z powszechniejszych poglądów (na poziomie ogólnoludzkim czy szczegółowiej, poziomie kultury), dotyczących natury doświadczenia jednostki. Poglądy te nigdy nie reprezentują rzeczywistego porządku rzeczy. W taki sposób, poza sposobem w jaki mówimy i jak używamy języka, nic nie zmusza nas byśmy myśleli, że narodziny mogą i powinny być rozumiane tylko jako przeszłe wydarzenie, które rozpoczęło się i zakończyło w czasie.

2. Naturalnie, do pewnego stopnia jest możliwe by uważać i rozumieć narodziny jako to co się nam zdarzyło dawno temu, nawet jeżeli nie posiadamy aktualnej wiedzy o tym wydarzeniu. Jednakże ten rodzaj ograniczonego rozumienia jest tylko możliwy w obiektywnym (naukowym) poglądzie na świat i na siebie samego. Możemy nawet pójść krok dalej i powiedzieć, że to dokładnie z powodu tego poglądu myśli się o narodzinach (i innych rzeczach, łącznie ze starością-i-śmiercią) tymi temporalnymi kategoriami. Z tego rodzaju poglądem, obiektywny świat przede mną, świat który jest w czasie zaczyna dominować nad naszym doświadczeniem czasu. Zaczyna się uważać obiekty pojawiające się w doświadczeniu jako coś bardziej fundamentalnego niż samo doświadczenie – stawia się jako drugie to co idzie pierwsze a jako pierwsze to co idzie drugie.1 W wyniku tego zaczyna się widzenie siebie obiektywnie jako byt w czasie2. W taki sposób, czas rozwija się w kategorię która stała się zewnętrzną do wszystkiego i wszystkie rzeczy jawią się jako będące w jego obrębie. Zatem widzi się, że inni się rodzą, wydarzenie ich narodzin pojawia się w czasie, gdy obserwowane zewnętrznie. Ale ponieważ wtedy człowiek samego siebie również obserwuje zewnętrznie, naturalnie (tj w zgodzie ze swym poglądem) dochodzi do założenia, że jego narodziny również miały miejsce jakiś czas temu. Zakłada się także, skoro można to zobaczyć w codziennym doświadczeniu, że śmierć wydarzy się człowiekowi w tym samym 'zewnętrznym' sensie, „jak to się przydarza innym cały czas”. Przez widzenie rzeczy w ten sposób, człowiek jako jednostka nie czuje się przez to zagrożony, aż do czasu aktualnej śmierci. I tak możemy zobaczyć, że akceptacja tego obiektywnego poglądu nie zachodzi dobrowolnie – gdy obecna jest avijjā pogląd ten rozwija się naturalnie jako najszybszy sposób oferujący pewność w groźnym świecie. Świat i własne doświadczenie stają się dającymi wyjaśnić i zmierzyć – człowiek ponownie zdobywa kontrolę.
Wróćmy do fenomenu „narodzin” który tu omawiamy. Sutty odnoszą się do „narodzin” jako:

A co jest narodzinami, co jest powstaniem narodzin, co jest wstrzymaniem narodzin, co jest drogą prowadzącą do wstrzymania narodzin? W różnych stanach istnienia, narodziny istot, ich dojście do narodzin, umiejscowienie (w łonie), generacja, manifestacja agregatów, uzyskanie baz dla kontaktu, oto co nazywa się narodzinami. M9

W ten sposób, chociaż możemy się zgodzić, że narodziny są pewnego rodzaju „początkiem”, „manifestacją agregatów”, co obliguje nas byśmy myśleli, że ten początek skończył się w tymże miejscu? Fakt, że akceptuje się i używa pięciu agregatów, fakt że jest się stale zaangażowany w świat swych zmysłów. Czy nie świadczy to o tym, że nasza manifestacja agregatów jest obecna?3 I czy można by pragnąć różnych rzeczy w świecie, gdyby te rzeczy się nie zamanifestowały? Gdyby można było uwolnić się od wszelkiego przywiązania do ciała, czy troszczylibyśmy się rozpadem i umieraniem tego ciała? To ponieważ człowiek afirmuje tą manifestację pięciu agregatów przez chęć-i-pożądanie co do nich, że uważa je jako „moje”, to starzeje się, choruje i umiera (i również doświadcza wszelkich innych cierpień możliwych w tym życiu) – z narodzinami; starość-i-śmierć. Gdyby nie było jakiegokolwiek istnienia, czy manifestacja mogłaby się zamanifestować? A gdyby nic się nie zamanifestowało, czy możliwe byłoby zawłaszczenie? I gdyby nie było niczego co należałoby do nas, czy cierpielibyśmy z uwagi na rozpad i zanik tych rzeczy? Nie, ponieważ uciekliśmy.

3. Wróćmy do kwestii tego kiedy kończą się narodziny. Właściwie, możemy nawet zapytać kiedy zaczynają się narodziny? Powszechny pogląd jest taki, że najpierw jest się poczętym i wtedy, po dziewięciu miesiącach rzeczy kończą się naszymi narodzinami. Ale kiedy poczęcie ma miejsce czy kiedy dokładnie jest się narodzonym? Czy ma to miejsce wraz z formacją embrionu czy z przecięciem pępowiny? Generalnie zaakceptowany pogląd jest taki, że narodziny kończą się z wyjściem dziecka z łona i wejściem w świat. I kiedy dochodzi do „ogólnych poglądów” wszyscy wiemy, że ludzie często mają tendencję do ślepego im zawierzenia, biorąc je za pewne przez większość lub całe swe życie, nawet bez zdawania sobie sprawy co robią. W tym wypadku „narodziny” stają się tym co zgadza się z opinią większości na ten temat. Wybiera się bycie w zgodzie z tym, co wszyscy inni myślą, gdyż większość „zawsze ma rację”. Akceptuje się bezosobowe „oni” Heideggera, jako dyktatora swych własnych wartości, znajdując w tym bezpieczeństwo. Jednakże, niezależnie jak bezpiecznym może się wydawać pogląd większości, wystarczy, że przyjdzie ktoś i powie (prawdopodobnie wspomagając się „najnowszymi medycznymi badaniami”), że narodziny właściwie kończą się wraz z uformowaniem ciała dziecka w łonie i wyjście z łona nie ma, jako takie, znaczenia przy rozważaniu narodzin. (Chociaż dla rodziców, nawet jeżeli zdarzy się tak, że będą tymi naukowcami, to prawdopodobnie ma największe znaczenie)4. Jeżeli jego wypowiedź zdoła zmienić ogólną opinię, jeżeli zaakceptuje ją większość ludzi, będziemy mieli nowy, „bardziej adekwatny” pogląd na naturę narodzin. Większość mogła się uprzednio mylić ale teraz ma rację ... do czasu aż to się nie zmieni. I znów możemy wybrać dostosowanie się do tej większości, ale niezależnie jak daleko się w tym posuniemy, wybór zawsze pozostanie osobistym i jako taki na poziomie jednostki. I tak, choć człowiek myśli to co wszyscy inni, to ciągle pozostaje odpowiedzialnym za swe myślenie. Staje się jasnym, że przez wybór opinii większości na pewny temat (w tym przypadku narodziny) kierowana wiarą w współczesną naukę (czy religię) osoba wybiera swój indywidualny pogląd na dany temat. I tak, przez decyzję by zaakceptować naukowe wyjaśnienie narodzin, człowiek decyduje się, że dla niego narodziny są czymś obserwowalnym, wydarzeniem w świecie. W taki sposób, czy jest się tego świadomym, czy nie, jest się odpowiedzialnym za znaczenie rzeczy w swym doświadczeniu. Nawet jeżeli pójdziemy dalej i powiemy, że możemy wskazać dokładny moment „narodzin”5, na przykład kiedy ma miejsce poczęcie i nawet jeżeli cała ludzkość bez wyjątku zgodzi się na to, to jednak nie odbiegnie to od natury poglądu i będzie narzucone na rzeczy w naszym doświadczeniu, podczas gdy w tym samym czasie będzie to bezpośrednio zależne od nich. W naszym przypadku bardzo prawdopodobne byłby to „pogląd obiektywny” co oczywiście bazuje na osobistych preferencjach i inklinacjach6. W taki sposób dla puthujjany wyjście-z-łona jest tym, co jest narodzinami. Jego narodziny istnieją.

Budda odwrotnie, mówi o naturze narodzin, jako fenomenu (dhammy) w naszym doświadczeniu. Nie odnosi się do narodzin jako wydarzenia w czasie, na co nawet puthujjanowie nie mają tego samego zdania i to może być dostrzeżone w zwykłym opisie paticcasamuppady. Tak jati odnoszą się do tej „natury” narodzin i wszelkie temporalne wydarzenia nie mają tu żadnego znaczenia. Gdyby nie było manifestacji (jako takiej) agregatów, puthujjana nie byłby zdolny uważać jakiegokolwiek doświadczenia (w tym przypadku wyjścia z łona) jako swoje7 narodziny8. W taki sposób, człowiek nie cierpi z uwagi na narodziny jako wydarzenie mające miejsce w przeszłości, człowiek cierpi z uwagi na naturę narodzin w teraźniejszości. W kontekście współzależnego powstawania, narodziny strukturalnie poprzedzają starość-i-śmierć. Starość-i-śmierć to nie „narodziny”, ale nie byłoby ich bez narodzin – razem powstają i razem giną. I tak, to z „narodzinami”, starość-i-śmierć (i żal, płacz, ból, smutek i rozpacz) mają miejsce. W konsekwencji, gdybyśmy mieli dyskutować jaramaranam, moglibyśmy powiedzieć, że to ponieważ starość-i-śmierć są obecne, to człowiek zestarzeje się i umrze (i będzie cierpiał) w czasie. Ale gdyby mu się udało dzięki zrozumieniu Dhammy uwolnić od „istnienia” - doprowadzić je do końca - „narodziny” i starość-i-śmierć przestałyby dla niego istnieć: i wszelkie temporalne okazje do cierpienia przestałyby być jego cierpieniem, gdyż nie będąc zrodzonym, człowiek nie miałby pragnienia wtrącać się w nie – byłby wolny.

5. Pozwolę sobie powiedzieć coś więcej, dla tych którzy znajdują trudnym zaakceptowanie tej egzystencjalnej (fenomenologicznej)  metody9 i zastosowaniem jej w Dhammie. Możemy odsunąć na bok Sartre'a, Heideggera i im podobnych i nie zgodzić się na to co mówią oni o narodzinach. Jednakże nawet w takim wypadku, ciągle nie potrzebujemy wychodzić poza opis współzależnego powstawania aby zobaczyć, co Budda miał na myśli przez „narodziny”. W M9 jest powiedziane:

Jak tylko szlachetny uczeń zrozumie narodziny, powstanie narodzin, wstrzymanie narodzin i drogę do wstrzymania narodzin, w ten sposób jest on człowiekiem o właściwym poglądzie z prostym poglądem, mającym doskonałe zaufanie do Dhammy, będącej prawdziwym obiektem wiary, który osiągnął.

W taki sposób szlachetny uczeń ariyasavaka, może dzięki zrozumieniu „narodzin” w takim samym znaczeniu w którym zrozumiał Cztery Szlachetne Prawdy – bezpośrednio i bez uskoku czasu – uwolnić się i zostać arahatem. I tak można usłyszeć zapytanie: czy byłoby to możliwe gdyby „narodziny” nie były czymś co jest już jakoś teraz obecne10 jako fenomen w naszym doświadczeniu? Jak można by zrozumieć narodziny bezpośrednio i bez użycia czasu? Gdyby nasze narodziny były rzeczywiście odległym wydarzeniem prawdopodobnie na jakimś oddziale położniczym, nasz los zgodnie z M9 byłby przesądzony, gdyż wydarzenie narodzin już przeminęło i nie może być zrozumiane bezpośrednio. Na szczęście, nasze narodziny nie są w przeszłości i tak możemy, jeżeli zdecydujemy się podążyć za Nauką Buddy, przestać obecnie uważać narodziny jako nasze i czyniąc tak, usunąć się z domeny starości-i-śmierci, żalu, płaczu, bólu, smutku i rozpaczy. Ucieczka jest możliwa.

Bhikkhu Ninoslav Ñāṇamoli


Uwagi

1 Maurice Merleau-Ponty w swojej Fenomenologii percepcji s.89, pisze:
Odklejam się od swojego doświadczenia i przechodzę do idei. Tak jak przedmiot, idea musi być taka sama dla wszystkich, ważna we wszystkich czasach i we wszystkich miejscach, a indywiduacja przedmiotu w jakimś punkcie obiektywnego czasu i obiektywnej przestrzeni wydaje się ostatecznie jakby wyrazem uniwersalnej władzy ustanawiającej. Nie zajmuję się już moim ciałem ani czasem, ani światem, jakich doświadczam w przedpredykatywnej wiedzy, w wewnętrznej z nimi komunikacji. Mówię już tylko o moim ciele jako pewnej idei uniwersum, o idei przestrzeni i o idei czasu. Tak powstaje „myślenie obiektywne” (w sensie Kierkegaarda) – wspólne nauce i zdrowemu rozsądkowi – które w końcu sprawia, że tracimy kontakt z doświadczeniem percepcyjnym, którego jest ono przecież wynikiem i naturalnym przedłużeniem. Całe życie świadomości zmierza do ustanowienia przedmiotów, ponieważ jest ona świadomością, to znaczy samowiedzą, tylko o tyle, o ile skupia się i ujmuje siebie w podlegającym identyfikacji przedmiocie. A jednak absolutne ustalenie choćby jednego przedmiotu oznacza śmierć świadomości, ponieważ sprawia, że całe doświadczenie nagle zastyga, podobnie jak roztwór, do którego wrzucono drobinę kryształu.

2 Czas, jako fenomen w czyimś doświadczeniu, jest uważany jako bardziej pierwotny (czytaj trwały) niż doświadczanie rzeczy. Rzeczy wydają się przychodzić i odchodzić, podczas gdy czas trwa.

3.Co więcej, nic nie obliguje nas byśmy uważali,  że„manifestację agregatów” odnosi się do wydarzenia wyjścia-z-łona, weźmy choćby M38 gdzie mówi się że po spełnieniu trzech określonych warunków następuje „zejście do łona”. W taki sposób agregaty wydają się być już obecne na etapie embrionu. (Cf. również A.III, 61/i, 176-7)

4.Zatem, nie jest  przypadkiem, że jest to najpowszechniej uważane za narodziny.

5.To samo w sobie jest niemożliwością, gdyż „dokładność” w każdej dziedzinie nauki, jest determinowana przez możliwości percepcyjne jednostki. (Cf. Ñāṇavīra Thera, Notes on Dhamma, FUNDAMENTAL STRUCTURE, Static Aspect, para. 16.)

6.To bardzo mało prawdopodobne by cała ludzkość zgodziła się na to (bądź na cokolwiek innego) gdyż ludzie nie są wszyscy tacy sami. Narodziny dziecka, w tym przypadku, niesie różne znaczenie dla różnych jednostek. Widzenie matki będzie odmienne od widzenia naukowca z jego troskliwie kultywowaną postawią niezaangażowania. W taki sposób, jakie kto ma uczucia wobec narodzin, jak je postrzega, jakie ma wobec nich intencje, to determinuje czym narodziny są dla niego.

7 Sartre: A jednak znajduję absolutną odpowiedzialność za fakt, że moja faktyczność (tu oto fakt moich narodzin) jest bezpośrednio niepojmowalna czy nawet niewyobrażalna, gdyż fakt moich narodzin nigdy nie jawi się jako brutalny fakt ale zawsze z rzutującą rekonstrukcją mnie dla niego. Jestem zawstydzony byciem zrodzonym, bądź cieszę się z tego, albo w próbie uwolnienia się od tego życia, potwierdzam, że żyję i uważam to życie za złe. W taki sposób, w pewnym sensie wybieram bycie zrodzonym. Sam ten wybór jest integralnie dotknięty faktycznością, skoro nie jestem w stanie nie wybierać, ale z kolei ta faktyczność pojawi się tylko na tyle o ile przekroczę ją ku swoim celom. Ta faktyczność jest wszędzie, lecz niepojmowalna; nigdy nie spotkałem się z niczym, poza moją odpowiedzialnością. Oto dlaczego nie mogę zapytać: „Dlaczego się urodziłem?” lub przekląć dzień moich narodzin, lub zdeklarować, że nie prosiłem się by być urodzonym, gdyż te liczne postawy wobec moich narodzin, tj wobec faktu, że realizuję obecność w świecie – są absolutnie niczym innym jak tylko drogą przyjęcia pełnej odpowiedzialności za te narodziny i uczynienia ich moimi.  Egzystencjalizm jest Humanizmem z rozdziału „Wolność i Odpowiedzialność

8.To może być powiedziane nawet bardziej precyzyjnie: temporalne rzeczy (wydarzenia w czasie) są możliwe tylko ponieważ jest tam atemporalna struktura (natura czasu), czas jest drugorzędny w stosunku do czyjegoś doświadczenia. Stąd w/p jest określane jako akalika – bezczasowe (Cf. Ñāṇavīra Thera, Notes on Dhamma, NP. & FUNDAMENTAL STRUCTURE) Oto dlaczego widzimy w M9, że szlachetny uczeń, przez zrozumienie „istnienia”, narodzin” czy starości-i-śmierci odpowiednio, dochodzi do tego samego rezultatu – całkowitego uwolnienia się od cierpienia. Współzależne powstawanie może być zrozumiane przez zrozumienie wszystkich, czy jednej z jego części, gdyż każda z nich reprezentuje, czy raczej jest zasadą symultanicznego zależnego powstawania: kiedy to jest – to jest (imasmiṃ sati idaṃ hoti).

9. Nie jesteśmy zainteresowani konkluzjami (czy jak powiedziałby Ven Nanavira ich brakiem) jakie wyciągnęli z samej metody.

10. Cf. Ñāṇavīra Thera, op. cit., NP., para. 9 & 10 Ważne jest zauważyć to „jakoś”. Jeżeli puthujjana nie jest zadowolony ideą narodzin jako czymś co mu wydarzyło się w przeszłości i przyzna, że musi tu być jakiś inny sposób w jaki narodziny są teraz obecne i jeżeli przyzna, że nie widzi tego sposobu, może uczynić wysiłek i w końcu go znaleźć.



Dalej, autor udziela wyjaśnień na wątpliwości czytelnika.

Dziękuję, że poświęciłeś czas by przekazać swoje uwagi odnośnie eseju. Po pierwsze, pozwolę sobie powiedzieć, że zgadzam się z tobą, iż cała sprawa mogła być potraktowana przy użyciu opisu poglądu o jaźni. Jednakże, uniknięcie tego rozwiązania było rozmyślne i wynikało ze sposobu prezentowania tematu. Celem mojego eseju nie było wyjaśnianie doświadczenia, ale opisanie go, z nadzieją, że pewni czytelnicy sami dla siebie zobaczą to co było opisane. W taki sposób, mógłbym powiedzieć dokładnie to co powiedział Czcigodny Nanavira i co cytowałeś:

Fundamentalne upadana czy „utrzymywanie” to attavada co jest utrzymywaniem wiary w „ja”.(patrz Majjhima ii,1 <M.i,67>) Puthujjana bierze to co pojawia się jako jego „ja” za pewnik i tak długo jak to trwa, kontynuuje on bycie „ja”, przynajmniej w swym własnym widzeniu (i w oczach tych innych jak on sam). To bhava czy istnienie. Puthujjana wie, że ludzie się rodzą i umierają a skoro myśli „moje ja istnieje” to również myśli „moje ja się urodziło” i „moje ja umrze”. Puthujjana widzi „ja”do którego odnoszą się słowa „narodziny i śmierć”.

Jednakże sprawa jest taka, że gdybym to uczynił, byłbym narażony na ten sam typ krytyki, który ludzie kierowali do Czcigodnego Nanaviry. Wiem, że całkiem sporo ludzi odrzuciło jego opis współzależnego powstawania ze względu na niemożność zaakceptowania „narodzin” jako czegoś co jest obecne. Moim celem było wpłynąć na ich zrozumienie na innym poziomie, i aby tego dokonać moje podejście musiało być skoncentrowane na ukazaniu natury poglądów (z attavadą będącą głównym z nich), co jak myślę uczyniłem jasnym w początkowych paragrafach. Tak jak powiedziałem w para 3 – [natura poglądów] jest "narzucona” na rzeczy w naszym doświadczeniu, podczas gdy w tym samym czasie bezpośrednio od nich zależy. W taki sposób, przez zrozumienie natury poglądów, czytelnik pośrednio zrozumiałby też pogląd-o-jaźni i wtedy sam zobaczył, że Czcigodny Nanavira miał rację w swej ekspozycji współzależnego powstawania. Mogłem ujawnić te intencje na początku eseju, ale bałem się, że może to być odebrane jako pewnego rodzaju tezy, które próbuję udowodnić. W takim przypadku czytelnik nie ma potrzeby by się angażować, może pozostać obserwatorem z dystansu i na końcu zadecydować, czy autor miał rację, czy się mylił, zgodnie ze swoją opinią. To tą 'opinię” próbowałem podminować, choć nie bezpośrednio oczywiście, przepraszam, jeżeli się mi to nie udało.

Spytałeś: Czy narodziny nie są obecne jako idea lub pogląd, który odnosi się do bycia zrodzonym?
Moja odpowiedź jest w para 3: W taki sposób dla puthujjany wyjście-z-łona jest tym, co jest narodzinami. Jego narodziny istnieją. Subtelne i kluczowe rozróżnienie jest tutaj: to ten pogląd odnosi nas do wydarzenia wyjścia z łona, nie „narodziny” jak wydajesz się sugerować. Jati odsyła nas do manifestacji (tj natury) agregatów, którą puthujjana decyduje się identyfikować z wydarzeniem bycia zrodzonym. Przez nie widzenie tego, to jest z powodu jego poglądu, myśli on, że jego narodziny były w przeszłości; puthujjana bierze swe narodziny za to co wskazuje mu jego pogląd. I tak długo jak nie rozumie on natury poglądów, puthujjana nie będzie zdolny by od nich uciec i w naszym przykładzie uciec od „narodzin” jako takich. Pozostaje więc puthujjaną.

Nie wchodząc zbytnio w szczegóły, dla których ludzie po prostu mogą ponownie przeczytać esej, punkt który starałem się wykazać jest taki, że jati w opisie w/p odnosi się do natury narodzin; i ta natura nie jest wydarzeniem w przeszłości – tak samo jakim jest przejawianie-się-w-świecie. Ale znów, to nie jest to co oznacza jati w kontekście w/p.  To, tak długo jak puthujjana jest ignorantem na temat natury rzeczy – w tym przypadku natury narodzin – wydarzenia-w-świecie mogą się do niego stosować: urodził się i umrze. Jego istnienie jest. Zauważ również, że istnienie puthujjany jest  jego jaźnią, nie ma temporalnej sukcesji tych rzeczy – kiedy puthujjana jest, jest jako jaźń. To dlatego powiedziałem: ... jeżeli dzięki zrozumieniu Dhammy uwolniłby sie od „istnienia” - doprowadził je do końca - „narodziny” i starość-i-śmierć przestałyby dla niego istnieć: i wszelkie temporalne okazje do cierpienia przestałyby być jego cierpieniem. I to również dlatego ariyasavaka może zrozumieć „narodziny” w tym samym sensie, jak rozumie Cztery Szlachetne Prawdy – bezpośrednio i bez uskoku czasu – uwolnić i stać się arahatem.
Mam nadzieję, że to czyni pozycję z której wychodzę jaśniejszą.