Link do wszystkich dokumentów


Chamfort
Charaktery i Anegdoty

(wybór)

Pewien człowiek pociągnięty urokiem stanu kapłańskiego powiedział: „Choćbym miał duszę zgubić, muszę zostać księdzem”.

Pani de Tencin, przy swoim słodkim obejściu była kobietą bez zasad, zdolną dosłownie do wszystkiego. Pewnego dnia chwalono jej słodycz. „Tak – rzekł ksiądz Troublet – gdyby miała interes w tym, aby pana otruć, wybrałaby najsłodszą truciznę".

Atakowano opinię pana N ... o jakimś dziele, przeciwstawiając mu odmienny sąd publiczności. „Publiczność, publiczność” – rzekł – ilu trzeba głupców, aby stworzyć publiczność”.

Księżna du Maine nie czując się lepiej łajała swego lekarza i mówiła: „Warto było nakładać mi tyle prywacyj i kazać mi żyć na odludziu?" - "Ależ Wasza Wysokość, wszakże jest w zamku czterdzieści osób". - "Ech, czy pan wie, że czterdzieści czy pięćdziesiąt osób to jest odludzie dla księżniczki?"

Rzekłem do pana R ... wesołego mizantropa, który mi przedstawił człowieka znajomego: „Pański przyjaciel nie zna wcale świata, nie wie jeszcze nic”. – „Tak – odparł –a już jest smutny tak, jakby wiedział wszystko”.

„Widziałem, w wielkim świecie – powiedział N... tylko niestrawne obiady, nudne kolacje, nieszczere rozmowy, stosunki bez przyjaźni, ruję bez miłości”.

N... powiedział, że człowiek rozumny, przenikliwy i wiedzący społeczeństwo takim jak jest, znalazłby wszędzie tylko gorycz. Trzeba brać rzeczy od wesołej strony, przyzwyczaić się, patrzeć na ludzi jak na pajaców, a na społeczeństwo jak na deskę, po której ci pajace skaczą. Z tą chwilą wszystko się zmienia, poszczególne profesje, właściwe im próżnostki, odcienie ich u różnych ludzi, hultajstwa, szalbierstwa, wszystko robi się zabawne i – człowiek żyje zdrów.

Komplementowano panią Denis za talent z jakim grała Zairę. „Trzeba by – rzekła – być młodą i piękną”. – "Ach, pani – odparł naiwnie komplemencista – pani jesteś dowodem, że nie”.

Pan de Malesherbes mówił do pana de Maurepas, że trzeba namówić króla, aby zwiedził Bastylię. „Niech Bóg broni – odparł pan de Maurepas – nie chciałby już tam nikogo wsadzić”.

„Trzeba – powiedział N... schlebiać ludziom albo budzić w nich lęk. To są małpy, które skaczą tylko w nadziei orzecha albo z obawy bata”.

N... powiedział, że gonić za fortuną kosztem nudy, zabiegów, nadskakiwania możnym, zaniedbywania uprawy własnej duszy i myśli, to znaczy łowić płotkę na złoty haczyk.

Książę de Choiseul i książę Praslin spierali się raz o to, kto jest głupszy, król czy książę de la Vrilliere. Książę da Praslin twierdził, że pan de la Vrilliere: tamten jako dobry poddany, obstawał za królem. Jednego dnia na radzie król palnął potężne głupstwo. „I cóż, Praslin – rzekł książę de Choiseul – cóż teraz powiesz?"

N... wygłaszał wielce przewrotne zasady w miłości, ale w gruncie był uczuciowy i szczery. Toteż ktoś powiedział o nim: „Udaje, że jest łotrem, aby nie zrazić kobiet”.

Pan Poissonier, lekarz, wróciwszy z Rosji, udał się do Ferney, aby wymówić panu de Voltarie wszystko, co powiedział fałszywego i przesadnego o tym kraju. „Drogi panie – odparł naiwnie Voltarie – przysłali mi w prezencie takie dobre futra, a ja jestem wielki zmarzluch”.

Pani de Tencin powiedziała, że ludzie rozumni popełniają wiele błędów przez to, że nigdy nie mają innych za dość głupich, za tak głupich, jak są.

Bankiera angielskiego nazwiskiem Ser czy Sair, oskarżono o spisek celem porwania króla (Jerzego Trzeciego) i przewiezienia go do Filadelfii. Postawiony przed sądem, rzekł: „Wiem doskonale, co król może zrobić z bankierem; ale nie mam pojęcia, co może począć bankier z królem".

Powiadano angielskiemu satyrykowi Donne: „Grzmij na występki, ale oszczędzaj występnych”. – Jak to – odparł potępiać karty, ale wybaczać szulerom?

Pewien młody człowiek obraził zausznika ministra. Przyjaciel jego, świadek tej sceny, rzekł doń po odejściu obrażonego: „Wiedz, że lepiej byłoby ci obrazić ministra niż człowieka, który mu towarzyszy do wygódki”.

N... powiedział o pani X: „Sądziłem, że chce abym dla niej został wariatem, i byłem gotów; ale ona chciała, abym został głupcem, tego odmówiłem wręcz”.

D'Alambert bawił u Woltera z pewnym słynnym profesorem prawa z Genewy. Ten podziwiając wszechstronność Woltera, rzekł: „Jedynie w prawie publicznym wydaje mi się trochę słaby” – "A mnie – odparł d'Alambert – wydaje się trochę słaby tylko w matematyce".

Beaumarchais, który pozwolił się wygrzmocić księciu de Chaulnes, nie przyjmując pojedynku, otrzymał wyzwanie od de la Blache. Odpowiedział: „Lepszym odmawiałem”.

Mówiąć o tym padole płaczu, gdzie sprawy idą coraz gorzej, N... powiedział: „Czytałem gdzieś, że nie ma nic gorszego, dla ludów niż zbyt długie panowanie. Słyszę, że Bóg jest wieczny, to wszystko tłumaczy".

Pytałem pana N... czemu żadna przyjemność nie ma nad nim władzy; odparł: „To nie znaczy, abym nie był wrażliwy na nie, ale nie ma ani jednej, która by mi się nie zdawała przepłacona. Sława naraża na potwarz, szacunek ludzki wymaga nieustannych starań; przyjemności – ruchu i zmęczenia. Życie towarzyskie pociąga tysiąc utrapień; wszystko widzą, znają, sądzą, świat nie przedstawia dla mnie nic takiego, abym wchodząc w siebie samego, nie znalazł tegoż samego w lepszym gatunku. Z tych po sto razy ponawianych doświadczeń wynikało, że nie będąc z natury apatyczny ani obojętny, popadłem w jakiś bezwład: doraźne moje położenie zawsze mi się wydaje najlepsze, ponieważ zaleta jego mieści się w tym bezruchu i rośnie wraz z nim. Miłość jest źródłem udręki; rozkosz bez miłości parominutową przyjemnością; małżeństwo gorsze niż wszystko inne; zaszczyt ojcostwa wiedzie za sobą szereg niedoli; dom otwarty to zajęcie godne oberżysty. Nędzne pobudki, które sprawiają, że świat poszukuje człowieka lub szanuje go, są zbyt przejrzyste, mogą zmamić chyba głupca albo pochlebić człowiekowi śmiesznie próżnemu. Stąd wyciągnąłem wniosek, że spokój, przyjaźń i myśl to jedyne dobra, które przystały człowiekowi, skoro przekroczył wiek szaleństwa”.

Proboszcz z Bray przechodził kilka razy od katolicyzmu do protestantyzmu, kiedy zaś przyjaciele dziwili się jego obojętności: „Ja obojętny! - rzekł – ja niestały! Nic podobnego, przeciwnie, ja się nie zmieniam, ja chcę być proboszczem w Bray”.

Pewnego Francuza dopuszczono do oglądania gabinetu króla Hiszpanii. Znalazłszy się przed jego tronem i biurkiem rzekł: „Więc to tutaj ten wielki monarcha pracuje”. - „Jak to pracuje? - rzekł przewodnik – cóż to za zuchwalstwo! Nasz wielki król miałby pracować? Przychodzi pan tutaj aby znieważyć Jego Majestat?” Wywiązała się sprzeczka w której Francuzowi z trudem udało się przekonać Hiszpana, że nie miał zamiaru obrazić Jego Majestatu.

Duclos mówił raz o raju, który każdy sobie wyobraża na swój sposób. Pani de Rochford rzekła: „Dla pana, panie Duclos, oto z czego składałby się pański raj: chleb, wino, ser i pierwsza lepsza”.

Kiedy pan de Choiseul-gouffier chciał na swój koszt pokryć swoim chłopom chaty z obawy pożaru, podziękowali mu za dobroć, ale prosili, aby zostawił je, jak są, powiadając, że gdyby chaty były kryte dachówką zamiast słomy, poborcy podwyższyliby im podatek.

Proponowałem pana de L... korzystne małżeństwo. Odparł: „Po co miałbym się żenić? Najlepsze, co mogłoby mi się zdarzyć w małżeństwie, to nie bycie rogaczem; osiągnę to jeszcze pewniej, nie żeniąc się wcale”.

Rozmawiałem z panem de V... , który zdaje się żyć bez złudzeń w wieku w którym ludzie bywają do nich jeszcze zdolni. Wspominałem mu, że świat dziwi się jego nieczułości. Odpowiedział poważnie: „Nie można i umrzeć i żyć. Byłem swego czasu, jak każdy, kochankiem ladacznicy, zabawką kokietki, igraszką kobiety lekkiej, narzędziem intrygantki. Czym można być więcej? Przyjacielem kobiety z sercem? Ba, wchodzimy w sferę baśni”.

Powiadano do N... „Pan dba o szacunek”. Odpowiedź jego uderzyła mnie: „Nie – powiedział – ale mam go dla siebie, co mi zyskuje niekiedy szacunek innych”.

Znałem pewnego mizantropa, który w dobrodusznych chwilach mówił: „Nie zdziwiłbym się, gdyby gdzieś w kącie istniał jaki uczciwy człowiek, o którym nikt nie wie”.

Aby nie profanować imienia Rzymian, Duclos mówił o współczesnych rzymianach: Włosi z Rzymu.

Pytałem pana N... czemu wycofał się ze świata, odpowiedział: „Nie kocham już kobiet, a znam mężczyzn”.

Pytałem pana R..., człowieka dowcipnego i utalentowanego, czemu nie brał udziału w rewolucji r 1789; odpowiedział: „Bo od trzydziestu lat poznałem ludzi jako tak złych pojedynczo i prywatnie, że nie śmiałem niczego oczekiwać po nich publicznie i zbiorowo”.

N... mówił mi, że zawsze dobrze wychodził z kobietami na takich zasadach: Mówić stale o płci pięknej w ogólności: chwalić te, które są miłe, milczeć o innych, obcować z nimi mało; nie ufać im nigdy; nigdy nie uzależniać swego szczęścia od jakiejkolwiek kobiety.

D... ucieszny mizantrop, powiedział w przedmiocie złości ludzkiej: „Jedynie bezużyteczność pierwszego potopu sprawia, że Bóg nie zsyła drugiego”.

Proponowano panu N... małżeństwo; odpowiedział: „Dwie rzeczy zawsze kochałem do szaleństwa: kobiety i bezżeństwo. Straciłem pierwszą namiętność, trzeba zachować drugą”.

Pan de R..był niegdyś mniej surowy i mniej krytyczny niż dziś – zużył całą swoją pobłażliwość, a tę odrobinę, która mu została, zachowuje dla siebie.

Oskarżono pana N... ,że jest mizantropem. Ja? - odparł – wcale nie; ale groziło mi, że nim zostanę i doprawdy dobrzem uczynił, żem temu zapobiegł. - A w jaki sposób? - Zostałem samotnikiem.

N... mówił mi raz uciesznie o kobietach i ich wadach: „trzeba wybierać: albo kochać kobiety, albo je znać: nie ma pośrodka".

„Moi wrogowie nie mogą mi nic zrobić – mówił N... - bo nie mogą mi zabronić dobrze myśleć i dobrze czynić”.

Wymawiano panu N... jego upodobanie do samotności; odparł: „Lepiej znoszę swoje wady niż cudze”.

Pytałem pana N... czemu odrzuca korzystne małżeństwo. Odpowiedział: „Nie chcę się żenić z obawy, abym nie miał syna podobnego do siebie”. Byłem zdziwiony, bo to jest bardzo zacny człowiek; za czym dodał: „Tak, z obawy abym nie miał syna, który będąc ubogi jak ja, nie umiałby ani kłamać, ani pochlebiać, ani pełzać, i aby nie przechodził tego samego co ja”.

W epoce Zgromadzenia Notablów, ktoś chciał pobudzić do mówienia papugę pani de... Niech się pan nie wysila – odrzekła – nie otwiera nigdy dzioba. - Jak to, ma pani papugę, która nie mówi? Niech ją pani nauczy przynajmniej mówić: „Niech żyje król”. - „Niech Bóg broni – odparła – papuga umiejąca mówić niech żyje król! Już bym jej nie miała, zrobiono by z niej notabla”.

Pytano pana N... ,czemu natura uczyniła miłość niezależną od rozumu. „Dlatego – rzekł – że natura myśli jedynie o gatunku i dla utrwalenia go nie potrzebuje naszych głupstw. Jeśli będąc pijany, zbliżę się do służącej w karczmie albo do ladacznicy, cel natury może być równie dobrze spełniony, co gdybym zdobył Klarysę po dwóch latach starań; podczas gdy rozum ochroniłby mnie od pomywaczki, od ladacznicy, a nawet może od Klarysy. Gdyby się radzić tylko rozumu, któryż człowiek chciałby być ojcem i gotować sobie tyle zgryzot na tak długo? Któraż kobieta dla parominutowego spazmu chciałaby się narazić na rok choroby? Odbierając nam rozum, natura lepiej utrwala swoje panowanie i oto czemu zrównała pod tym względem Zerobinę i pomywaczkę, Marka Aureliusza i jego parobka”.

Ktoś powiedział o wielkim egotyście: „Spaliłby wasz dom aby sobie ugotować dwa jajka”.

„Szczęście – powiedział N... nie jest rzeczą łatwą. Bardzo trudno jest znaleźć je w sobie, a niepodobna gdzie indziej”.

Powiadano panu Delon, lekarzowi mesmeryście: „No i co? Pan de B... umarł, mimo przyrzeczeń pańskich, że go wyleczysz. - Pana tu nie było – odparł – nie śledził pan przebiegu choroby: on umarł wyleczony”.

Pytano pani de Rochefort, czy chciałaby znać przyszłość. „Nie – odparła – zbyt jest podobna do przeszłości”.

Dewot pewien występując przeciwko ludziom, którzy roztrząsają artykuły wiary, rzekł naiwnie: „Panowie, prawdziwy chrześcijanin nie roztrząsa tego, w co mu każą wierzyć. To tak jak z gorzką pigułką, jeżeli zaczniesz gryźć, nigdy nie przełkniesz”.

Zadano drażliwe pytanie panu N... ,który odpowiedział: „To są rzeczy, które wiem doskonale, kiedy się o nich mówi, ale zapominam ich, kiesy mnie kto o nie pyta”.

Człowiek jest nowicjuszem w każdej porze życia.

Sykstus Piąty zastawszy papieżem, wzywa do Rzymu pewnego jakobina z Mediolanu i łaje go jako złego zarządcę klasztoru, przypominając mu sumę, jaką piętnaście lat temu wprzódy pożyczył pewnemu franciszkaninowi. Winny rzekł: To prawda, to był hultaj, który mnie zarwał. - To ja - rzekł papież – jestem ów franciszkanin; oto masz swoje pieniądze, ale nie dawaj już się nabrać i nie pożyczaj nigdy mnichom z tego zakonu.

Pan de... ,człowiek gwałtowny, gdy mu wymawiano jakieś błędy, wpadł w furię, wołając, że się schroni na bezludzie. Jeden z przyjaciół rzekł spokojnie: „Widzę, że wolisz zachować swoje wady niż swoich przyjaciół”.

N... powiedział o życiu światowym: „Życie towarzyskie to byłaby urocza rzecz, gdyby jeden człowiek obchodził cokolwiek drugiego”.

Baron de la House oddał pewne usługi papieżowi Ganganelli; papież pytał go, czym mógłby mu się wypłacić. Baron chytry Gaskończyk, poprosił o jakąś relikwię. Papież zdziwił się bardzo taką prośbą za strony Francuza. Kazał mu dać to o co prosił. Baron, który miał w Pirenejach mająteczek przynoszący bardzo niewiele dla niemożności transportu ziemiopłodów, kazał przenieść tam ciało świętego i zatrąbić o tym. Zbiegli się klienci, przyszły cuda, sąsiednia wioska zaludniła się, ceny produktów poszły w górę, dochody barona potroiły się.

Słyszałem o błaźnie dworskim, widocznie bardzo rozsądnym, który mówił: „Nie wiem, czym się to dzieje, ale koncepty przychodzą mi zawsze tylko na ludzi w niełasce”.

Księżna de Main mając pilny interes do księdza de Vaubrun, każe swemu lokajowi odszukać go, gdziekolwiek by się znajdował. Ów idzie i dowiaduje się ku wielkiemu swojemu zdumieniu, że ksiądz de Vaubrun odprawia mszę w tym a tym kościele. Podchodzi do księdza wracającego od ołtarz, mówi mu to, co miał polecone, okazawszy zdziwienie, że widzi go odprawiającego mszę. Ksiądz, który był wielki niedowiarek, rzekł: „Błagam cię, nie mów księżnej w jakim stanie mnie znalazłeś”.

Mały chłopczyk poprosił matkę o konfitury. „Daj mi za dużo”, mówił.

Tlumacz: Tadeusz Boy Żeleński