Link do wszystkich dokumentów


Astolphe de Custine
Listy z Rosji
wypisy

Panie, oni mają dwie fizjognomie – nie mówię o sługach, ci nie mają żadnej, mówię o panach; ci, gdy zsiadają ze statku, żeby się udać do Europy, mają minę swobodną, wesołą, zadowoloną – to konie, co zerwały uzdę, ptaki wypuszczone z klatki. Mężczyźni, kobiety, starzy i młodzi – wszyscy się cieszą jak uczniowie w czasie wakacji. Wracając, te same osoby mają twarze wydłużone, ponure, cierpiące; mówią krótko, strzępami zdań, czoło mają stroskane. Z tej różnicy   wywnioskowałem, że kraj, który się opuszcza z taką radością, a do którego się wraca z takim żalem, to niedobry kraj.

Rosjanie nie zostali urobieni w tej świetnej szkole dobrej wiary, z której rycerska Europa potrafiła tak skorzystać, że wyraz honor był długo synonimem wierności słowu, i że słowo honoru jest wciąż jeszcze świętością nawet we Francji, gdzie zapomniano tylu rzeczy. Szlachetny wpływ rycerzy krzyżowych zatrzymał się w Polsce razem z wpływem katolicyzmu. Rosjanie są wojownikami, ale dla zdobywania, walczą z posłuszeństwa i z chciwości, podczas gdy rycerze polscy wojowali wyłącznie z miłości sprawy.

Podczas gdy Europa ledwo dyszała z wysiłków czynionych przez całe wieki dla wydarcia Grobu Pańskiego niewiernym, Rosjanie płacili daninę mahometanom za rządów Uzbeka, a jednocześnie wciąż przejmowali od Bizancjum, zgodnie z nabytym przyzwyczajeniem, jego sztukę, naukę, obyczaje, religię, politykę z jej tradycjami hipokryzji i krętactwa oraz jego odrazę do krzyżowców łacińskich. Gdy rozważymy wszystkie te przesłanki religijne, świeckie i polityczne, nie będzie już nas dziwić niesolidność słowa Rosjanina (mówi to książę rosyjski!), ani duch przebiegłości, który się zgadza z fałszywą bizantyjską kulturą i który kieruje nawet życiem społecznym pod władzą carów, szczęśliwych następców Batu-Chana.

Wielcy książęta, zmuszeni do wyciskania soków ze swoich ludów na korzyść Tatarów, sami często wleczeni w niewolę aż w głąb Rosji, wzywani do Ordy o byle co, panujący tylko pod warunkiem służenia za pokorne narzędzie ucisku, detronizowani natychmiast, gdy odmówili  posłuszeństwa, przyuczeni do despotyzmu przez własną niewolę, spoufalili swoje ludy z gwałtami podboju, których doznali osobiście: tak właśnie z biegiem czasu książęta i naród znieprawili się wzajemnie.

Nie myśl pan na przykład, że prześladowanie Polski jest rezultatem osobistej niechęci cesarza: nie, jest rezultatem zimnego i głębokiego wyrachowania. Te akty okrucieństwa są chwalebne w oczach ludzi naprawdę wierzących. To Duch Święty oświecając władcę wznosi jego duszę ponad wszelkie ludzkie uczucia i Bóg błogosławi wykonawcę Jego wzniosłych zamiarów. Z tego punktu widzenia sędziowie i oprawcy tym bardziej są święci, im bardziej barbarzyńscy.

Despotyzm rosyjski nie tylko ma za nic myśli i uczucia, lecz nadto przerabia fakty, walczy z oczywistością – i odnosi tryumf w tej walce, gdyż oczywistość nie ma u nas adwokata, podobnie jak sprawiedliwość, jeśli przeszkadza władzy. 

U nas despotyzm jest silniejszy niż natura, cesarz jest nie tylko przedstawicielem Boga, jest samą potęgą twórczą: potęgą rozleglejszą niż boska, bo Bóg tworzy tylko przyszłość, podczas gdy cesarz przetwarza przeszłość. Prawo nie działa wstecz, natomiast kaprys despoty działa.

Ta potworna mieszanka subtelności Bizancjum i okrucieństwa hordy, ta walka etykiety Cesarstwa Wschodniego z dzikimi cnotami Azji wytworzyła niezwykłe państwo, które Europa widzi dziś wyprostowane i którego wpływu może jutro dozna, nie rozumiejąc jego sprężyn.

Są lekarstwa przeciw prymitywnej dzikości, nie ma ich przeciw manii wydawania się tym, czym się nie jest.  

Zbytek drobnych i zbędnych formalności powołuje tu do życia mnóstwo urzędników niższego autoramentu, a każdy z tych ludzi spełnia swoją powinność z pedanterią, rygoryzmem i ważną miną, mającą na celu dodanie wagi najbłahszej czynności najskromniejszego z tych funkcjonariuszy. Taki osobnik nie pozwala sobie wymówić ani jednego słowa, ale widać, że myśli mniej więcej tak: „Bijcie mi czołem, mnie, który jestem jednym z członków machiny państwowej”.

Ten członek, funkcjonujący zgodnie z wolą, która nie jest jego wolą, ma tyle samo życia w sobie, ile śrubka w mechanizmie, a przecież w Rosji to się nazywa człowiekiem!... Widok tych dobrowolnych automatów przejmuje mnie trwogą, jest coś nieludzkiego w osobniku sprowadzonym do stanu zwykłej maszyny. Jeśli w krajach o rozwiniętej mechanice drewno i metal wydają się mieć duszę, w ustroju despotycznym ludzie wydają nam się zrobieni z drewna: zastanawiamy się, co oni mogą robić ze swym nadmiarem logiki, i czujemy niesmak na myśl o presji, jaką musiano wywrzeć na rozumnych istotach, aby zrobić z nich rzeczy.

Tyle formalności uchodzących tu za niezbędne, ale bez których gdzie indziej obchodzą się doskonale, ostrzegało mnie, że jestem na progu państwa strachu, a strach jest zaraźliwy jak smutek. A więc bałem się i byłem smutny... z grzeczności, aby się nastroić na ogólną nutę.

W rosyjskiej administracji drobiazgowość nie wyklucza nieładu. Tu zadaje się sobie wiele trudu dla osiągnięcia małego celu i wyłazi się ze skóry, by wykazać swoją gorliwość. Ta rywalizacja drobnych urzędników sprawia, że jedna formalność nie zabezpiecza cudzoziemca przed inną. To coś całkiem jak rabunek: że podróżny wyszedł z rąk jednej zgrai, nie znaczy, że nie spotka drugiej, trzeciej, i wszystkie te szykany spiętrzone na jego drodze udręczają go do ostateczności. 

Ci majtkowie w łachmanach uwłaczają swemu krajowi: to coś jakby zatłuszczeni galernicy, spędzający życie na przewożeniu urzędników i oficerów z Kronsztadu na pokład cudzoziemskich statków. Widząc ich twarze i myśląc o tym, czym jest istnienie dla tych nieszczęśników, zastanawiałem się, co człowiek uczynił Bogu, by skazał sześćdziesiąt milionów istot stworzonych na Jego podobieństwo na życie w Rosji.

Aby prace zostały ukończone w terminie wyznaczonym przez cesarza, potrzeba było niesłychanych wysiłków. Robót wewnętrznych nie przerywano nawet w czasie wielkich mrozów, pracowało bezustannie sześć tysięcy robotników. Codziennie umierała znaczna ich liczba, lecz ponieważ ofiary zastępowano natychmiast nowymi zawodnikami, którzy wypełniali luki, aby zginąć z kolei na tej niesławnej wyrwie, martwi nie byli widoczni. A jedynym celem tylu poświęceń było zaspokojenie zachcianki jednego człowieka! U ludów cywilizowanych w sposób  naturalny, to jest od wieków, życie ludzkie naraża się tylko we wspólnych interesach, których doniosłość uznają prawie wszyscy. Lecz ileż pokoleń władców znieprawił przykład Piotra I! Podczas mrozów w granicach 26 do 30 stopni sześć tysięcy nieznanych nikomu męczenników  bez zasługi, męczenników mimowolnego posłuszeństwa, gdyż ta cnota jest u Rosjan wrodzona i wymuszona, zamkniętych było w salach ogrzanych do 30 stopni, aby prędzej schły ściany. Tak więc ci nieszczęśnicy wchodząc i wychodząc z tego przybytku śmierci, który stał się dzięki ich poświęceniu przybytkiem próżności, zbytku i uciech, musieli znosić różnicę temperatur sięgając 50–60 stopni. Roboty w kopalniach Uralu są mniej sprzeczne z życiem, a przecież robotnicy zatrudnieni w Petersburgu nie byli złoczyńcami. Podobno ci spośród nieszczęśników, którzy malowali wnętrza najbardziej ogrzanych sal, musieli wkładać sobie na głowę coś w rodzaju czapek z lodu, aby nie postradać zmysłów w upalnej temperaturze, na którą byli skazani przez cały czas swojej pracy. Gdyby ktoś chciał nam wpoić odrazę do sztuk, do pozłoty, do przepychu i do całej pompy dworskiej, nie mógłby znaleźć skuteczniejszego sposobu. Mimo to władca był nazywany Ojcem przez tylu ludzi zgubionych na jego oczach w celu zaspokojenia czystej cesarskiej próżności.

W Rosji władca może być popularny nie przywiązując większej wagi do życia obywateli.

Inni ludzie uwielbiali światło, Rosjanie uwielbiają mrok – jakże ich oczy miałyby kiedykolwiek przejrzeć? 

Słowo cara jest twórcze, powiadają. Tak: ono ożywia kamienie, ale czyni to zabijając ludzi.

Naród i rząd, wszystko tu jest całkiem zgrane: Rosjanie nie zrezygnowaliby z cudów woli, których są świadkami, wspólnikami i ofiarami, nawet gdyby chodziło o wskrzeszenie wszystkich uśmierconych tym procederem niewolników. A jednak zdumiewa mnie nie to, że człowiek  wychowany w bałwochwalstwie wobec swojej własnej osoby, człowiek uznany za wszechmocnego przez sześćdziesiąt milionów ludzi lub prawie ludzi, podejmuje się takich rzeczy i doprowadza je do skutku; zdumiewa mnie to, że wśród głosów opowiadających te fakty ku chwale tego wyjątkowego człowieka ani jeden głos nie wyłania się z chóru, by wołać o człowieczeństwo przeciwko cudom samowładztwa. O Rosjanach wielkich i małych można powiedzieć, że są pijani niewolą.

To społeczeństwo automatów przypomina połowę partii szachów, bo jeden człowiek posuwa wszystkie figury, a niewidocznym przeciwnikiem jest ludzkość. Wszyscy tu poruszają się i oddychają wyłącznie za pozwoleniem cesarza lub na jego rozkaz, toteż wszyscy są ponurzy i skrępowani: milczenie przewodzi życiu i je paraliżuje. Oficerzy, woźnice, kozacy, niewolnicy, dworzanie – wszyscy w różnych rangach w służbie jednego pana ślepo słuchają nieznanej im  myśli, ale widok tego pięknego porządku nie cieszy mnie wcale, ponieważ taką regularność uzyskuje się tylko poprzez kompletny brak niezależności i fantazji.

Toteż prawie wszyscy wielcy artyści przybyli do Rosji dla zebrania owoców rozgłosu zdobytego gdzie indziej zostawali tu tylko przez chwilę lub, jeżeli przedłużyli pobyt tutaj, zaszkodzili swemu talentowi. Aura tego kraju nie sprzyja sztukom, wszystko, co gdzie indziej rodzi się w naturalny sposób, tu rośnie tylko w cieplarni. Sztuka rosyjska będzie zawsze tylko rośliną ogrodową.

Widzisz, że wszyscy tu myślą o tym, o czym nikt nie mówi.

Słabość, która tak nisko upadła, że odmawia sobie nawet skargi, tej pociechy bydlęcia, strach uciszony nadmiarem strachu – oto zjawisko duchowe, którego nie można być świadkiem nie roniąc krwawych łez. 

W Rosji tolerancja nie jest zagwarantowana ani przez opinię publiczną, ani przez konstytucję: podobnie jak wszystko, jest łaską udzielaną przez jednego człowieka, a człowiek ten może jutro odebrać to, co dziś daje.

Co za straszliwa musiała być moc, która wydobyła z pustyni stolicę i która jednym słowem  może zwrócić pustce wszystko, co jej odebrała! Tutaj właściwe życie należy tylko do władcy: los, siła, wola całego narodu mieszczą się w jednej głowie.

Są tacy, co wystawieni na sprzedaż wysyłają gdzieś daleko prośbę do dziedzica, o którego dobroci słyszeli, by ich kupił wraz z ziemią, dziećmi i bydłem, i jeżeli ten dziedzic, słynący z łagodności (nie mówię ze sprawiedliwości, uczucie sprawiedliwości jest w Rosji nieznane, nawet wśród ludzi pozbawionych wszelkiej władzy), więc jeżeli ten upragniony dziedzic nie ma pieniędzy, dają mu je, aby mieć pewność, że będą tylko jego własnością. Wówczas dobry dziedzic, aby zadowolić swych nowych wieśniaków, kupuje ich za ich własne grosze i przyjmuje za niewolników, potem zwalnia ich z podatków na pewną liczbę lat, dając w ten sposób  odszkodowanie za cenę, którą uiścili z góry, wpłacając zamiast niego sumę odpowiadającą wartości ich kawałka ziemi, do którego uzyskania na własność oni go, że tak powiem, zmusili. Oto jak zamożny niewolnik pozwala ubogiemu dziedzicowi nabyć go na własność na wieczność, jego samego i jego zstępnych, szczęśliwy z należenia do dobrego pana i do jego potomstwa, by uniknąć dzięki temu jarzma nieznanego pana lub dziedzica, który uchodzi za złego. Widzisz, że zakres ich ambicji nie jest jeszcze zbyt szeroki.

Nie zarzucam Rosjanom, że są tym, czym są; co w nich potępiam, to pretensje do wydawania się tym, czym my jesteśmy. Oni są jeszcze surowi, ten stan daje przynajmniej możliwość nadziei, ale przy tym są bezustannie pochłonięci chęcią małpowania innych narodów, a małpują je na sposób małp, kpiąc z tego, co kopiują. Kiedy to widzę, mówię sobie: oto ludzie straceni dla stanu dzikości i chybieni dla cywilizacji. Przychodzi mi na myśl straszliwe powiedzenie Woltera czy też Diderota, zapomniane we Francji: „Rosjanie zgnili zanim dojrzeli”.

W Rosji władza, choć nieograniczona, nadzwyczaj boi się potępienia lub po prostu szczerości.  W Rosji w dniu upadku ministra wszyscy przyjaciele stają się głusi i niemi.

Żaden cudzoziemiec nie może postawić stopy w tym kraju, by nie czuć się od razu zważonym i osądzonym, „To człowiek szczery – myślą Rosjanie – a więc może być niebezpieczny”...

Fizjognomiści utrzymują, i mają do tego podstawy, że zatwardziałość serca może szkodzić pięknu twarzy.

Wszystkie rezerwy języka wyczerpuje się na usuwanie z rozmowy myśli i uczuć, ale przy tym należy udawać, że się ich nie ukrywa, co byłoby niezręcznością. 

Z ambicją jest podobnie jak ze skąpstwem: skąpiec zawsze kalkuluje, nawet gdy myśli, że kieruje się bezinteresownym uczuciem.

Trudno i darmo, Moskwa zawsze będzie mieć więcej z Azji niż z Europy. Duch Wschodu unosi się nad Rosją, której się nie udaje, kiedy zaczyna naśladować Zachód.   

To prawda, że w Rosji niczego się nie znosi bez narażania się na niebezpieczeństwo: ludy, którym brak zabezpieczenia, opierają się tylko na przyzwyczajeniach. Uparte przywiązanie do zwyczaju, bronionego buntem i trucizną, jest jednym z filarów konstytucji, a sporadyczna śmierć władców dowodzi Rosjanom, że ta konstytucja umie budzić dla siebie szacunek.

Czy wiesz, co to jest podróżować po Rosji? Dla lekkoducha to znaczy żywić się złudzeniami, ale dla kogoś, kto ma oczy otwarte i łączy niezależne usposobienie z odrobiną zdolności obserwacyjnych, jest to praca nieustanna, uporczywa, polegająca na żmudnym rozróżnianiu przy lada okazji dwóch narodów walczących ze sobą. Te dwa narody to Rosja taka, jaka jest, i Rosja taka, jaką by chciano pokazać Europie.

Trzeba to powiedzieć: Rosjanie wszystkich klas wyjątkowo zgodnie współpracują nad krzewieniem u siebie obłudy. Mają taką wprawę w kłamaniu, taką naturalność w hipokryzji, że to oburza moją szczerość i przeraża mnie.

Życie strażnika zawsze wydawało mi się tak podobne do życia więźnia, że bezustannie podziwiam nadmiar wyobraźni, który sprawia, że drugi z tych ludzi uważa się za bez porównania mniej godnego litości niż pierwszy.

W Rosji wolno zbić tylko kogoś z określonej klasy, a uczynić to może też ktoś z określonej klasy. Złe traktowanie jest tu uregulowane niczym taryfa celna, co przypomina kodeks Iwana.

Naród rządzony po chrześcijańsku zaprotestowałby przeciw dyscyplinie społecznej, która niszczy wszelką indywidualną wolność. Ale tu duchowieństwo poprzestaje na uzyskiwaniu od ludu i od możnowładców znaków krzyża i przyklęknięć. Mimo kultu Ducha Świętego ten naród ma zawsze swego Boga na ziemi. Cesarz Rosji jest ubóstwiany przez swoich poddanych jak Batu-Chan, jak Tamerlan. Prawo rosyjskie nie jest w ogóle ochrzczone.

Uderzyć człowieka, bić go do krwi, może zabić, w biały dzień na ulicy, wśród tłumu, bez sądu – to wydaje się nader proste publiczności i zbirom z Petersburga. Mieszczanie, magnaci, żołnierze, cywile, bogaci i biedni, wielcy i mali, eleganccy i obdarci, prostacy i dandysi – wszyscy zgodnie pozwalają na robienie czegoś takiego na ich oczach, nie troszcząc się o legalność postępku. Gdzie indziej wszyscy bronią obywatela przed przedstawicielem władzy, który jej nadużywa, tu przedstawiciela władzy broni się przed słusznymi reklamacjami maltretowanego człowieka. Niewolnik nie powinien reklamować.

Obyczaje narodu są powolnym wytworem wzajemnego oddziaływania praw na zwyczaje i zwyczajów na prawa, nie zmieniają się od machnięcia czarodziejską różdżką. Obyczaje Rosjan mimo wszelkich pretensji tych półdzikusów są i długo jeszcze będą okrutne. Najwyżej przed wiekiem byli z nich prawdziwi Tatarzy (dopiero Piotr Wielki zaczął zmuszać mężczyzn do wprowadzania kobiet na towarzyskie zebrania) i pod swą nowoczesną elegancją wielu z tych  parweniuszy cywilizacji zachowało niedźwiedzią skórę, oni ją tylko odwrócili na drugą stronę, lecz wystarczy poskrobać, a sierść się pokaże i stanie dęba.

Niech rząd przyzna Rosjanom wolność prasy na dwadzieścia cztery godziny, a to, czego się dowiemy, każe nam zadrżeć z przerażenia. Ucisk potrzebuje milczenia. Pod rządami absolutnymi zwykła niedyskrecja może być poczytana za zbrodnię zdrady stanu.

Czyn składa się z czternastu klas, a każda z tych klas ma właściwe sobie przywileje. Czternasta jest najniższa. Znajdując się bezpośrednio nad chłopami pańszczyźnianymi, ma nad nimi tę jedyną przewagę, że składa się z ludzi zwanych wolnymi. Ta wolność polega na tym, że nie można ich bezkarnie bić. Ten bowiem, kto bije człowieka „wolnego”, odpowiada przed prawem. Każdy osobnik należący do tej klasy musi napisać na swoich drzwiach numer swej klasy, żeby nikt z wyższych rang nie był narażony na pokusę czy na pomyłkę. Ostrzeżony w ten sposób, kto by pobił człowieka wolnego, popełniłby przestępstwo i poniósłby karę.

Nieszczęśliwy kraj, gdzie każdy cudzoziemiec jawi się jako zbawca w oczach stada uciskanych, bo reprezentuje prawdę, jawność, wolność w narodzie pozbawionym wszystkich tych dóbr!

Byleby człowiek wzniósł się o włos ponad masy, a od razu zdobywa prawo – więcej, obowiązek – maltretowania innych ludzi, którym ma przekazywać ciosy spadające nań z góry, szukając w przykrościach sprawianych przez siebie zadośćuczynienia za przykrości znoszone. Tak oto schodzi ze szczebla na szczebel duch nieprawości aż do podstaw tego nieszczęsnego społeczeństwa, istniejącego tylko wskutek przemocy i to takiej, co zmusza niewolnika do kłamania samemu sobie, żeby się odwdzięczyć tyranowi. I z tylu dowolnych czynów, z jakich składa się każde indywidualne istnienie, rodzi się to, co się tutaj nazywa porządkiem publicznym, to znaczy ponure milczenie, cisza przerażająca, bo podobna do ciszy grobu – ale Rosjanie są dumni z tego spokoju.

...Na widok tylu nieuniknionych cierpień, tylu koniecznych okrucieństw, tylu łez nie otartych, tylu nieprawości dobrowolnych i mimowolnych, bo tu  niesprawiedliwość jest w powietrzu; wobec widowiska tych klęsk, co spadają nie na jedną rodzinę, nie na jedno miasto, lecz na całe plemię, na lud zamieszkujący jedną trzecią kuli ziemskiej, zrozpaczona dusza musi się odwrócić od ziemi i zawołać: „To prawda, Boże! Królestwo Twoje nie jest z tego świata”.

Z wszystkiego, co widzę w tym świecie, a zwłaszcza w tym kraju, wynika, że szczęście nie jest prawdziwym celem misji człowieka na tym padole. Cel ten jest wyłącznie religijny: doskonalenie się moralne, walka i zwycięstwo.

Jeżeli społeczeństwo chlubi się wielkimi rzeczami dokonywanymi przez niektóre ze swoich „dzieci, powinno również poczuwać się do solidarności ze zbrodniami kilku innych. Pod tym względem starożytność była bardziej zaawansowana niż my: kozioł ofiarny Żydów pokazuje nam, jak bardzo naród obawiał się solidarności w zbrodni. Z tego punktu widzenia kara śmierci była nie tylko mniej lub bardziej sprawiedliwym ukaraniem przestępcy – była też publiczną ekspiacją, protestem społeczeństwa przeciw jakiemukolwiek udziałowi w przestępstwie i w inspirującej je myśli.

Władcy dzierżący dzisiaj ten święty przybytek wschodniego despotyzmu mówią, że są Europejczykami, ponieważ wypędzili z Moskwy Kałmuków, swoich braci, tyranów i nauczycieli. Niech mi nie biorą tego za złe, nie było nic tak podobnego do chanów tatarskich, jak ich antagoniści i następcy, carowie moskiewscy, którzy od nich zapożyczyli nawet swój tytuł.

Ale te niezliczone pomniki pychy, kaprysu, użycia, próżności, pobożności mimo pozornej różnorodności wyrażają zawsze jedną jedyną myśl, co góruje nad wszystkim: wojnę i strach. Kreml jest niewątpliwie dziełem istoty nadludzkiej, lecz istoty czyniącej zło. Chwała dzięki niewolnictwu, oto alegoria przedstawiona przez ten szatański zabytek, tak niezwykły pod względem architektonicznym, jak wizja świętego Jana pod względem poetyckim. Jest to siedziba odpowiednia dla postaci z Apokalipsy.

Zbrodnia ta nie polega wyłącznie na uprawianiu niesprawiedliwości, lecz i na jej tolerowaniu: naród, co pod pretekstem traktowania posłuszeństwa jako najważniejszej z cnót przekazuje potomkom tyranię, uchybia swym własnym interesom, gorzej – uchybia swym obowiązkom. Ślepa cierpliwość poddanych, ich milczenie, ich wierność szalonym władcom to kiepskie cnoty; posłuszeństwo jest chwalebne, a władza czcigodna tylko wtedy, kiedy się stają środkami do zapewnienia praw człowieczeństwa.

Kiedy car się mści, idzie za tokiem swych aktów sprawiedliwości aż do ostatniego stopnia pokrewieństwa tępiąc całe rodziny, młode dziewczęta, starców, brzemienne kobiety i małe dzieci. Nie poprzestaje, jak przeciętni tyrani, na zgładzeniu po prostu kilku rodzin, kilku podejrzanych jednostek: nie, on małpuje Boga Żydów, zabija całe połacie ziemi nie oszczędzając nikogo, wszystko, co żyje, znika łącznie ze zwierzętami, z rybami, które on truje w jeziorach i rzekach. Czy uwierzysz? Zmusza synów do pełnienia roli katów... wobec ojców!... i znajduje posłusznych!!! ...Dowiadujemy się od niego, że człowiek może tak kochać życie, że ze strachu przed jego utratą zabija tego, od kogo je otrzymał.

Często powtarzano, że w rosyjskiej rodzinie cesarskiej obłęd jest dziedziczny, ale jest to pochlebstwo. Sądzę, że zło wynika z samej natury ustroju, a nie z występnej organizacji jednostek. Absolutna władza, kiedy jest taka naprawdę, może w końcu zmącić najzdrowszy umysł, despotyzm oślepia ludzi, naród i władca upijają się razem winem tyranii. Wydaje mi się, że historia Rosji naocznie potwierdza tę prawdę.

Despotyzm musi rodzić proroków: przyszłość jest rajem niewolników i piekłem tyranów!

Europa – mówi się w Petersburgu – wybiera drogę, którą poszła Polska: osłabia się przez pusty liberalizm, podczas gdy my wciąż jesteśmy potężni właśnie dlatego, że nie jesteśmy wolni. Trwajmy cierpliwie w jarzmie, a każemy innym zapłacić za naszą hańbę”.

Życie społeczne w tym kraju jest nieustającym spiskiem przeciw prawdzie. Tam każdy, kto nie jest naiwną ofiarą, uchodzi za zdrajcę; tam pośmiać się z żartu, odeprzeć kłamstwo, sprzeciwić się politycznej przechwałce, umotywować posłuszeństw o jest zamachem na bezpieczeństwo państwa i władzy i oznacza narażenie się na los rewolucjonisty, spiskowca, wroga porządku, zbrodniarza winnego obrazy majestatu...

Kiedy Twój syn będzie niezadowolony z Francji, skorzystaj z mojego przepisu i powiedz mu: „Jedź do Rosji”. Jest to podróż użyteczna dla każdego cudzoziemca. Ktokolwiek zobaczy ten kraj, będzie zadowolony, że żyje gdzie indziej, obojętne gdzie. Zawsze dobrze jest wiedzieć, że istnieje społeczeństwo, gdzie szczęście jest niemożliwe w żadnej postaci, bo zgodnie z prawem swojej natury człowiek nie może być szczęśliwy bez wolności...

Tłumaczenie: M. Górski, M. Leśniewska