Link do wszystkich dokumentów

Celibat

Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; i są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżennymi. Kto to może pojąć, niech pojmuje.


Przeciętniakowi nieobeznanemu i nie rozumiejącemu Nauki Buddy, trudno to pojąć. Ba, nawet sam wielki Orygenes nie do końca zrozumiał o co chodziło Jezusowi. W takiej sytuacji być może warto przypomnieć o istnieniu skazy zmysłowości, która musi być wyeliminowana, jeżeli chcemy w ogóle marzyć o wyzwoleniu z odwiecznej samsary. Upadek Dhammy obecnie jest tak wielki, że znajdują się tak zwani „buddyjscy nauczyciele” głoszący, że nie ma nic złego w zmysłowości. Inny nauczyciel, ale z pewnymi powiązaniami z Dhammą, Eckhart Tolle twierdzi, że co prawda uprawia seks, ale robi to bez przywiązania. Wszyscy wiemy, że koncepcja „jesiotra drugiej świeżości” została radykalnie odrzucona w „Mistrzu i Małgorzacie” - nie ma czegoś takiego. Co do idei seksu bez przywiązań, wszystkich zainteresowanych można odesłać do M 22 gdzie została ona potraktowana przez Buddę podobnie jak „jesiotr drugiej świeżości” przez Bułhakowa. Nie ma czegoś takiego jak seks bez przywiązań. Poniższy tekst składa się z rozproszonych wypowiedzi Nanaviry Thery na temat seksu i celibatu.


(...) Ale przynajmniej, w After Many A Summer Huxley nie zachwala zmysłowości (tj seksu) [oczywiście słuchanie Beethovena jest również zmysłowością, ale kiedy powiedziałeś „seks” powiedziałeś wszystko. Człowiek który może zrezygnować z seksu, może też zrezygnować z Beethovena]; podczas gdy w jego ostatnich książkach wydaje się że osiągnięcie satysfakcjonującego związku seksualnego jest zachwalane, wraz z chemicznym mistycyzmem, jako najwyższe cele do osiągnięcia. Ta idea oczywiście nie jest rzadkością: wydaje się to być rozpowszechnionym poglądem, nie tylko na Cejlonie, że jeżeli człowiek nie może zostać mnichem – buddyjskim czy innym – jego obowiązkiem jest się ożenić. To całkiem błędne. Nauka Buddy jest perfekcyjnie określona – satysfakcjonujący związek seksualny w obrębie ograniczeń trzeciego wskazania, chociaż dozwolony dla świeckiego wyznawcy, idzie jako trzeci. Jeżeli nie możesz być mnichem bądź świeckim wyznawcą przestrzegającym celibatu, jeżeli tego nie potrafisz, wtedy utrzymuj trzecie wskazanie (ograniczając się do swojej żony czy żon). Budda rozpoznaje pojęcie n'atthi kamesu doso – nie ma szkodliwości w zmysłowości (A 3 U 6) jako błędny pogląd który zapełnia tereny cmentarne, tj prowadzi człowieka do powtarzających się narodzin i śmierci. By wydostać się z samsary, wpierw trzeba porzucić ten pogląd i wtedy sama zmysłowość też musi być porzucona – to łatwa bądź trudna rzecz, stosownie do okoliczności, ale zwykle trudna.


***        


Przysłano mi ostatnią powieść Huxleya „Island”. To w najwyższym stopniu niesatysfakcjonująca książka. Skoro na krótko przed jej napisaniem Huxley odwiedził Cejlon i skoro mieszkańcy Wyspy są buddystami, myślano, że Wyspą jest Cejlon. Ale to oczywisty błąd. Wyspą bez wątpienia jest Bali, co wynika zarówno z jej geograficznego jak i politycznego środowiska i kobiety noszą odsłonięte piersi, co jest – lub było w przypadku Cejlonu praktykowane tylko przez Rodiyów). Poza tym ludzie są buddystami mahajany (w dodatku tantrycznymi) i z silnym dodatkiem kultu Sziwy. Książka jest rodzajem Nowego Wspaniałego Świata na odwrót – opisuje Utopię którą Huxley aprobuje. Bazuje ona prawie całkowicie na maithuana i meskalinie (jeden z charakterów cytuje tantrycznego buddystę mówiącego, że Budda jest w yoni – bardzo wygodna doktryna!) kombinacja czego jak się wydaje, jest w stanie stworzyć Ziemski Raj. Kłopotliwy fakt odrodzin jest wyeliminowany przez twierdzenie, że Budda odradzał spekulowania na ten temat (kiedy faktycznie Budda w Suttach całkiem otwarcie mówi, że są odrodziny: spekulacja której Budda nie zachęcał, to czy Tathagata (czy arahat) istnieje po śmierci, co jest całkiem inną sprawą. [Zadawać takie pytania to zakładać, że przynajmniej przed śmiercią arahat istnieje. Ale nawet w tym życiu, właściwie, arahat jest nie do odnalezienia]. 

Jest prawdopodobne, że Huxley zebrał pewną ilość informacji o Dhammie podczas gdy był na Cejlonie, ale będąc niechętny Therawadzie (co jest jasne z jego poprzednich książek) nie wahał się  interpretować te informacje tak, by pasowały do jego idei. Znajdujemy np. że zgodnie z Freudowską doktryną Macualinda Nagaraja (Udana 11:10) oznacza stosunek seksualny. A to jest w kompletnej rozbieżności z zakończeniem tej sutty:


Beznamiętność wobec zmysłowych przyjemności

Wydostanie się poza zmysłowość

Odłożenie wyobrażenia "jestem”

To jest największa przyjemność.


W skrócie, książka jest całkowicie błędną reprezentacją Nauki Buddy w popularnej formie i jest prawdopodobne, że będzie szeroko czytana. H oczywiście jest przekonany co do swoich poglądów i bez wątpienia chce dobrze, ale to nie czyni książki mniej niefortunną.


***

Tak bardzo chciałbym móc wkroczyć w uciechę gry z niekwestionowanym entuzjazmem Durrella! Co za fantastyczne doświadczenie być rzeźbiarzem jednej z tych niesamowitych erotycznych grup na zewnątrz indyjskich świątyń – reprodukowanie i publiczne uwiecznianie w kamieniu za dnia, intymne i nieuchwytne cielesne ekstazy nocą! Ale przypuśćmy, że widzi się drugą stronę obrazka, co wtedy? Nie mam na myśli śmierci (której obecność może wręcz zintensyfikować czyjeś pragnienie życia) ale zrozumienie, że miłość (wszelakiego rodzaju) musi być bez znaczenia (jakkolwiek namiętnie możemy chcieć wierzyć, że jest inaczej) jeżeli życie jest bezcelowe. Budda w każdym razie, mówi nam, że jedynym celem egzystencji to położyć jej kres. A jak możemy ją zakończyć?


Porzucając pragnienie i pożądanie

gdzie utkwił przeciętniak

Niech człowiek z oczami podąży

i wydostanie się z tego piekła. (Sn 706: 137)


I nie ma tu miejsca na kompromis, na przekór Huxleyowi i mistykom. Huxley chce najlepszego z dwóch światów maithuanę i meskalinę; i gdzie hindus mówi nie bez pewnej racji, że „ja” jest w yoni, H cytuje tantryczny tekst mówiący, że Budda jest w yoni; co jest ledwie życzeniowym myśleniem – jak szybko wszyscy stalibyśmy się Buddami! I mistycy z tego co ich czytałem, wydają się opisywać zjednoczenie z Bóstwem z terminach kopulacji. Augustyn, z pewnością wie, że rozwiązłość musi być porzucona jeżeli jakikolwiek rodzaj mentalnego spokoju ma być osiągnięty, ale biedak zwodził się, gdy wyobrażał sobie, że raz odłożone te rzeczy opuszczą go na całą wieczność. Bez wątpienia zostały zaniechane na okres jego życia i prawdopodobnie na jakiś czas po nim (gdzie on teraz jest?) ale korzeń seksu nie jest wykopany ostatecznie aż do trzeciego stopnia osiągnięcia na na ścieżce do Przebudzenia. Zarówno sotopanna (wchodzący w strumień), którego przyszłe ludzkie życia są ograniczone w liczbie i sakadagami (raz-powracający) ma czy może mieć apetyt seksualny (i odpowiednie wykonanie, bo nie ma mowy o impotencji) i to tylko anagami (nie-powracający) jest wolny od zmysłowych pragnień. Augustyn zatem, choć czasowo zwycięski nad łóżkiem - i jego mistyczne doświadczenie było możliwe tylko dla tego - ciągle ma korzeń pożądania w sobie. Nikt kto osiągnął jakiś stopień buddyjskiej ścieżki nie może uważać seksu czy jego mistycznych sublimacji za coś wartościowego.


***


Ciekawe, że od czasów Freuda, najbardziej ekstrawaganckie fantazje w królestwie miłości są uważane za całkowicie normalne (osoba bez nich jest widziana jako przypadek podlegający leczeniu), w królestwie śmierci (innym wielkim obszarze ludzkiego życia) jakiekolwiek dziwne fantazje są ciągle uważane za „zwyrodniałe”. Sutty odwracają tą sytuację, zmysłowe myśli są myślami chorego człowieka (chorego na ignorancję i pragnienie) i droga do zdrowia wiedzie przez myśli o brzydocie i dekompozycji. I nie w abstrakcyjny naukowy sposób – na przykład człowiek widzi czy wyobraża sobie gnijące zwłoki, i wtedy stawia swe własne ciało w takiej sytuacji.


***


Kwestia „uroczej młodej pokusy” jest oczywiście trudna. Ale trzeba temu stawić czoła jeżeli chce się żyć jako pustelnik. Mówi się, że Budda powiedział (choć nie spotkałem tego cytatu w Suttach), że gdyby była jeszcze jedna taka rzecz jak seks (kama) tj gdyby były dwie takie rzeczy – wtedy nie byłoby możliwe wieść brahmacariya i położyć kres cierpieniu. Chociaż Sutty podają liczne sposoby radzenia sobie z „uroczą młodą pokusą” gdy nadchodzi drogą, jest jeden który czasem odkrywam jako użyteczny. Bazuje on na epizodzie Buddy i czcigodnego Nandy z Udany. Kiedy „urocza młoda pokusa” nawija się pod oczy, mówisz do siebie: „Cóż, jeżeli rzeczywiście muszę mieć seks i nie dam rady się bez niego obejść, najlepszym planem jest powstrzymać się teraz i przez to osiągnąć zasługę, tak że w moim przyszłym życiu przyniesie mi ona więcej i to lepszego seksu niż mogę dostać tutaj. Przez ten czas gdy tak rozważałeś aspekt tego zagadnienia, pokusa prawdopodobnie minęła i jest już poza zasięgiem wzroku, za rogiem i jest zbyt późno by cokolwiek z tym zrobić. Ale wciąż masz tą niezaspokojoną potrzebę seksu. Aby się jej pozbyć musisz zobaczyć, że seks nie jest wieczny, że w dłuższym terminie związane z tym kłopoty przerastają przyjemność; i że finałowy spokój może być osiągnięty gdy wszystkie myśli o seksie zginęły. Ta procedura jest często całkiem wystarczająca by usunąć problem z umysłu – aż do, oczywiście, następnej pokusy nadchodzącej kołysząc biodrami. Ale każdego razu jest mały postęp i stopniowo utrzymywanie spokoju umysłu staje się łatwiejszym, nawet gdy pokusa aktualnie się pojawia.


***


Huxleya „Buddyzm” w „Wyspie” jest prawie całkowitą sprzecznością, punkt za punktem z tym czego Budda w rzeczywistości nauczał. W szczególności absolutnie nie ma dającego się znaleźć w Suttach usprawiedliwienia na ideę, że droga do zbawienia wiedzie przez seks (jakkolwiek mistycznie pojmowany). Budda jest w tym punkcie całkowicie jednoznaczny, bez porzucenia przywiązania nie ma zakończenia cierpienia. Pogląd, ze nie ma szkodliwości w zmysłowości (M 45) zapełnia cmentarze (tj prowadzi do odnawiających się narodzin i śmierci). Postawa Durrella jest lepsza, gdzie dla artysty, miłość jest usprawiedliwiona jako zapewniająca swoisty rodzaju materiału – cierpienie z którego artysta tworzy swe dzieło. Ale wciąż pozostaje pytanie „Co jest tym co usprawiedliwia artystę?” Z pewnością można powiedzieć, że artysta jest usprawiedliwiony przez istnienie cierpienia, ograniczeń ludzkiej kondycji; ale Budda usuwa cierpienie i pozycja artysty jest podminowana. Laclos jest w rzeczywistości jedynym spójnym tutaj, gdyż nie oferuje wcale żadnego usprawiedliwienia.


***


Z pewnością w seksualnej miłości wydajemy się doświadczać wieczności i to często jest traktowane jako mające znaczenie religijne (na przykład przez hindusów z ich Shiwalingam nie wspominając już nic o ich świątynnym erotyzmie). Ale cóż to za śmieszna wieczność co trwa przez kilka sekund czy minut i pozostawia nas  zastanawiających się po co to wszystko było! Jak mówi prosto prymitywny rym:


Cold as the hair of polar bears bum

Cold as the love od a man when he's come.


Jako reklama wieczności, seks jest żartem. W romantycznej miłości, prawda, udaje się nam przeżywać rodzaj wieczności przez miesiąc czy może lata: każda afera miłosna trwa na zawsze – podczas gdy trwa. Ale, wszystko to samo, kiedy Youhandean (cytowany przez Palinurusa w The Unquiet Grave pyta: „Kiedy świat traktuje obojętnie istotę którą kochamy, kto ma rację?” musimy odpowiedzieć -”świat”. Nasze przeszłe miłości mogą być absolutnie martwe, nawet jeżeli spotykamy ukochanego ponownie (np. Darley i Justine w „Clea”) i to zwykle tylko na korzyść obecnego ukochanego (jeśli jakiś jest) to nie zgadzamy się z werdyktem świata. Tak też jest z estetyczną radością. Transcendentalny sens Mozarta, jego adagio i fuga, późny Beethoven, kwartety Bartoka, oktet Strawińskiego tak oczywiste dla mnie przed wstąpieniem do armii – gdzie były gdy wróciłem do domu po wojnie?


Sutty związane z tematem

Rady Bharadvaja


Braminie, o kimkolwiek mówiąc, właściwie można powiedzieć: „Żyje on święte życie niezłomnie, bez uszczerbku, bez skaz, nienagannie w pełni i czysto” - to o mnie w rzeczy samej można tak powiedzieć, gdyż ja żyję święte życie niezłomnie, bez uszczerbku, bez skaz, nienagannie, w pełni i czysto. -Ale co Mistrzu Gotama jest złamaniem, uszczerbkiem, skazą, nagannością świętego życia?-

Tu braminie pewien pustelnik czy bramin twierdzący, że żyje całkowicie czyste życie, który nie współżyje z kobietami, ale cieszy się z bycia nacieranym, masowanym, kąpanym, mytym przez kobiety, rozmiłowuje się w tym, tęskni za tym i jest tym oczarowany; to w rzeczy samej, braminie jest złamaniem, uszczerbkiem, skazą, nagannością świętego życia. O tym człowieku, braminie, mówi się, że żyje święte życie nieczysto, związany przez pęta seksu, nie jest on wolny od narodzin, starości i śmierci, od żalu, płaczu, smutku, bólu i rozpaczy, powiadam iż nie jest on wolny od cierpienia.

I znów braminie, pewien pustelnik czy bramin twierdzący, że żyje całkowicie czyste życie, który nie współżyje z kobietami, ani nie cieszy się z bycia nacieranym, masowanym, kąpanym, mytym przez kobiety, nie rozmiłowuje się w tym, nie tęskni za tym i nie jest tym oczarowany, ale żartuje, dowcipkuje, bawi się rozmową z nimi, rozmiłowuje się w tym, tęskni za tym i jest tym oczarowany; to w rzeczy samej, braminie jest złamaniem, uszczerbkiem, skazą, nagannością świętego życia. O tym człowieku, braminie, mówi się, że żyje święte życie nieczysto, związany przez pęta seksu, nie jest on wolny od narodzin, starości i śmierci, od żalu, płaczu, smutku, bólu i rozpaczy, powiadam iż nie jest on wolny od cierpienia.

I znów braminie, pewien pustelnik czy bramin twierdzący, że żyje całkowicie czyste życie, który nie współżyje z kobietami, ani nie cieszy się z bycia nacieranym, masowanym, kąpanym, mytym przez kobiety, nie rozmiłowuje się w tym, nie tęskni za tym i nie jest tym oczarowany ani nie żartuje, nie dowcipkuje, nie bawi się rozmową z nimi, ale rozgląda się za kobietami, rozmiłowuje się w tym, tęskni za tym i jest tym oczarowany; to w rzeczy samej, braminie jest złamaniem, uszczerbkiem, skazą, nagannością świętego życia. O tym człowieku, braminie, mówi się, że żyje święte życie nieczysto, związany przez pęta seksu, nie jest on wolny od narodzin, starości i śmierci, od żalu, płaczu, smutku, bólu i rozpaczy, powiadam iż nie jest on wolny od cierpienia.

I znów braminie, pewien pustelnik czy bramin twierdzący, że żyje całkowicie czyste życie, który nie współżyje z kobietami, ani nie cieszy się z bycia nacieranym, masowanym, kąpanym, mytym przez kobiety, nie rozmiłowuje się w tym, nie tęskni za tym i nie jest tym oczarowany ani nie żartuje, nie dowcipkuje, nie bawi się rozmową z nimi, ani nie rozgląda się za kobietami, ale słucha ich śmiechu, rozmowy i śpiewu czy płaczu z za muru, z za ogrodzenia, rozmiłowuje się w tym, tęskni za tym i jest tym oczarowany; to w rzeczy samej, braminie jest złamaniem, uszczerbkiem, skazą, nagannością świętego życia. O tym człowieku, braminie, mówi się, że żyje święte życie nieczysto, związany przez pęta seksu, nie jest on wolny od narodzin, starości i śmierci, od żalu, płaczu, smutku, bólu i rozpaczy, powiadam iż nie jest on wolny od cierpienia.

I znów braminie, pewien pustelnik czy bramin twierdzący, że żyje całkowicie czyste życie, który nie współżyje z kobietami, ani nie cieszy się z bycia nacieranym, masowanym, kąpanym, mytym przez kobiety, nie rozmiłowuje się w tym, nie tęskni za tym i nie jest tym oczarowany, ani nie żartuje, nie dowcipkuje, nie bawi się rozmową z nimi, ani nie rozgląda się za kobietami, ani słucha ich śmiechu, rozmowy i śpiewu czy płaczu z za muru, z za ogrodzenia ale przypomina sobie ich śmiech, rozmowy i śpiew czy płacz, rozmiłowuje się w tym, tęskni za tym i jest tym oczarowany; to w rzeczy samej, braminie jest złamaniem, uszczerbkiem, skazą, nagannością świętego życia. O tym człowieku, braminie, mówi się, że żyje święte życie nieczysto, związany przez pęta seksu, nie jest on wolny od narodzin, starości i śmierci, od żalu, płaczu, smutku, bólu i rozpaczy, powiadam iż nie jest on wolny od cierpienia.

I znów braminie, pewien pustelnik czy bramin twierdzący, że żyje całkowicie czyste życie, który nie współżyje z kobietami, ani nie cieszy się z bycia nacieranym, masowanym, kąpanym, mytym przez kobiety, nie rozmiłowuje się w tym, nie tęskni za tym i nie jest tym oczarowany, ani nie żartuje, nie dowcipkuje, nie bawi się rozmową z nimi, ani nie rozgląda się za kobietami, ani słucha ich śmiechu, rozmowy i śpiewu czy płaczu za muru, z za ogrodzenia ani nie przypomina sobie ich śmiechu, rozmowy i śpiewu czy płaczu, ale obserwuje gospodarza lub syna gospodarza związanego czy zaangażowanego i cieszącego się pięcioma strunami zmysłowości, rozmiłowuje się w tym, tęskni za tym i jest tym oczarowany; to w rzeczy samej, braminie jest złamaniem, uszczerbkiem, skazą, nagannością świętego życia. O tym człowieku, braminie, mówi się, że żyje święte życie nieczysto, związany przez pęta seksu, nie jest on wolny od narodzin, starości i śmierci, od żalu, płaczu, smutku, bólu i rozpaczy, powiadam iż nie jest on wolny od cierpienia.

I znów braminie, pewien pustelnik czy bramin twierdzący, że żyje całkowicie czyste życie, który nie współżyje z kobietami, ani nie cieszy się z bycia nacieranym, masowanym, kąpanym, mytym przez kobiety, nie rozmiłowuje się w tym, nie tęskni za tym i nie jest tym oczarowany ani nie żartuje, nie dowcipkuje, nie bawi się rozmową z nimi, ani nie rozgląda się za kobietami, ani słucha ich śmiechu, rozmowy i śpiewu czy płaczu z za muru, z za ogrodzenia ani nie przypomina sobie ich śmiechu, rozmowy i śpiewu czy płaczu, ani nie obserwuje gospodarza lub syna gospodarza związanego czy zaangażowanego i cieszącego się pięcioma strunami zmysłowości, ale żyje święte życie z nadzieją na boskie ciało myśląc: „Przez tą moją cnotę, śluby świętego życia, zostanę bogiem”, to w rzeczy samej, braminie jest złamaniem, uszczerbkiem, skazą, nagannością świętego życia.  Rozmiłowuje się w tym, tęskni za tym i jest tym oczarowany; O tym człowieku, braminie, mówi się, że żyje święte życie nieczysto, związany przez pęta seksu, nie jest on wolny od narodzin, starości i śmierci, od żalu, płaczu, smutku, bólu i rozpaczy, powiadam iż nie jest on wolny od cierpienia.

Tak długo braminie, jak kontynuowałem widzenie u siebie jeden z tych siedmiu więzów seksu jako niewyeliminowany, nie rościłem sobie prawa do bycia całkowicie przebudzonym .... (Angutara 7)