Link do wszystkich dokumentów


ETYKA HONORU SOKRATESA
REFLEKSJA NAD „GORGIASZEM” PLATONA

Niniejsza publikcja ukazała się w: Zeszyty Historyczno-Teologiczne. Rocznik Collegium Resurrectianum, rok XII nr 12/2006, Kraków 2006, ss. 295-301.

1. Honor według Sokratesa
 
Sława szukająca miejsca zamieszkania w ludzkiej pamięci, przekazywana z pokolenia na pokolenie, była znakiem nieśmiertelności nie tylko dla starożytnych Greków. Głębokie pragnienie, ażeby nie przeminąć zapomnianym, aby wpisać się w dzieje świata, czy też zostać zapisanym w księdze żywota, wypełniało, wypełnia i będzie wypełniać ludzkie serca. Jednakże w tym miejscu zapewne zadrży wielu, słysząc dramatyczne pytanie: a jeśli nieśmiertelności żadnej nie ma? A może ona nie jest niczym więcej niż tylko mrzonką, która wkradła się bezzasadnie pomiędzy ludzi? W odpowiedzi na to pytanie zawarta jest wartość egzystencjalnych wyborów, które mają decydujący wpływ na kształt całego naszego życia. Jeśli nie ma nieśmiertelności, wówczas może zrodzić się myśl, według której całe nasze życie jest mniej lub bardziej absurdalnym, niezrozumiałym przypadkiem. Martin Heidegger użyje wyrażenia: „w-rzucenie w świat”. Otóż człowiek istnieje, mając tego świadomość, lecz niestety, nie potrafi on dotrzeć, według Heideggera, do fundamentalnych odpowiedzi na pytania: skąd pochodzi i dokąd zmierza. Stan ten doskonale opisał Søren Kierkegaard, nazywając go egzystencjalnym stadium estetycznym. „Smutne w życiu ludzkim jest to, że tak wielu przegranych ludzi żyje sobie spokojnie; oni przeżywają swoje lata, ale nie w ten sposób, żeby treści ich życia progresywnie się rozwijały, aby je w tym rozwoju naprawdę zasymilować, ale snują nić życia poniekąd z siebie, znikają niczym mary senne, ich nieśmiertelna dusza rozprasza się, nie niepokojąc się pytaniem o swój nieśmiertelny charakter; oni właściwie już obumarli, zanim stali się martwi”[1]. W takiej sytuacji ludzkiemu życiu patronuje postać Dionizosa, który „nie znał granic w rozpuście, jedzeniu i piciu [2]. Nie znajdując podstawowych odpowiedzi, człowiek doświadcza pewnego stanu zawieszenia egzystencji, przeżywa własne życie w tragicznym horyzoncie mniej lub bardziej uświadomionej rozpaczy.

            Istnieje jednakże druga możliwość, zawarta w pytaniu: a jeżeli nieśmiertelność nie jest jedynie pustym marzeniem? Jeśli jest ona rzeczywistością? Wtedy w całej ostrości pojawia się pytanie o dobro i zło. Kategorie przyjemności i nieprzyjemności stają się niewystarczające. Powstaje pytanie, które bezpośrednio dotyczy jakości ludzkiego życia: jakie życie jest życiem tak dobrym, ażeby nieśmiertelność stała się wiecznością szczęśliwą? Sokrates przypomina postulat umieszczony na świątyni delfickiej – gnothi seauton. Poznaj samego siebie. Jeśli człowiek naprawdę chce się dowiedzieć, kim jest, musi się przyjrzeć dobru i złu. Musi dostrzec siebie w horyzoncie dobra, które go wzywa, i zła, które go kusi. Musi przyjrzeć się wierności i zdradzie, które stają się miernikiem prawdziwości egzystencji. W tym horyzoncie pojawia się jeszcze jedno pytanie: jakie znaczenie ma dla człowieka honor. Honor, według Sokratesa, stanowi klucz do tajemnicy człowieka.
            Czym jest honor? Wiemy już, że dla Sokratesa honor jest wartością decydującą zarówno o jakości ludzkiego życia, jak i o pośmiertnym losie człowieka. Można by rzec, że prawdziwa sława, a zatem także i nieśmiertelność stanowią nagrodę dla ludzi honoru. Czym zatem jest honor? Dla Sokratesa jest on przede wszystkim odblaskiem największej idei, o jakiej człowiek potrafi pomyśleć, idei Dobra[3]. Honor jest postawą człowieka, który wybiera wierność Dobru, niezależnie od okoliczności, choćby nawet najbardziej niepomyślnych. „Mogę w oczach innych – pisał Søren Kierkegaard – stracić swoje bogactwo, honor i siłę ducha, a mimo to nie ponieść szkody na duszy swojej, ale mogę wszystko to pozyskać, a szkodę ponieść”[4].
 
2. Dwie drogi
 
            „Pięknego i dobrego męża i kobietę nazywam ludźmi szczęśliwymi, a niesprawiedliwych i zbrodniarzy nędznikami”[5]. Wspomnieliśmy, że honor, według Sokratesa, jest przede wszystkim odblaskiem idei Dobra. Dla człowieka honoru Dobro staje się ścieżką życia. Co więcej, Dobro stanowi również źródło prawdziwego szczęścia. Dlatego, mówi Sokrates: „najszczęśliwszy [jest] ten, który nie ma zła w duszy”[6]. Największym bowiem nieszczęściem człowieka jest zło, które plami duszę. Stwierdza Sokrates: „najbrzydsza jest niesprawiedliwość i w ogóle podłość duszy”[7]. Z niej bierze początek złe postępowanie. Najokropniejszym zaś złem, uczy Sokrates, jest zadawanie krzywd[8]. Dlatego też „jeśliby konieczne było albo krzywdę wyrządzić, albo ją ponieść, to wolałbym raczej krzywdę znieść niż wyrządzać”[9]. Sokrates przyjmuje taką postawę – choć dotknąć go mogą cierpienie lub krzywda – ponieważ wie, że piękno jego duszy pozostanie bez uszczerbku. W tym miejscu nauka Sokratesa zbiega się z późniejszym nauczaniem Jezusa Chrystusa, który mówił: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swą duszę?”[10]. Zachować piękno duszy to zatroszczyć się o to, by Dobro znalazło w niej swoje miejsce, swoje zadomowienie. Ten ideał życia domaga się od człowieka pielęgnacji dwóch istotnych wartości, którymi są mądrość i odwaga. Dzięki mądrości można bowiem odróżnić nie tylko dobro od zła, lecz także prawdę od iluzji, która nierzadko czyni człowieka swoją ofiarą. Dobro domaga się też odwagi, mężnego stanięcia naprzeciw zła, bez paraliżującej obawy i lęku. Stąd też największymi przeszkodami prawdziwego Dobra są głupota i tchórzostwo. Jedno i drugie potrafią uczynić człowieka niewolnikiem zła. Jedno i drugie o ile odnoszą zwycięstwo nad człowiekiem, oddzielają go od własnego jestestwa. Ten, kto jest ich niewolnikiem, nie może powiedzieć: jestem sobą.

Człowiek mądry i odważny nie oddaje swojego losu pod cudze panowanie, ale sam bierze pełną odpowiedzialność za swoje życie, przeżywając je na miarę poznawanego Dobra. W ten sposób staje się on prawdziwie sobą. Przekonuje zarazem, że jest wierny sobie i jest człowiekiem honoru. Krocząc odważnie drogami poznanego Dobra, człowiek potwierdza to, że jego życie jest dobre, szczęśliwe i święte. Mówi Sokrates: „człowiek rozumnie panujący nad sobą, będąc sprawiedliwym i odważnym, i zbożnym, będzie mężem dobrym w całej pełni, a będąc dobrym, będzie wszystko dobrze i pięknie czynił, cokolwiek by robił, a kiedy mu się tak pięknie będzie wiodło, będzie miał święte życie i szczęśliwy będzie”[11].
Człowiek, który w swoim życiu zachowuje piękno duszy, świadczy o największej cnocie, jaką znał świat grecki, o dzielności. Temu zaś, kto jest prawdziwie dzielnym człowiekiem, należą się zawsze cześć, szacunek i honor.
 
3. Dramat wierności
 
„Z życiem ducha jest tak, jak to się dzieje z wieloma kwiatami – ich korony ukazują się na końcu”[12]. Prawdziwa dzielność nie jest cnotą, którą posiada tłum. Dzielność realizują Jednostki. Za tę cnotę bohater nie tylko otrzymuje wieniec sławy, lecz także odkrywa dzięki niej najcudowniejszą z tajemnic, własne jestestwo, swoje najgłębsze ja, to ja, które jest zarazem świadectwem bycia sobą. Mówi Sokrates: „wolałbym, niechby mi raczej lira była niestrojna i fałszywie brzmiała, niechby tam raczej chór, któremu bym przodował, niechby się ze mną większość ludzi nie zgadzała, a twierdziła przeciwnie niż ja, aniżelibym ja sam, jedną jednostką będąc, miał nosić w sobie rozdźwięk wewnętrzny i sprzeczne myśli wygłaszać”[13].

            W tym miejscu dotykamy najbardziej istotnego punktu w etyce. Oto moment najtrudniejszy w życiu człowieka, a zarazem najpoważniejszy, moment wyboru. Kierkegaardowskie: albo-albo, od którego wszystko zależy. Przekonanie tłumu staje naprzeciw świadomości Jednostki. Argumentem tłumu jest ilość, masa, liczba, reputacja: wszyscy tak mówią, wszyscy tak sądzą, wszyscy tak robią, wszyscy tak myślą… W tłumie pojawia się swoiste poczucie bezpieczeństwa. Wydaje się, że ukryty w tłumie jestem bezpieczny. Co jest argumentem Jednostki? Poczucie powinności: tak trzeba, które jest najczęściej samotnym przekonaniem, cichym głosem sumienia, szeptem serca. Tłum i Jednostka. Krzyk tłumu i subtelne przekonanie Jednostki. Dramat polega na wyborze, po której stronie należy stanąć.

            Pamiętamy dramat Sokratesa, skazanego większością głosów na niesprawiedliwą śmierć. Podczas obrony przed sądem przysięgłych, składającym się z pięciuset sędziów, wybranych losowo spośród wszystkich obywateli Aten na okres jednego roku, Sokrates przepowiedział: „wielka przeciwko mnie nienawiść istnieje, i to z wielu stron, to bądźcie przekonani, że jest święta prawda. I to jest to, co mnie zgubi; ani Meletos, ani Anytos, ale potwarz ze strony wielu i zawiść. One już i wielu innych i dzielnych ludzi zgubiły, a myślę, że i gubić będą. Zgoła nie ma obawy, żeby to na mnie stanęło”[14]. W tym miejscu trudno nie wspomnieć Chrystusa, którego niesprawiedliwie skazano na śmierć, ażeby spełnić wolę podburzonego tłumu.

Najistotniejszą wartością staje się wierność sumieniu, wierność sobie. Z jednej strony krzyk tłumu, z drugiej szept serca. Ocalić imię czy też rozpłynąć się w masie? Kiedy rzeczywiście ocalam siebie: kiedy ocalam ciało czy gdy ocalam duszę? Sokrates doskonale wyraził swoje stanowisko w tej sprawie: „Ja, wiesz, Kaliklesie, wierzę tym słowom i tego patrzę, żebym pokazał sędziemu duszę jak najzdrowszą. Więc nie dbam o zaszczyty, które tak ceni ludzki tłum, prawdy szukam i będę się starał istotnie, ile tylko potrafię, i żyć jak najlepiej i kiedy umrzeć przyjdzie, umrzeć”[15]. Dla Sokratesa i jego naśladowców subtelny głos sumienia więcej znaczy niż krzyk zakłamanego tłumu. W tej cudownej ciszy wnętrza człowiek odkrywa samego siebie, odsłania się przed nim prawda własnego jestestwa. Serce, które bije rytmem Dobra, przywołuje człowieka ku sobie. „Więc, proszę cię, posłuchaj mnie i chodź za mną tam – zaprasza Sokrates – gdzie cię czeka szczęście za życia i po śmierci, jak wywód rozumny powiada. I nie dbaj o to, że ktoś będzie na ciebie patrzał przez ramię, jak na obranego z rozumu, i że cię sponiewierać gotów, jeżeli zechce i, na Zeusa, z dobrą miną weź ten policzek od niego; nic cię strasznego nie spotka, jeśli istotnie będziesz piękny i dobry, jeśli będziesz się ćwiczył w dzielności”[16].
 
4. Honoru nie wolno sponiewierać [17]
 
„Mnie się zdaje, że gorszy człowiek «nie ma prawa» zaszkodzić lepszemu. Pewnie, może go zabić, skazać na wygnanie, pozbawić czci i praw. Tylko że te rzeczy on pewnie uważa, i ktoś inny może, za wielkie nieszczęścia, a ja zgoła nie uważam; znacznie większe nieszczęście robić to, co on teraz robi: niesprawiedliwie nastawać na życie człowieka”[18].

            Historia nazwała ich bohaterami. Religia, która także jest szczególnego rodzaju historią – historią zbawienia, nazwała ich świętymi. Grecy mówili o nich: herosi. Wszyscy oni to mężowie najdzielniejsi – ludzie honoru. To oni dokonywali zmiany historii, odkłamywali świat, stawali się ważnymi symbolami odwagi i nadziei w walce ze złem. Świadectwo ich życia, nierzadko cierpienia, a nawet śmierci ciągle ludzkości przypomina: „honoru nie wolno sponiewierać”. Kto pragnie iść drogą honoru, ani nie może się lękać, ani też nie może zrezygnować z nieustannego poszukiwania mądrości. Kto chce kroczyć ścieżką honoru, ten musi wiernie podążać za odkrywanym w swoim wnętrzu Dobrem. „Przegrywam, bo za mało mam nie argumentów, tylko bezwstydu i bezczelności, i zbyt mało mi się chce mówić wam takich rzeczy, których wy byście słuchali najchętniej: gdybym tu płakał i jęczał i gdybym nie wiadomo co wyprawiał, i mówił rzeczy poniżej mojej godności, jak ja uważam, takie, jakieście zwykli słyszeć od innych. Tymczasem ja ani przedtem nie uważałem za stosowne robić niczego podłego z uwagi na niebezpieczeństwo, ani mi teraz żal, żem się w ten sposób bronił; wolę zginąć po takiej obronie niż tamtym sposobem żyć”[19]. 
 
[1] S. Kierkegaard, Albo-Albo, t. II, przeł. K. Toeplitz, Warszawa 1982, ss. 224-225.
[2] J. Tischner, Wokół Biblii. Z ks. Józefem Tischnerem rozmawia Ewelina Puczek, Kraków 2005, s. 172.
[3] Pamiętajmy, że termin idea Dobra nie oznacza tutaj wymysłu człowieka. Idea Dobra, według Sokratesa, jest zasadą (początkiem) wszystkiego. Jest ona transcendentna, lecz nie nieosiągalna. Dlatego mówiąc o niej, Platon posługuje się metaforą słońca. „(…) jak słońce udziela rzeczom nie tylko widzialności, ale także powstawania, wzrostu i pożywienia, samo nie będąc «stawaniem się» (γένεσις), tak i idea dobra, chociaż sama nie ma «bytu», ma dawać byt (τό είναι καί τήν ούσίαν) temu, co jest poznane w myśleniu”. Zainteresowanych szerzej zagadnieniem idei Dobra odsyłam do tekstu Hansa-Georga Gadamera Idea dobra w dyskusji między Platonem i Arystotelesem, przeł. Z. Nerczuk, Kęty 2002.
[4] S. Kierkegaard, Albo-Albo, t. II, dz. cyt., s. 297.
[5] Platon, Gorgiasz. Menon, przeł. W. Witwicki, Kęty 2002, s. 46.
[6] Tamże, s. 59.
[7] Tamże, s. 57.
[8] Por. tamże, s. 44.
[9] Tamże.
[10] Mt 16, 26.
[11] Platon, Gorgiasz. Menon, dz. cyt., s. 99.
[12] S. Kierkegaard, Powtórzenie. Przedmowy, przeł. B. Świderski, Warszawa 2000, s. 47.
[13] Platon, Gorgiasz. Menon, dz. cyt., s. 65.
[14] Tenże, Dialogi (Obrona Sokratesa), przeł. W. Witwicki, Warszawa 1993, ss. 194.
[15] Tenże, Gorgiasz. Menon, dz. cyt., s. 120.
[16] Tamże, ss. 122-123.
[17] Wyrażenie użyte w gwarze góralskiej przez J. Tischnera w: Idzie o honor, Kraków 1994, s. 3.
[18] Platon, Dialogi (Obrona Sokratesa), dz. cyt., ss. 196-197.
[19] Tamże, ss. 204-205.

 Więcej ciekawych artykułów Stefana Szarego na stronie: http://www.stefan-szary.pl.tl/