Link do wszystkich dokumentów


Chamfort
 
 
Maksymy i Myśli

(wybór)


Czasami zdarza się słyszeć rozumowanie dość dziwne. Chcąc odrzucić czyjeś świadectwo na korzyść innej osoby, mówi się: to pański przyjaciel. Eh, do diaska! To mój przyjaciel, ponieważ to, co o nim mówię, jest prawdą, ponieważ jest taki, jakim go maluję. Bierzesz pan przyczynę za skutek i skutek za przyczynę. Czemu pan przypuszcza, że mówię o nim dobrze dlatego, że jest moim przyjacielem i czemu raczej nie przypuszcza pan, że jest moim przyjacielem, ponieważ można o nim powiedzieć wiele dobrego?

Są dwie klasy moralistów i polityków: jedni widzieli naturę ludzką tylko ze strony wstrętnej i śmiesznej, tych jest więcej: Lucyan, Montaigne, La Bruyere, La Rochefoucauld, Swift, Mandeville, Helwecjusz itd ... Drudzy widzieli tylko jej stronę piękną i doskonałą; tacy są Shaftesbury i kilku innych. Tamci nie znali pałacu, gdyż zwiedzili tylko ustępy doń należące. Ci są entuzjastami, którzy odwracają oczy od tego, co je obraża, a jednak istnieje. Est in medio verum.

Co za piękna owa alegoria biblijna o drzewie wiadomości dobrego i złego, sprowadzającym śmierć. Czyż emblemat ten nie daje do zrozumienia, że kiedy się poznało rzeczy do głębi, utrata złudzeń sprowadza śmierć duszy, to jest zupełne zobojętnienie na wszystko, co wzrusza i zajmuje innych ludzi?

Człowiek głuchy jest uważany w towarzystwie za nieszczęśliwego. Czyż nie jest to sąd podszepnięty przez miłość własną towarzystwa, które mówi: „Nie jestże ten człowiek godzien wielkiej litości, że nie słyszy tego, co my mówimy?”

Najlepsza filozofią w stosunku do ludzi jest ta, w której wesoły sarkazm łączy się z pobłażliwą wzgardą.

Żyjąc w świecie, zauważyłem, że szacunek ludzi uczciwych poświęcano ustawicznie dla znaczenia i spokój dla sławy.

To co najlepiej objaśnia, dlaczego człowiekowi nieuczciwemu, a czasem nawet głupcowi bardziej powodzi się w życiu niż człowiekowi uczciwemu i bystremu, to to, że człowiek nieuczciwy i głupiec łatwiej poznaje się na świecie i jego zwyczajach, które, mówiąc ogólnie, są tylko nieuczciwością i głupotą, podczas kiedy człowiek uczciwy i człowiek rozsądny, nie mogąc tak szybko nawiązać stosunków ze światem, traci czas cenny dla zrobienia kariery. Jedni są handlarzami znającymi język handlowy, natychmiast przystępują do sprzedaży i czynienia zapasów; tymczasem inni muszą się uczyć języka swych sprzedawców i kupców, zanim wyładują swój towar i zaczną z nimi traktować. Często nie raczą nauczyć się tego języka i powracają, nic nie utargowawszy.

Istnieje wyższa przezorność od tej, którą darzy się tym mianem; jedna jest przezornością orła, druga przezornością kretów. Pierwsza polega na tym, żeby iść śmiało ze swym charakterem, narażając się odważnie na szkody i przykrości, jakie to może pociągnąć za sobą.

Chcecie wiedzieć jak robi się karierę? Patrzcie, co się dzieje w parterze podczas przedstawienia, kiedy jest wielki natłok publiczności i jak jedni pozostają z tyłu, jak pierwsi się cofają, a ostatni wysuwają naprzód. Obraz ten jest tak wierny, że wyraz do oznaczenia tego obrazu przeszedł do języka ludowego. O tym kto robi karierę, lud mówi, że się przepycha. Mój syn, mój siostrzeniec przepchnie się. Ludzie dobrze urodzeni mówią: posuwać się, robić postępy, dochodzić do czegoś; są to złagodzone sposoby mówienia, które usuwają dodatkowe pojęcie siły, gwałtu, brutalności, lecz zawierają to samo pojęcie zasadnicze.

W sprawach wielkich ludzie okazują się takimi jakimi im wypada się okazać, w sprawach drobnych okazują się, jakimi są.

Cóż to jest filozof? Jest to człowiek, który przeciwstawia naturę prawu, rozum zwyczajowi, swoje sumienie opinii, swój sąd błędowi.

Żeby ktoś nie zależał od nikogo, żeby był człowiekiem według swego serca, według swoich zasad, według swoich uczuć, oto co spotykałem najrzadziej.

Są ludzie, którzy potrzebują przodować, wynosić się nad innych za wszelka ceną. Wszystko im jedno, byleby byli na widoku, czy to na pomoście kuglarskim, czy na teatrze, szafocie, czują się zawsze dobrze, jeżeli zwracają na siebie uwagę.

Z obawy ściągnięcia na siebie oczu i uwagi ludzie wyrzekają się własnego charakteru i zanurzają się w nicości, żeby się nie narazić no obmowę.

Patrząc na sposób, w jaki się obchodzą w szpitalach z chorymi, rzekłbyś, że ludzie wymyślili te smutne przytułki nie po to, żeby opiekować się cierpiącymi, lecz żeby ich usunąć sprzed oczu szczęśliwców, którym mącą ci nieszczęśliwcy używanie rozkoszy.

Kto chce zostać filozofem, nie powinien się zniechęcać pierwszymi zasmucającymi odkryciami, które poczyni w znajomości ludzi. Żeby ich poznać, trzeba zatriumfować nad niezadowoleniem, którego są przyczyną, jak anatomista triumfuje nad naturą, jej narządami, swoim wstrętem, żeby się stać biegłym w swej sztuce.

Tak jest z wartością ludzi, jak z wartością diamentów. Do pewnego stopnia wielkości, czystości, doskonałości mają swoją cenę stałą i oznaczoną, lecz ponad ten stopień stają się bezcenne i zgoła nie znajdują nabywców.

Kiedy się poznaje zło natury, zaczyna się gardzić śmiercią; kiedy się poznaje zło społeczeństwa, zaczyna się gardzić życiem.

Nadzieja jest tylko szarlatanką, która nas oszukuje ustawicznie. I dla mnie szczęście zaczęło się od chwili, kiedy ją utraciłem. Chętnie bym umieścił nad bramą do raju wiersz, który Dante umieścił nad wejściem do piekła: Lasciate ogni speranza, voi ch'intrate.

Tak opłakany jest los ludzkości, że w społeczeństwie musi szukać pociechy na cierpienia zadawane przez naturę, na łonie natury pociechy na cierpienia społeczne. Iluż ludzi nie znalazło ani w jednym, ani w drugim ulgi dla swych bólów!

Sława wystawia często człowieka uczciwego na te same próby co bogactwo; to znaczy, że jedno i drugie, zanim dadzą się zdobyć, zmuszają go do robienia lub znoszenia rzeczy niegodnych jego charakteru. Człowiek cnoty nieustraszonej odtrąca wtedy jedno i drugie, zamyka się w osamotnieniu lub niepowodzeniu, a czasem w jednym i drugim.

Mało jest wad, które w tym stopniu przeszkadzają w pozyskiwaniu licznych przyjaciół, w jakim mogą to sprawić zbyt wielkie zalety.

Życie jest chorobą, w której sen przynosi ulgę co szesnaście godzin. Jest to paliatyw. Śmierć jest środkiem.

Natura zdaje się posługiwać ludźmi w swych celach, nie troszcząc się o narzędzia, których używa; mniej więcej jak tyrani pozbywają się tych, co im służyli.

Są dwie rzeczy z którymi pogodzić się trzeba pod karą, że życie będzie się zdawać nieznośne. Tymi są: ząb czasu i niesprawiedliwość ludzka.

Trzeba by było umieć połączyć przeciwieństwa, miłość cnoty z obojętnością na opinię publiczną, zamiłowanie do pracy z obojętnością na sławę, troskliwość o zdrowie z obojętnością dla życia.

Jeśliby prawdy okrutne, przykre odkrycia, tajemnice towarzyskie, które tworzą wiedzę człowieka światowego, kiedy dobiega lat czterdziestu były znane temu samemu człowiekowi w wieku lat dwudziestu, alboby oddał się rozpaczy, alboby się zepsuł sam przez się, przez imaginację; a jednak widzimy, że mała liczba ludzi mądrych, którzy doszli do tego wieku, choć są świadomi tych wszystkich rzeczy i bardzo oświeceni, nie są ani zepsuci, ani nieszczęśliwi. Roztropność kieruje ich cnotami pośród zepsucia powszedniego; a siła charakteru w połączeniu ze światłem umysłu rozległego wynosi ich ponad smutek, który sprowadza przewrotność ludzka.

Człowiek bez zasad bywa też człowiekiem bez charakteru, gdyż jeśliby się urodził z charakterem, poczułby potrzebę stworzenia sobie zasad.

Można pójść o zakład, że każda idea ogólna, każda tradycja jest głupstwem, ponieważ były odpowiednie dla większości.

Rozgłos: przywilej być znanym przez tych, którzy nas nie znają.

Jest pewien rodzaj przyjemności związany z odwagą, która się wznosi ponad fortunę. Gardzić pieniędzmi to zdetronizować króla. Jest w tym smak.

Akt cnoty, poświęcenie albo swych interesów, albo siebie samego jest potrzebą duszy szlachetnej, miłością własną serca udzielającego się i, w pewnym znaczeniu, egoizmem wielkiego charakteru.

Kiedy ktoś utrzymuje, że wszystko zważywszy, ludzie najmniej wrażliwi są jeszcze najszczęśliwsi, przypominam sobie przysłowie indyjskie: Lepiej siedzieć niż stać, lepiej leżeć niż siedzieć; lecz lepiej nie żyć niż to wszystko razem.

Rola człowieka przewidującego jest dość smutna. Martwi przyjaciół, przepowiadając im nieszczęścia, na które się narażają wskutek własnej nierozwagi. Nie daje mu się wiary, a kiedy te nieszczęścia nadchodzą, a sami przyjaciele czują urazę za nieszczęścia które przepowiedział; miłość własna każe im spuszczać oczy przed przyjacielem który powinien być raczej ich pocieszycielem i który by nim był, gdyby nie czuli się upokorzeni w jego obecności.

Fałszywa skromność jest najprzyzwoitszym ze wszystkich kłamstw.

Ludzie światowi ledwie się znajdą w stadzie, a już myślą, że są w towarzystwie.

Widziałem ludzi zdradzających swe sumienia dla przypodobania się człowiekowi który nosi biret lub symarę. Wobec tego czyż można dziwić się tym, którzy zaprzedają się za sam biret lub samą symarę? Jedni i drudzy są równie nikczemni, lecz pierwsi głupsi od drugich.

Społeczeństwo składa się z dwóch wielkich klas: z tych którzy mają więcej obiadów niż apetytu, i tych, którzy mają więcej apetytu niż obiadów.

Są chwile, kiedy świat zdaje się pojmować co jest wart.

Istnieje głęboka obojętność dla cnót, która zadziwia i gorszy bardziej niż występek. Ci których nikczemność ogółu nazywa wielkimi panami lub wielkościami, ludzie na wybitnych stanowiskach, najczęściej posiadają tą wstrętną obojętność. Czyżby nie pochodziło to może z niejasnej i nierozwiniętej w głowie idei, iż ludzie obdarzeni takimi cnotami nie nadają się jako narzędzia do intrygi? Lekceważą ich tedy, jako bez pożytku dla siebie i innych, w kraju, gdzie bez intrygi, fałszu, podstępu nie dochodzi się do niczego!

Ciała zbiorowe (parlamenty, akademie, zgromadzenia) mogą się jak najbardziej ośmieszać, podtrzymuje je to, że są wielkie i nic nie można przeciw nim zdziałać. Hańba, śmieszność ześlizgują się po nich jak kule z fuzji po dziku lub krokodylu.

Zdaje się, że przy jednakowym umyśle i wykształceniu człowiek z urodzenia bogaty nie może nigdy tak jak ubogi znać natury, serca ludzkiego i społeczeństwa. Dzieje się to tym, że kiedy pierwszy używa rozkoszy, drugi pociesza się refleksją.

Świat i społeczeństwo podobne są do biblioteki, w której na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się w porządku, ponieważ książki są poustawiane według formatu i wielkości tomów, lecz gdzie w głębi panuje nieład, ponieważ nie ma związku ani między treścią ani między autorami.

Zalety zbyt wielkie czynią często człowieka nieodpowiednim dla społeczeństwa. Nie chodzi się na targ ze sztabami złota, idzie się albo ze srebrem, albo z drobną monetą.

Filozof spogląda na to, co nazywają stanowiskiem w świecie, jak Tatarzy spoglądają na miasta, to jest, jako na więzienia. Jest ono kołem, w którym idee się zacieśniają, dusza i umysł tracą rozległość i polot. Człowiek zajmujący stanowisko wysokie, posiada więzienie większe i obszerniejsze. Ten kto znajduje się na stanowisku niskim, ma tylko ciemnicę. Jedynie człowiek bez stanowiska jest człowiekiem wolnym, byle posiadał pewien dostatek lub przynajmniej nie potrzebował niczego od ludzi.

Człowiek, który z wytrwałością nie pozwala się uginać ani swemu rozumowi, ani swej uczciwości, ani nawet swej sumienności pod ciężarem żadnego z bezmyślnych lub niemoralnych konwenansów społecznych, który nie ustępuje nigdy w wypadkach, kiedy interes nakazuje mu ustąpić, kończy niechybnie na tym, że zostaje bez poparcia i przyjaciół, oprócz istoty abstrakcyjnej, która nazywa cnotą i która pozwala mu umrzeć z głodu.

Świat czyni zatwardziałymi serca większości ludzi. Lecz ci, co mniej poddają się zatwardziałości, zmuszeni są wytwarzać sobie pewien rodzaj sztucznego znieczulenia, żeby nie stać się ofiarą przebiegłości mężczyzn i kobiet. Uczucie, jakie wynosi człowiek uczciwy po kilku latach przebywania w towarzystwie, bywa zwykle przykre i smutne. Jedyna korzyść, którą się stąd wyciąga jest ta, że osamotnienie staje się przyjemnym.

Nie zna się wcale człowieka, jeśli się nie zna go bardzo dobrze; lecz mało jest ludzi zasługujących, żeby ich studiowano. Stąd pochodzi, że człowiek prawdziwej wartości nie kwapi się w ogóle, żeby być znanym. Wie o tym, że mało ludzi może go ocenić, że każdy z tej małej liczby posiada swoje stosunki, swoje interesy, swoją miłość własną, co przeszkadza mu udzielać zasłudze takiej uwagi, jakiej trzeba, żeby ją umieścić na właściwym miejscu. Co do pochwał banalnych i zużytych, którymi ją darzą, skoro podejrzewają jej obecność, nie mogą one pochlebić zasłudze.

Kiedy postanowimy sobie widywać się tylko z tymi, co obchodzą się z nami w myśl zasad moralności, cnoty, rozumu, prawdy, nie zważając na konwenanse, próżność, etykietę, jako na podwaliny społeczne; kiedy, mówię, postanowimy to sobie (a trzeba to sobie postanowić jeśli cię nie jest głupcem, człowiekiem słabym lub nikczemnikiem), zdarza się, iż musimy żyć niemal samotnie.

Uczucie względem większości dobroczyńców bywa podobne do wdzięczności dla dentystów. Mówimy sobie, że wyświadczono nam dobrodziejstwo, że uwolniono nas od cierpienia, lecz przypominamy sobie ból, jaki nam zadano, i zgoła nie kochamy ich czule.

Porównano niezręcznych dobroczyńców do kozy, która pozwalała się doić i przez roztrzepanie uderzeniem kopyta wywraca skopek, który napełnia swym mlekiem.

Używaj i pozwalaj używać innym, nie nie wyrządzając krzywdy ani sobie, ani nikomu, oto, sądzę, cała moralność.

Dla ludzi prawdziwie uczciwych i posiadających pewne zasady, przykazania boskie w skróceniu zostały umieszczone na portyku opactwa w Theleme: Czyń co chcesz.

Wychowanie powinno mieć na uwadze dwie zasady: moralność i roztropność; moralność, żeby wzmocnić cnotę; roztropność, żeby chronić się przed występkiem innych ludzi. Przeciągając wagę na stronę moralności, przysporzycie tylko ofiar oszustwa lub męczenników; przeciągając na drugą stronę, zrobicie wyrachowanych egoistów. Zasadą każdego społeczeństwa jest oddawać sprawiedliwość sobie i innym. Jeżeli należy kochać bliźniego swego jak siebie samego, to, jest przynajmniej równie sprawiedliwe kochać siebie samego jak bliźniego swego.

Wyrzekając się świata i majątku, znalazłem szczęście, spokój, zdrowie, nawet bogactwo; i wbrew przysłowiu spostrzegam, że kto opuszcza grę, wygrywa.

Straciłem zupełnie gust do ludzi – mówił pan de L .... – Nie stracił pan gustu – odrzekł pan de N..., nie żeby mu zaprzeczyć, lecz z mizantropii, chcąc mu powiedzieć: pański gust jest dobry.

Powodzenie bardzo wielu dzieł należy przypisywać temu stosunkowi jaki zachodzi między miernością idei autora i miernością idei publiczności.

Prawie niepodobna, żeby filozof i poeta nie byli mizantropami: 1. ponieważ usposobienie i rodzaj talentu pociągają ich do obserwowania społeczeństwa, a ten rodzaj studiów ustawicznie zasmuca serce; 2. ponieważ społeczeństwo prawie nigdy nie wynagradza talentu (szczęśliwy jeszcze ten, kogo zań nie karze); ta przyczyna smutku podwaja tylko skłonność do melancholii.

Większość mistyfikacji społecznych zdaje się mieć na celu utrzymanie człowieka w mierności myśli i uczuć, a to w tym celu, żeby stał się zdatnym do rządów, albo podatnym do rządzenia.

Iluż ludzi piętnowało nadużycia władzy do chwili, póki sami nie stali się jej depozytariuszami i z kolei nie otrzymali możności nadużywania jej.


Tłumaczenie: Konrad Drzewiecki